Zamiast się domyślać – dogadaj się. Sztuka rozmowy bez zgrzytów – Wywiad z Małgorzatą Serafin

Czy można nauczyć się dogadywać – skutecznie, bez zgrzytów i domysłów? Małgorzata Serafin, trenerka komunikacji i twórczyni „Kodu Porozumienia”, przekonuje, że tak. Komunikacja to nie talent, lecz umiejętność – możliwa do opanowania niezależnie od języka, kultury czy charakteru. W wywiadzie dla iKobiece.pl opowiada o swojej zawodowej drodze, o tym, jak rozmowa (a nie jej brak) wpływa na wypalenie zawodowe, i jak radzić sobie w sytuacjach, gdy emocje biorą górę. To przewodnik po realnych sytuacjach i narzędziach, które działają – nie tylko w pracy, ale i w życiu.

Karolina Dąbrowska: Małgorzato, jesteś trenerką komunikacji, tłumaczką, koordynatorką zespołów międzynarodowych. Jak wyglądała Twoja droga zawodowa – co zaprowadziło Cię właśnie tutaj?

Małgorzata Serafin: Zaczynałam klasycznie – od korepetycji z niemieckiego i tłumaczeń. Szybko trafiłam jednak do hal, magazynów, międzynarodowych open space’ów, gdzie zderzały się kultury, stres i nieporozumienia. Pracując z ludźmi z 11 krajów, zrozumiałam: problemem nie jest brak słów, tylko brak zrozumienia. Komunikacja nie polega na mówieniu – tylko na dogadywaniu się.
Widziałam, jak frustracja, niedomówienia i brak informacji kończą się wypaleniem, pretensjami, rezygnacjami. I w końcu zrozumiałam: nie potrzebujemy tylko języka. Potrzebujemy narzędzi, które uczą, jak się dogadać – szybko, skutecznie, bez zbędnych dram.
Tak powstała moja ścieżka: trenerka komunikacji z doświadczeniem z życia, a nie z teorii. Stworzyłam Kod Porozumienia – system rozwiązywania problemów w zespole, ogarniania emocji i budowania relacji. Bo dogadywanie się to nie dar. To umiejętność. I można się jej nauczyć.

Dlaczego komunikacja to – Twoim zdaniem – jedno z najważniejszych narzędzi zapobiegania wypaleniu zawodowemu?

Bo ludzie nie wypalają się od pracy. Wypalają się od chaosu, braku jasnych informacji, nieustannego zgadywania, o co komu chodzi. Od milczenia, żeby nie „robić problemów”, od braku wpływu, słuchania półsłówek i ciągłego udowadniania swojej wartości.
Wypalenie zaczyna się wtedy, gdy przestajemy czuć sens, a zaczynamy czuć samotność. A to najczęściej nie kwestia ilości zadań – tylko jakości rozmowy.
Dobra komunikacja działa jak dobry olej w silniku – chroni przed zatarciem. Bez niej wszystko się grzeje, zgrzyta i w końcu… siada.

Jakie są najczęstsze błędy komunikacyjne, które obserwujesz w międzynarodowych zespołach i relacjach zawodowych?

Pierwszy klasyk: zakładanie, że coś jest „oczywiste”. Tylko że oczywiste dla nas – nie znaczy jasne dla innych. Dla jednej osoby cisza to zgoda, dla drugiej – sygnał: „jest źle, ale nie powiem”. Dla Niemca „nie” to granica. Dla Polaka – często dopiero początek dyskusji.
Drugi błąd: oczekiwania bez komunikacji. Ludzie liczą, że ktoś się „domyśli”. A potem frustracja, bo się nie domyślił. No i zaczyna się karuzela niedopowiedzeń, fochów i pretensji.
Do tego dochodzi brak odwagi, by powiedzieć: „Nie rozumiem”, „Potrzebuję wsparcia”, „Nie dam rady sam”. W międzynarodowym środowisku często wpadamy w pułapkę: „Muszę być profesjonalny. Nie mogę się przyznać, że czegoś nie rozumiem”. A przecież otwartość to nie słabość – to fundament efektywnej współpracy.
I wreszcie – komunikowanie się po polsku w niemieckiej firmie. Czyli: obrażanie się zamiast rozmawiać. Unikanie konfrontacji. Mieszanie emocji z faktami.
W Kodzie Porozumienia mówimy jasno: zanim ruszysz z rozmową, zaparkuj swoje założenia. Nie wiesz, jak myśli druga strona – zapytaj. I zamiast zakładać, naucz się sprawdzać.

Czym dokładnie jest „Kod Porozumienia”? Jak powstał i komu najbardziej pomaga?

Kod Porozumienia to praktyczny system do ogarniania trudnych rozmów – w pracy, w zespole, w relacjach zawodowych. To nie jest teoria ani ładna komunikacyjna poezja. To konkret: algorytmy rozmów, pytania ratunkowe, struktury, które działają wtedy, gdy w głowie mamy pustkę albo chaos.
Powstał, bo za często widziałam, jak ludzie się mijają. Jak dobre intencje kończą się złym odbiorem. Jak z powodu jednego zdania ktoś się zwalnia, ktoś się obraża, a ktoś – po prostu przestaje się odzywać.
Kod Porozumienia pomaga tym, którzy chcą działać z ludźmi, a nie przeciwko nim. Tym, którzy mają dość domysłów, fochów i komunikacyjnego zamieszania. Liderom, managerom, HR-om, zespołom wielokulturowym – i właścicielom firm, którzy chcą lepiej rozumieć się z zespołem i klientami.
Ale też – zwykłym ludziom w codziennych rozmowach. Bo Kod działa nie tylko w Excelu, ale i w kuchni: z partnerem, z buntującym się nastolatkiem, z teściową, która „tylko dobrze radzi”.
Bo wszędzie tam, gdzie są ludzie – jest komunikacja. A jak jest komunikacja, to warto mieć na nią kod, czyli sprawną nawigację, niż jechać na czuja po mapie sprzed dekady.

Wspominasz, że można u Ciebie skorzystać z gotowych algorytmów rozmów. Jak znaleźć równowagę między strukturą a autentycznością?

Struktura nie zabiera autentyczności – ona ją wspiera, gdy zaczyna się robić gorąco. W normalnej rozmowie może i lecisz na flow, ale jak wchodzą emocje, stres, blokada albo nieprzyjemny temat – to nagle pustka w głowie, język się plącze albo wylewa się wszystko naraz. No i robi się gorzej, zamiast lepiej.
Właśnie wtedy dobrze jest mieć algorytm, który daje Ci drogowskaz. Pokazuje, co powiedzieć, żeby nie odpalić bomby, jak zareagować, żeby nie żałować pięć minut później.
Taki algorytm to gotowy zestaw zwrotów, reakcji i sformułowań dopasowanych do Twojego stylu komunikacji i temperamentu. To nie „wzór z podręcznika”, tylko psychologicznie przetestowane podejście – oparte na tym, jak naprawdę myślą i mówią ludzie w sytuacjach trudnych.
Przykład? Spotykasz przypadkiem byłego partnera z nową osobą.
Osoba „czerwona” (dominująca) powie pewnym tonem: „Miło Cię widzieć, właśnie wracam z ważnego spotkania” – nawet jeśli w środku coś ją ruszy. „Niebieski” (analityczny) będzie uprzejmy, zdystansowany, powie coś neutralnego i się wycofa. „Żółty” (spontaniczny) zrobi z tego anegdotę, rzuci lekki żart. „Zielony” (harmonijny) uprzejmie się przywita, ale szybko zakończy rozmowę, by nie robić scen.
Każdy z tych stylów ma inne słowa, inne potrzeby i inną strategię – i właśnie to zawierają moje algorytmy:
– typowe reakcje emocjonalne,
– psychologiczne mechanizmy,
– konkretne, pasujące do danego „koloru”, zwroty i słowa,
– praktyczne: „co powiedzieć, czego nie mówić i jak się zachować”.
Dzięki temu możesz zachować swój styl, ale zyskać pewność, że w trudnej rozmowie nie zabraknie Ci języka. Bo dobra komunikacja to nie improwizacja – tylko świadome użycie tego, co działa.

Pracujesz z ludźmi z różnych krajów i kultur. Jakie różnice w komunikacji najbardziej Cię zaskoczyły?

Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo „normalna rozmowa” w jednym kraju może być odebrana jako atak, lekceważenie albo dziwactwo w innym – i jak często właśnie te różnice wywołują konflikty, nawet gdy nikt nie miał złych intencji.

Kilka przykładów z mojego podwórka:
Niemcy są konkretni i bezpośredni. Jak coś nie działa, powiedzą wprost: „Das funktioniert nicht”. Dla nich to neutralna informacja. Dla wielu Polaków – brzmi jak zimny prysznic albo „zaraz mnie zwolnią”.

Polacy? My mamy narodowy sport: mówienie między wierszami. „Pomyślę”, „Zobaczymy”, „Może się uda” – to często grzeczne „raczej nie”. Dla Niemca, Belga czy Holendra to wygląda jak unikanie odpowiedzialności albo kręcenie.

Szwajcarzy są precyzyjni, punktualni, mało wylewni. Komunikują się spokojnie i rzeczowo. Nawet gdy coś im się nie podoba, powiedzą to tak, że brzmi jak komplement. Dla osób z krajów południowych to może być frustrujące – bo „dlaczego on nic nie mówi?!”.

Hiszpanie z kolei – emocje na wierzchu, kontakt wzrokowy, dużo gestów, przerywanie to norma. Dla bardziej „północnych” rozmówców wygląda to jak chaos albo kłótnia – a to po prostu zaangażowanie.

Francuzi lubią zacząć od krytyki, potem ewentualnie pochwalić. Taki styl: „najpierw zdemontuj, potem buduj”. Nie wszyscy to lubią. Raz usłyszałam od klientki z Polski: „Czy ja mu czymś zawiniłam? Bo mnie zjechał, zanim się przedstawił”.

Belgowie to ciekawy miks. Flamandowie są bliscy Holendrom – konkretni, dość bezpośredni. Walonowie – bliżej do Francuzów, bardziej okrężni. W jednym kraju – dwie komunikacyjne planety. I to w jednym zespole!

Holendrzy są mistrzami szczerości. Jak coś jest głupie, to powiedzą, że głupie. Dla nich to transparentność. Dla kogoś z kultury „owijania w bawełnę” – może być jak uderzenie prosto w czoło.

Skandynawowie są grzeczni, powściągliwi, bardzo dyplomatyczni. „Very interesting” może znaczyć: „totalnie się nie zgadzam, ale nie powiem ci tego wprost”. Jeśli nie znasz tego kodu – odpłyniesz z rozmowy z zupełnie fałszywym przekonaniem.

Japończycy? Kultura czytania między wierszami. Brak kontaktu wzrokowego, milczenie, unikanie słowa „nie” – to wszystko są sygnały, które trzeba umieć zobaczyć. Inaczej można kogoś niechcący zawstydzić albo naruszyć jego twarz.

I mój ulubiony przykład:
W Polsce mówimy: „zaraz to zrobię” – i mamy na myśli: za chwilę, może dziś, może jutro. W Niemczech „sofort” znaczy: natychmiast. W jednej firmie wywołało to spore zamieszanie projektowe – bo polski zespół miał „zaraz”, a niemiecki czekał „od razu”. No i kto miał rację?

Wniosek?
Konflikty w międzynarodowych zespołach często nie wynikają z braku wiedzy czy złych intencji – tylko z nieczytelnych kodów kulturowych.
Właśnie dlatego powstał Kod Porozumienia – żeby nie zgadywać, tylko naprawdę rozumieć.
Bo porozumienie to nie kwestia języka. To kwestia czytania ludzi. A tego też można się nauczyć.

Czy konflikt pokoleń w zespołach to dziś realny problem? Jak skutecznie łączyć sposób komunikacji millenialsów, Zetek i starszych pracowników?

Tak, to bardzo realny problem – zwłaszcza w zespołach międzypokoleniowych i międzynarodowych. Ale nie dlatego, że „Zetki są roszczeniowe”, a starsze pokolenia – „sztywne”. Tylko dlatego, że każde pokolenie mówi innym językiem pracy. Starsze generacje cenią lojalność, hierarchię i „trzeba”.
Millenialsi – sens, feedback i „dlaczego”. Zetki – szybkość, autentyczność, minimalizm.
Jedni chcą zadzwonić, drudzy wolą wiadomość na Slacku. Jedni nie mówią o emocjach w pracy, drudzy potrzebują przestrzeni, żeby je wyrazić.
To nie jest konflikt wartości – tylko konflikt form komunikacji. A tam, gdzie forma się nie klei, szybko pojawia się frustracja, niedomówienia i napięcia.

Skuteczna komunikacja międzypokoleniowa to jak tłumaczenie z jednego języka na drugi. Kod Porozumienia działa dokładnie jak tłumacz między światami. Pokazuje, jak mówić to samo tak, żeby druga strona naprawdę to usłyszała – niezależnie od wieku, kultury, języka czy pozycji w firmie.

To system, który uczy:
– jak zauważać różnice bez oceniania,
– jak dopasować słowa do odbiorcy, a nie tylko do siebie,
– i jak rozmawiać nie po to, żeby wygrać, tylko żeby się dogadać.

Nie chodzi o to, żeby się „zmieniać”. Chodzi o to, żeby umieć się porozumieć mimo różnic. A do tego potrzeba jednej rzeczy: ciekawości drugiego człowieka, nie założeń.

Jakie są Twoje sprawdzone strategie na „dogadanie się” w zespole wielokulturowym i wielopokoleniowym?

To, że ktoś mówi np. po niemiecku, nie znaczy, że mówi tym samym językiem. I nie chodzi tu o gramatykę – tylko o kod kulturowy i styl komunikacji.

Oto kilka strategii, które realnie pomagają się dogadać – niezależnie od paszportu czy rocznika:

Zanim coś powiesz – sprawdź, co druga strona słyszy.
To, co dla Ciebie brzmi neutralnie, dla kogoś z innej kultury może być ostre, niegrzeczne albo zbyt bezpośrednie.
Przykład? Niemiec mówi: „To nie działa” – i to fakt.
Polak słyszy: „Zrobiłeś źle”. A to tylko różnica kodów, nie intencji.

Oddziel człowieka od komunikatu.
To, że ktoś powiedział coś ostro, nie znaczy, że jest szorstki.
Nie oceniaj osoby – reaguj na treść. Pracujesz wtedy na rozwiązanie, nie na urazę.

Zamieniaj frustrację na ciekawość.
Zamiast: „Czemu on tak mówi?”, pomyśl: „Ciekawe, z czego to wynika?”.
Ciekawość wyłącza osąd, a włącza empatię – i wtedy naprawdę można coś zbudować.

Ustal zasady współpracy – nie zakładaj oczywistości.
W międzynarodowym i międzypokoleniowym zespole nie ma oczywistości.
To, że dla Ciebie coś jest „normalne”, dla innych może być niezrozumiałe albo wręcz niegrzeczne.
Dlatego – nie zakładaj, tylko uzgadniaj zasady z ludźmi wokół Ciebie. Nawet podstawy.

Tłumacz nie tylko słowa, ale intencje.
Zetka mówi: „Nie wiem, czy to ma sens” – ale nie kwestionuje Twojej pracy, tylko szuka głębszego celu.
Starszy kolega odbiera to jako brak szacunku.
Trzeba budować mosty – nie mury. A to wymaga precyzji i wyczucia.

Dopasuj język do odbiorcy.
Nie mów tak, „jak Tobie wygodnie” – mów tak, żeby Ciebie zrozumiano.
I tu przydaje się znajomość kolorów, czyli stylów komunikacji:

Czerwony – lubi konkrety, wynik i tempo. Daj mu sens w 3 zdaniach. Mów krótko, działaj szybko.
Niebieski – potrzebuje danych, analizy, przestrzeni i czasu do przemyślenia. Nie przyśpieszaj.
Zielony – ceni relację, spokój i szacunek. Mów łagodnie i nie ciśnij go w trybie „już”.
Żółty – chce zrozumieć ideę, wizję, emocje. Rozmawiaj obrazem, opowiadaj – nie tylko pokazuj tabelki.

Gdy mówisz językiem odbiorcy – jest flow. Nadajecie na tej samej fali i nawet trudne rzeczy można załatwić lekko i z klasą.

Daj ludziom gotowe algorytmy rozmów.
Brzmi technicznie, ale to po prostu gotowe zwroty, które chronią relacje. To nie sztywne skrypty, tylko psychologicznie dobrane sformułowania, które ludzie naprawdę używają.

Zamiast:
„Nie masz racji” → „Pomóż mi to zrozumieć.”
„To bez sensu” → „Zastanówmy się, jak to łączy się z celem.”

Mała zmiana, wielki efekt.

Humor. Zawsze.
Bo kiedy się śmiejemy – przestajemy walczyć ze sobą. A jak się nie dogadamy?
Przynajmniej wiemy, że próbowaliśmy z otwartością, lekkością i szacunkiem.

Jak radzić sobie z sytuacjami, gdy czujemy, że nikt nas nie słucha albo jesteśmy niezrozumiane?

Zmień strategię, nie przekaz.
Jeśli mówisz coś po raz trzeci, a oni dalej nie słyszą – to nie znaczy, że masz rację albo oni są uparci.
Może po prostu używasz języka, który dla nich brzmi obco.
Czasem wystarczy zamienić:
„To jest ważne, czemu mnie nie słuchacie?”
na:
„Jeśli to pominiemy, ryzykujemy X – a wiem, że zależy Ci na Y.”

Przykład z życia:
Zamiast: „Musimy to zmienić”, spróbuj:
„Z tej wersji wynika coś, co może być odebrane jako zarzut – a zależy mi, żebyśmy byli dobrze zrozumiani.”
To inna jakość rozmowy.

Nazwij to, co się dzieje – bez złości.
Zatrzymaj emocje i zamiast zamykać się w sobie albo podnosić głos, powiedz łagodnie:
„Mam wrażenie, że nie jestem teraz słyszana – czy mogę dokończyć?”
„Potrzebuję chwili, żeby wyjaśnić, jak to widzę – to dla mnie ważne.”
„Wróćmy do tego na spokojnie?”
To działa lepiej niż podnoszenie głosu.
Bo nie stawiasz drugiej strony pod ścianą – tylko otwierasz drzwi.

Zacznij od ich punktu widzenia.
Paradoksalnie, kiedy chcesz być usłyszana – czasem najpierw trzeba pokazać, że Ty słyszysz ich.
„Rozumiem, że dla Ciebie to wygląda tak…”
„Wiem, że masz swój punkt widzenia – i chcę, żebyś poznał też mój.”

Przykład:
„Wiem, że patrzysz na to z perspektywy deadline’ów – ja patrzę przez pryzmat relacji z klientem.
Może da się to połączyć?”

To rozbraja opór i otwiera przestrzeń na Twoje zdanie.
Pokazujesz, że nie chcesz wygrać, tylko się dogadać.
To zmienia wszystko.

Sprawdź, czy nie mówisz „za mądrze”, „za długo” albo „za emocjonalnie” – dla tej osoby.
Niektórzy potrzebują konkretów, inni – danych, jeszcze inni – emocji albo łagodności.
Jeśli trafisz nie w ton, nie w słowa, nie w tempo – możesz być zignorowana, nawet jeśli masz rację.

Jeśli Twój szef to „analityk”, a Ty jesteś „wizjonerem”, to Twoje:
„Bo to czuć, że to dobre” – nie trafi. On chce danych.
A jeśli Twój partner to „relacyjny”, a Ty atakujesz go czerwonym:
„Musimy podjąć decyzję TERAZ!” – zamknie się.

Dopasowanie to nie uległość – to skuteczność.
Zawsze: dopasuj język do odbiorcy – nie do siebie.

5. Zamień frustrację na ciekawość.
Zamiast myśleć: „Czemu mnie nie słucha?!”, pomyśl: „Co sprawia, że do niego to nie trafia?”
I zapytaj wprost:
– „Jak Ty to widzisz?”
– „Co w tym, co mówię, jest dla Ciebie niejasne?”
Ciekawość rozbraja napięcie. I daje wpływ.

6. W razie potrzeby – przerwij grę.
Czasem rozmowa naprawdę nie idzie – i warto to nazwać:
„Mam uczucie, że to nie jest dobry moment na tę rozmowę. Wróćmy do niej później, ok?”
To oznaka siły, nie słabości.
Komunikacja to nie wyścig – to budowanie mostu, nie murów.

10. Jak praktyczna znajomość języka (np. właśnie niemieckiego) wpływa na pewność siebie w pracy?

Znacząco. I to dosłownie – od pierwszego „Guten Tag”.

Znasz to uczucie, kiedy siedzisz na zebraniu, rozumiesz 70%, ale boisz się odezwać, bo:
„A co, jeśli coś powiem źle?”
Albo gdy klient mówi coś szybciej, a Ty się tylko uśmiechasz i myślisz:
„Niech to się już skończy…”

To nie brak odwagi. To brak narzędzi.
Ludzie często mówią: „Brakuje mi pewności siebie”, a ja odpowiadam:
„Nie – brakuje Ci słów.”

Nie tych z podręcznika, tylko życiowych:
– co powiedzieć, gdy coś nie działa,
– jak zapytać o pieniądze,
– jak zareagować na nieporozumienie w pracy.

Anegdota?
Jedna z moich kursantek – Marta – mówiła świetnie po angielsku, ale pracowała w Niemczech. Gdy popsuł jej się samochód na autostradzie, spanikowała. Laweta przyjechała, kierowca zaczął mówić po niemiecku, a ona… zamarła. Nie dlatego, że nie wiedziała, co robić – tylko dlatego, że nie miała słów, żeby to wyjaśnić. Po tej sytuacji powiedziała:
„To było jak siedzenie w aucie, które ma silnik, ale nie ma kierownicy.”
I właśnie to zmienia praktyczny język. Daje Ci kierownicę. Możesz działać.
– Umiesz zadzwonić do szefa i zapytać o umowę.
– Umiesz napisać maila bez błędów i z pewnością.
– Umiesz zapytać, odmówić, poprosić – jak partner, nie jak cień.

Bo język to nie gramatyka.
Język to kontrola. A kontrola to pewność siebie.

I kiedy już raz poczujesz, że potrafisz naprawdę się dogadać – nie tylko „rozumieć ogólnie” – to tak, jakbyś przesiadła się z roweru na porządne auto. Prowadzisz. Jedziesz, gdzie chcesz. W pracy i w życiu.

Czy spotykasz się z różnicami w sposobie komunikacji kobiet i mężczyzn w biznesie?

Oczywiście. I to nie dlatego, że kobiety „są takie”, a mężczyźni „tacy”. Tylko dlatego, że uczeni byliśmy mówić inaczej – i często gramy według innych kodów.
Mężczyźni częściej komunikują się zadaniowo: krótko, celowo, bez kontekstu emocjonalnego. Kobieta zapyta: „Jak Ci się podoba ten pomysł?”, a mężczyzna odpowie: „Działa albo nie działa.”
I już mamy spięcie, bo ona chciała rozmowy, a on – rozwiązania.

Z drugiej strony kobiety częściej łagodzą komunikat, nawet gdy mówią o czymś ważnym. Zamiast: „Nie zgadzam się z tym”, słyszymy: „Nie wiem, może to tylko moje wrażenie, ale…”.
I komunikat traci moc, mimo że intencja była konkretna.

Wielu kobietom pomagam np. uczyć się mówić językiem faktów, nie tylko emocji – bo wtedy są słyszalne. A wielu mężczyzn uczę, że „wyrażenie zdania” to nie atak – to budowanie relacji.

Klucz? Świadomość stylu.
Nie chodzi o zmianę płciowego „języka”, tylko o umiejętność przełączania trybów. Bo jeśli umiesz mówić po swojemu, ale też usłyszeć drugą stronę – to niezależnie od płci wiecie, o co Wam chodzi.

Co doradziłabyś kobietom, które chcą pracować za granicą, ale obawiają się barier językowych, kulturowych i… własnych ograniczeń?

Słuchaj – większość tych „barier” to bzdury, które siedzą tylko w naszej głowie.
To nie są prawdziwe mury – to blokady, schematy i tryby, które sami sobie ustawiamy pod wpływem tego, co mówi społeczeństwo, rodzina, znajomi.

„Nie poradzisz sobie, bo za słabo mówisz.”
„Nie dasz rady, bo inni są lepsi.”
„Jesteś kobietą, więc musisz być miła i uległa.”

To wszystko to zamknięte drzwi, które można otworzyć jednym ruchem – decyzją, by przełączyć tryb. Bo to od Ciebie zależy, co robisz, z kim przebywasz, z kim się dzielisz, kogo słuchasz.

A dlaczego wszyscy dookoła mają być ważniejsi niż Ty?
Postaw siebie na pierwszym miejscu. Najpierw Ty. Potem reszta.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że za słabo mówisz po niemiecku. Że masz zły akcent. Że nie znasz się na dokumentach. Albo że „w tym wieku” to już się nie da.
I wiesz co? Gdybyśmy czekały na idealny moment – żadna z nas by nigdzie nie pojechała.

W moim życiu nigdy nie było miękkiego wsparcia kobiet. Technikum hutniczo-mechaniczne, potem studia, a później praca – od zawsze otaczałam się dżentelmenami z zasadami. I nauczyli mnie jednego: Nie musisz być idealna. Nie musisz być perfekcyjna. Masz być nie do zatrzymania.

Bądź kobietą – wartościową, ubraną we własne wartości i zasady nie do złamania – która zarabia własne pieniądze, podróżuje, decyduje o sobie.
Bądź kobietą z ambicjami, klasą i kontem w banku. Kobietą, którą prawdziwy mężczyzna nie chce „utrzymać”, tylko dogonić i dotrzymać jej tempa.

To jak Audi na autostradzie – sama decydujesz, czy jedziesz 100, 180, czy więcej. Odblokuj głowę, naciśnij gaz i poczuj wolność, którą daje pełne panowanie nad własnym życiem. Bo tu nie chodzi o bogactwo w portfelu. Chodzi o bogactwo w wartościach. W zasadach. W tym, co naprawdę się liczy.

To samo jest z językiem i pracą za granicą – silnik już masz. Teraz tylko trzeba przełączyć tryb w głowie, przełamać blokady, odpuścić lęk przed oceną.
Nie oceniaj siebie cudzą miarką. Nie próbuj być kimś innym.

Bądź sobą – z całą swoją siłą, inicjatywą i odwagą. Nawet jeśli nie każdy Cię polubi. Masz działać. Z wizją siebie, która już to wszystko ogarnia – i codziennie robi krok w jej stronę. Bariery językowe znikają, kiedy zaczynasz mówić. Kulturowe się rozpływają, gdy zaczynasz rozumieć. A ograniczenia? One istnieją tylko wtedy, gdy w nie wierzysz.

To jest Twoja supermoc:
Odwaga bycia nielubianą – ale skuteczną i autentyczną.
Bo autentyczność nie zawsze daje poklask – ale zawsze daje szacunek.
A ten zostaje, kiedy lajki dawno znikną.

I jeszcze jedno:
Zawsze powtarzam kobietom – bądź jak bogaty mężczyzna.
Nie tłumacz się z każdego kroku.
Nie przepraszaj, że jesteś.
Nie czekaj, aż ktoś Cię zauważy – wejdź i zrób swoje.

Więc jeśli chcesz pracować za granicą – nie zaczynaj od słownika.
Zacznij od przełączenia swojego trybu.
Reszta? Przyjdzie naturalnie.

Jakie jedno zdanie – mantra lub zasada – pomaga Ci, gdy sytuacja komunikacyjna robi się naprawdę trudna?

„Trzymam kierownicę – nie oddaję jej emocjom drugiej strony. To moja trasa i moja droga, i nie pozwalam, by ktoś przeżył tę podróż za mnie.”

Bo kiedy sytuacja się zaognia, łatwo wpaść w tryb reakcji. A ja wiem jedno:
Nie zjeżdżam z trasy tylko dlatego, że ktoś trąbi.
Nie wciskam hamulca, bo komuś nie pasuje moja prędkość.
I nie pozwalam, żeby ktoś inny prowadził moje auto – ani w rozmowie, ani w życiu.

To ja decyduję, jak odpowiem. I czy w ogóle odpowiem.
W komunikacji – jak za kierownicą – pewność i skupienie to podstawa.

Bo prawda jest taka:
Nikt nie przejedzie Twojej drogi za Ciebie.
Możesz słuchać rad, korzystać z mapy, ale decyzje i zakręty należą do Ciebie.
Nie jedziesz na czyimś biegu. Nie dajesz się zepchnąć. Ty prowadzisz. Ty decydujesz. Ty dojeżdżasz.


Wywiadu udzieliła: Małgorzata Serafin – pomaga ludziom dogadać się w życiu, biznesie i pracy. Jest twórczynią „Kodu Porozumienia” — projektu, który uczy, jak rozmawiać skutecznie, bez zbędnych nerwów i nieporozumień. Jako lektorka niemieckiego, tłumaczka i koordynatorka międzynarodowych zespołów doskonale rozumie, jak kluczowa jest efektywna komunikacja — zarówno w obcym języku, jak i w codziennych relacjach zawodowych.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl