Zakup mieszkania pod lupą. Co naprawdę decyduje o dobrej inwestycji?
Zakup nieruchomości to jedna z najważniejszych decyzji finansowych w życiu, a jednocześnie jedna z tych, które najczęściej podejmowane są pod wpływem emocji. O tym, jak zacząć mądrze, jak unikać kosztownych błędów i w jaki sposób budować bezpieczną strategię majątkową w niepewnych realiach rynkowych, rozmawiamy z Justyną Pacho, ekspertką rynku nieruchomości i strategii finansowych.
Redakcja: Od czego Pani zdaniem powinien zacząć ktoś, kto myśli o zakupie nieruchomości, niezależnie od tego, czy na własne potrzeby, czy inwestycyjnie?
Justyna Pacho: Od analizy swojej sytuacji finansowej i celu zakupu. To fundament, który decyduje o wszystkim dalej. Inaczej planuje się zakup mieszkania na własne potrzeby, a inaczej inwestycję nastawioną na zysk. Trzeba sprawdzić realną zdolność kredytową, strukturę dochodów, zobowiązania oraz dostępny kapitał, a nie opierać się na orientacyjnych wyliczeniach. Równolegle warto określić horyzont czasowy i strategię: bezpieczeństwo, płynność, maksymalizację zwrotu. Dopiero na tej podstawie wybiera się nieruchomość, formę finansowania i model działania. Najczęstszy błąd to zaczynanie od oglądania mieszkań zamiast od liczb i planu.
Jakie są dziś najczęstsze błędy popełniane przez osoby kupujące mieszkanie pod wpływem emocji, a nie chłodnej analizy?
Najczęściej jest to kupowanie „oczami”, a nie liczbami. Emocje sprawiają, że klienci pomijają analizę prawną nieruchomości, realne koszty utrzymania czy wpływ kredytu na domowy budżet w dłuższym horyzoncie. Częstym błędem jest też podejmowanie decyzji pod presją czasu lub strachu, że „zaraz ktoś inny kupi”, bez sprawdzenia alternatyw. Przy inwestycjach dochodzi jeszcze przecenianie potencjalnych zysków i niedoszacowanie ryzyk, kosztów remontu czy zmian rynkowych. Emocje są naturalne, ale przy zakupie nieruchomości powinny być dodatkiem, a nie czynnikiem decyzyjnym.
W jaki sposób realnie ocenić potencjał nieruchomości i odróżnić dobrą inwestycję od tej tylko „dobrze wyglądającej na papierze”?
Realna ocena potencjału nieruchomości zaczyna się od liczb, a nie od obietnic czy wizualizacji. Dobra inwestycja broni się danymi: rzeczywistą ceną zakupu, pełnym kosztem wejścia, możliwym czynszem lub ceną sprzedaży oraz czasem potrzebnym na realizację zysku. Trzeba sprawdzić lokalny rynek, a nie opierać się na średnich stawkach z portali. Ważna jest też płynność, czyli to, jak łatwo nieruchomość będzie można sprzedać lub wynająć w gorszym scenariuszu. „Dobrze wyglądające” inwestycje często mają ukryte koszty, ryzyka prawne lub nadmiernie optymistyczne założenia. Potencjał to nie wizualizacja, tylko odporność projektu na zmianę warunków.
Rentowność, cashflow, ROI, te pojęcia często pojawiają się w rozmowach o inwestowaniu. Co z punktu widzenia przeciętnego kupującego jest naprawdę kluczowe?
Dla przeciętnego kupującego kluczowe jest bezpieczeństwo finansowe i przewidywalność, a nie same wskaźniki. Rentowność czy ROI mają znaczenie, ale dopiero wtedy, gdy inwestycja nie obciąża nadmiernie budżetu i jest odporna na zmiany stóp procentowych czy czasowe braki najemców. Cashflow pokazuje, czy nieruchomość „utrzymuje się sama”, i to on decyduje o komforcie posiadania inwestycji. W praktyce ważniejsze od maksymalnego zysku jest to, czy projekt da się spokojnie utrzymać w różnych scenariuszach. Dobrze policzona inwestycja to taka, która nie wymaga ciągłego dokładania środków i nie generuje stresu.

Jak zmiany stóp procentowych wpływają na opłacalność zakupu nieruchomości i jakie scenariusze warto brać pod uwagę przed podjęciem decyzji?
Zmiany stóp procentowych bezpośrednio wpływają na koszt kredytu i miesięczne obciążenie budżetu, co ma kluczowe znaczenie dla opłacalności zakupu. Wyższe stopy oznaczają niższą zdolność kredytową i mniejszą elastyczność finansową, niższe odwrotnie. Przed podjęciem decyzji warto przeanalizować kilka scenariuszy, nie tylko ten optymistyczny, ale też wariant wzrostu rat lub czasowego spadku dochodów. Dobrą praktyką jest sprawdzenie, czy inwestycja lub zakup na własne potrzeby pozostaje bezpieczny przy wyższych kosztach finansowania.
Czy dziś bardziej opłaca się kupować nieruchomości za gotówkę, czy jednak korzystać z finansowania kredytem? Od czego to zależy?
To zależy od celu zakupu, sytuacji finansowej i strategii danej osoby. Gotówka daje spokój, szybkość transakcji i brak ryzyka wzrostu stóp procentowych, ale jednocześnie zamraża kapitał. Kredyt, odpowiednio dobrany, może być narzędziem do zachowania płynności lub budowania skali, szczególnie przy inwestycjach. Kluczowe jest nie samo „czy kredyt”, ale to, w jakiej strukturze i na jakich warunkach. W praktyce najlepsze decyzje zapadają wtedy, gdy finansowanie jest dopasowane do projektu, a nie odwrotnie. Kredyt nie powinien być ani celem samym w sobie, ani czymś, czego należy unikać za wszelką cenę.
Jakie błędy kredytowe mogą kosztować kupujących najwięcej w długim terminie, nawet jeśli na początku wydają się nieistotne?
Najdroższe błędy to te, które kumulują się w czasie. Należą do nich wybór kredytu bez porównania ofert, akceptowanie pierwszej propozycji banku czy nieuwzględnienie całkowitego kosztu finansowania, a nie tylko wysokości raty. Często bagatelizowana jest też struktura kredytu: okres, marża, prowizje czy brak elastyczności w nadpłatach. W długim terminie kosztowne bywa również niedopasowanie kredytu do formy dochodu lub planów życiowych. To decyzje, które na starcie wyglądają neutralnie, a po latach mogą oznaczać dziesiątki tysięcy złotych różnicy.
Czy rzeczywiście da się skrócić okres spłaty kredytu hipotecznego o kilka lub kilkanaście lat bez drastycznego obciążania domowego budżetu?
Tak, w wielu przypadkach jest to realne, ale wymaga świadomego podejścia i strategii, a nie wyrzeczeń. Skrócenie okresu spłaty nie musi oznaczać drastycznego obciążenia budżetu, jeśli opiera się na regularnych, nawet niewielkich nadpłatach oraz dobrej konstrukcji finansowania. Często wykorzystuje się momenty lepszej płynności, dodatkowe dochody czy premie. Kluczowe jest to, w jaki sposób bank rozlicza nadpłatę i czy pobiera za to opłaty. Dobór odpowiedniej strategii nadpłat pozwala realnie skrócić czas spłaty bez rewolucji w codziennych finansach.
Jak świadomie negocjować warunki kredytu z bankami i na co klienci najczęściej nie zwracają uwagi przy podpisywaniu umowy?
W obecnych warunkach rynkowych pole do klasycznych negocjacji z bankami jest bardzo ograniczone. Realne negocjacje zdarzają się głównie przy wyższych kwotach finansowania i tylko w wybranych bankach. Dlatego kluczowe nie jest samo „negocjowanie”, lecz świadomy wybór oferty i konstrukcji kredytu. Klienci najczęściej koncentrują się na racie, pomijając marżę, prowizje, warunki nadpłat, wcześniejszej spłaty czy koszty produktów dodatkowych. To właśnie te elementy, często bagatelizowane przy podpisaniu umowy, mają największy wpływ na koszt i elastyczność kredytu w długim terminie.
Jak Pani zdaniem powinna wyglądać długofalowa, bezpieczna strategia budowania majątku poprzez nieruchomości w obecnych realiach rynkowych?
Długofalowa strategia powinna opierać się na kilku stałych zasadach. Punktem wyjścia jest określenie celu oraz poziomu ryzyka, który jest akceptowalny dla danego inwestora. Kluczowy jest wybór nieruchomości o dobrej płynności i realnym popycie, tak aby w razie potrzeby możliwe było szybkie wynajęcie lub sprzedaż. Finansowanie powinno być dopasowane do budżetu w sposób bezpieczny, z założeniem buforów na zmiany warunków rynkowych. Skalowanie portfela może być agresywne, ale tylko wtedy, gdy opiera się na policzonych projektach, kontroli płynności i dobrze dobranym finansowaniu. Strategia wymaga regularnej kontroli i gotowości do korekt wraz ze zmianą rynku lub sytuacji finansowej.


