Nigdy nie jest za późno, by zacząć od nowa – Wywiad z Ewą Buchner

Czy na zmianę zawodową i nowe początki można zdecydować się w dojrzałym wieku? Ewa Buchner udowadnia, że nigdy nie jest za późno, by pójść za tym, co naprawdę nas interesuje. Jej droga od ekonomii, liczb i analiz, przez dietetykę i poradnictwo żywieniowe, aż po coaching pokazuje, że nie musimy przez całe życie pozostawać jedną wersją siebie. W rozmowie opowiada o odwadze do zmiany, życiu w zgodzie ze sobą, sile małych kroków i o tym, dlaczego czasem ważniejsze od znalezienia odpowiedzi na całe życie jest zadanie sobie pytania: „Co mogę zrobić jako pierwsze?”.

Redakcja: „Może już za późno” – to myśl, która często powstrzymuje nas przed zmianą. Pani zdecydowała się na nowy kierunek zawodowy w dojrzałym wieku. Co sprawiło, że powiedziała Pani sobie: „Chcę spróbować” i przestała Pani czekać na idealny moment?

Ewa Buchner: Myślę, że w pewnym momencie bardziej zaczęłam się bać tego, że nie spróbuję, niż tego, że może mi się nie udać. W dojrzałym wieku łatwo powiedzieć sobie: mam już swoją drogę zawodową, swoje obowiązki, może trzeba było zrobić to wcześniej. Tylko że ja nadal miałam ogromną potrzebę uczenia się, rozwoju i robienia czegoś, co naprawdę mnie interesuje.

Nie było jednego wielkiego momentu, w którym powiedziałam: „Od jutra zmieniam swoje życie”. To był raczej proces. Zaczęłam interesować się zdrowiem, dietetyką, później poradnictwem żywieniowym, aż pojawił się coaching. I właśnie wtedy poczułam, że praca z człowiekiem, rozmowa, odkrywanie tego, co stoi za naszymi decyzjami i zachowaniami, naprawdę mnie fascynuje.

W końcu pomyślałam: „Jeżeli nie teraz, to kiedy?”. Nie muszę przecież wiedzieć, dokąd dokładnie mnie to zaprowadzi. Mogę po prostu spróbować. Dzisiaj wiem, że idealny moment prawdopodobnie nie istnieje.

Przeszła Pani drogę od świata ekonomii, liczb i analiz do coachingu, dietetyki i pracy z człowiekiem. Co ta zmiana powiedziała Pani o samej sobie?

Przede wszystkim odkryłam, że jestem bardziej „od ludzi” niż wcześniej o sobie myślałam. Ekonomia była moim kierunkowym wykształceniem i przez lata funkcjonowałam w świecie konkretów, liczb, analiz i szukania rozwiązań. I nadal bardzo lubię tę część siebie. Ona nigdzie nie zniknęła.

Z czasem jednak coraz bardziej interesowało mnie nie tylko „co zrobić?”, ale też „dlaczego człowiek tego nie robi, chociaż wie, że tego chce?”. I chyba właśnie dlatego coaching tak mnie wciągnął. Zobaczyłam, że potrafię słuchać, jestem ciekawa drugiego człowieka i naprawdę interesuje mnie jego sposób patrzenia na świat.

Dzisiaj nie postrzegam tych dwóch etapów jako dwóch różnych żyć. Raczej jako połączenie, które bardzo mi odpowiada: z jednej strony konkret, z drugiej uważność na człowieka.

Pani motto brzmi „Żyj w zgodzie ze sobą”. Jak rozpoznać, że naprawdę żyjemy po swojemu, a nie według oczekiwań rodziny, otoczenia czy społeczeństwa?

To wcale nie jest łatwe, bo przez całe życie słyszymy, co „powinniśmy”. Jak powinna wyglądać dobra praca, związek, rodzina, ciało czy sukces. Dlatego warto od czasu do czasu zatrzymać się i zadać sobie bardzo proste pytanie: „Gdyby nikt mnie nie oceniał, czy nadal wybrałabym to samo?”.

Dla mnie życie w zgodzie ze sobą nie oznacza robienia zawsze tego, na co mamy ochotę. Mamy przecież zobowiązania, relacje i odpowiedzialność za innych. Bardziej chodzi o to, żeby nie zgubić w tym wszystkim siebie.

Czasem sygnałem jest zwykłe poczucie, że coś nam już nie pasuje. Niby wszystko wygląda dobrze, a jednak czujemy zmęczenie, frustrację albo myślimy: „Czy naprawdę tak ma wyglądać moje życie?”. I warto tego głosu nie zagłuszać.

Wiele kobiet doskonale wie, czego nie chce, ale nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie, czego właściwie chce. Od czego warto zacząć, kiedy czujemy, że utknęłyśmy w swoim życiu?

Nie zaczynałabym od pytania: „Co mam zrobić ze swoim życiem?”. Ono jest ogromne i może jeszcze bardziej przytłaczać. Zaczęłabym od czegoś mniejszego: „Czego chciałabym mieć w swoim życiu więcej?”. Więcej spokoju? Wolności? Rozwoju? Bliskości? Radości? Poczucia sensu?

Potem można zapytać: „Co już dziś mogę zrobić, żeby było tego odrobinę więcej?”. Bardzo często chcemy zobaczyć całą drogę, zanim zrobimy pierwszy krok. A przecież nie musimy. Czasami właśnie pierwszy krok pokazuje nam następny. To jest też coś, co bardzo lubię w coachingu. Nie musimy od razu znaleźć odpowiedzi na całe życie. Czasami wystarczy znaleźć dobry następny krok.

W coachingu nie daje Pani gotowych odpowiedzi, lecz pomaga klientom odnaleźć własne. Jakie pytanie najczęściej potrafi zatrzymać człowieka i skłonić go do spojrzenia na swoje życie z zupełnie innej perspektywy?

Nie sądzę, żeby istniało jedno uniwersalne pytanie coachingowe, które działa na każdego. Dobre pytanie wynika z tego, co klient mówi i czego w danym momencie potrzebuje. Jest jednak pytanie, do którego bardzo często wracam: „Na co naprawdę masz wpływ, a na co nie masz wpływu?”. Jest proste, ale potrafi bardzo dużo uporządkować.

Często poświęcamy ogromną ilość energii na rzeczy, których nie możemy kontrolować: zachowanie innych ludzi, ich decyzje, opinie czy to, co już się wydarzyło. Kiedy oddzielimy to od tego, na co rzeczywiście mamy wpływ, łatwiej zobaczyć własne możliwości i kolejny krok. Właśnie takie momenty najbardziej cenię w coachingu. Kiedy po pytaniu pojawia się cisza, a potem klient zaczyna patrzeć na swoją sytuację trochę inaczej.

Dużo mówi Pani o małych krokach, również w kontekście zdrowych nawyków. Dlaczego tak trudno konsekwentnie wprowadzać niewielkie zmiany i dlaczego często chcemy od siebie od razu całkowitej rewolucji?

Bo rewolucja jest atrakcyjna. Od poniedziałku zmieniam dietę, zaczynam ćwiczyć pięć razy w tygodniu, wcześniej chodzę spać i jeszcze znajduję czas dla siebie. Brzmi świetnie. Tylko nasze normalne życie zazwyczaj bardzo szybko to weryfikuje.

Mały krok wydaje nam się za mały. A przecież właśnie dlatego ma szansę zostać z nami na dłużej. W pracy nad zdrowymi nawykami bardzo to widać. Jeśli ktoś prawie w ogóle się nie rusza, nie zawsze potrzebuje od jutra pięciu treningów. Może zacząć od regularnego spaceru. Jeśli ktoś chce zmienić sposób odżywiania, nie musi jednego dnia wyrzucać połowy kuchni.

Konsekwencja jest dla mnie ważniejsza niż perfekcja. Wolę małą zmianę wykonywaną przez wiele miesięcy niż wielką rewolucję, która kończy się po dwóch tygodniach.

Współczesne kobiety są bombardowane obrazami idealnego życia, wyglądu i sukcesu. Jak znaleźć własną definicję dobrego życia i przestać nieustannie porównywać się z innymi?

Chyba najpierw trzeba sobie uświadomić, że bardzo często porównujemy całe swoje życie z małym, wybranym fragmentem życia kogoś innego. Widzimy czyjś sukces, piękne zdjęcie, świetną pracę czy idealną sylwetkę. Nie widzimy ceny, jaką ta osoba za to zapłaciła, jej trudności, niepewności ani zwykłego poniedziałkowego poranka.

Dlatego zamiast pytać: „Dlaczego ja tego nie mam?”, wolę pytanie: „Czy ja w ogóle tego chcę?”. Bo może się okazać, że gonimy za czymś tylko dlatego, że wygląda atrakcyjnie w życiu kogoś innego. Dobre życie dla każdego może oznaczać coś zupełnie innego. Dla jednej osoby będzie to kariera, dla drugiej rodzina, dla kogoś wolność, podróże, spokojny dom albo połączenie tych rzeczy. Najważniejsze, żeby ta definicja była nasza.

Czy można zmienić swoje życie bez przewracania go do góry nogami? Jak odróżnić moment, w którym potrzebujemy dużej zmiany, od sytuacji, w której wystarczy jeden mały, ale ważny krok?

Zdecydowanie można. Myślę, że większość trwałych zmian właśnie tak się zaczyna. Nie każda frustracja oznacza, że trzeba rzucić pracę, zakończyć relację czy wyjechać na drugi koniec świata. Czasami potrzebujemy rozmowy, postawienia granicy, zmiany jednego nawyku albo zrobienia czegoś, co odkładamy od miesięcy.

Zanim podejmiemy wielką decyzję, warto zapytać: „Co mogę zmienić w tej sytuacji, nie zmieniając jeszcze wszystkiego?”. Jeżeli próbujemy mniejszych zmian, a mimo to przez długi czas czujemy, że żyjemy wbrew sobie, wtedy być może rzeczywiście potrzebna jest większa decyzja. Ale nie każda zmiana musi zaczynać się od rewolucji. Czasem mały krok uruchamia całą lawinę dobrych zmian.

Dziś łączy Pani coaching, zdrowe nawyki, wiedzę z zakresu dietetyki i własne doświadczenia zawodowe. Gdy patrzy Pani na swoją drogę z perspektywy czasu, czego nauczyła się Pani o sobie, czego nie wiedziała Pani jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu?

Chyba przede wszystkim tego, że nie muszę być przez całe życie jedną wersją siebie. Kiedyś wydawało mi się, że wybieramy kierunek, zdobywamy wykształcenie, budujemy życie zawodowe i właściwie powinniśmy już konsekwentnie nią podążać. Dzisiaj widzę to zupełnie inaczej.

To, czego nauczyłam się wcześniej, nie zostało zmarnowane. Ekonomia dała mi konkret, analityczne myślenie i umiejętność szukania rozwiązań. Dietetyka i poradnictwo żywieniowe otworzyły mnie jeszcze bardziej na temat zdrowia i codziennych wyborów. Coaching pokazał mi natomiast, jak fascynujący jest człowiek i jak wiele może zmienić dobra rozmowa.

Dowiedziałam się też o sobie, że bardzo lubię się uczyć. I że nadal jestem ciekawa tego, co jeszcze przede mną. Może właśnie to jest jedna z najfajniejszych rzeczy w dojrzałości: coraz mniej musimy udowadniać, kim „powinniśmy” być, a coraz częściej możemy pytać: „Kim jeszcze chciałabym się stać?”.

Co powiedziałaby Pani kobiecie, która od lat marzy o zmianie zawodowej lub osobistej, ale boi się, że jest już za późno, że sobie nie poradzi albo że inni będą ją oceniać?

Powiedziałabym jej przede wszystkim: nie musisz od razu zmieniać całego swojego życia. Sprawdź. Spróbuj. Zrób jeden krok. Jeśli marzysz o innym zawodzie, nie musisz jutro składać wypowiedzenia. Możesz pójść na kurs, porozmawiać z kimś z tej branży, spróbować czegoś po godzinach. Zobaczyć, jak się z tym czujesz. A jeśli boisz się oceny innych, zadaj sobie pytanie: „Kto będzie żył z konsekwencjami mojej decyzji: oni czy ja?”.

Strach przed zmianą jest naturalny. Sama go znam. Odwaga nie musi oznaczać, że przestajemy się bać. Czasem oznacza po prostu, że robimy krok pomimo tego strachu. Nie uważam, że w dojrzałym wieku jest za późno. Wręcz przeciwnie. Mamy wtedy coś, czego nie miałyśmy wcześniej: doświadczenie, większą świadomość siebie i wiedzę o tym, czego już na pewno nie chcemy. Nie trzeba znać całej drogi. Trzeba tylko dać sobie prawo, żeby zrobić pierwszy krok.


Wywiadu udzieliła: Ewa Buchner – coach specjalizująca się w pracy nad zmianą, rozwojem osobistym i budowaniem zdrowych nawyków. Z wykształcenia związana jest z ekonomią, a swoje kompetencje rozwijała również w obszarze dietetyki, poradnictwa żywieniowego i coachingu. W swojej pracy łączy konkretne, analityczne podejście z uważnością na potrzeby i indywidualną historię drugiego człowieka, wierząc w siłę małych, trwałych kroków. Jej motto „Żyj w zgodzie ze sobą” odzwierciedla podejście oparte na autentyczności, świadomych wyborach i odwadze do zmiany. Obecnie rozwija własną markę coachingową i przygotowuje się do akredytacji ICF.

Więcej informacji o działaniach Ewy znajdziesz na www.ewabuchner.com.pl

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl