Kobieta w obecnych czasach      

Minął Dzień Kobiet – dzień, w którym kobiety, nawet jeśli nie chcą, identyfikują się ze swoją żeńską energią. Podświadomie gotowe na przyjmowanie wszelkich dobroci, chcą być przy tym mile zaskoczone. Porzucają na chwilę swoje przekonania i postawy, aby poczuć wyraz miłości swoich ukochanych. Jak jest naprawdę?

Dziewczynka czy kobieta?

Zaczęłabym od tego, że aby być kobietą, trzeba posiadać cechy prawdziwej kobiety. Ile z nas jest jedynie dziewczynkami z peselem? Ile w nas jest tych nieśmiałych, bezbronnych i naiwnych twarzyczek? Będąc w tej energii, nie doświadczymy pełnego kobiecego życia. To inna liga – trzeba dorosnąć, a to wiąże się z odpowiedzialnością za swoje wybory oraz ukazaniem swojej Mocy. Nie idąc w tym kierunku, tworzymy awatara – swoistą Harpię, która toruje drogę tej małej dziewczynce. Tak dziś poniekąd wygląda współczesna kobieta.

Ostatnio rzuciły mi się w oczy filmiki w sieci na Walentynki, gdzie kobiety przejmowały inicjatywę za swoich mężczyzn i wyprzedzały ich w organizacji tego święta, oczywiście im przy tym umniejszając. Inne z kolei żalą się, że nie są ukochane na właściwym poziomie. Kolejne porównują się do dubajskich żon, sugerując, że w swoich związkach odrabiają pańszczyznę. Mężczyźni nie pozostają dłużni – wytykają kobietom ich niezależność, kwitując, że skoro nie szanowały mężczyzn, to w ten dzień jedyne, co im zostało, to sztuczny przyjaciel. Gdyby zebrać ich wszystkich do kupy, powstałby worek nieszczęśników, którzy bardzo szukają miłości.

Daleka jestem od oceniania tych wszystkich postaw – wiemy, że biorą się one z deficytów emocjonalnych i braku znajomości tego, jak budować relacje. Prościej ujmując – nikt nas nie uczy, czym jest związek dwojga ludzi. Aby stać się kobietą, muszę nawiązać z nią relację – wiedzieć, kim ona jest, jaka jest, jakie wartości posiada i jak widzi świat.

Relacja z samą sobą

Moja pierwsza relacja to relacja samej ze sobą – jest miernikiem tego, jak będę się miała z innymi. Więc jak się mam ze sobą?

Dziś będzie osobiście, bo nie ma nic lepszego niż prawdziwe historie i wnioski z nich płynące. Nie jestem fanką jakichkolwiek okoliczności. Pomimo że wiemy, iż to komercja, za każdym razem dajemy się naciągnąć modzie.

Jestem kobietą nie tylko w tym dniu, ale zawsze. Zawsze celebruję siebie.

Nie tworzymy okoliczności – my czekamy na te wyjątkowe momenty, wpisując się w kanon kalendarzowych wydarzeń. Tak jak w przypadku Walentynek celebrujemy miłość, tak 8 marca przypominamy sobie o swojej kobiecości – wszystkie oczy skupione są na kobiecie. W czasach komunizmu nie widziano kobiety, a jedynie jej osiągnięcia i produktywność jako podwaliny dobrze prosperującej gospodarki. Kobieta, jak się zaprze, to nie ma mocnych – 200% normy.

Pomyślałam więc o sobie – czy jestem nie tylko kobietą, ale i kobiecą kobietą? Osobista spowiedź jest najlepszą refleksją, bo konfrontuje nas z miejscem, w jakim jesteśmy.

Biologicznie i fizycznie jestem płcią żeńską, a co gra w mojej duszy i energii?

Moja natura emanuje kobiecością. Robi mi się miło, kiedy ktoś mówi, że jest we mnie jej dużo. Wtedy wewnętrznie się uśmiecham, bo wiem, że tak jest – tak właśnie się czuję. Czy zwróciłaś uwagę, że nie potrafimy przyjmować komplementów? A przecież to takie przyjemne. Nasuwa się pytanie: czy potrafię przyjmować samą siebie?

Czym definiuje się owa kobiecość?

Miękkością, błogością, czułością, pielęgnacją, kreacją, zaufaniem, pragnieniem, manifestacją, zaproszeniem, byciem. To witalność, czarowanie, stwarzanie aury otaczającego mnie świata. Jestem boskim budzeniem energii męskiej do działania. Chce się żyć, gdyż jestem powodem do budzenia się każdego ranka. To moje zrozumienie dla każdej istoty, bo będąc żeńską energią, jestem transformacją.

Poddaję się życiu. Poddając się – ufam, czując zaopiekowanie silnych ramion. Nie boję się tych ramion, stworzonych po to, by nieść kobietę, bronić jej. Dlatego podążam za głosem serca, ale i za biciem serca tego męskiego – aby tworzyć wspólną historię. Pozwalam tym dwóm energiom się połączyć. Stanowimy wtedy pełnię. Pielęgnuję więc obie energie z czułością, miłością i oddaniem, bo jesteśmy jednym.

Kobiece znosi i uzdrawia to, co męskie w niej – czyli nasz umysł. Kobieta ma nauczyć się, że nie tylko czucie jest przejawem widzenia. Logika i racjonalność pociągają za sobą przytomność. Łączy się pole umysłu z polem serca, tworząc koherencję, która stwarza kompletność.

Jestem Miłością. Jestem bogata w miłość własną – mogę nią emanować i zapraszać do wspólnej celebracji. Kobieca energia uwalnia potencjał – wiem coś o tym. Dlatego takie kobiety były kiedyś uważane za niebezpieczne. Wierzono, że czarują, bo ich urok hipnotyzował mężczyzn. Sądzono, że rzucają urok. Uważa się, że kobiety o zielonych oczach były czarownicami – płonęły na stosach.

Kiedy to piszę, w jakiś sposób rosnę. Staję się tym bardziej, chcąc się tym dzielić, pokazywać, obdarowywać. Tak po prostu. Tyle dobrego się wtedy wydarza: spokój, harmonia, balans. Chce się celebrować te chwile, te momenty.

Długo pracowałam nad tym, aby zmienić swoje parametry. Pomimo że jesteśmy kobietami i z definicji mamy w sobie wszystkie cechy przypisane kobiecie, moja tożsamość musiała przejść lifting energetyczny. To ogromne wyzwanie w dzisiejszych czasach, gdzie pęd życia wymusza na nas różnego rodzaju postawy.

Jakiej kobiety potrzebują dzisiejsze czasy?

Kobiecej kobiety. Nie chodzi tu o kształty, ale o jej zachowanie, emanację, grację, finezyjność. Ktoś nawet zwrócił uwagę na tembr głosu, gesty, wymiar siebie, wiarę w siebie. To magiczne coś przyciąga – chce się być w jej obecności.

Dlaczego więc zamykamy się na siebie, zamiast rozkwitać?

Dla mnie kobiecość to intymność, autentyczność, niewinność w tym boskim, żeńskim pierwiastku. Boimy się zranienia, odrzucenia, braku zrozumienia, pogwałcenia naszej świętości. Ale nasza natura jest silniejsza – jest pierwotna. Nie można jej ujarzmić ani zatrzymać – będzie szukała ujścia. Dusza musi się zrealizować, inaczej się zablokuje, a to wytworzy, ostatnio mocno osadzony w rozwoju, aspekt odrzucenia. Napiszę o tym osobny artykuł.

Jeśli energia jest żeńska, pojawia się jej biegun; jeśli męska – tworzy pełnię, nieodłączną parę.

Teraz tak myślę, że przez wiele lat byłam w trybie męskiej energii. Szczyciłam się, gdy ktoś mówił: „Renata, ty to masz jaja. Widać, kto nosi spodnie w tym związku.” Chciałam być lepsza, silniejsza, rywalizowałam, udowadniałam swoją wartość. Wiem, że wynikało to z moich wzorców rodzinnych. Wieloletnia praca nad sobą ujawniła te aspekty i pozwoliła mi zmienić swoją postawę, co – jak się okazuje – nie jest prostą sprawą. Nie mogłam być inna, gdyż nikt mi nie pokazał, jak wygląda zdrowa relacja. Poza tym, jako dusza od zawsze musiałam sama się o siebie troszczyć, byłam zdana na siebie, a moim mottem było: „Jesteś kowalem swojego losu.” Oczywiście moje nastoletnie wyobrażenie o własnym losie nie było pełne – zawierało więcej buntu i poczucia zagrożenia niż zgody.

Chciałabym tu pokazać kilka płaszczyzn rozpoznania naszej kobiecości. Pomimo mojego zewnętrznego wizerunku – kobiety bardzo sensualnej, dość atrakcyjnej, momentami wyzywającej – w środku byłam bardzo nieśmiała. Miałam wrażenie, że mężczyźni się mnie bali, a jednocześnie stanowiłam dla nich wyzwanie. Byłam niedostępna. Z drugiej strony rodziły się we mnie wątpliwości – czy rzeczywiście się mnie bali? Z pewnością nie. To ja sama stworzyłam sobie taki obraz.

Zauważ, kobieto, że to, w co uwierzyłaś na swój temat, staje się twoim uwarunkowaniem. Zazwyczaj to błędne myślenie. Przeanalizuj proszę, czy twoje ograniczenia nie straciły już daty ważności. Możesz wyjść ze schematów na swój temat i otworzyć się w pełni na swoją prawdziwą naturę.

Kiedy wyprowadziłam się do Gdańska, zaczęłam uczęszczać na różnego rodzaju spotkania dla kobiet. Słuchając ich opowieści i pytań o to, jak osiągnąć sukces, uśmiechałam się do siebie wewnętrznie, mówiąc im: „Tam, dokąd wy zmierzacie, ja stamtąd wracam.” One budowały tę drogę, którą ja chciałam zapomnieć. To znaczy – sama droga była w porządku, ale zmieniłabym jej jakość.

Chciałabym ostudzić pewne rozważania na temat tego, jakoby energia męska była niepożądana w naszej aurze. Nic bardziej mylnego! Mamy w sobie obie energie, a kluczową kwestią jest umiejętne zarządzanie ich jakością. W wymagających czasach naturalne jest przełączanie się na silniejszą część nas, jeśli w otoczeniu takiej energii brakuje. To spuścizna dawnych czasów, kiedy czyhało na nas niebezpieczeństwo i aspekt przeżycia odgrywał kluczową rolę.

Dziś jesteśmy tak harde, że nawet nie prosimy o pomoc. Z czasem zaczęły się zmieniać systemy warunkujące patriarchat, a rozszerzenie emancypacji doprowadziło do swoistej rewolucji praw. I pięknie! Bo teraz mogę napisać m.in. taki artykuł, mogę się demokratycznie wyrazić. Problem polega na tym, że nasz świat jest światem dualności. Kobiety, poczuwszy zew wolności, zamiast w mądry sposób stworzyć przestrzeń na swoje wyrażanie, zaczęły walczyć z mężczyznami o pozycję.

Większość kobiet określa się jako niezależne. Ja też należałam do tej grupy. Dlaczego jednak kobiety nie chcą odpuścić energii męskiej, mimo że tak często na nią narzekają? Kochamy kontrolować, wiedzieć, co w trawie piszczy, mieć ostatnie słowo i być przekonane, że wiemy najlepiej. Czasami myślę, że prostota mężczyzn jednak przewyższa naszą skomplikowaną naturę. A przecież dążymy do tego, aby ułatwiać sobie życie.

Kiedy chodziłam na treningi, widziałam kobiety ćwiczące „po męsku”. Uwielbiam sport, ale w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać – po co ten rygor, jak w wojsku? Po co przerzucać te ciężary, zatracając kobiece kształty? Nie mówię tu o dbaniu o kondycję i zdrowie – to zupełnie inna kwestia. Zadziwia mnie również temat mody – na przykład wojskowe buty. Jakie historie swoich przodków noszą kobiety, wybierając taki styl? Pomijam aspekt wygody.Kiedy byłam w energii męskiej, szłam jak czołg. Działałam z poziomu siły i racji, a jednocześnie czułam się niedowartościowana. Budowałam małżeństwo po omacku, zupełnie nie stojąc na swoim miejscu. Zabrakło mądrości. W drodze po zaszczytne miejsce dla kobiety niezależnej – co wtedy nie było dla mnie oczywiste – nie dostrzegałam tego, co widzę dziś. Po latach mogę nazwać to zjawisko. Wtedy po prostu byłam taka, jaka byłam. Traciłam jednak jednocześnie uznanie dla swojego męża. Stopniowo zastępowałam go w coraz większej liczbie spraw. Nie czułam się bezpiecznie – a to bardzo ważne dla kobiety. Traciłam zaufanie, a to przełożyło się na inne sfery życia.

Dziś wiem, że rozwój niesie za sobą zmiany. Kiedy jedna osoba idzie do przodu, a druga zostaje w tyle, pojawia się nierównowaga. Jeśli nie potrafimy nad nią pracować, istnieje realna szansa na zakończenie relacji. To jednak nie jest regułą. Praca nad sobą pozwala zobaczyć partnera inaczej, bez konieczności jego własnej pracy. Relacja nie musi się zakończyć – może zakończyć się jedynie jej dotychczasowy program.

Odebranie mężczyźnie jego miejsca, znaczenia, godności skutkuje tym, że i w sypialni widać nierównowagę. Mówi się, że mężczyzna nie będzie spał z mężczyzną – i kolejna sfera życia ulega zniszczeniu. Zadziwiają mnie postawy kobiet, które nie rozumieją, że w relacji nie chodzi o władzę, ale o wartości, na których buduje się fundament. Kobieta nie powinna matkować, być nauczycielką ani dzieckiem. Powinna znać swoją moc.

Czuję się kobietą w pełni, niebojącą się pokazać swojego wnętrza. Kobietą, która działa po kobiecemu, czeka na zaproszenie, lubi to, co robi, czuje się dobrze ze sobą i emanuje swoim stanem ducha.

Prowadzę sesje, na które przychodzą kobiety sukcesu – kobiety, które działają w męskiej energii. Wiem, co czują – byłam taka. Teraz pokazuję im, jak osiągnąć to samo, ale w ich własnej energii. Kocham energię męską, ale zostawiam dla mężczyzn ich przestrzeń do działania i wyrażania siebie. Gdy każdy powróci na swoje miejsce, odzyskamy swoją MOC i doświadczymy siebie w prawdzie. Czyż nie tego pragniemy?

Autorka: Renata Suszwedyk – Mentorka w podnoszeniu świadomości. Pełni rolę przewodniczki, pomagającej ludziom odkrywać siebie i zrozumieć ich miejsce w świecie. Uzdrowicielka dusz – pomaga ludziom w uzdrowieniu ich wewnętrznego świata. Przewodniczka w zarządzaniu rzeczywistością i cieszeniu się życiem. Pomaga ludziom przejść przez trudną, często niechcianą barierę, która stoi między nimi, a ich prawdziwym, pełnym życiem.

Więcej informacji o działaniach Renaty znajdziesz na www.przystanekzycie.pl oraz na Facebooku i Instagramie.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl