Jak odnaleźć autentyczną siebie? – Wywiad z Ewą Joanną Sankowską

Po 23 latach pracy w szkole Ewa Sankowska podjęła decyzję, która odmieniła całe jej życie – opuściła bezpieczne, choć frustrujące środowisko edukacyjne i rozpoczęła własną, pełną wyzwań podróż rozwoju osobistego. Dziś jako mentorka i przewodniczka kobiet w Instytucie Transformacji Osobistej pomaga innym odkrywać autentyczną siebie, uwalniać się od przeszłości i odnaleźć wewnętrzną wolność. W wywiadzie dla iKobiece.pl Ewa opowiada o odwadze do zmian, strachu, który można przemienić w siłę, a także o tym, jak kobieta może odnaleźć spokój, moc i sens w codziennym życiu.

Redakcja: Twoja decyzja o odejściu z 23-letniej pracy w szkole była ogromnym krokiem. Co w tamtym momencie przekonało cię, że musisz zmienić swoje życie?

Ewa Joanna Sankowska: To było faktycznie niezwykłe doświadczenie i nie przesadzę, jeśli powiem, że przełomowe – nie tylko z uwagi na zmianę pracy, sposobu zarabiania czy życia, ale (a może przede wszystkim) z powodu zmiany, jaka dokonała się we mnie.
Powinnam może zacząć od tego, że chciałam pracować z młodzieżą. Byłam harcerką, prowadziłam drużynę, więc wiedziałam, że potrafię się porozumieć z młodymi ludźmi. Realia szkolne nieco to zweryfikowały. Pojawiła się bowiem ważna zmienna – niekoniecznie wszyscy byli zainteresowani literaturą (jestem polonistką) czy nauką w ogóle. To był zimny prysznic, ale mnie nie zniechęcił. Byłam opiekunką Samorządu Uczniowskiego, prowadziłam kółka – polonistyczne, teatralne, czarownicowe (aż się dziwię, że mi pozwolono), wreszcie Dwór Krzywoustego (koło odtwórstwa historycznego). I choć to były świetne momenty, to jednak świadomość, że przede wszystkim mam przygotować uczniów do matury (do wbicia się w klucz), a co za tym idzie – wyegzekwować wcześniej wiedzę i umiejętności, była sporą dawką dziegciu w beczce miodu.
Pruski system polskiej oświaty, system klasowo-lekcyjny, ocenianie (też, a może i przede wszystkim zachowania) były powodem frustracji.

Co kilka lat kołatały się we mnie myśli o odejściu ze szkoły. Jednak mieszkam w niespełna 10-tysięcznym miasteczku (a od 19 lat na wsi pod tym miasteczkiem) i jedyną opcją poza szkołą był urząd (gminny lub powiatowy). Sama myśl o pracy urzędnika powodowała ból zębów. Z moim brakiem poważania dla wykresów, zestawień, sprawozdań zostałabym zwolniona w okresie próbnym albo po tygodniu sama bym zrezygnowała. Więc – ze strachu – tkwiłam w realiach oświaty, ciesząc się tymi świetnymi momentami, których wszakże nie brakowało.

Przeżyłam dwukrotnie wypalenie zawodowe i wiedziałam, że trzeci raz się zbliża. W czasie próbnych matur doszło do pewnego incydentu, który mnie zatrzymał. Przyszłam do domu i postanowiłam myśleć o tym tak długo, aż nie dojdę do konstruktywnych wniosków. Nie było łatwo. Przyznawanie się przed sobą, że świat zewnętrzny pokazuje ci twoje własne postawy, przekonania, cechy, to niemała sztuka. A ja wtedy nie miałam jeszcze żadnych umiejętności trenerskich czy szerokiej wiedzy, która pozwoliłaby mi zadać sobie odpowiednie pytania. Siedziałam więc zawinięta w koc i pytałam siebie: co mam wspólnego z tymi elementami szkoły, które mnie irytują, złoszczą, frustrują? I znalazłam.

Uświadomienie sobie tego było oczyszczające i na swój sposób przerażające. Zrozumiałam, że jestem podszyta strachem. Boję się odejść ze szkoły (bo jakże sobie poradzę?). Boję się zostać (wyląduję w zakładzie zamkniętym albo zrobię komuś krzywdę). Boję się tkwić między poczuciem obowiązkowości a idiotycznym systemem, w którym miejsca na człowieka jakby mało…
Powiedzenie sobie głośno: „jestem podszyta strachem” najpierw mnie zmroziło, bo któż chciałby się tego o sobie dowiedzieć? A chwilę (dosłownie: chwilę) później przyniosło łzy i niezwykłą ulgę. Strach zniknął jak ręką odjął. Nie wierzyłam, że coś takiego jest możliwe.

Na drugi dzień powiedziałam w pokoju nauczycielskim, że to mój ostatni rok (składało się cudownie, bo moi wychowankowie mieli zdać maturę za kilka miesięcy). Nikt mi nie uwierzył. Do końca maja uśmiechali się takim uśmiechem, jakim trzeba uśmiechać się do wariata, gdy majaczy. A gdy złożyłam wymówienie, zadawali pytania: „Ale jak to, Ty?”
A ja wiedziałam, że albo teraz, albo nigdy.

Miałam już za dużo lat, by doczekać cudownej zmiany w polskiej szkole. I za mało, by zacisnąć zęby i dotrwać do emerytury. Chciałam móc robić coś sensownego, co może dać mi poczucie spełnienia. Coś, co będzie chciane, doceniane. Coś, co będzie spójne ze mną, z moimi wartościami. Cóż, na autentyczność, wolność, kreatywność w pruskim systemie za wiele miejsca nie ma.

Dusiło mnie, gdy się naginałam do wymagań tego systemu, a z drugiej strony – wiedziałam, że pewne rzeczy muszę zrobić. Najwyraźniej nie miałam na tyle odwagi, by chwycić sztandar i wyjść na barykady. Skutek mojej frustracji był taki, że odbijało się to i na moim zdrowiu, i na uczniach (nie oszukujmy się, samopoczucie nauczyciela zawsze trafia w nich rykoszetem).
Tak więc poczułam, że to jest ostatni moment, w którym mogę się – jak baron Münchhausen – wyciągnąć za włosy z tego bagna.

Pojechałam wtedy na kurs instruktorski jogi nidry i mówiłam tam głośno, że rezygnuję z pracy w szkole, co wywoływało okrzyki niedowierzania i podziwu dla mojej odwagi. To śmieszne, bo wcale nie czułam się odważna. To był przełom stycznia i lutego – cały kurs pracowałam z intencją nowego życia zawodowego, a 8 marca zarejestrowałam działalność.

W swojej pracy używasz metafory pałacu i lustra. Jakie znaczenie mają te obrazy dla procesu odkrywania siebie?

Lustro to wszystko, w czym się przeglądamy: inni ludzie, wydarzenia, świat. Widzimy to, w co wierzymy. A wierzymy czasem w rzeczy, w które wcale wierzyć nie chcemy. Mamy przekonania wyniesione z dzieciństwa, przekazane nam z poprzednich pokoleń. Nie zawsze do końca to sobie uświadamiamy, a nawet zwykle nie uświadamiamy. Dlatego właśnie, gdy widzimy coś, co dotyczy i nas, reagujemy na to. Zwykle złością – gdy dotyczy to naszych trudnych uczuć. Dlatego reagowałam irytacją na cudze tchórzostwo. To nie musi dotyczyć takich samych sytuacji. Warto jednak spytać siebie, gdy coś nas wytrąca z równowagi: w jakiej mierze mnie to dotyczy?

Pałac zaś jest naszym wewnętrznym światem. To oaza, do której tylko my mamy dostęp. Są tam wszelkie zasoby, których potrzebujemy do naszych życiowych doświadczeń: wiedza, umiejętności, źródło spokoju i harmonii. Można tam wejść – bez strachu i uprzedzeń – i odkryć te skarby. Cóż, czasem to żmudna podróż. Czasem można się sporo utrudzić. Bywa, że jest to odgruzowywanie starych piwnic i strychów, przez dekady zamkniętych. Ale warto. Zawsze warto. Bo to nasze piwnice i strychy. I są tam różne ciekawe rzeczy, z których można skorzystać w codziennym życiu, by je sobie ułatwić i uprzyjemnić.

Podróż po Pałacu Luster wymaga odwagi, to na pewno. Umożliwia jednak uwolnienie się z więzienia przeszłości – z bólu, wstydu, żalu, poczucia bycia niewystarczającą, smutku, pretensji, pogardy, złości itd. To takie uczucie, jakbyśmy zrzucili niepotrzebny bagaż i zadziwili się, że chodzenie może być przepełnione lekkością.

Wiele kobiet odczuwa presję społeczną, by być „idealnymi”. Jak pomagasz swoim klientkom uwolnić się od poczucia winy i perfekcjonizmu?

U źródeł pragnienia bycia idealną, perfekcyjną, leży strach przed odrzuceniem i osądem. Warto więc zapytać siebie: czego w sobie nie akceptuję, co osądzam? Możliwe, że wyniosłyśmy to z dzieciństwa: dziewczynki są grzeczne, nie krzyczą, nie krzywią się itd. Media kreują młode i piękne; starość jest tematem tabu. Hasła rozwojowe typu: „nowy rok – nowa ja” czy „najlepsza wersja mnie” też nie pomagają, bo oznaczają, że ta ubiegłoroczna i ta inna wersja są złe, nieakceptowalne. I żeby było śmiesznie – przeze mnie samą.
A więc: czego w sobie nie lubisz? Czego sobie odmawiasz? Gdzie jest źródło tego poczucia winy? Może to wcale nie twoje, a matki, ciotki czy babki?

Będzie podróż po wewnętrznym Pałacu i zaglądanie w różne Lustra.

Z pomocą przychodzi tu Radykalne Wybaczanie, które jest metodą odpuszczania trudnych uczuć poprzez odrzucenie starych interpretacji. Bo może świat wcale nie wygląda tak, jak nam się wydaje? Przywykliśmy do naszych przekonań. Uwiliśmy sobie ciepłe i wygodne legowisko wśród interpretacji, osądów, mniemań. I nawet wtedy, gdy uwiera nas jakiś kamyk, nie zatrzymujemy się nad ową niewygodą, tylko dobudowujemy kolejną warstwę interpretacji. I zapominamy, co było na początku.

Zatem podczas pracy próbujemy dostać się do tego początku. Zwykle to wystarcza, bo pęka balon pełen lęków, oczekiwań, skarg…

Pałac Dobrostanu to półroczny, holistyczny proces. Jakie najważniejsze etapy przechodzą uczestniczki i czego mogą się spodziewać?

Pałac Dobrostanu podzielony jest na pięć modułów, które skupiają się na pięciu płaszczyznach dobrostanu: fizycznej, emocjonalnej, relacyjnej, intelektualnej i duchowej. To ważne, by zaopiekować się sobą we wszystkich obszarach, bo jeden wpływa na drugi. Nie ma więc dobrostanu, gdy praktykujemy medytację bez zdrowej diety albo gdy dbamy o ciało, bez pochylenia się nad emocjami.
Spotykamy się raz w miesiącu w czasie rzeczywistym, dodatkowo są nagrania, sesje indywidualne Radykalnego Wybaczania, konsultacje. Każda klientka przechodzi przez test DNA Talentu ATOM, są sesje jogi nidry, jogi twarzy, krąg kobiet, kurs Vedic Art, gra coachingowa Podróż Bohatera – to z tych dużych narzędzi. Poza tym wykorzystuję swoje autorskie narzędzia: mierzenie poziomu dobrostanu, pisanie ekspresywne, taniec intuicyjny, medytację naikan, medytację jedności. Wprowadzę z pewnością różne rodzaje medytacji po kursie, który teraz odbywam – tak, by odpowiadały każdej osobie. Do tego relaksacje, wizualizacje, elementy filozofii Ikigai, hygge etc.
Będą dodatkowe nagrania, zamknięta grupa dla Uczestniczek Programu, materiały do pracy własnej, przygarść niespodzianek na start i co miesiąc. I otwarta jestem na swoje pomysły, które przyjdą mi do głowy po drodze.

Pałac to proces indywidualny, chociaż Uczestniczki tworzą grupę (bardzo kameralną). Zaczynamy od indywidualnego spotkania i te spotkania odbywają się przez cały czas trwania programu.

Pałac Dobrostanu to holistyczna i głęboko transformująca podróż, która dotyka wielu poziomów istnienia kobiety: emocjonalnego, relacyjnego, fizycznego, mentalnego, duchowego. Dla klientki pragnącej się rozwijać oznacza to nie tylko chwilowe ukojenie, ale fundamentalną zmianę w postrzeganiu siebie, świata i własnych możliwości. Wniosę w jej życie wewnętrzny spokój i większą samoświadomość – poprzez medytacje, relaksacje, jogę nidrę i wyciszające praktyki.
Dzięki testowi DNA Talentu i pracy mentorskiej dam jej zrozumienie siebie i swoich potencjałów. Poprzez Radykalne Wybaczanie, krąg kobiet i ekspresję w Vedic Art – uwolnienie emocjonalnych blokad. Osiągnie nową jakość relacji – ze sobą i innymi. Poprzez kontakt z grupą – poczucie wspólnoty i przynależności. Dzięki jodze twarzy i tańcowi intuicyjnemu – akceptację własnego wyglądu, odnowę kobiecości i cielesności.

Kobieta z syndromem wypalenia przejdzie transformację:

  • z osoby zagubionej lub przeciążonej – w kobietę świadomą swojej wartości, spokojną, pełną zaufania do życia;
  • z osoby działającej z lęku lub powinności – w osobę wybierającą z poziomu serca i intuicji;
  • z kogoś, kto nie zna swoich talentów lub nie ufa sobie – w twórczynię swojego życia, która działa w zgodzie ze swoją wewnętrzną mocą.

Kobieta marząca o rozwoju spełni marzenie o:

  • znalezieniu swojego miejsca na ziemi – zawodowo, życiowo, duchowo;
  • życiu w harmonii i lekkości – bez wewnętrznego napięcia i walki;
  • odzyskaniu radości i sensu życia – często utraconych w biegu codzienności;
  • stworzeniu życia opartego na pasji, autentyczności i głębokich relacjach.

Każda otrzyma:

  • zrozumienie siebie i swoich emocji: nauczy się rozpoznawać i wyrażać emocje, a nie je tłumić; Radykalne Wybaczanie pomoże jej uzdrowić zranienia (z relacji rówieśniczych, szkolnych, domowych);
  • pewność siebie: pozna swoje naturalne talenty i mocne strony; zyska poczucie, że jest wystarczająca taka, jaka jest;
  • uregulowany układ nerwowy: nauka medytacji i oddechu pomoże jej poradzić sobie z lękiem, stresem, przebodźcowaniem;
  • kontakt z ciałem i kobiecością: joga twarzy, nidra, Vedic Art, taniec intuicyjny pozwolą jej poczuć, że ciało to nasz ziemski dom, a nie projekt do poprawy;
  • bezpieczną wspólnotę: zostanie wysłuchana bez oceny w kręgu – to często coś, czego brakuje młodym ludziom; zobaczy, że nie jest sama ze swoimi problemami.

Transformacja:

  • z niepewnej siebie, zagubionej lub wewnętrznie spiętej – zmieni się w kobietę z ugruntowanym poczuciem własnej wartości i narzędziami do radzenia sobie z emocjami;
  • z osoby przystosowanej do oczekiwań – przekształci się w młodą kobietę, która ma swoją tożsamość i potrafi być sobą.

Marzenia:

  • pokocha siebie wcześniej, niż świat zdąży ją zranić;
  • odnajdzie swój wewnętrzny kompas, zanim pogubi się w zewnętrznych opiniach;
  • zbuduje zdrową relację z własnym ciałem i psychiką.

Pałac Dobrostanu to nie kolejny kurs – to przestrzeń głębokiej przemiany. Pomagam kobietom wrócić do siebie, odnaleźć sens, obudzić moc i stworzyć życie, które naprawdę kochają.

Łączysz różne metody – Vedic Art, jogę nidrę, Radykalne Wybaczanie, psychologię pozytywną. Jak kobiety odnajdują spójność i sens w tym połączeniu narzędzi?

Jeszcze gra coachingowa Podróż Bohatera, DNA Talentu, kręgi kobiet, Ikigai, a wkrótce także neuromedytacja.
Narzędzia, z których korzystam, dają szeroki wachlarz możliwości. Z każdego da się skorzystać osobno. Łączę je w Pałacu Dobrostanu i będę łączyć w innych długoterminowych programach. Są spójne, bo wiodą do jednego celu – do powrotu do nas samych, do odnalezienia sensu w sobie, nie na zewnątrz.

Możemy przeglądać się w innych kobietach (kręgi kobiet), ale dzięki temu, że jakaś opowieść porusza naszą duszę, odnajdujemy swoje wartości. Możemy pracować z metaforą (Podróż Bohatera), ale odczytanie metafory ma sens dla nas, bo sami ją odczytujemy i widzimy jej miejsce w naszym życiu. Możemy malować (Vedic Art), ale to, co malujemy, jest odzwierciedleniem tego, co mamy w sercu, duszy. Możemy pracować z intencją (joga nidra), ale ta intencja jest nasza, przez nas sformułowana.

I tak dalej. Narzędzia, którymi się posługuję, służą odnalezieniu drogi do źródła spokoju i harmonii – do prawdy, którą w sobie nosimy. Każda kobieta odnajduje dzięki nim cząstkę siebie.

W Twojej misji kluczowa jest idea, że „przeszłość nie definiuje, lecz transformuje”. Jak można zacząć ten proces transformacji w praktyce, w codziennym życiu?

Od gotowości lub chociaż otwartości na to, że wszystko, co się wydarzyło, nie wydarzyło się nam, a dla nas. Jeśli wierzymy, że los zsyła na nas różne wydarzenia, a my możemy się jedynie z tym boksować, może być nie najłatwiej. Jeśli jednak przyjmiemy, że wszystko jest okazją do naszego wzrostu, do wyciągnięcia nauki – to każde trudne wydarzenie może się stać trampoliną.

Nie oszukujmy się – rodzice często krzywdzą swoje dzieci. I nie mówię o skrajnej patologii, mówię o zwyczajnych rodzinach. Wszyscy popełniamy błędy, bo po prostu nie jesteśmy doskonali, bo mamy swoje trudne doświadczenia, bo nie mamy wiedzy czy umiejętności. Możemy więc – jako te dzieci – mieć poczucie krzywdy, czuć żal, złość, rozgoryczenie. A możemy też poszukać plusów. I chociaż na pierwszy rzut oka ich nie widać, one tam są. Nie dostrzegamy ich, bo wolimy tkwić w roli ofiary – tego skrzywdzonego, niewinnego. Tak jest wygodnie. Ale każda taka sytuacja niesie ze sobą szereg możliwości.

Warto zadać sobie pytanie: co zrobiłam wbrew temu, co mnie spotkało? Co zrobiłam pomimo tego, co mnie spotkało? Co zrobiłam właśnie dlatego, że to mnie spotkało?
I może się okazać, że te trudy pomogły nam się przekwalifikować, nie załamać, poszukać innych rozwiązań. Może właśnie dlatego, że w jakiś sposób zostałam skrzywdzona, zaczęłam dbać o siebie?

To też jest opowieść o bohaterce, która wędruje przez życie i zauważa, że idzie się jej źle. Nie wie dlaczego, czuje jedynie, że coś jest nie tak, jak powinno. I dopiero po jakimś czasie przysiada na ławeczce, zdejmuje bucik i dostrzega w nim kamyki. Przygląda im się, wysypuje i zawiązuje sznurówki mocniej, żeby nic się do bucików nie dostało. Lekcje, które dostajemy od życia, pomagają nam nie popełniać tych samych błędów w przyszłości. To banał, wiem. Ale bohaterka następnym razem założy buty trekkingowe, nie pantofelki. I to już nie banał, to transformacja.

Co oznacza dla Ciebie „prawdziwa kobieta” i jak to różni się od obrazu kobiety sukcesu, który narzuca współczesne społeczeństwo?

Ta kobieta sukcesu to twór, który jest wynikiem ścigania się – z innymi, ze światem, ze sobą. A ja się nie chcę z nikim już ścigać. Wystarczy mi, że mobilizowałam swoich uczniów do lepszych ocen i świadectw z wyróżnieniem. Teraz widzę, jakie to było niezdrowe – dla obu stron. Oczywiście nie oznacza to, że nie powinno nam zależeć na wiedzy i umiejętnościach, na rozwoju. Tyle że żadna cyferka na świadectwie, suma na koncie w banku nie jest wyznacznikiem wiedzy, umiejętności radzenia sobie w życiu czy szczęścia.

To, że społeczeństwo coś nam narzuca, nie znaczy, że mamy temu ślepo ulegać. Korzystajmy z szeroko rozumianej kultury, ale korzystajmy mądrze. To znaczy: wybierajmy to, co nam służy, czego naprawdę potrzebujemy – dla swojego wzrostu. Prawdziwa kobieta, czy w ogóle prawdziwy człowiek, to ktoś autentyczny, spójny. Ktoś, kto robi to, co mówi i myśli.

Możemy się zastanawiać nad tym, czy tak zwana prawdziwa kobieta to odbicie energii kobiecej, płynięcie, przyjmowanie, otaczanie miłością. Dla mnie to jest całkowicie akceptowalne, jeśli tak czujesz. Miejmy jednak świadomość, że – jak wszystko – jest to jednak jakiś koncept widzenia świata. Jeśli czujesz, że jest twój – w porządku. A jeśli czujesz, że nie ma znaczenia płeć, rola w społeczeństwie i najważniejsze jest być prawdziwym człowiekiem – to też jest w porządku. Możliwe też, że pójdziesz jeszcze krok dalej i dojdziesz do przekonania, że bycie człowiekiem to jedynie sen, złudzenie i jesteśmy czymś więcej niż białkową powłoką.

Wtedy koncepty typu „kobieta sukcesu” czy „prawdziwa kobieta” w ogóle tracą sens.

W Pałacu Dobrostanu idziemy razem – a jednak każda ze sobą – drogą, która zaprowadzi nas tam, dokąd gotowe jesteśmy dojść. Bez presji, bez oczekiwań, w pełnej akceptacji tego, że jest, jak jest.

Jak reagujesz, gdy klientka napotyka lęk lub opór przed wejściem w swoje „zakamarki pałacu”?

Opór jest sygnałem, że to ważne miejsce. Skoro pojawia się lęk, to jesteśmy – często podświadomie – przekonani, że tam jest coś, co jest z jakiegoś powodu niewygodne. Dobrze więc jest się temu przyjrzeć. Ale nic na siłę. Na siłę to można przesunąć głaz, choć i tu lepiej byłoby sposobem…

Gdy klientka czuje opór, zostawiam to na jakiś czas. Sugeruję przyjrzenie się samodzielnie. Sięgam po inne narzędzia, które mogą przygotować klientkę do zajrzenia w ten zakamarek. Po jakimś czasie wracam, badam, czy grunt się zmienił, czy jest większa gotowość. Czasem to się dzieje na kolejnej sesji, kolejnym spotkaniu, przy innym narzędziu.

Zasadą dla mnie jest, że nie burzę barykad, które klientka przez życie mozolnie zbudowała. Czasem też – jeśli sprawa jest poważniejsza – odsyłam do terapeuty, psychologa, psychiatry. Jestem mentorką, trenerką. Mam mnóstwo uprawnień i certyfikatów, niemniej jednak nie znam się na wszystkim i gdy napotykam na zagadnienie, które wymyka się moim umiejętnościom – odsyłam do specjalisty. Przede wszystkim z uwagi na dobro klientki.

Twoja praca opiera się na głębokiej autentyczności i zaufaniu. Jakie są Twoje rady dla kobiet, które boją się zaufać sobie lub innym?

Zaufanie to proces. Ale nie dając mu szansy zaistnieć, nie dajemy sobie szansy na spokój. Brak zaufania – do siebie czy innych – to stan nieustających wątpliwości, obaw, poczucia bycia niewystarczającą. A gdy tak jest – trudno zaufać. To koło się zamyka i nie jest łatwo z niego wyjść.

Warto zadać sobie dwa pytania: po pierwsze, co najgorszego mogłoby się stać, gdybyś zaufała? Po drugie, jak długo chcesz żyć w ten sposób?

Nawet jeśli ktoś zawiedzie po raz kolejny nasze zaufanie, to co z tego? Przecież wiemy już, jak to jest. Czy coś gorszego może się stać? Wiem, że to nic miłego. Niemniej jednak może się okazać, że tym razem będzie inaczej. Zatem, nie próbując, nie dajemy życiu, innym, sobie szansy. Sami się skazujemy na bycie ofiarą. A może już wystarczy? Może to czas, by wyjść z tej roli i zacząć być odpowiedzialną za swoje życie?

Mam świadomość, że to mocne słowa. Ale taka jest alternatywa: albo jestem ofiarą i pozwalam innym, by kierowali moim życiem, albo sama za nie odpowiadam. Może być trudno. Przeszłam przez to. Przerzucałam odpowiedzialność (między innymi na system oświaty) i powiedziałam: dość. Teraz ja będę decydować o tym, jak będzie wyglądało moje życie zawodowe. I nie było lekko. Ale było tak, jak zdecydowałam. Moje błędy – moja odpowiedzialność. To sprawia, że chce się chcieć.

Twoja własna podróż od nauczycielki do mentorki i trenerki rozwoju osobistego jest inspirująca. Jakie najważniejsze lekcje wyniosłaś z tej transformacji?

Gdybym miała powiedzieć to w jedną rzecz, powiedziałabym: odpowiedzialność za siebie. Tylko że to brzmi dosyć surowo.

Zaczęło się od przełamania lęku, czyli od odwagi, która już mnie nie opuściła od momentu podjęcia decyzji o odejściu ze szkoły. Wzrosła moja kreatywność – także w dziedzinach, o których nie miałam pojęcia. Na przykład sama zrobiłam swoją stronę internetową. Pewnie tam brakuje tego czy owego, ale pojęcia nie miałam o niczym, a – krok po kroku – stworzyłam ją. Odzyskałam pokłady spokoju i harmonii, choć wiem, że nic nie jest dane raz na zawsze i trzeba o to dbać każdego dnia. Z każdym dniem mam więcej ufności i poczucia sensu. A wszystko to zaczęłam robić z miłości do siebie – takiej dbałości, akceptacji, że jest, jak jest, i będzie, jak będzie, ale mogę w tym wszystkim ukochać siebie i świat, który widzę. Pozbywam się trudnych emocji, akceptuję trudne wydarzenia i wynoszę z nich dary.

Widzę, że wszystkie kursy i szkoły, które ukończyłam, były potrzebne, by ułożyć układankę życia. I teraz jestem w miejscu, w którym widzę, że to piękne życie. I ciągle się uczę, jak żyć piękniej.

W świecie, który często ceni szybkie efekty, jak przekonujesz kobiety, że warto poświęcić czas na wewnętrzną podróż i spotkanie ze sobą?

Kwestia czasu jest kwestią dyskusyjną. Można się zastanawiać, czym on jest. Bo może nie ma czegoś takiego jak teraźniejszość, a istnieje tylko przeszłość i przyszłość? Albo odwrotnie: nie ma przeszłości i przyszłości, a jest tylko to, co teraz przeżywamy? Tęgie głowy się nad tym biedziły. Wynaleźliśmy czas i staliśmy się jego więźniami. Spieszymy się, nie wiedzieć dokąd i po co.

A tak naprawdę wszystko, co ważne, jest w nas. Nie na zewnątrz. Już w XVI wieku Michel de Montaigne pisał, że wszystko, co najcenniejsze, mieszka w nas, nie w rzeczach zewnętrznych. Czyli każda nasza czynność uchodząca za zdobywanie wiedzy ma sens tylko wtedy, gdy ją przetworzymy w sobie, gdy nas wzbogaci. Stąd też moje przekonanie, iż wejście do swojego wewnętrznego Pałacu jest jedyną podróżą, w którą warto wyruszyć. Ostatecznie – postrzegamy świat przez pryzmat swoich uczuć, doświadczeń, wartości. Czyli nie to jest wartościowe, co widzimy, a to, na co patrzymy przez pryzmat naszego wewnętrznego piękna. A o owo piękno możemy zadbać sami – pielęgnując swój Pałac.

Jeśli mogłabyś zostawić jedną myśl lub wskazówkę dla kobiet, które stoją na rozdrożu i zastanawiają się nad zmianą życia, co by to było?

Nie pytaj, która droga jest łatwiejsza i akceptowana przez społeczeństwo; zapytaj, która jest prawdziwa, do której wyrywa się twoje serce.


Wywiadu udzieliła: Ewa Joanna Sankowska – mentorka i przewodniczka w podróży do wewnętrznej wolności i autentyczności kobiet. Po 23 latach pracy w edukacji założyła działalność, w której prowadzi holistyczne programy rozwoju, łączące psychologię pozytywną, Radykalne Wybaczanie, jogę nidrę, Vedic Art, DNA Talentu i coachingową Podróż Bohatera. Jest certyfikowaną mentorką i trenerką VCC, flow konsultantką DNA Talentu oraz trenerką Radykalnego Wybaczania, obecnie rozwija kompetencje w neuromedytacji. Jej sztandarowy projekt, Pałac Dobrostanu, to półroczny proces transformacji dla kobiet, pozwalający odkryć autentyczne siebie, uwolnić się od przeszłości i w pełni doświadczyć TU I TERAZ. Ewa tworzy bezpieczną przestrzeń transformacji, w której kobiety odzyskują wewnętrzną moc, spokój i twórczą świadomość, korzystając z synergii sztuki, duchowości i psychologii.

Więcej informacji o działaniach Ewy znajdziesz na www.ewajoannasankowska.pl oraz Facebooku i Instagramie.

Posłuchaj również Podcastu Źródło Harmonii.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl