Jak przezwyciężyć wewnętrzne bariery i otworzyć nowe drzwi w życiu? Praktyczne narzędzia do pracy z lękiem i oporem przed zmianą.

Zmiana jest nieodłącznym elementem życia. Zmiana jest ruchem, postępem, pewnego rodzaju perspektywą dotychczasowego położenia. Jest koniecznością, nie można jej zatrzymać, jest cyklem życia. Jest jak oddech. Zmiana dokonuje się na poziomie komórkowym przez cały czas. Co chwilę umierają w nas miliardy komórek, robiąc miejsce na nowe. Nasze ciało ma nie więcej niż 7 lat. Taka zachodzi w nas zmiana – cyklicznie się wymieniamy komórkowo, informacyjnie i energetycznie. Zmiana poszerza naszą percepcję, otwiera nas na nowy obraz siebie w nowych okolicznościach. Zmiana jest odkrywaniem i przesuwaniem granic naszych możliwości.

Lęk przed zmianą – dlaczego się boimy?

Naturalnym jest, że pojawia się wtedy lęk – to nasz odruch mózgu gadziego, który ma za zadanie chronić nas przed niebezpieczeństwem. Uruchamia wtedy w nas swojego rodzaju strach przed nieznanym, dający objawy fizyczne w ciele. Mając w sobie ciekawość świata, decydujemy się, pomimo lęku, przekraczać swoje ograniczenia, wliczając w tę eksplorację ryzyko niepowodzenia czy śmierci,

w myśl powiedzenia: „Lepiej spróbować niż żałować, że się nie spróbowało”. Utrata szansy jest tak samo bolesna jak przeżycie niepowodzenia, jeśli nie bardziej, bo zmienia się układ linii życia – coś po prostu się nie wydarzy jako ciąg zdarzeń.

Kiedy się pozna mechanizmy, jakie na nas oddziałują, wtedy nasze wewnętrzne bariery, a raczej ograniczenia, rozpuszczają się, bo to one były tymi elementami chroniącymi nas przed nieodpowiednim czy pochopnym krokiem. Często są to nie nasze przeszkody, a nabyte w okresie rozwoju społecznego – przekonań czy uwarunkowań systemowych. Jesteśmy bazą danych. Uświadamiając to sobie, możemy nadpisywać swoje programy i zmieniać matrycę swojego funkcjonowania.

Czym są jeszcze nasze wewnętrzne bariery? Wymówką. A to dzieje się często u osób, które pracują już ze sobą, a mimo to boją się wyjść do siebie. Napisałam ostatnio takie przemyślenie:

„Najłatwiej jest pracować nad sobą, najtrudniej zdecydować się na siebie”.

Podjęcie decyzji – klucz do sukcesu

Podjęcie decyzji otwiera drzwi i rozpuszcza nasze „ale”, które słabnie w swojej mocy dla większego zamysłu. Ta pojawiająca się silna determinacja usuwa wszelkie przeszkody do osiągnięcia celu. Pojawia się nagle jako przebłysk świadomości, swoiste oświecenie, nowa perspektywa lub też zwieńczenie pewnego etapu życia. Dochodzimy do momentu swojej bezsilności i poddajemy się. W tym poddaniu pojawia się coś, co odmienia nasz bieg życia – ODPUSZCZENIE. Wtedy dzieje się magia. Rezygnacja z kontroli pozwala na pojawienie się nowych okoliczności, które moglibyśmy nazwać CUDEM, niemożliwym do zaistnienia, a jednak.

Pamiętajmy o jednej zasadzie: staję się tym, na co kieruję swoją uwagę. Jeśli skupiam się na lęku, dostanę okoliczności, w których go doświadczę, a to napędzi samospełniającą się przepowiednię. Utwierdzam się w przekonaniu, że nie warto próbować, bo i tak nic z tego nie wyjdzie. To ma swoją genezę osadzoną w dzieciństwie, epigenetyce, nośniku informacji pokoleniowej – w tym, jak funkcjonowali nasi przodkowie. Czy byli ostrożni, czy odważni? Z pewnością przeżyli, bo jesteśmy my. Ten wzór będzie przenoszony jako informacja do powielania tych samych działań dla dobra przeżycia, tylko w innych okolicznościach.

Największym strachem jest strach przed śmiercią. To obszar nieznany, niewidoczny, ale istnieje. To poczucie zagrożenia, które jest blisko, ale nie mogę go zidentyfikować. Dlatego próg wejścia w nowe dla umysłu jawi się jako nieznane. Możemy zakładać różne scenariusze, ale dopiero realizując je, możemy się przekonać o ich wyniku. W innym przypadku umysł będzie nas hamował, jeśli w naszym życiu wcześniej były historie, które kończyły się fiaskiem, wpływały na nasze samopoczucie i niosły ryzyko śmierci.

To podjęcie ryzyka, bez którego, jak wiemy, nie pijemy szampana. Ale z drugiej strony – czy to nie wspaniale, że mamy możliwość rozwoju i tworzenia na własnych zasadach swojej rzeczywistości?

Poczucie komfortu – pułapka czy bezpieczeństwo?

Czymże jest nasze poczucie komfortu, z którego usilnie chcą nas wyrwać motywatorzy rozwoju osobistego? To nasze obecne życie, zazwyczaj – jak już wspomniałam – pełne ograniczeń, jeśli nie jesteśmy jego świadomi, a to paradoksalnie nazywamy komfortem.

Wydaje nam się, że w życiu kierujemy się zdrowym rozsądkiem i rozwagą, że kontrolę mamy w jednym paluszku. Czy na pewno? Gdy nie jesteśmy świadomi, jesteśmy kierowani przez mechanizmy podświadomości, która zawiera w sobie wszystkie prymitywne instynkty. To tam pojawia się opór przed świadomą zmianą – tu raczej doświadczamy przymusowych zmian, argumentując później: „Takie życie”.

Jednak gdy stajemy do swojej odpowiedzialności, nowe staje się wyzwaniem. Nie mamy wątpliwości, że naprawdę tego chcemy, a wtedy pojawia się pytanie: które drzwi wybrać? Zaczynamy mieć wreszcie apetyt na życie.

Dokładając afirmację, że to, co się dla mnie przydarza, jest najlepszą rzeczą, jaką mogę doświadczyć dla swojego wzrostu, pojawia się flow. Wchodzimy w naturalny przepływ naszej kreacji i zaczynamy manifestować nasze skryte pragnienia. Zakładając, że to, co pojawia się na naszej drodze, jest najlepszą opcją dla nas, rodzi się nieograniczona wdzięczność, która napędza nas do większej aktywności. Wykorzystujemy każdą okazję do działania, aby w odpowiednim czasie osiągnąć kulminację swojego celu.

Gdybyśmy podsumowali temat:

Musimy się osadzić i zobaczyć, przyznać przed sobą: gdzie jestem? W jakim momencie życia? W czym jestem? Co mnie tu doprowadziło? Na zasadzie: ja i moja rzeczywistość. Ile było automatyzmów, a ile świadomych wyborów?

Robimy remanent życia. Przyglądamy się sobie – gdzie siebie oszukiwaliśmy, gdzie się od siebie oddaliliśmy, gdzie nie działaliśmy w zgodzie ze sobą. Bez oceny – tylko czysta informacja. Im szczegółowiej, tym lepiej. Im szczerzej, tym szybsza diagnoza. Moment szczerości jest kluczowym i przełomowym momentem. Pojawia się nasza fundamentalna prawda o nas samych.

Gdybyśmy byli ze sobą szczerzy, życie byłoby z pewnością łatwiejsze i bez takich dylematów jak dzisiejszy temat.

Wpuszczenie światła świadomości w swoje obszary cienia – bo z tym wiąże się nasza prawda – uwalnia nas od uwikłań systemowych i pozwala zaczerpnąć w końcu nasz osobisty oddech. W końcu wyłania się JA, gotowe na swoje życie. Staję się budowniczym swojego losu. To ten moment.

Ta konfrontacja jest konieczna, bo ukryte w cieniu zasoby są jak paliwo do rakiety, która w końcu wzbija się na orbitę możliwości. Jest to też moment, w którym rozpada się nasz światopogląd – tak jak gąsienica zmienia się w motyla i nie rozpacza za poprzednią wersją, bo teraz może eksplorować otoczenie w nowy sposób.

Dotyczy to także nas. Kolejny punkt to nasza gotowość do zmiany. Ale czy mamy inne wyjście? Myślę, że nie – jeśli chcemy zrealizować naszą misję jako istoty, czyli rozwinąć swoją świadomość dla wzrostu naszej duszy, odrobić lekcje i przejść na kolejny etap rozwoju.

Poruszyłam tu aspekt naszej misji – to poziom, który Maslow w swojej piramidzie potrzeb umieścił na szczycie. Kiedy zapewnimy swoje podstawowe potrzeby, idąc w myśl rozwoju cywilizacyjnego, nie możemy się ograniczać – przechodzimy i wznosimy się na kolejne szczeble.

Nie można tego zatrzymać, ale można utknąć.

Wróć do punktu pierwszego. Znów określasz swoje miejsce i zauważasz, że w pewnym momencie pojawia się rutyna, stagnacja. Ale widzisz też, że gdzieś w głębi ciebie tli się pragnienie pójścia dalej. Podejmujesz decyzję, która otwiera drzwi do nowych wyzwań: „Nie wiem jak, ale idę. Czuję. Ufam sobie i temu prowadzeniu.” Zazwyczaj w tym przypadku to głos duszy.

Gdy nie tworzymy oporu, energia naprawdę nas pięknie prowadzi.

Dam ci wskazówkę: ważna jest intencja. Ja w tym roku postanowiłam, że jestem na TAK wszystkiemu, co do mnie przychodzi. Nie minął miesiąc od Nowego Roku, a ja nie wiem, w co ręce włożyć – tyle pojawiło się okazji! To też nasza gotowość, nasza wartość siebie. Ale podpowiem ci: nigdy nie będziemy w pełni gotowi – mamy być przygotowani do momentu, kiedy nadejdzie.

O czym piszę?

Często ludzie szukają pasji, nie wiedzą, co chcieliby robić. Odpowiedź jest jedna: rób to, co lubisz. Nie ma tu racjonalnego przełożenia na twoją sytuację. Po prostu – jeśli przychodzi myśl, zrób to. Bez pytań: po co? W niedalekiej przyszłości zobaczysz, ile jakości udało ci się stworzyć. To właśnie jest przygotowanie.

Nigdy nie wiesz, co się wydarzy. Pomimo manifestacji i innych praw przyciągania – nie masz gwarancji. Ale to, co zdobędziesz, stanie się twoim wewnętrznym bogactwem, które – uwaga – wyprze twoje wewnętrzne bariery. Czyż to nie wspaniała wiadomość?

Poczuj to teraz.

Tylko w działaniu możesz siebie poznać, rozwinąć swoje atuty i nabrać poczucia wartości. Tego nie nauczysz się z książek – to trzeba wypracować i stosować na co dzień.

Czyli kolejny punkt:

Otwartość na to, co do mnie przychodzi. To znak, że jestem już przygotowana, skoro pojawia się w mojej przestrzeni.

Sięgajmy gwiazd. Naszą misją jest inspirowanie innych – tych, którzy dopiero stają na początku tej drogi, którą my przeszliśmy chwilę temu.

Nie wiem, czy zauważyłeś/aś, ale obawy zniknęły. Na ich miejsce pojawiły się obrazy, które dotąd skrywaliśmy w sercu – bo nie wypadało ich ujawnić, bojąc się krytyki.

Rozluźnij się. Wpuść oddechem więcej przestrzeni. Zauważ – nie trzeba wieloletnich terapii, by dotknąć siebie już teraz. To my stwarzamy swoje ograniczenia.

Wszechświat czeka na twoją unikatową wersję – ekspresyjną, radosną, inspirującą innych do realizacji siebie na najwyższym poziomie.

Wiesz już, czym jest opór przed zmianą. Teraz ty decydujesz, co z tym faktem zrobić. Czy się poddać, czy smakować życie?

Każda wersja jest okej – tu nie ma presji. Ale nie pozwól sobie utknąć. Twoja decyzja. Zgoda na stan faktyczny. Cokolwiek to będzie – rutyna czy flow – zdecyduj. Daj na to zgodę. A zobaczysz, że energia zacznie płynąć. Wtedy – nawet nieświadomie – wejdziesz w zmianę. Bo to nie stworzy energetycznych zastojów, a z czasem, gdy energia się ułoży, i tak wejdziesz w zmianę, bo ona w jakimś stopniu wymusi na tobie ten wątek. Dobrze by było iść od początku w zgodzie ze sobą, niż doświadczać sytuacji podprogowych, które do tej zmiany doprowadzą.

Na koniec popatrzmy, czym wibruje słowo „opór”. Pojawia się przeciwnik – coś, co nie zgadza się na nasz swobodny przepływ. Co by było, gdyby nie było tych przeszkód? A gdyby było łatwo, lekko i przyjemnie? Wiem, dziwny stan. Tego też trzeba się nauczyć – że życie nie funduje nam trudności, to nasze programy zniekształcają jego jakość.

Gdybyś już od teraz przeszła na tryb, w którym wszystko jest tobie przychylne – nie ma oporu, nie musisz się siłować, nie musisz napierać na drzwi – zobaczyłabyś, że one były cały czas otwarte. Z lekkością budzę się każdego dnia, wiedząc, że wszechświat pracuje nad jakością mojego życia, udostępnia mi możliwości do moich działań, stwarza przestrzeń do realizacji mojego potencjału. Wszystko już jest, czeka na moją akceptację.

Kiedy mówimy o narzędziach do pracy nad oporem, wciąż skupiamy się na tym, jak go pokonać. Zobacz, co się wtedy dzieje – pochylasz się nad budowaniem strategii, jak pokonać opór. Twoje życie zaczyna budować się wokół tej strategii, a celem staje się właśnie pokonanie oporu.

A gdybyś uświadomiła sobie: „Jestem już po tej drugiej stronie drzwi, już jestem mentalnie tam, gdzie chcę. Ja już teraz jestem tą osobą z przyszłości”? To skok kwantowy. Nie utykam, aby mierzyć się z blokadami, tracąc energię na nowe strategie, ale wychodzę ze swoją wizją ponad to, co zafundował mi system. Wiem, że żyję w okresie przebudzenia i dostępu do mądrości, mam wszystko, aby osiągnąć to, co chcę – przy założeniu, że chodzi tu o moją wartość i o to, jakim człowiekiem się stanę, gdy to osiągnę.

Ważną kwestią jest ujarzmienie swojego ciała, które jest skarbnicą przeszłości, aby nie przejęło władzy nad umysłem. To kwestia balansu, równowagi, gdzie percepcja pozazmysłowa harmonizuje ze światem fizycznym.

Można zadać sobie pytanie: Co najgorszego może się wydarzyć, jeśli spróbuję? Co się nie wydarzy istotnego lub ważnego, jeśli nie podejmę tej próby? Czy coś tracę?

Stań się spełnioną osobą – nie trzeba tu spektakularnych osiągnięć, aby tak się czuć. Ostatnio powiedziałam swoim dzieciom: „Jestem spełnioną osobą. Takie mam poczucie na dziś, choć wiele jeszcze przede mną”.

Znajdź swoje poczucie siebie. Jeśli pojawia się jakaś „niezgoda” – uwolnij ją. Jednocześnie, biorąc lęk pod pachę, zrób ten pierwszy krok do zmiany, która nie tylko uchyli drzwi, ale otworzy je z impetem i głośnym aplauzem – bo w końcu miałaś odwagę stanąć na progu kolejnego etapu życia, w nowej odsłonie.


Autorka: Renata Suszwedyk – Mentorka w podnoszeniu świadomości. Pełni rolę przewodniczki, pomagającej ludziom odkrywać siebie i zrozumieć ich miejsce w świecie. Uzdrowicielka dusz – pomaga ludziom w uzdrowieniu ich wewnętrznego świata. Przewodniczka w zarządzaniu rzeczywistością i cieszeniu się życiem. Pomaga ludziom przejść przez trudną, często niechcianą barierę, która stoi między nimi, a ich prawdziwym, pełnym życiem.

Więcej informacji o działaniach Renaty znajdziesz na www.przystanekzycie.pl oraz na Facebooku i Instagramie.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl