Miało być tylko hobby. Dziś jej prace trafiają do domów innych ludzi

Zaczynała od szycia „tylko dla siebie”, bez planu na biznes i bez etykiety rękodzielniczki. Dziś tworzy przedmioty, które trafiają do domów innych ludzi, prowadzi zajęcia dla młodzieży i mówi o rzemiośle jak o drodze do uważności. O cierpliwości, odwadze wychodzenia ze strefy komfortu i o tym, dlaczego jakość to forma troski, opowiada Ewa Dziedzic.

Redakcja: Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że tworzenie rękodzieła to coś więcej niż hobby?

Ewa Dziedzic: Przede wszystkim nie traktowałam tego, co robię, jako rękodzieło. Było to dla mnie tylko szycie. Coś, gdzie mogę wyrazić siebie. Na jednej z grup kobiecych wspierających biznes padło pytanie: „Co robisz?”. I to była najcięższa odpowiedź, bo „szyję” było takie ogólne. Pokazałam swoje prace i wtedy pierwszy raz usłyszałam, że tworzę rękodzieło. Przez długi czas szycie było przestrzenią tylko dla mnie, sposobem na wyciszenie, radość i kreatywność. Jestem z wykształcenia ekonomistką i w życiu bym nie pomyślała, że moje hobby może stać się również sposobem na zarabianie. Z czasem jednak zaczęłam zauważać, że moje prace trafiają do innych ludzi, towarzyszą im na co dzień, budzą emocje i zostają z nimi na dłużej.

Jak wyglądała Twoja droga od pasji do momentu, w którym zaczęłaś traktować ją jako swoją ścieżkę zawodową?

Do maszyny i igły ciągnęło mnie już od dziecka. Moja pierwsza maszyna, kupiona mi przez męża, była najlepszym prezentem. Bez presji, po godzinach uczyłam się pracy z nią. „Prójka” do tkanin stała się moim przyjacielem, ale nie poddawałam się. Stworzenie czegoś konkretnego z kawałka tkaniny dawało ogromną radość. Szyłam dla siebie i moich bliskich, ciągle się szkoląc. Aż przyszła pandemia i brak maseczek. Wtedy pierwszy raz zaczęłam szyć dla obcych. Mój asortyment powiększał się, miałam nowe pomysły na to, co chcę tworzyć. Hamował mnie brak odpowiedniego sprzętu, stąd powstał pomysł na inwestycję w nowe maszyny. Od tego momentu rękodzieło stało się nie tylko twórczością, ale także odpowiedzialnością i misją.

Co daje Ci największą satysfakcję w pracy twórczej i ręcznym tworzeniu rzeczy od podstaw?

Uwielbiam wymyślać nowe rzeczy, nowe kształty i dekoracje. Czasami muszą „dojrzeć”, by być docenione, wtedy cierpliwie czekam. Jednak największą satysfakcję daje mi proces: od pomysłu, przez dobór tkanin, aż po gotowy produkt. Uwielbiam moment, w którym coś powstaje dosłownie „z niczego” i nabiera formy, charakteru i znaczenia. Ogromną radość sprawia mi także personalizacja oraz współpraca z klientem, możliwość tworzenia przedmiotów dokładnie takich, jakich ktoś potrzebuje lub o jakich marzy. To poczucie, że tworzę coś unikalnego tylko dla jednej osoby, jest bezcenne. Komentarz po zrealizowanym zamówieniu jest dla mnie dodatkowym wynagrodzeniem.

Rzemiosło wymaga cierpliwości i uważności. Czego ta praca nauczyła Cię o Tobie samej?

Rękodzieło nauczyło mnie spokoju, pokory i zaufania do procesu. Zrozumiałam, że nie wszystko musi dziać się szybko, aby było wartościowe. Nieważne, ile toreb uszyję, ale jak je uszyję. Ta praca pokazała mi również, jak ważna jest uważność na detale i słuchanie samej siebie. A przede wszystkim tego, że nie każdemu musi podobać się to, co robię, każdy ma swój gust. Trzeba też umieć przyjmować słowa krytyki i niestety również hejtu. Dziś wiem, że najlepiej czuję się tam, gdzie mogę tworzyć w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami. Jestem silna i dużo potrafię, wcześniej nie spodziewałabym się, że aż tyle rzeczy ogarnę. Dobrze jest wyjść ze swojej strefy komfortu.

Prowadzisz także zajęcia dla młodzieży. Co najbardziej porusza Cię w pracy z młodymi ludźmi i uczeniu ich szycia?

Najbardziej porusza mnie ich autentyczność. Młodzi ludzie przychodzą bez gotowych schematów, często niepewni siebie. Pierwsze zajęcia to badanie zarówno mnie, jak i ich możliwości. Kiedy uczę ich szycia, widzę, jak krok po kroku odkrywają w sobie sprawczość i cierpliwość. Dla wielu z nich to pierwsze doświadczenie, w którym mogą zwolnić, skupić się na sobie i stworzyć coś własnymi rękami. Pokazanie im, że coś potrafią, docenienie ich pracy jest niezwykle ważne. A dla mnie to ogromna satysfakcja, kiedy na kolejne zajęcia przyprowadzają nowe osoby.

Jak reagują młode osoby, gdy po raz pierwszy tworzą coś własnymi rękami? Co wtedy widzisz w ich emocjach?

Na początku pojawia się niepewność, czasem nawet lęk przed popełnieniem błędu. Często też jest niecierpliwość, strach, że czegoś nie zrobią, że zostaną wyśmiani. A potem przychodzi moment przełomu, gdy gotowy przedmiot trafia w ich dłonie. Widzę wtedy dumę, radość i ogromne zdziwienie, że „to naprawdę ja to zrobiłam”. To bardzo czyste emocje.

Dlaczego tak ważne są dla Ciebie świadome wybory, lokalność i jakość w procesie tworzenia?

Bo za każdą rzeczą stoi człowiek i decyzja. Wybierając polskie materiały, mam poczucie odpowiedzialności, zarówno za jakość, jak i za to, kogo wspieram. Jakość to dla mnie forma troski o drugą osobę: o jej komfort, bezpieczeństwo i codzienność. Wierzę, że przedmioty tworzone świadomie mają w sobie spokój i trwałość, których dziś bardzo potrzebujemy.

Jak wygląda Twój proces twórczy, od pomysłu do gotowej rzeczy?

Moje pomysły często nabierają mocy przez kilka miesięcy. Jeżeli nie jestem czegoś pewna, podchodzę do tego z ostrożnością. Potrzebuję też czasu i spokoju na realizację. Kiedy szyję pod zamówienie, zawsze zaczynam od rozmowy i poznania potrzeby. Bardzo ważne jest dopracowanie szczegółów zamówienia tak, aby nie było rozczarowania. Potem jest etap wyboru tkanin, kolorów i detali, który bardzo lubię, bo to wtedy projekt zaczyna „żyć”. Samo szycie to moment wyciszenia i skupienia. Lubię myśleć, że każda rzecz powstaje w swoim własnym tempie. Dla mnie najgorszy moment to ten, kiedy klient odbiera gotowy produkt, a ja czekam na opinię. Wstrzymuję oddech, bo tak naprawdę to zadowolenie klienta daje mi siłę.

Czy były momenty zwątpienia na tej drodze? Co pomagało Ci nie rezygnować?

Były i nadal są takie momenty i myślę, że są one naturalne, kiedy idzie się własną, nie zawsze oczywistą drogą. Najważniejszą grupą wsparcia są moi najbliżsi, mąż i dzieci, którzy wspierają mnie od samego początku. Zawsze pierwsze zdjęcia trafiają do nich. Ogromną siłą są też ludzie, którzy wybierają moje produkty i wracają po kolejne. To daje mi pewność, że to, co robię, naprawdę ma znaczenie.

Co powiedziałabyś kobietom, które czują potrzebę tworzenia, ale boją się zrobić z niej ważną część swojego życia?

Powiedziałabym im, żeby były dla siebie czułe i cierpliwe. Nie wszystko musi wydarzyć się od razu. Czasem wystarczy pozwolić sobie spróbować, bez presji i wielkich deklaracji. Tworzenie to rozmowa z samą sobą. Jeśli ta potrzeba wraca, to znaczy, że jest ważna. Warto jej posłuchać i dać sobie prawo do własnej drogi. A przede wszystkim trzeba wierzyć w siebie i doceniać się. To my ustalamy, jak inni będą nas odbierać.


Ewa Dziedzic – twórczyni rękodzieła tekstylnego i edukatorka szycia. Z wykształcenia ekonomistka, z wyboru rzemieślniczka. Projektuje i szyje przedmioty codziennego użytku, stawiając na lokalne materiały, jakość i uważny proces tworzenia. Prowadzi warsztaty dla młodzieży, ucząc cierpliwości, sprawczości i pracy rękami.

Fot. Unsplash

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl

Promuj swój biznes w kobiecej społeczności
Dotrzyj do nowych odbiorczyń i zyskaj nowe klientki!
To dla mnie!