Nowy początek po pięćdziesiątce – „Najpierw była niepewność, potem duma”
Pandemia dla wielu była pauzą. Dla Renaty Krysiak stała się impulsem do zmiany życia zawodowego i osobistego. Wspólnie z córką stworzyła firmę od podstaw, ucząc się wszystkiego w praktyce i zamieniając niepewność w działanie. O odwadze po pięćdziesiątce, współpracy międzypokoleniowej i budowaniu marki opartej na wartościach rozmawiamy w inspirującym wywiadzie o zmianie, która zaczęła się od jednego pytania: „dlaczego nie?”.
Redakcja: Pandemia była dla wielu czasem zatrzymania. Dla Ciebie stała się momentem narodzin nowego pomysłu. Co dokładnie wtedy w Tobie „kliknęło”?
Renata Krysiak: Pandemia zatrzymała świat, ale mnie i mojej córce dała przestrzeń. W ciszy spacerów, przy pustych półkach sklepowych, w niepewności jutra pojawiło się pytanie: „A gdyby można było inaczej?”. Braki świeżych warzyw nie były tylko logistycznym problemem, stały się impulsem. Nigdy nie lubiłyśmy używać Vegety i popularnych mieszanek przyprawowych ze względu na ich niezdrowy skład. Dużo rozmawiałyśmy, dyskutowałyśmy i kliknęło… poczucie sensu. Połączenie doświadczenia, intuicji, energii pokoleń i potrzeby stworzenia czegoś trwałego, innowacyjnego, co realnie odpowiada na problem, jest zdrowe, czego nie ma na rynku i co pomoże kobietom, i nie tylko, ułatwić przygotowywanie wartościowych posiłków szybko, prosto i bez wysiłku, a jednocześnie daje wartość na różnych płaszczyznach.
Przekroczenie granicy 50 lat często bywa postrzegane jako czas stabilizacji. Jakie emocje towarzyszyły Ci, gdy zamiast spokoju wybrałaś zupełnie nowy początek?
Miała być stabilizacja. Może spokojne lata do emerytury. Zamiast tego adrenalina, ryzyko i ekscytacja, ale też misja i wizja. Był oczywiście strach i niepewność, lecz większa była ciekawość i poczucie wyzwania. I świadomość, że wiek nie jest granicą, tylko kapitałem, a współpraca pokoleniowa z córką to siła.
Pięćdziesiątka okazała się nie końcem drogi, lecz momentem, w którym masz odwagę przestać pytać „czy wypada?”, a zacząć pytać „dlaczego nie?”. Życiowy pivot, jak się mówi w biznesie, który nie daje żadnej pewności sukcesu, tylko kolejne szczeble do przejścia, ale pokazuje, że zawsze można zacząć realizować się w zupełnie innym kierunku i czerpać z tego satysfakcję. Jestem zapraszana na różne konferencje i eventy jako prelegentka, często są to spotkania dla kobiet. Zawsze czułam, że kobieca energia to coś pięknego, ale teraz wiem, że to również ogromne wsparcie, kreatywność, inspiracja, nauka i często bezinteresowna pomoc. Słyszę nieraz, że nasza historia przekonuje, zachęca i daje impuls oraz wiarę, że można. To dla mnie, jako nauczyciela, ogromna wartość dodana.
Decyzja o założeniu firmy z córką to wyjątkowe doświadczenie. Jak zmieniła się Wasza relacja dzięki wspólnej drodze biznesowej?
Wspólny biznes to intensywny kurs relacji. Z matki i córki stałyśmy się partnerkami. Były różnice pokoleniowe, inne tempo i inne spojrzenie, ale pojawił się też głęboki szacunek do kompetencji drugiej strony. To relacja, która dojrzewała razem z firmą. Wspaniale jest patrzeć, jak dziewczynka staje się kobietą, rośnie, dojrzewa i pięknieje, ale jeszcze bardziej wzrusza, gdy można uczestniczyć w jej dorosłym życiu zawodowym, gdzie pokazuje dojrzałość, kompetencje i siłę.
Nasza współpraca to uzupełnianie się, obustronna ciągła nauka, wymiana doświadczeń i dążenie do wspólnego celu, ale też ścieranie się w różnych tematach, szukanie kompromisów i wypracowywanie konsensusu. To niesamowite uczucie, gdy dzięki wspólnej pracy widzimy rezultaty i czujemy synergię. To również wspólne przeżywanie porażek, a właściwie życiowych lekcji, oraz rozwiązywanie często zaskakujących problemów. Bardzo buduje to nasze relacje, zaufanie i profesjonalizm. Nasza firma to nasza duma, a moja Julia to mój sukces.
Przeskok z pracy nauczycielki do świata przedsiębiorczości był ogromny. Co było dla Ciebie najtrudniejsze w tym „skoku na głęboką wodę”?
Najtrudniejsza była odpowiedzialność. W szkole była struktura, w biznesie decyzje podejmowane samodzielnie, często pod presją. Nagle musiałam wiedzieć, czym jest koszt jednostkowy, HACCP, marża i logistyka, a jednocześnie płacić ZUS.
Musiałyśmy uczyć się wszystkiego od podstaw. Ja nauczycielka, Julia wtedy studentka, nie wiedziałyśmy nic o biznesie. Uczyłyśmy się i wciąż uczymy, w dużej mierze na własnych błędach.
Julia od szkoły średniej pracowała wakacyjnie w różnych branżach: w firmie kosmetycznej na produkcji, w sieci sklepów w logistyce oraz w międzynarodowej korporacji w księgowości i zaopatrzeniu. Ja również wykonywałam różne prace, od sprzedawcy i ratownika wodnego po organizatora eventów i specjalistę merytoryczno-administracyjnego projektów unijnych.
Z potrzeby chwili zdobyłyśmy dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej, stworzyłyśmy własny zakład produkcyjny w garażu i nauczyłyśmy się logistyki, marketingu, przygotowywania grafik, sprzedaży oraz zasad branży spożywczej: HACCP, GHP i GMP. Opanowałyśmy też proces produkcyjny, pakowanie i wysyłkę.
Wiele nowych pojęć, procedur i odpowiedzialności pojawiło się nagle. Jak radziłaś sobie z momentami, w których czułaś, że nie wiesz wystarczająco dużo?
Nie udawałyśmy, że wiemy. Pytałyśmy, czytałyśmy, dzwoniłyśmy i uczyłyśmy się. Każde „nie wiem” zamieniałyśmy w „sprawdzę”.
Był moment, kiedy miałyśmy wrażenie, że weszłyśmy do zupełnie obcego świata. Skróty, procedury i koszty pojawiły się naraz. Każde „nie wiem” traktowałyśmy jak punkt startu, nie jak porażkę. Obie jesteśmy byłymi zawodniczkami sportowymi: ja trenowałam szermierkę, a Julia tenis ziemny. Sport nauczył nas współdziałania, podnoszenia się po upadkach i uczenia na błędach. Brak doświadczenia zastępowałyśmy zaangażowaniem i przekuwałyśmy go w małe sukcesy.
Uczestniczyłyśmy w webinarach, szkoleniach i konferencjach, konsultowałyśmy się z ekspertami i przedsiębiorcami. Internet stał się podręcznikiem, a praktyka najlepszym nauczycielem. Najważniejsze było to, że ufałyśmy sobie nawzajem.
Mówisz, że żyjesz dziś w dwóch światach, stabilnym i nieprzewidywalnym. Czego ten kontrast nauczył Cię o sobie?
Stabilność szkoły i korporacji oraz dynamika firmy nauczyły nas elastyczności. Zrozumiałyśmy, że potrafimy funkcjonować zarówno w porządku, jak i w chaosie. Stabilność daje fundament i spokój, a biznes energię i rozwój. Ten dualizm nas wzmacnia.
Masz za sobą lata pracy społecznej i wolontariatu. Jak te doświadczenia wpłynęły na sposób, w jaki dziś prowadzisz firmę?
Nasze wieloletnie działania społeczne sprawiły, że firma nie jest tylko biznesem, ale projektem z wartościami. Chcemy, aby produkt odpowiadał na realne potrzeby i budował świadomość zdrowego stylu życia. Wierzymy, że marka może być narzędziem zmiany społecznej.
Czy był moment, w którym poczułaś, że ta zmiana była jedną z najlepszych decyzji w Twoim życiu?
Takich momentów było kilka, ale najważniejszy był ten, gdy zobaczyłyśmy efekt naszej pracy w realnej przestrzeni rynkowej. Zrozumiałyśmy wtedy, że zmiana nie była impulsem, lecz świadomą decyzją o rozwoju. Strach ustąpił miejsca dumie.
Jak zmieniło się Twoje poczucie sprawczości i odwagi w ostatnich latach?
Wiemy dziś, że potrafimy nauczyć się wszystkiego. Strach nie znika, ale nie rządzi. Odwaga nie jest brawurą, tylko konsekwencją działania.
Co powiedziałabyś kobietom w dojrzałym wieku, które czują, że to już nie czas na zmiany?
Czas nie ma metryki. Dojrzałość to przewaga: doświadczenie, intuicja i odporność psychiczna. Jeśli w środku coś wciąż iskrzy, to znaczy, że jest żywe i warto to rozwijać. Możesz wyjść ze strefy komfortu i stworzyć nową wersję siebie. Świat jest na to gotowy, a tylko od Ciebie zależy, czy i kiedy to się wydarzy.
Bo czasem największa stabilizacja przychodzi dopiero wtedy, gdy odważysz się wszystko zmienić.


