Odwaga do zmiany: odkryj swoją moc dzięki pracy z emocjami i podświadomością – Wywiad z Anną Keppel-Płatek

Odważne decyzje często zaczynają się od jednego, trudnego kroku w nieznane. Anna Keppel-Płatek podzieliła się swoją drogą od codziennego życia w korporacyjnym rytmie do pełnej pasji pracy z emocjami i podświadomością. Dziś jako terapeutka Kodu Emocji i Kodu Ciała pomaga kobietom uwalniać blokady, odzyskiwać wewnętrzną równowagę i odnajdywać swoją moc, pokazując, że zmiana jest możliwa, gdy odważymy się zaufać sobie i podążać za własnym potencjałem.

Redakcja: Po 29 latach pracy w korporacji zdecydowała Pani zamknąć ten rozdział. Co sprawiło, że właśnie teraz uznała Pani, że nadszedł właściwy moment na tak odważną zmianę?

Anna Keppel-Płatek: Miałam poważny kryzys w pracy już w 2017 roku i wtedy rozważałam odejście. Tamta sytuacja uświadomiła mi podczas pisania CV, że nie chcę szukać już podobnej pracy w korporacji i że powinnam pójść w kierunku własnego biznesu. Nie miałam jednak żadnego pomysłu na siebie. Chwilę potem pojawiła się u mnie pasja fotograficzna i miałam myśl, aby zająć się tym zawodowo. Nawet robiłam sesje fotograficzne w plenerze. W 2022 założyłam własną firmę ANNCODE YOUR LIFE i nie była ona jednak związana z fotografią.

Pracując nadal w korpo, rozwijałam po godzinach pracy własną działalność, która jednocześnie była moją pasją. Od tego momentu stale myślałam o odejściu z korporacji, ale była to bardzo trudna decyzja z uwagi na finanse, kredyt hipoteczny itd. W międzyczasie udało się nam spłacić kredyt i myśl o odejściu narastała, ale nadal nie było we mnie gotowości, aby zrobić ten odważny krok.

Rok temu na warsztatach w Indiach, prowadzonych przeze mnie, powiedziałam, że moim marzeniem jest, aby to firma się ze mną pożegnała bez mojej winy, bo wtedy dostanę najlepsze warunki odejścia. Po roku dokładnie tak się stało, że zarząd koncernowy zapowiedział transformację, restrukturyzację i związaną z tym redukcję etatów. Po kilku miesiącach zostało zlikwidowane moje stanowisko pracy, czyli stało się to, o czym tak naprawdę marzyłam i co od roku manifestowałam. Na mojej ostatniej mapie marzeń wpisałam drukowanymi literami „WYJŚCIE Z KORPO” i aż źle się po tym fizycznie poczułam.

Parę miesięcy później podczas medytacji doznałam olśnienia, że ja nie mam tak brutalnie wyjść z korpo, ale mam się pięknie pożegnać z firmą, którą traktowałam jak własne dziecko, którą w Polsce w latach 90 tych budowałam, w którą włożyłam tyle energii, wysiłku i serca. Od tego momentu odpuściłam to wyniszczające mnie od środka naciskanie na siebie, aby jak najszybciej odejść. Poddałam się jakby nurtowi rzeki z myślą: „ciekawe, gdzie mnie ten nurt poniesie”. Wtedy wszystko popłynęło tak jak miało popłynąć. Jestem za to bardzo wdzięczna, że mogłam odejść godnie i pięknie się pożegnać z ludźmi. Gdy odeszłam, natychmiast otworzyły się przede mną nowe możliwości, które wcześniej nie miały szansy się przebić w natłoku moich zajęć. 

Jak sama Pani mówi, była to droga „od korporacji do przebudzenia”. Co było pierwszym sygnałem, że dotychczasowy schemat życia przestaje działać?

To był właśnie mój kryzys w pracy w 2018 roku, gdy psychicznie sięgnęłam dna. Byłam wtedy osobą bardzo zestresowaną jakbym w środku miała tykającą bombę. Żyłam jak w jakimś matrixie: praca, dom, dzieci, lekcje. Zero czasu dla siebie. Moje ciało mówiło wyraźnie: Dość! Pojawił się bardzo duży problem ze skórą, trwający kilka lat. 

Mój ówczesny przełożony dał mi wtedy szansę, abym skorzystała z coachingu w temacie emocji, które wtedy były moją piętą achillesową, co po kilku latach przekułam w sukces. Dziś zajmuję się zawodowo pracą z emocjami, uwalnianiem emocji, traum i trudnych przeżyć jako terapeutka Kodu Emocji. To co było moją słabością, stało się moją siłą.  Na początku pandemii na kursie malarstwa intuicyjnego Vedic Art namalowałam obraz, który zatytułowałam „Od korporacji do przebudzenia”. To nie był kurs zwykłego malarstwa, ale dzięki sztuce można było zagłębić się w sobie i wyzwolić swój potencjał kreowania rzeczywistości, co na sobie mocno  doświadczyłam. Wtedy zaczęły się przede mną otwierać nowe szanse i możliwości. Obraz ten przedstawia z lewej strony mnie jako tą ambitną i korporacyjną dyrektorkę w męskiej energii, a po prawej stronie stronie kobietę żyjącą w zgodzie ze sobą, w swojej prawdzie i w rozkwicie. Już wtedy w 2020 roku kiełkowała we mnie myśl o zmianie… Później zaczęłam pisać książkę o tym samym tytule, z którą w pewnym momencie utknęłam. Teraz po odejściu z korporacji mam nadzieję, że ją w końcu dokończę, skoro dopełniło się to, co miało się dopełnić.

Obraz autorstwa Anny Keppel-Płatek pt. „„Od korporacji do przebudzenia”. 
Ważnym momentem w Pani życiu okazał się wyjazd do Indii w 2017 roku. Jakie odkrycia emocjonalne i duchowe tam Pani doświadczyła?

To był niesamowity wyjazd do ośrodka ajurwedyjskiego, podczas którego poczułam mistyczne połączenie z Wszechświatem. Zetknęłam się z duchowością przez duże „D” i oderwałam od świata materialnego, choć zawsze mocno stąpałam po ziemi. Na indywidualnej sesji z astrologiem wedyjskim dowiedziałam się, że moją życiową misją jest uzdrawianie. Wtedy połączyłam to z tym, że odkąd moje dzieci chorowały, szukałam dla nich metody uzdrowienia, ponieważ medycyna zachodnia zawodziła. Byłam taką domową „lekarką”, szukającą niekonwencjonalnych metod leczenia. Nawet mój starszy syn w wieku pięciu lat – zapytany przez panią pedagog w przedszkolu, czym zajmuje się zawodowo jego mama – bez zastanowienia odpowiedział, że mama jest lekarką, bo leczy swoje dzieci i jego kolegów. Moim konikiem od wielu lat jest Tradycyjna Medycyna Chińska, która pomogła moim dzieciom wyjść z głębokiej astmy i alergii. 

Po powrocie z Indii zaczęły przede mną otwierać się nowe „drzwi”, kolejne i kolejne, które doprowadziły mnie do życia w zgodzie z moją misją i prawdą.

Kiedy poczuła Pani, że praca z emocjami i podświadomością to nie tylko pasja, ale również droga zawodowa?

Już na początku pandemii zostaliśmy poniekąd przyblokowani w domach. Moje ukochane podróże po świecie stały się niemożliwe. Szybko przyszła do mnie refleksja, żeby nie walczyć z czymś, na co nie mam wpływu. Zaakceptować to, co przyniosła pandemia, pogodzić się z tym i zauważyć nowe możliwości: dużo czasu dla rodziny, mniej spędzania czasu w korkach (uroki pracy zdalnej), więcej czasu dla siebie. Zaczęłam medytować, praktykować Qigong, spędzać kilka godzin dziennie na spacerach w pobliskiej Puszczy Kampinoskiej. Obejrzałam wiele ciekawych webinarów dotyczących rozwoju osobistego i duchowego. Na platformie Younity zachwycił mnie wykład Dr Bradleya Nelsona, twórcy Kodu Emocji i Kodu Ciała. Poczułam to, co mówił, w każdej swojej tkance i komórce. Dreszcze przechodziły przez całe moje ciało… Już wtedy do mnie dotarło, że muszę coś dalej z tym zrobić. To było jak uderzenie pioruna! Zaraz potem przeczytałam książkę Nelsona „Kod Emocji”, udałam się na kilka sesji do terapeuty kodu, co było dla mnie ogromnym przeżyciem. Zaczęłam sama próbować tą metodą uwalniać emocje sobie i moim bliskim z cudownymi efektami. Uzdrowiłam swoją skórę, pozbyłam się alergii na jajka i czekoladę. Mojemu synowi po 3 miesiącach od sesji zmniejszyła się pięciokrotnie, a potem całkiem zniknęła wieloletnia torbiel za uchem, którą mieliśmy usuwać operacyjnie (ale lekarz nie dotarł podczas pandemii na zabieg). Wszystko dzieje się po coś.

Dotarło do mnie wtedy, że skoro mam takie spektakularne efekty pracy z kodem bez żadnego szkolenia i zgłębienia tajników tej metody, to chyba Wszechświat ma dla mnie jakiś plan, że mam się tym zawodowo zajmować. Dlatego rozpoczęłam kursy i certyfikację, pokochałam pracę z podświadomością i cały czas jestem nią zafascynowana. Joseph Murphy, autor „Potęgi podświadomości”, mawiał, że choroby mają swoje korzenie w umyśle, a wiara i podświadomość są kluczem do uzdrowienia. Podświadomość jest jak czarna skrzynka w samolocie, która ma zapisany cały rejs od startu do lądowania, rejestruje całe nasze życie od poczęcia aż do śmierci. Jest jak twardy dysk w komputerze, który zapisuje wszystkie nasze wspomnienia. Jest jak piwniczka babuni ze starym kredensem, w którego szufladach przechowywane są wszystkie nasze wierzenia, przekonania i wspomnienia, również te wyparte przez nas i „zamiecione pod dywan”. Podświadomość wie dokładnie, co nam dolega i dlaczego, jaka jest praprzyczyna naszych dolegliwości psychicznych i fizycznych, a także wszystkich naszych problemów życiowych. Podświadomość zajmuje ponad 90% naszego umysłu i to z nią uwielbiam prowadzić dialog. Wtedy czuję się jak detektyw, który musi rozwikłać zagadkę, aby pomóc ludziom rozwiązać ich problem.

Jest Pani terapeutką Kodu Emocji i Kodu Ciała. Jak w prostych słowach wyjaśniłaby Pani kobietom, na czym polega ta metoda i komu może najbardziej pomóc?

Kod Emocji zakłada, że wszystkie trudne doświadczenia są przyczyną wielu chorób, ponieważ ciało ich nie zapomina. Nawet jeśli przepracujemy to w głowie, ciało i tak się z czasem upomni, bowiem podczas trudnych doświadczeń życiowych i traum emocje „zapisują się” w ciele jak pliki w komputerze. Nasze ciało przechowuje emocjonalne doświadczenia w komórkach, mięśniach i organach, co może wpływać na zdrowie i samopoczucie. Nieprzepracowane emocje blokują przepływ energii i manifestują się w ciele podobnie jak stres.

W psychologii mówimy o psychosomatyce, czyli przekształceniu problemów emocjonalnych w objawy fizyczne. Przewlekły stres nie tylko prowadzi do problemów psychicznych takich jak depresja, nerwica, zaburzenia snu, czy napady lękowe, ale również osłabia układ odpornościowy i hormonalny, wywołuje migreny, problemy trawienne, czy przewlekłe dolegliwości jak bóle pleców, szyi lub barków. Podobnie lęk, złość, żal, czy smutek, których nie przepracowaliśmy, mogą prowadzić do napięć, bólu i problemów zdrowotnych.

Nasze ciało przechowuje nie tylko nasze własne emocje, ale również dziedziczone od przodków. Bowiem dziedziczymy od nich nie tylko kolor oczu, włosów, cechy charakteru, czy choroby genetyczne, ale także traumy i zablokowane emocje. Dziecko w łonie matki przejmuje wszystkie jej emocje przeżywane w trakcie ciąży. Np ból w lędźwiach często wynika z nierównowagi energetycznej nerek, które wg Tradycyjnej Medycyny Chińskiej są zbiornikiem życiodajnej energii Qi (czi). Medycyna Chińska łączy nasze emocje z organami i wg niej każda emocja ma swoje miejsce w ciele. Strach i lęk zapisuje się w nerkach, złość i nienawiść w wątrobie, smutek i żal w płucach, zawód miłosny – w sercu i w klatce piersiowej, stres powoduje napięcia w szyi i plecach.

To właśnie na medycynie chińskiej opiera się tabela emocji dr Nelsona, na której bazujemy w Kodzie Emocji. Zadajemy pytania do podświadomości i dzięki testowi kinezjologicznemu /mięśniowemu/ otrzymujemy odpowiedź. Docieramy do źródła problemu i uwalniamy wszystkie zablokowane emocje, które ten problem spowodowały. Dzięki uwolnieniu z ciała emocji, do naszych organów zaczyna płynąć bez zakłóceń energia z kanałów energetycznych. Organy zaczynają się regenerować przez 4-6 tygodni, przez co wchodzimy w proces zdrowienia.

Za pomocą tej metody można zredukować lub zniwelować ból (np. pleców, bioder, kolan, rwy kulszowej, głowy), poprawić pracę organów, pozbyć się alergii, migreny, napadów paniki, lęków, czy problemów z koncentracją. Można uwolnić lęk, niską samoocenę, czy porażkę życiową; poprawić relacje, poradzić sobie z rozstaniem,  czy śmiercią bliskich osób. Można też pozbyć się blokad w temacie obfitości finansowej. W zasadzie każdy problem życiowy można przepracować tą metodą.

Anna Keppel-Płatek

Wspomina Pani często, że ciało jest „mapą emocji”. Czy mogłaby Pani podać przykłady sygnałów z ciała, które kobiety szczególnie często ignorują?

Zazwyczaj ignorujemy delikatne sygnały, jakie wysyła nam ciało, aż do momentu, gdy zaczyna nas naprawdę boleć. Kobiety mają w sobie naturalną skłonność do brania na siebie zbyt wiele i odkładania własnych potrzeb na ostatnie miejsce, dlatego łatwo przegapiają to, co ciało próbuje im zakomunikować. Bardzo często obserwuję u kobiet napięcia w barkach i szyi, będące skutkiem przewlekłego stresu, nadodpowiedzialności i poczucia, że „wszystko jest na mojej głowie”. Zdarzają się też bóle w klatce piersiowej, które są związane z emocjami dotyczącymi serca: zawodem miłosnym, rozczarowaniem czy poczuciem bycia niewystarczającą. Kolejnym obszarem są problemy trawienne, ponieważ żołądek i jelita wyjątkowo silnie reagują na lęk, zamartwianie się i niepewność. Kobiety często ignorują także bóle w dole pleców, wynikające z obciążenia odpowiedzialnością finansową, lęku o przyszłość lub braku poczucia bezpieczeństwa. Migreny z kolei mają związek z energetycznym „murem” wokół serca, czyli z emocjami zablokowanymi w obszarze piersi, płuc i serca takimi jak: złamane serce, odrzucenie, zdrada, nieodwzajemniona miłość, żal, czy smutek. Kobiety mają skłonność do tłumienia złości i trzymania urazy, a te emocje „odkładają się” w wątrobie. Bardzo typowe są również problemy z tarczycą. Pojawiają się u kobiet, które latami nie wyrażają swojej prawdy, tłumią emocje i nie komunikują tego, co naprawdę czują. Zatem „Słuchaj ciała, które mówi do Ciebie szeptem, zanim zacznie krzyczeć”, czyli reaguj na subtelne sygnały organizmu, takie jak stres, zmęczenie, dyskomfort, zanim przerodzi się to w poważną chorobę.

W swojej pracy podkreśla Pani, że emocje zapisują się w ciele i mogą wracać nawet po wielu latach w postaci chorób. Jak wygląda proces ich uwalniania?

Proces uwalniania emocji jest dosyć łagodny i nie wymaga „przeżywania wszystkiego od nowa”. Choć u niektórych osób wyzwala uwalniajacy płacz. Nie trzeba opowiadać o traumach ani wracać do trudnych historii, ponieważ pracujemy z poziomu energii i informacji zapisanej w podświadomości. Najpierw zadajemy podświadomości konkretne pytania, korzystając z testu kinezjologicznego tj. mięśniowego, który pozwala uzyskać odpowiedź „tak” lub „nie”. Dzięki temu ciało samo wskazuje nam emocję, którą nosi, czas jej powstania oraz okoliczności, z którymi była związana. Gdy ją zidentyfikujemy, uwalniamy ją poprzez przesunięcie magnesu wzdłuż meridianu zarządzającego, czyli głównego kanału energetycznego. Zamiast magnesu możemy też użyć dłoni, a konkretnie opuszków palców, w których znajdują się – wg Tradycyjnej Chińskiej Medycyny – końcówki meridianów (punkty czuciowe, akupunkturowe). W efekcie organ, w którym ta emocja była zablokowana, może rozpocząć proces regeneracji, ponieważ energia zaczyna w nim płynąć bez zakłóceń.

Całość jest bezbolesna, precyzyjna i często zadziwiająco skuteczna – trochę tak, jakby usuwać z systemu wirusa, który latami zakłócał prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu.


NeuroGrafika i Qigong to narzędzia jeszcze wielu osobom nieznane. Co jest w nich takiego, że stały się częścią Pani życia i pracy?

NeuroGrafika to też praca z podświadomością, ale w formie rysunku. Łączy ona sztukę, psychologię, neurobiologię i duchowość. Według jej twórcy – profesora psychologii Pawła Piskariewa „można przerysować swoją rzeczywistość, bo każde rozwiązanie problemu jest na czubku markera”. Rysujemy figury i linie bioniczne podobne do tych występujących w przyrodzie (jak np. zakole rzeki), dzięki czemu możemy dotrzeć do głębi naszej psychiki, aby pozbyć się ograniczających przekonań i osiągnąć cel. Dzięki tej metodzie otwieramy się na zmiany i przestajemy kręcić się w kółko. Jesteśmy w stanie zobaczyć nasz problem z innej perspektywy i otworzyć się na nowe możliwości. W trakcie rysowania uważnie przyglądamy się swoim emocjom i temu, co się dzieje w ciele. Zaokrąglamy kąty, które się pojawiają na rysunku na przecięciach się linii neurograficznych. Dzięki temu harmonizujemy nasze wnętrze. To swego rodzaju praca auto-coachingowa, której efektem ubocznym jest ciekawy rysunek. Jako Specjalistka NeuroGrafiki prowadzę sesje indywidualne i używam tej metody na moich grupowych warsztatach. Często łączę NeuroGrafikę z Kodem Emocji. NeuroGrafika to praca z przyszłością i teraźniejszością, podczas której wypływają blokady z przeszłości, które uwalniam metodą Kodu Emocji. Dzięki temu efekt możemy osiągnąć znacznie szybciej.

Qigong natomiast to praktyka będąca częścią Tradycyjnej Medycyny Chińskiej (TCM), w której mamy cztery składowe: dieta, ziołolecznictwo, akupunktura oraz Qigong. Ponieważ od ok 20 lat jestem fanką TCM, zachwyciłam się praktyką Qigong (czytaj czigong lub czikung). Qi (czi) to energia, a gong praca, praktyka. To są delikatne ćwiczenia fizyczne, oddechowe i medytacyjne, dzięki którym możemy się odstresować i wyciszyć, harmonizując energię Qi /czi/ w ciele. Praktyka ta wzmacnia organy w ciele, uwalnia blokady energetyczne, poprawia krążenie, przeciwdziała zastojom limfy. Najlepiej ćwiczyć Qigong na boso i w przyrodzie,  na trawie lub w lesie. Przeciwwskazaniem jest burza i wiatr. Osobiście praktykuję Qigong od pięciu lat codziennie. Takie 15 minut rano to dla mnie zastrzyk energii na cały dzień. Jako nauczycielka Yuan Qigong Ren Xue prowadzę stacjonarne zajęcia w Łomiankach pod Warszawą. Chcąc spopularyzować tę metodę w Polsce, stworzyłam kurs online Prozdrowotny Qigong od podstaw – wyzwanie 21 dni. Kursanci mają do dyspozycji 21 krótkich ok 15-minutowych lekcji na każdy dzień, nagranych na łonie przyrody, w mojej ukochanej Puszczy Kampinoskiej. Z badań naukowych wynika, że jeśli coś robimy codziennie przez 21 dni, wtedy zapisuje się to w naszej podświadomości jako nawyk podobny do mycia zębów. Jest więc duża szansa, że ktoś kto robi to przez 21 dni, wypracuje w sobie zdrową rutynę. Qigong to panaceum na stres, który – wg badań naukowych – prowadzi do poważnych chorób. Mówi się dużo o stresie oksydacyjnym, czyli na poziomie komórkowym. Jest wiele metod zapobiegających stresowi. Ja stosuję techniki oddechowe, codzienną praktykę Qigong i medytację, ćwiczę jogę i spaceruję po lesie. Naukowcy potwierdzają, że medytacja obniża hormony stresu tj. adrenalinę i kortyzol, a podwyższa endorfiny, czyli hormony szczęścia. 

Zatem to wszystko się łączy i uzupełnia. Qigong to składowa Tradycyjnej Medycyny Chińskiej (TCM). Kod Emocji bazuje na TCM. NeuroGrafika to praca z podświadomością podobnie jak Kod Emocji. Dlatego pokochałam te wszystkie metody i połączyłam w jedną, holistyczną całość.


Pracuje Pani z kobietami, które przychodzą do Pani z różnymi problemami emocjonalnymi i zdrowotnymi. Jakie historie lub przemiany najbardziej zapadły Pani w pamięć?

Każda historia jest inna i każda zostawia we mnie ślad, ale kilka z nich pamiętam wyjątkowo mocno, bo pokazują, jak potężnie działa praca z podświadomością.

Jedna z moich klientek przyszła z przewlekłą migreną, z którą zmagała się od ponad dwudziestu lat. Miała za sobą wielu neurologów, tomografię, rezonanse, silne leki… Nic nie pomagało. Przyczyną były zablokowane emocje w sercu związane z rozwodem (opuszczenie, zagubienie, zdrada i złamane serce). Utworzyły one „energetyczny mur wokół serca”, który często manifestuje się w bólach głowy, karku i szyi. Rozwód z mężem był jednak poprzedzony porażką miłosną jeszcze w liceum i w zasadzie tamto stare zdarzenie stało się praprzyczyną migreny, a rozwód z mężem jedynie zapalnikiem, który „odpalił” to wspomnienie. Po paru sesjach migrena ustąpiła, a po kolejnych tygodniach wróciła jej energia i radość życia. „Mur wokół serca” sprawia bowiem, że jesteśmy oddzieleni od radości i szczęścia jakbyśmy oglądali świat za szybą. Można to porównać do ukrywania się w schronie podczas wojny i nalotu bombowego. Mur ten jest naszym schronem w tym trudnym momencie życiowym. Ale gdy kończy się nalot, wychodzimy ze schronu na zewnątrz. Jednak mając „mur wokół serca”, nadal siedzimy w schronie, oddzieleni od świata i piękna. Dlatego tak ważne jest jego uwolnienie. Parę tygodni później poprawiły się tej klientce relacje z partnerem. Co prawda pracowałyśmy z migreną, ale podczas sesji kodu przy okazji jednego problemu, rozwiązujemy kilka, które się ze sobą łączą. Nazywam to cudownym „skutkiem ubocznym” Kodu Emocji.

Inna klientka cierpiała na nawracające lęki nocne i ataki paniki, pomimo że nie zanotowała w swoim życiu żadnego traumatycznego zdarzenia, które mogłoby ten stan spowodować. W testach wyszły emocje dziedziczone od prababci, która przeżyła traumatyczne wydarzenia w czasie wojny. Po ich uwolnieniu, napady paniki całkowicie zniknęły i kobieta przestała mieć problem z bezsennością. To było niezwykłe doświadczenie – jakby ciężar, który nie należał do niej, w końcu został zdjęty z jej barków. Już po pierwszej sesji poczuła lekkość w karku i w ramionach.

I jeszcze jedna historia: mama chłopca z silną astmą i alergiami. U matki problem z przyduszaniem i kłuciem w klatce piersiowej. Po serii sesji – zarówno dla niej, jak i dla dziecka – objawy zaczęły ustępować i z czasem leki przeciwhistaminowe oraz sterydowe przestały być potrzebne. Przyczyną była śmierć bliskiej osoby z rodziny, która miała miejsce w trakcie jej ciąży, a wtedy kobieta zablokowała w płucach dużo smutku, płaczu i żalu. Dziecko w okresie prenatalnym przejęło te emocje od matki, co obciążyło jego płuca jeszcze przed narodzinami.

Takich historii są setki. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że ciało zawsze mówi prawdę i prowadzi nas do uzdrowienia, jeśli tylko damy mu szansę.

Wiele kobiet boi się zmiany, zwłaszcza gdy mają stabilną, wysoką pozycję zawodową. Co powiedziałaby Pani tym, które czują, że ich droga też się kończy, ale nie mają odwagi zrobić kroku w nieznane?

Grecki filozof Heraklit z Efezu ponad 25 wieków temu powiedział, że „jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”. Porównywał życie do strumienia. Nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ponieważ wszystko płynie i się zmienia. Trudności w życiu nas wzmacniają i popychają do zmian. Dzięki zmianom rozwijamy się, idziemy do przodu. Musi coś „umrzeć”, aby coś nowego, ciekawszego narodziło się w naszym życiu. Gdyby nie kryzys w korporacji w 2017 roku, nie byłoby mnie w dzisiejszej wersji siebie. To on pchnął mnie do zmian, które są możliwe nawet po 40-tce i 50-tce, czego jestem najlepszym przykładem. Wtedy dzieci mamy odchowane i pojawia się więcej przestrzeni dla siebie, na to, aby zacząć być w swojej prawdzie i przestać zadowalać innych. Zadaj sobie pytanie: „Czy jesteś szczęśliwa i czy chcesz tak dalej żyć?” A jeśli odpowiesz sobie NIE, wtedy obserwuj znaki wokół siebie, bo zaczną do Ciebie przychodzić nowe możliwości. Najważniejsze, aby je dostrzec i podążyć za nimi.


Bardzo często podkreśla Pani, że emocje są informacją, a nie wrogiem. Jak nauczyć się słuchać własnych emocji, zamiast je tłumić?

Przede wszystkim trzeba zmienić sposób myślenia o emocjach. W naszej kulturze uczono nas, że emocje są „złe”, że trzeba być silną, nie płakać i nie okazywać słabości. Tymczasem emocje są jak kompas. Pokazują, co naprawdę dzieje się w naszym wnętrzu. Są jak otrzymany prezent w brzydkim opakowaniu, który musimy rozpakować, żeby przyjrzeć się temu, co ta emocja chce nam przekazać.

Aby nauczyć się ich słuchać, warto najpierw zatrzymać się w codziennym biegu. Kiedy coś nas porusza, zamiast iść dalej, dobrze jest wziąć kilka głębokich oddechów i poczuć, co dzieje się w ciele. Kolejnym krokiem jest nazwanie emocji – prosto i konkretnie: „jest mi smutno”, „boję się”, „czuję złość”. Warto pozwolić jej przepłynąć, bo emocja trwa w ciele zaledwie kilkadziesiąt sekund, jeśli jej nie blokujemy. Natomiast gdy „zamieciemy ją pod dywan”, bo jest dla  nas niewygodna, wtedy możemy mieć pewność, że się zablokuje w naszym ciele, a to będzie miało wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie.

Dobrze też zastanowić się, skąd przyszła, ale bez oceniania siebie czy analizowania jej w sposób, który prowadzi do poczucia winy. Pomaga zadawanie sobie pytań: „czego ta emocja ode mnie potrzebuje?”, „co próbuje mi powiedzieć?”.

Z czasem staje się to coraz łatwiejsze. Zaczynamy szybciej wychwytywać sygnały z ciała i rozumiemy je coraz precyzyjniej. To naprawdę przypomina naukę nowego języka – języka samej siebie.

W swojej pracy często spotyka się Pani z traumami wyniesionymi z dzieciństwa. Jakie schematy najczęściej powtarzają się u kobiet?

Najczęściej powtarza się brak poczucia bycia wystarczającą, który sprawia, że kobiety ciągle próbują udowadniać swoją wartość. Bardzo wiele z nich ma też głęboko zakorzenioną potrzebę zadowalania innych kosztem siebie, wynikającą z lęku przed odrzuceniem. Do tego dochodzi perfekcjonizm – traktowany jak sposób zdobywania miłości i akceptacji – oraz tłumienie złości, bo od małego słyszały, że „dziewczynkom nie wypada” jej wyrażać.

Często widzę również, że kobiety przejmują emocje swoich matek jeszcze w okresie prenatalnym, a także noszą w sobie emocje odziedziczone po przodkach: doświadczenia wojny, gwałtów, biedy, straty czy przemocy, które zapisały się w ich ciałach, choć nie są częścią ich własnej historii.

Kobiety czują się też niegodne bogactwa, awansu, miłości. Mają poczucie, że nie zasługują na to, co dla nich najlepsze. To często wynika nie tylko z dzieciństwa, ale też z emocji dziedziczonych od przodkiń, które żyły w trudnych czasach, kiedy to kobiety odgrywały w społeczeństwie zupełnie inną rolę i bardziej służyły mężczyznom, niż realizowały własne potrzeby.

Takie schematy potrafią bardzo wpływać na dorosłe życie – na relacje, wybory, decyzje, a nawet na sposób, w jaki kobiety postrzegają siebie. Dopóki ich nie przepracujemy, powielamy je nieświadomie w związkach, w relacji z dziećmi czy w pracy.

Praca z podświadomością pozwala dotrzeć do samego źródła tych blokad i przerwać błędny cykl. To często pierwszy krok do prawdziwej wewnętrznej wolności.


Wywiadu udzieliła: Anna Keppel-Płatek – Terapeutka Kodu Emocji i Kodu Ciała wg Dr B. Nelsona, specjalistka NeuroGrafiki oraz nauczycielka Yuan Qigong Ren Xue. Prowadzi indywidualne sesje uwalniania emocji i trudnych przeżyć, grupowe warsztaty rozwojowe z zakresu well-being, emocji i radzenia sobie ze stresem, a także kursy Qigong w formie stacjonarnej i online. Po 29 latach kariery w korporacji przeszła osobistą transformację, która pozwoliła jej połączyć doświadczenie zawodowe z pracą wspierającą kobiety w uwalnianiu emocjonalnych blokad, odkrywaniu własnej mocy i budowaniu życia w większej zgodzie ze sobą.

Więcej informacji o działaniach Anny znajdziesz na www.anncode.pl oraz na Instagramie i Facebooku.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl