Poznaj Gamma Atelier: wyjątkowy butik, który stawia na relacje i doświadczenie – Wywiad z Magdaleną Hodurek-Gałysą

Sprzedaż przez transmisje na żywo całkowicie zmienia e-commerce w Polsce. Jeszcze kilka lat temu zakupy online były bezosobowe – klientki oglądały zdjęcia i ufały opisom. Dziś oczekują relacji, autentyczności i kontaktu z marką. Live’y pozwalają zobaczyć ubrania w ruchu, zadać pytania w czasie rzeczywistym i otrzymać porady stylizacyjne, budując nowy poziom zaufania. Dla Magdaleny Hodurek-Gałysy, właścicielki Gamma Atelier, transmisje to nie tylko sprzedaż, ale także budowanie społeczności. Klientki wracają nie tylko po produkty, ale po atmosferę, emocje i wspólne doświadczenie zakupów – łącząc wygodę online z bliskością zakupów stacjonarnych.

Redakcja: Sprzedaż przez transmisje na żywo staje się coraz popularniejsza. Jak z Waszej perspektywy zmieniła sposób myślenia o e-commerce w Polsce?

Magdalena Hodurek-Gałysa: Sprzedaż przez transmisje na żywo całkowicie zmieniła sposób myślenia o e-commerce w Polsce. Jeszcze kilka lat temu zakupy online miały bardzo „bezosobowy” charakter. Klientki mogły jedynie obejrzeć zdjęcia i zaufać opisom. Live commerce odwrócił ten model o sto osiemdziesiąt stopni. Dziś klientki oczekują relacji, autentyczności i realnego kontaktu z marką. Transmisje na żywo dają im możliwość zobaczenia, jak ubrania prezentują się w ruchu, pozwalają zadawać pytania w czasie rzeczywistym, otrzymać poradę stylistyczną i zobaczyć detale, których nie widać na zdjęciach. To buduje zupełnie nowy poziom zaufania.

Z mojej perspektywy, jako właścicielki butiku, widzę, że live’y sprawiają, że e-commerce przestaje być wyłącznie sprzedażą produktów. Staje się przestrzenią budowania społeczności. Klientki wracają nie tylko po kolejne ubrania, ale również po emocje, atmosferę i inspirację. I właśnie w tym tkwi największa siła sprzedaży na żywo: łączy wygodę zakupów online z bliskością i energią, jaką kojarzymy z zakupami stacjonarnymi. To trend, który w Polsce dopiero się rozwija, ale jestem przekonana, że w najbliższych latach stanie się jednym z filarów e-commerce.

Jak wygląda organizacja sprzedaży na żywo od zaplecza? Co musi zadziałać, żeby taki model był efektywny biznesowo?

Sprzedaż na żywo to zdecydowanie coś więcej niż tylko włączenie kamery. To moment, który wygląda lekko i spontanicznie, ale w rzeczywistości jest efektem bardzo dobrze zorganizowanego procesu. Można to porównać do połączenia produkcji telewizyjnej z logistyką e-commerce. Żeby taki model był naprawdę efektywny biznesowo, musi zadziałać kilka rzeczy.

Po pierwsze przygotowanie produktów. Każda sztuka musi być wyselekcjonowana, opisana, wyprasowana i gotowa do prezentacji. Klientki na live’ach oczekują konkretów: materiału, długości, rozmiaru i kolorystyki. Jeśli pojawia się chaos produktowy, spada zaufanie i konwersja.

Po drugie zespół i jasny podział ról. Jedna osoba prowadzi live’a i prezentuje stylizacje, druga moderuje komentarze i odpowiada na pytania. Kolejne osoby, już po transmisji, zajmują się realizacją zamówień, kontaktem z klientkami i logistyką. Tylko wtedy da się utrzymać tempo i wysoki standard obsługi, a właśnie tego oczekują nasze klientki: szybkiego, sprawnego działania i uważności.

Trzecim punktem jest zaplecze techniczne. To oznacza dobre światło, stabilne łącze, porządny mikrofon i kamerę oraz przestrzeń, która dobrze wygląda w kadrze. Klientki kupują oczami i jakość transmisji ma znaczenie, a prezencja i styl prowadzącej są równie ważne jak same produkty.

Kolejnym elementem jest logistyka po live’ie. To najczęściej niedostrzegalna, ale kluczowa część. Trzeba błyskawicznie obsłużyć zamówienia, sprawdzić płatności, zaktualizować stany magazynowe i odpisać na wiadomości prywatne. Tu nie ma miejsca na opóźnienia, bo dobra logistyka przekłada się na zadowolenie i powroty klientek.

Ostatnim ważnym elementem jest energia i autentyczność. Live’y działają tylko wtedy, kiedy są prawdziwe. Tu potrzebna jest energia, naturalność i umiejętność budowania relacji z widzami. To nie tylko sprzedaż, to spotkanie, które buduje więź. Dziewczyny nie kupują tylko ubrań, kupują emocje.

Czym różni się relacyjny styl sprzedaży na live’ach od tradycyjnej sprzedaży w sklepie internetowym?

Praktycznie wszystkim. To są dwa zupełnie inne światy. W klasycznym e-commerce klientka widzi produkt, w sprzedaży na żywo poznaje markę i człowieka, który za nią stoi. Na live’ach jesteśmy blisko. Klientki mogą w czasie rzeczywistym zapytać o długość, rozmiar i kolor, poprosić o zbliżenie na tkaninę, zobaczyć jak materiał układa się w ruchu. Tego nie pokaże żadne zdjęcie w sklepie internetowym, nawet najlepsze.

Druga rzecz to atmosfera. Live’y mają w sobie coś z rozmowy przy kawie. Są śmiechy, żarty, pogaduszki o trendach i życiu. To moment, w którym ubrania są tylko pretekstem do spotkania. W tradycyjnym e-commerce tego nie ma. Zakupy są szybkie, ale bezosobowe. Na transmisjach pokazujemy prawdziwe ciało, prawdziwą energię i emocje. To nie jest katalog ani wystudiowana sesja zdjęciowa, to po prostu realność. Ta autentyczność przekłada się na zaufanie.

Dodatkowo wokół live’ów tworzy się społeczność. Dziewczyny wracają nie tylko po kolejną stylizację, ale po atmosferę. Wiele z nich mówi: „czuję, jakbym znała Cię osobiście”. To ogromna wartość, bo kiedy ktoś kupuje od osoby, którą lubi i której ufa, relacja staje się trwalsza niż jeden koszyk zakupowy.

Ostatni element to dynamika. Podczas live’ów działa impuls, jest interakcja, emocje i szybkie decyzje. W tradycyjnym sklepie klientka może się rozmyślić, wrócić za tydzień albo wcale, a tutaj wszystko dzieje się tu i teraz. To sprzedaż inna niż wszystkie, bardziej emocjonalna, angażująca i po prostu bardziej ludzka.

Jak zbudować społeczność wokół marki w sposób autentyczny, a jednocześnie sprzedażowy?

Dla mnie budowanie społeczności to nie jest dodatek do sprzedaży, to jej fundament. Wszystko musi się opierać na autentyczności. Dziś klientki wyczuwają fałsz błyskawicznie, dlatego relacja musi być prawdziwa, a za nią powinna iść realna wartość. Kiedy prowadzę live’y, wiele osób przychodzi nie tylko po nowe stylizacje, ale po atmosferę, emocje i kontakt, którego brakuje im gdzie indziej. Pokazuję codzienność, kulisy pracy, czasem potknięcia, bo wiem, że to właśnie zbliża. Marka staje się wtedy bardziej „ludzka”, a z ludźmi, którym ufamy, chętniej się wiążemy, także jako klienci. Zależy mi też na dialogu. Relacja nie może być jednostronna, dlatego pytam dziewczyny o zdanie, słucham ich potrzeb i odpowiadam na komentarze. Wtedy przestają być tylko odbiorcami, a zaczynają czuć, że tworzą z nami coś wspólnego.

Ważna jest także wartość. Nie tylko w sensie produktu, ale w tym, co dajemy „po drodze”: porady, inspiracje, stylizacje, wiedza o materiałach, pielęgnacji i trendach. Nawet jeśli ktoś dziś nic nie kupi, i tak przyjdzie, bo wyniesie coś dla siebie, a kiedy przyjdzie, sprzedaż często dzieje się naturalnie. Atmosfera jest kluczowa. Live’y to nie tylko prezentacja rzeczy, to często śmiech, żarty, rozmowy i taki kobiecy czas, który daje dobre emocje. Te emocje zostają z klientkami na dłużej niż nawet najlepsza promocja. Społeczność nie tworzy się od razu. Trzeba być konsekwentnym, pojawiać się regularnie, być obecnym i przewidywalnym. Kiedy dziewczyny widzą, że mogą na nas liczyć, działamy z sercem i trzymamy jakość, wtedy zostają i wracają.

Jakie czynniki decydują o tym, że odbiorcy wracają na kolejne transmisje?

To, czy ktoś wraca na live’y, nie zależy wyłącznie od oferty. Oczywiście piękne rzeczy, okazje i nowości są ważne, ale to emocje, atmosfera i relacja sprawiają, że dziewczyny wracają regularnie. Jeśli podczas transmisji jest luz, śmiech i szybki kontakt, działa to jak magnes. Trochę jak z ulubioną kawiarnią: wracasz nie tylko po kawę, ale po klimat i ludzi. Na live’ach tworzę przestrzeń, w której dziewczyny mogą się po prostu dobrze poczuć. To dla mnie najważniejsze. Wracają też dla autentyczności. Nie udaję nikogo, jestem sobą, mówię szczerze i pokazuję rzeczy takie, jakie są. To buduje największe zaufanie. Kiedy po drugiej stronie jest prawdziwa osoba, a nie „sprzedająca twarz”, kontakt staje się bliższy.

Kolejna rzecz to konkretna wartość. Dziewczyny chcą wiedzieć, jak dany model leży, jak się układa, na jaką sylwetkę pasuje i do czego go nosić. To nie są tylko pokazówki, to stylizacyjne porady i inspiracje, a możliwość natychmiastowej odpowiedzi to ogromny plus. Nie bez znaczenia jest dynamika: limitowane sztuki, szybka decyzja, możliwość zakupu czegoś zanim trafi na stronę. Tworzy to wyjątkowy klimat, poczucie ekscytacji i „bycia w środku akcji”.

Najważniejsze jest jednak relacja. Kiedy pamiętasz, jak ktoś ma na imię, reagujesz na komentarze, żartujesz i pytasz o zdanie, dziewczyny przestają być tylko klientkami i stają się częścią społeczności. To właśnie ta społeczność sprawia, że każda transmisja ma sens. Regularność i jakość również robią swoje. Dbamy, aby wszystko wyglądało i działało profesjonalnie od światła, przez dźwięk, po pakowanie zamówień. Kiedy klientki czują, że mogą na nas liczyć, chcą wracać.

W jaki sposób łączycie spontaniczność live’ów z potrzebą planowania i skalowania biznesu?

Spontaniczność to największa siła naszych live’ów. To ona sprawia, że dziewczyny czują się jak na spotkaniu z koleżanką, nie jak na zakupach. Jest energia, żarty i luz, ale żeby klimat mógł zaistnieć, cała reszta musi być perfekcyjnie zaplanowana. Za każdą transmisją stoi konkretna struktura. Mamy listę produktów i stylizacji, scenariusz prezentacji, opisane rozmiary oraz pełną logistykę na zapleczu. Każdy w zespole wie, co robi – kto prowadzi, kto odpowiada na komentarze, kto po live’ie zajmuje się pakowaniem i obsługą zamówień. Bez tego chaos szybko przełożyłby się na spadek sprzedaży. Dzięki temu możemy pozwolić sobie na luz, bo wiem, że wszystko działa. Mogę być w pełni sobą, reagować na komentarze, żartować i dodać coś spontanicznie. Ten balans między przygotowaniem a autentycznością to klucz do sukcesu.

Live’y to też liczby. Analizujemy godziny największej oglądalności, które produkty rotują najlepiej i które stylizacje wywołują najwięcej reakcji. Te dane pozwalają planować kolejne transmisje, inwestycje w asortyment i rozwój zespołu. Mimo że wszystko dzieje się na żywo, staramy się, aby działania były przewidywalne. Live’y są zawsze w podobnych godzinach i mają określoną strukturę, dzięki czemu widzki czują się bezpiecznie, a jednocześnie pozostaje miejsce na niespodzianki. To działa, bo nie opieramy się wyłącznie na mojej energii przed kamerą. Równolegle inwestujemy w sprzęt, automatyzujemy procesy, rozwijamy systemy magazynowe, usprawniamy logistykę i wzmacniamy zespół. Spontaniczność, którą widać na ekranie, to tylko czubek góry lodowej. Pod spodem działa bardzo konkretny i dobrze zorganizowany biznes.

Jak wygląda podział ról w zespole – czy to klucz do sprawnego działania takiego modelu?

Zdecydowanie tak. Podział ról to absolutna podstawa, jeśli chcemy, aby sprzedaż na żywo działała sprawnie i nie kończyła się na jednym udanym live’ie. Z zewnątrz transmisja wygląda spontanicznie, ale za kulisami to precyzyjnie działający system. Każdy w zespole ma swoją odpowiedzialność i dzięki temu wszystko wygląda lekko na ekranie. Osoba prowadząca live, czyli najczęściej ja, to nie tylko twarz marki. To ktoś, kto musi zaprezentować ubrania, utrzymać tempo, nawiązywać relację z widzami, reagować na komentarze, czasem zażartować, dodać energii i pokazać emocje. To naprawdę duża odpowiedzialność.

Obok mnie zawsze działa moderatorka, moja prawa ręka. Odpisuje na komentarze, przekazuje pytania i pilnuje zamówień. Dzięki niej mogę skupić się na prezentacji, a dziewczyny po drugiej stronie czują się zauważone i zaopiekowane. Po live’ie wchodzi kolejna część zespołu: pakowanie, potwierdzanie zamówień, wysyłki i aktualizacja stanów magazynowych. To logistyczna praca, która ma ogromne znaczenie, bo sprawna realizacja zamówień buduje zaufanie i sprawia, że klientki wracają.

Mamy też osoby, które przygotowują zapowiedzi, stylizacje, prowadzą backstage i social media. Dbają o to, co dzieje się między transmisjami i przyciąga nowe osoby. Dla mnie live to zawsze praca zespołowa. Mogę dawać energię na ekranie, ale bez zaplecza nie da się tego długo ciągnąć. Dobry podział ról to jedyny sposób, aby zamienić pozornie „spontaniczne” transmisje w powtarzalny, efektywny model sprzedażowy.

Co było dla Was największym wyzwaniem przy rozwoju biznesu opartego na live’ach?

Największym wyzwaniem okazało się tempo. Sprzedaż na żywo to model bardzo dynamiczny, emocjonalny i jednocześnie bezlitosny dla błędów. Wszystko dzieje się tu i teraz – nie da się wcisnąć pauzy, poprawić czegoś czy wrócić do ujęcia. Każdy live to emocje, interakcje i dziesiątki komentarzy. Trzeba być „tu i teraz” i psychicznie gotowym na wszystko. Odporność emocjonalna buduje się z czasem.

Ogromnym wyzwaniem była też logistyka. Każda transmisja, szczególnie większa, generuje ogromną liczbę zamówień w krótkim czasie. To oznacza natychmiastowe działanie całego zespołu: potwierdzenia, pakowanie, aktualizowanie stanów i kontakt z klientkami. Na początku nie mieliśmy gotowych procesów – wszystko powstawało od zera. Dużo czasu kosztowało nas także ogarnięcie kwestii technicznych: sprzęt, światło, stabilne łącze. Brzmi banalnie, ale jeśli coś zawiedzie, tracisz setki widzów w minutę. Musieliśmy inwestować, testować i uczyć się na błędach. Dla mnie osobiście trudne było pogodzenie roli osoby prowadzącej live’y z prowadzeniem firmy. Z jednej strony masz być uśmiechnięta i pełna energii, a z drugiej zarządzasz zespołem, zamówieniami i strategią. To duży wysiłek emocjonalny.

I jeszcze jedno: z czasem rosną oczekiwania klientek. Kiedy zaczynasz, wszystko jest świeże i ekscytujące, ale z każdym kolejnym live’m widzki oczekują coraz lepszej jakości, stylizacji i obsługi. To wymusza rozwój procesów, zespołu i narzędzi. Dzięki temu zbudowaliśmy model, który dziś naprawdę działa.

Jak mierzycie skuteczność sprzedaży przez transmisje, czy dane i relacje idą w parze?

Zdecydowanie tak. Skuteczność sprzedaży na live’ach mierzymy na dwóch poziomach: liczb i relacji. Dopiero połączenie tych dwóch daje pełen obraz tego, co naprawdę działa. Z jednej strony mamy twarde dane sprzedażowe: liczba zamówień, wartość koszyka, konwersja z oglądającej w kupującą, produkty, które rotowały najszybciej i momenty wzrostów oglądalności. Analizujemy je po każdej transmisji, aby wiedzieć, jakie stylizacje, godziny i formaty angażują najbardziej i przynoszą najlepsze wyniki.

Równie ważna jest „miękka warstwa”, czyli relacja z klientkami. Patrzymy, ile osób zostaje do końca, ile zadaje pytań, ile jest komentarzy i jaka jest dynamika rozmowy. To energia i kontakt zbudowany na żywo często decydują o tym, czy ktoś kupi albo wróci na kolejny live. Szczególną uwagę zwracamy też na powroty klientek. To dla nas najważniejszy sygnał, że nie przyszły tylko po produkt, ale po coś więcej: po atmosferę, styl i energię transmisji.

Ogromną wartość daje też feedback społeczności. Słuchamy, o co dziewczyny pytają, jakich rozmiarów brakuje i co chciałyby zobaczyć w kolejnych live’ach. Te sygnały są czasem cenniejsze niż najbardziej szczegółowa analityka w sklepie online. Dane i relacje muszą iść w parze. Bez liczb nie da się rosnąć, ale bez relacji trudno utrzymać uwagę i lojalność. Live commerce działa najlepiej wtedy, gdy łączy emocje z analizą i spontaniczność z konkretnym planem.

W jaki sposób dbacie o autentyczność, kiedy biznes rośnie i dochodzi więcej obowiązków?

Autentyczność to fundament wszystkiego. Im bardziej rośnie biznes, tym bardziej trzeba jej pilnować, ale nie na pokaz, tylko naprawdę, od środka. Na live’ach jesteśmy po prostu sobą. Nie odgrywamy scen, nie próbujemy być kimś innym. Jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli coś nas rozśmieszy, nie wycinamy tego i nie udajemy, że wszystko jest perfekcyjne. Klientki to widzą i dzięki temu czują się jak „u siebie”.

Dużo daje też to, że kontakt z klientkami nadal prowadzimy my. Nie chatboty, nie automat. Odpowiadamy na wiadomości, pamiętamy imiona i reagujemy na potrzeby. To małe rzeczy, ale budują relację i pokazują, że ktoś naprawdę tam jest. Zespół przejął dużą część logistyki i zaplecza, co daje mi przestrzeń, aby na live’ach skupić się na tym, co najważniejsze: kontakcie. Dzięki temu to, co widzą klientki, to prawdziwa energia, nie stres ani pośpiech. Mimo rozwoju firmy, nadal pytamy dziewczyny o zdanie: co chcą zobaczyć, czego im brakuje, jakie produkty powinny wrócić. Czują się częścią Gammy, a nie tylko klientkami. To dla mnie największy komplement.

Myślę, że ludzie wracają nie dlatego, że jesteśmy perfekcyjni, tylko dlatego, że jesteśmy prawdziwi. Prawdziwość, jeśli jest pielęgnowana, nigdy nie wychodzi z mody, nawet gdy skala się zmienia.

Czy butik live’owy to model skalowalny, czy zależny od osobowości prowadzących?

To prawda, że w butikach live’owych osobowość prowadzącej odgrywa ogromną rolę. To ona tworzy rdzeń całego doświadczenia. Ludzie nie przychodzą tylko po ubrania, ale po kontakt, energię i emocje. Tego nie da się zaprogramować ani zastąpić automatem. Jednocześnie cała reszta jest skalowalna. Można rozbudować zespół, zwiększyć liczbę transmisji, zautomatyzować logistykę, wdrożyć lepsze systemy magazynowe i zatrudnić więcej prezenterek, które pokażą różne style i sylwetki. Można rozwijać social media, tworzyć osobne serie tematyczne i łączyć live commerce z klasycznym e-commerce.

Najważniejsze jest, aby nie oddzielać tych dwóch światów. Dopiero połączenie autentycznej osobowości z dobrze działającym systemem daje efekt skali, a przy tym nie gubi bliskości, z której Gamma wyrosła. Live commerce to nie tylko spontaniczność i show, to również proces, analiza i powtarzalność. Jeśli te elementy działają razem, butik live’owy staje się nie tylko emocjonalnym, ale też bardzo sprawnym i skalowalnym modelem biznesowym.

Jak widzicie przyszłość live e-commerce w Polsce?

Widzę ją jako ogromną szansę, pełną rozwoju, nowych możliwości i przyspieszenia, którego wiele marek się jeszcze nie spodziewa. Jednocześnie wiem, że model będzie wymagał dużej dojrzałości – nie tylko emocjonalnej, ale też technologicznej i operacyjnej. Live commerce stanie się w Polsce czymś naturalnym. To już nie będzie „nowinka” ani dodatek do sprzedaży, ale stały element strategii wielu marek. W krajach azjatyckich to codzienność, a Polska powoli, ale konsekwentnie, idzie w tym samym kierunku. Klientki będą oczekiwać relacji, możliwości zobaczenia produktu w ruchu i kontaktu z marką „na żywo”.

Coraz większą rolę będą odgrywały społeczności. Klientki nie chcą już kupować tylko rzeczy, chcą być częścią czegoś większego. Marki, które to zrozumieją i stworzą wokół siebie lojalną, zaangażowaną społeczność, zyskają gigantyczną przewagę. Live’y są idealnym narzędziem do budowania tej relacji – prawdziwej, regularnej, opartej na emocjach i zaufaniu.

Do tego dojdzie technologia. Transmisje na różnych platformach, zakupy jednym kliknięciem, przymierzalnie AR, błyskawiczne płatności, automatyzacja logistyki – to sprawi, że live’y będą angażujące i wygodne dla klientek. Jednocześnie wzrosną oczekiwania dotyczące jakości: obrazu, dźwięku, prowadzenia, komunikacji i logistyki. Otworzy się też przestrzeń na działania międzynarodowe. Butik w Polsce, sprzedaż w Hiszpanii? Dlaczego nie. Sama działam w ten sposób i widzę w tym ogromną przewagę live commerce: bezpośredni kontakt z klientką, gdziekolwiek jest.

Podsumowując jednym zdaniem: live e-commerce w Polsce to przyszłość. Wygrywać będą marki, które łączą autentyczność, emocje i relację ze sprawną operacją, technologią i logistyką, a ja jestem w idealnym miejscu, aby tę przyszłość kształtować.


Wywiadu udzieliła: Magdalena Hodurek-Gałysa – właścicielka butiku Gamma Atelier, która wyróżnia się w świecie e-commerce dzięki podejściu opartemu na relacjach, emocjach i prawdziwej więzi z klientkami. Regularnie prowadzi live’y sprzedażowe, podczas których łączy spontaniczność i autentyczność z profesjonalnym przygotowaniem. Jej transmisje tworzą atmosferę bliską i naturalną, dzięki czemu klientki wracają nie tylko po produkty, ale także po kontakt, inspirację i wspólne doświadczenie zakupów. Magda łączy kreatywność i styl z zarządzaniem biznesem, konsekwentnie rozwijając skalowalny model sprzedaży live commerce, który staje się przykładem nowoczesnego podejścia do e-commerce w Polsce.

Odwiedź Gamma Atelier na www.gammaatelier.com oraz w mediach społecznościowych:

Instagram

Facebook

TikTok

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl