Randkowanie w obcym języku. Między emocjami a nieporozumieniami

Jedna kolacja, dwa języki i zupełnie różne oczekiwania. Dla wielu Polaków mieszkających w Niemczech randkowanie szybko okazuje się czymś więcej niż poszukiwaniem bliskości. To także zderzenie stylów komunikacji, sposobów okazywania uczuć i kulturowych nawyków, które potrafią zaskoczyć, rozbawić, a czasem boleśnie rozczarować.

Randkowanie między kulturami

Randkowanie w obcym kraju bywa wyzwaniem samo w sobie, ale prawdziwe schody zaczynają się wtedy, gdy do gry wchodzą język i różnice kulturowe. Wielu Polaków i Polek mieszkających w Niemczech szybko przekonuje się, że randkowanie „po niemiecku” rządzi się innymi zasadami niż to, do czego przywykliśmy. I nie chodzi wyłącznie o mentalność, ale także, a może przede wszystkim, o język.

Już pierwsze randki potrafią być zderzeniem oczekiwań z rzeczywistością. Jednym z najczęściej przywoływanych przykładów jest rachunek w restauracji. W Polsce wciąż często zakładamy, że to mężczyzna zapłaci za kolację. W Niemczech standardem jest dzielenie rachunku, bez skrępowania i bez tłumaczeń. Dla jednych to wyraz równości i niezależności, dla innych sygnał braku zainteresowania lub romantyzmu.

Język, który nie głaszcze po głowie

Randkowanie w innym języku jest trudne również dlatego, że na kursach językowych raczej nie uczymy się, jak flirtować, jak czule nazwać drugą osobę ani jak subtelnie zakomunikować swoje emocjonalne potrzeby. Znamy słówka z pracy, urzędu czy sklepu, ale niekoniecznie te, które budują bliskość.

Język niemiecki bywa odbierany jako dosłowny i „twardy”. Brakuje w nim miękkich komunikatów, zdrobnień i emocjonalnych wstawek, do których Polacy są przyzwyczajeni. Niemcy są zazwyczaj konkretni, mówią to, co mają na myśli, bez ozdobników. Dla osoby bardziej emocjonalnej może to brzmieć chłodno, a nawet obojętnie. Widać to szczególnie przy imionach. W Polsce użycie zdrobnienia potrafi od razu nadać rozmowie ciepły ton. „Madziu” sugeruje sympatię i przyjemną rozmowę, a „Magdaleno” może zwiastować poważną rozmowę lub lekkie napięcie. W niemieckim imiona rzadko mają zdrobnienia, a jeśli już, to nie w takim stopniu jak w Polsce, co dodatkowo „osusza” język i sprawia, że nawet miłe rozmowy mogą wydawać się bardziej formalne.

Dobrym przykładem jest różnica między „Ich hab dich lieb” a „Ich liebe dich”. To pierwsze oznacza sympatię i ciepłe uczucie, ale niekoniecznie miłość w romantycznym sensie. Na „Ich liebe dich” często trzeba czekać bardzo długo i nie wynika to z braku uczuć, lecz z ostrożności w ich nazywaniu. Dla wielu Polaków, którzy szybciej i chętniej operują słowem „kocham”, bywa to frustrujące. Do tego dochodzi small talk, który potrafi przypominać formularz. Pojawiają się pytania o pracę, plany na najbliższe miesiące, styl życia czy logistykę dnia codziennego. Mniej w nim flirtu, więcej konkretów.

Emocje pod kontrolą

Nie da się ukryć, że Polacy są zazwyczaj bardziej ekspresyjni. Lubimy mówić o emocjach, okazywać je gestem, dotykiem i spojrzeniem. W niemieckiej kulturze randkowej uczucia są często trzymane na wodzy, zwłaszcza na początku znajomości. Publiczne okazywanie czułości bywa ograniczone, a flirt bywa subtelny lub wręcz trudny do odczytania.

Wielu randkujących zadaje sobie pytanie: „Czy on albo ona w ogóle jest mną zainteresowany czy zainteresowana?”. Brak jednoznacznych sygnałów nie musi jednak oznaczać braku sympatii. Często to po prostu inny sposób jej wyrażania. Oczywiście wiele zależy od wieku i doświadczeń danej osoby, ale dość typowa jest niemiecka potrzeba jasnych deklaracji. Pojawia się pytanie, czym właściwie jest ta relacja. Randki planuje się z wyprzedzeniem, punktualność traktuje jako oznakę szacunku, a spontaniczność bywa luksusem, nie normą.

Do tego dochodzi oszczędność Niemców, która nieraz potrafi zaskoczyć osoby przyzwyczajone do bardziej hojnych zwyczajów, na przykład do sytuacji, w której każdy płaci za siebie, a romantyczne gesty finansowe nie są oczywistością. To wszystko może być źródłem nieporozumień, zwłaszcza na początku.

Plusy zdyscyplinowanych randek

Mimo że niemieckie randki bywają bardziej zdyscyplinowane i przewidywalne, wiele osób zauważa też ich pozytywne strony. Dziewczyny, które podzieliły się swoimi doświadczeniami w ankiecie na Instagramie, wymieniają między innymi ciekawą perspektywę młodszych Niemców, często obieżyświatów. To sprawia, że rozmowy są inspirujące i pełne interesujących spostrzeżeń o świecie. Podkreślają również dbałość o siebie. Schludny wygląd, staranny ubiór i przyjemny zapach są dla nich normą, a nie wyjątkiem. Do tego dochodzi kultura osobista i uprzejmość, które sprawiają, że randki przebiegają w przyjaznej i komfortowej atmosferze. Te cechy, choć różne od polskiej spontaniczności, dla wielu osób stają się atrakcyjnym aspektem relacji i źródłem poczucia bezpieczeństwa.

Bez gierek, za to z ostrożnością

Cisza po randce nie zawsze oznacza ghosting. Czasem jest po prostu przestrzenią do przemyślenia spotkania. Faza poznawania się potrafi trwać długo, a deklaracje dotyczące wspólnej przyszłości pojawiają się ostrożnie i późno. Tempo budowania bliskości bywa wolniejsze niż w Polsce. Widać to także w aplikacjach randkowych. Profile są zazwyczaj bezpośrednie i konkretne. Już na starcie pojawiają się pytania o styl życia, poglądy, dzieci czy oczekiwania wobec związku. Mniej jest gry i niedopowiedzeń, więcej sprawdzania kompatybilności. Dla jednych to zabójstwo romantyzmu, dla innych ogromna ulga. W zamian za mniejszą ilość flirtu często dostajemy szczerość, szacunek dla granic oraz stabilność i przewidywalność w relacjach.

Czy da się nauczyć randkowania po niemiecku

Język może być zarówno mostem, jak i murem, wszystko zależy od otwartości obu stron. Warto też pamiętać, że Niemcy nie są monolitem. To kraj pełen obcokrajowców, osób z migracyjnymi korzeniami i ludzi wychowanych w mieszanych kulturach. „Typowy Niemiec” na randce to pojęcie bardzo umowne. Być może zamiast szukać jednej definicji, warto po prostu obserwować, rozmawiać i pytać. A jeśli ktoś chce podejrzeć różne style budowania relacji, zawsze może włączyć kolejny sezon „Love is Blind: Germany” i potraktować go jak kulturowe studium przypadku. Bo randkowanie, niezależnie od języka, pozostaje sztuką spotkania dwóch światów. I czasem właśnie w tych nieporozumieniach kryje się najwięcej prawdy o nas samych.


Autorka: Patrycja Puła – magister filologii germańskiej, stypendystka ogólnopolskiego konkursu języka niemieckiego, absolwentka Goethe Universität we Frankfurcie nad Menem. Od ponad 10 lat mieszka w Niemczech, gdzie zdobyła biegłość językową i praktyczne doświadczenie w codziennym życiu Polaków za granicą.
Jest nauczycielką niemieckiego z pasją, prowadzi kursy online, e-booki, blog, newsletter oraz własną platformę edukacyjną, łącząc naukę języka z realnym wsparciem w pracy, urzędach i życiu codziennym. Współpracuje również z niemieckimi firmami, pomagając w integracji pracowników i komunikacji międzykulturowej.
Jej misją jest pokazanie, że język to nie tylko gramatyka, ale narzędzie do budowania pewności siebie, niezależności i życia w nowym kraju.
Więcej informacji o działaniach Patrycji znajdziesz na www.jezykniemiecki-dlakazdego.edu.pl
iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl