Remont domu krok po kroku: dlaczego brak planu prowadzi do chaosu i nerwów? – Wywiad z Laurą Floriańczyk
Remont potrafi wyczerpać bardziej niż sama przeprowadzka. Nie dlatego, że zawsze „coś idzie nie tak”, ale dlatego, że w natłoku ekip, terminów i decyzji łatwo stracić kontrolę nad całością. Laura Floriańczyk, projektantka wnętrz i menedżerka procesów wykończeniowych, tłumaczy, skąd bierze się stres, dlaczego klienci często przejmują rolę koordynatorów, i co można zrobić, by remont stał się przewidywalnym procesem zamiast serią nerwowych niespodzianek.
Redakcja: Remont i wykończenie domu często opisywane są jako jedno z najbardziej stresujących doświadczeń życiowych. Z czego Pani zdaniem ten stres wynika najczęściej?
Laura Floriańczyk: Najczęściej stres nie wynika z samego remontu, lecz z braku kontroli nad procesem. Ludzie wchodzą w wykończenie wnętrza bez jasnego planu, nie wiedząc, ile decyzji będą musieli podjąć, w jakiej kolejności i jakie konsekwencje te decyzje niosą. Dochodzi do tego presja czasu, budżetu i odpowiedzialności finansowej, a także lęk przed popełnieniem błędu, który zostanie z nimi na lata. Remont staje się więc nie tylko wyzwaniem logistycznym, ale też emocjonalnym.
Dlaczego osoby przechodzące przez remont tak często czują się zagubione, mimo że formalnie współpracują z wieloma specjalistami?
Zagubienie wynika przede wszystkim z faktu, że w procesie remontowym bardzo często brakuje jednego, jasno określonego punktu odpowiedzialności. Klienci współpracują jednocześnie z projektantem, ekipą wykonawczą, stolarzem czy dostawcami materiałów, jednak każda z tych osób odpowiada wyłącznie za swój fragment prac.
Nikt nie zarządza procesem jako całością, nie pilnuje spójności decyzji ani ich kolejności. W efekcie to klient, często nieświadomie, przejmuje rolę koordynatora, mimo że nie posiada ani wiedzy technicznej, ani doświadczenia w prowadzeniu tego typu projektów. To rodzi poczucie chaosu, zagubienia i odpowiedzialności za rzeczy, na które w praktyce nie ma realnego wpływu.
Jaką rolę w tym doświadczeniu odgrywa konieczność podejmowania wielu decyzji technicznych w krótkim czasie, często bez odpowiedniego kontekstu?
To jeden z kluczowych czynników stresu. Ludzie są zmuszani do podejmowania szybkich decyzji technicznych, których skutków nie rozumieją, dotyczących instalacji, materiałów czy kolejności prac. Bez kontekstu te decyzje wydają się przypadkowe, a każda kolejna potęguje niepewność. To prowadzi do zmęczenia decyzyjnego, frustracji i poczucia, że „ciągle coś jest nie tak”.
Czy problemem jest brak wiedzy, czy raczej brak jasnej struktury i kolejności działań?
Zdecydowanie brak struktury, a nie samej wiedzy. Klienci nie muszą znać się na wszystkim, potrzebują natomiast jasnej mapy procesu: co po czym, dlaczego i jakie decyzje są kluczowe na danym etapie. Bez tej struktury nawet osoby dobrze przygotowane czują się zagubione, bo nie wiedzą, na czym powinny się skupić w danym momencie.
Które momenty procesu wykończeniowego generują największe przeciążenie psychiczne i organizacyjne?
Największe przeciążenie pojawia się zazwyczaj w kilku charakterystycznych momentach procesu. Pierwszym z nich jest sam początek remontu, kiedy brakuje jeszcze jasnego planu, harmonogramu i realnej wyceny. Klienci często czują wtedy, że „coś już się zaczyna”, ale nie mają poczucia, dokąd ten proces zmierza.
Kolejnym trudnym etapem jest środkowa faza realizacji, gdy na budowie pojawia się jednocześnie wiele ekip, a decyzje trzeba podejmować szybko i pod presją czasu. W tym momencie narasta chaos informacyjny, a poczucie odpowiedzialności po stronie klienta znacząco wzrasta.
Szczególnie obciążające są również etapy niewidoczne gołym okiem, takie jak instalacje czy prace ukryte w ścianach i podłogach. To decyzje kosztowne, techniczne i trudne do zwizualizowania, a jednocześnie generujące duże koszty i nakład pracy w przypadku zmiany na późniejszym etapie. Brak zrozumienia ich konsekwencji potęguje stres.
Ostatnim momentem dużego przeciążenia jest końcówka remontu, gdy pojawia się zmęczenie całym procesem, presja terminów oraz konieczność dopinania szczegółów i poprawek. Właśnie wtedy, przy ograniczonych zasobach energii, klienci muszą podejmować kolejne decyzje, co dodatkowo zwiększa napięcie.
Dlaczego komunikacja z wykonawcami, projektantami czy stolarzami, bywa dla wielu osób tak trudna i obciążająca?
Komunikacja w trakcie remontu bywa trudna, ponieważ bardzo często odbywa się między osobami funkcjonującymi w zupełnie różnych kontekstach. Klienci mówią o swoich potrzebach, oczekiwaniach estetycznych i komforcie życia, natomiast wykonawcy posługują się językiem technicznym, skrótami myślowymi i rozwiązaniami praktycznymi. Bez osoby, która potrafi te dwa światy połączyć i „przetłumaczyć” wzajemne oczekiwania, pojawiają się nieporozumienia, frustracja i poczucie bycia niezrozumianym. Dodatkowo komunikację utrudnia rozproszona odpowiedzialność, gdy nie wiadomo, kto tak naprawdę podejmuje ostateczne decyzje i kto odpowiada za ich skutki. Dla wielu osób rozmowy z wykonawcami stają się więc nie tylko technicznym wyzwaniem, ale także obciążeniem emocjonalnym, które narasta wraz z kolejnymi etapami remontu.
Z Pani perspektywy, jakie informacje powinny być standardem na początku remontu, a dziś najczęściej pojawiają się zbyt późno?
Na samym początku procesu remontowego kluczowe powinny być informacje, które porządkują całość i dają realne poczucie kontroli. Przede wszystkim mówimy o rzetelnych widełkach budżetowych, uwzględniających nie tylko koszt robocizny, ale również materiały, wyposażenie, rezerwy na nieprzewidziane sytuacje oraz konsekwencje ewentualnych zmian w trakcie prac.
Równie ważna jest jasna kolejność działań i decyzji, czyli odpowiedź na pytanie: co musi zostać ustalone na początku, co może poczekać, a co będzie niemożliwe do zmiany na późniejszym etapie. Bez tej wiedzy klienci bardzo często podejmują decyzje zbyt późno albo w niewłaściwym momencie, co generuje chaos i dodatkowe koszty.
Standardem powinna być także pełna informacja o czasie trwania poszczególnych etapów oraz o tzw. punktach krytycznych, momentach, w których brak decyzji lub jej zmiana mają największy wpływ na harmonogram i budżet.
Dodatkowo na początku remontu rzadko mówi się wprost o skutkach zmian w trakcie realizacji. Klienci często nie są świadomi, że nawet drobna korekta projektu może oznaczać opóźnienia, konieczność przeróbek lub wzrost kosztów. Te informacje zazwyczaj pojawiają się dopiero wtedy, gdy problem już wystąpi, zamiast być elementem świadomego przygotowania. Gdyby te kwestie były jasno komunikowane od samego początku, remont przestałby być serią zaskoczeń, a stałby się procesem, którym można realnie zarządzać.
Jak brak planu i spójnego harmonogramu wpływa na budżet i poczucie kontroli nad całym procesem?
Brak planu niemal zawsze oznacza wzrost kosztów: poprawki, przestoje, zmiany materiałów, decyzje podejmowane pod presją. Jednocześnie klient traci poczucie sprawczości, nie wie, na jakim etapie jest, co jeszcze przed nim i ile to wszystko finalnie będzie kosztować. To bardzo obciążające psychicznie.
Wiele osób zakłada, że problemy „rozwiążą się w trakcie”. Dlaczego takie podejście zwykle pogłębia chaos zamiast go ograniczać?
Ponieważ remont to proces sekwencyjny. Jedna decyzja wpływa na kolejne. Jeśli coś nie zostanie zaplanowane wcześniej, wraca później w bardziej skomplikowanej i droższej formie. Improwizacja w remoncie rzadko daje ulgę, najczęściej powoduje lawinę kolejnych problemów.
Czy edukacja i świadome przygotowanie mogą realnie zmniejszyć poziom stresu, nawet gdy pojawiają się nieprzewidziane trudności?
Zdecydowanie tak. Z mojej praktyki, zarówno w pracy z klientami, jak i w rozmowach prowadzonych wokół tematu remontów, wynika, że najmniej stresują się osoby, które rozumieją proces, nawet jeśli nie znają wszystkich technicznych szczegółów. Świadome przygotowanie nie polega na tym, żeby „znać się na wszystkim”, ale żeby wiedzieć, czego się spodziewać, jakie decyzje są kluczowe i kiedy mogą pojawić się trudniejsze momenty. Taka wiedza porządkuje emocje i zmniejsza poczucie chaosu. Nawet prosta edukacja, tłumaczenie kolejności działań, konsekwencji wyborów czy realnych kosztów zmian, sprawia, że klienci czują się pewniej i rzadziej reagują stresem na nieprzewidziane sytuacje.
Gdyby miała Pani wskazać jedną zmianę systemową, która najbardziej poprawiłaby doświadczenie osób przechodzących przez remont, co byłoby najważniejsze?
Najważniejszą zmianą byłoby upowszechnienie podejścia, w którym ktoś realnie przejmuje odpowiedzialność za cały proces remontowy, a nie tylko za jego wybrane etapy. Dla klientów ogromną ulgą byłoby funkcjonowanie jednego, spójnego modelu działania, z jasnym planem, harmonogramem, kosztorysem i jednym punktem decyzyjnym.
Rozwiązania oparte na kompleksowej obsłudze, często określane jako „pod klucz”, porządkują proces, bo eliminują konieczność koordynowania wielu wykonawców, podejmowania sprzecznych decyzji i ciągłego reagowania na problemy operacyjne. Klient przestaje być menedżerem projektu, a może skupić się na decyzjach dotyczących funkcji i estetyki, zamiast gaszenia pożarów. Taka zmiana nie polega na odebraniu klientowi kontroli, ale na jej uporządkowaniu. Remont staje się wtedy przewidywalnym procesem, a nie serią stresujących niespodzianek.
Wywiadu udzieliła: Laura Floriańczyk – Projektantka wnętrz i menedżerka procesów wykończeniowych. Od lat pracuje na styku projektowania, organizacji i komunikacji, zajmując się porządkowaniem złożonych procesów remontowych oraz wspieraniem osób przechodzących przez ten etap życia. Łączy doświadczenie z praktyką, koncentrując się na strukturze, odpowiedzialności i jakości współpracy między klientami a wykonawcami. W swojej pracy kładzie nacisk na edukację, świadome przygotowanie i zmniejszanie stresu towarzyszącego tworzeniu nowego domu.
Więcej informacji o działaniach Laury znajdziesz na www.kobietairemont.pl oraz na Instagramie i Facebooku.


