Sztuka trenowania umysłu – Wywiad z Wiolettą Zawadą
Dzisiejsze szybkie tempo życia i nadmiar informacji wymagają od nas nieustannego doskonalenia umiejętności poznawczych. Jak skutecznie rozwijać potencjał intelektualny, poprawiać pamięć i przyspieszać procesy uczenia się? W rozmowie z Wiolettą Zawadą, twórczynią Szkoły Pamięci i Szybkiego Czytania, dowiemy się, jak osobiste doświadczenia i motywacja związane z wychowaniem córki zainspirowały ją do stworzenia unikalnych metod treningu umysłu. Nasza rozmówczyni opowiada o praktycznych technikach, które pozwalają nie tylko poprawić efektywność w nauce, ale także zyskać więcej czasu na pasje i rozwój osobisty. Jak trening pamięci i szybkie czytanie wpływają na codzienne życie? Odpowiedzi znajdziesz naszej inspirującej rozmowie.
Karolina Dąbrowska: Co skłoniło Panią do założenia Szkoły Pamięci i Szybkiego Czytania?
Wioletta Zawada: Moja córka, Aleksandra. Jak tylko się urodziła, stawiałam sobie pytanie, jak zadbać o jej umysł, by dobrze pracował, by była samodzielna w nauce, by miała do niej motywację.
Kiedy córka miała 8 miesięcy w ręce wpadła mi książka o tym, jak nauczyć małe dziecko czytać. To, co wydawało mi się ważne to nie fakt, że dziecko nauczy się czytać, ale to że w wyniku tych ćwiczeń mnożą się komórki mózgowe zwiększając potencjał intelektualny dziecka. Co ciekawe, te komórki mnożą się do ok. 21 roku życia, a potem stopniowo obumierają. Uznałam, że to jest odpowiedź na moje pytanie.
Rozpoczęłam trening, a właściwie zabawę z dzieckiem szablonami z wyrazami, które wieczorami malowałam wielkimi czerwonymi literami przygotowując zadania na kolejny dzień. Sesje były 2 minutowe trzy razy dziennie. Dziecko domagało się więcej i więcej. To było dla niej super zabawą. Wtedy nie byłam świadoma dobrodziejstwa tych działań.
Potem był żłobek i przedszkole i moje dziecko nie chciało uczyć się prostych wierszyków, mimo że jako przedszkolak była uspołeczniona, ładnie artykułowała wyrazy, poprawnie trzymała w rączce ołówek i kredki, malowała z wielkim zaangażowaniem. I wówczas przeczytałam artykuł w prasie o trenowaniu pamięci u dzieci i tego samego dnia skontaktowałam się z autorem metody. Najbliższa taka szkoła była w Kielcach, więc postanowiłam ją tam zawozić co tydzień. Ale podczas tej rozmowy otrzymałam propozycję zapoznania się z metodą i założenia takiej szkoły treningu pamięci w Radomiu, w której będę mogła kształcić i swoje dziecko. Był to rok 1997. Córka miała 5 lat i była pierwszą kursantką półrocznego kursu. Problem zniknął nie wiadomo kiedy. Potem córka mając 7 lat uczęszczała już na cały kurs, ale…nie z dziećmi w swoim wieku, ale o kilka lat starszymi, ponieważ jej umysł pracował dużo szybciej. Nigdy już potem nie potrzeba było jej szkolić. Efekt, o który mi chodziło to samodzielna nauka, wewnętrzna motywacja i ciekawość wiedzy. Jako mała dziewczynka była w szkole samodzielna, chętna do nauki, którą przyjmowała bez trudu, grała w szachy, korzystała z komputera, a jej umysł był otwarty. Ukończyła Politechnikę Warszawską, ma 33 lata, jest architektem w Warszawie.
Okazało się, że proces jest powtarzalny. Co ważne niezależnie, jakie predyspozycje ma dziecko, czy uczy się dobrze, czy ma jakieś problemy, może trenować umysł. Metoda Glenna Donana, którą uczyłam córkę czytać, czy inne metody pracy z umysłem często opracowywane były dla dzieci z trudnościami intelektualnymi. Metody te tym bardziej pomagają zdrowym dzieciom.
KD: Czy może Pani pokrótce wyjaśnić czym jest trening pamięci oraz czym jest trening szybkiego czytania?
WZ: Trening pamięci to praca w wyobraźni, bez książek, bez zeszytów, bez stresu w formie bardzo przyjemnej. A wszystko po to, by pamiętać więcej, dłużej, zapamiętywać szybciej, mimochodem, by rozwijać swój potencjał umysłowy i inteligencję. Jest to w dużej części wykorzystywanie prawej półkuli mózgowej, niestety zaniedbywanej w szkole. W tradycyjnej edukacji programy nauczania są tak skonstruowane, że uczeń ćwiczy w zdecydowanie większym stopniu półkulę lewą, odpowiedzialną za logiczne myślenie.
Aby nasz mózg pracował efektywnie, obie półkule mózgowe muszą być jednakowo rozwinięte, a połączenia nerwowe między półkulami powinny być drożne. Mamy je dwie i obie są ważne, dopełniając się w pracy intelektualnej i w życiu. Tak było u Einsteina, którego mózg został uznany za genialny. Badania jego mózgu pokazały, ze obie półkule były jednakowej wielkości mocno pofałdowane niczym orzech włoski.
Kłopoty w nauce naszych uczniów wynikają z wielu przyczyn, m.in. z braku koncentracji, nadpobudliwości, nieumiejętności efektywnego uczenia się i uczenia w ogóle. Często podyktowane jest to zablokowaniem połączeń w mózgu. Trening pamięci jest takim „chodzeniem” ścieżkami łączącymi obie półkule, aż będą one niczym udeptana trawa. To oczywiście wielkie uproszczenie.
Ciekawe jest to , że ćwiczyć można w każdym wieku, niezależnie od zdolności i predyspozycji. Mogą i powinni ćwiczyć ci, którzy mają kłopoty z zapamiętywaniem i nauką, czy czytaniem, ale także ćwiczą ci, którzy mają bardzo dobre oceny w szkole i są zdolni, ale chcą więcej pamiętać i pracę umysłową wykonać w krótszym czasie.
Ćwiczenia pomagają uczniom w nauce i w życiu, a starszym osobom pozwalają utrzymać mózg w doskonałej kondycji umysłowej.
Efektów ćwiczenia umysłu jest wiele, m. in. refleks i poczucie humoru. Czy ktoś zapisuje się na zajęcia trenujące refleks? A może by poprawić poczucie humoru?
Trening szybkiego czytania to umiejętność szybkiego przeczytania tekstu z umiejętnością wybrania najważniejszych informacji, by potem w oparciu o nie wykonać notatkę mentalną, która służy zapamiętaniu tego tekstu. De facto umiejętność ta staje się metodą szybkiego uczenia przy jednoczesnym ćwiczeniu umysłu, ponieważ owe notatki w swojej budowie są zgodne z pracą naszego umysłu. Zgodne, ponieważ umysł nie pracuje liniowo, tylko przestrzennie. Gdy do pokoju wchodzi nieznana nam osoba, to nie oglądamy jej liniowo, nie segmentujemy jej ciała na horyzontalne fragmenty, ale wzrok nasz skacze po charakterystycznych punktach. Mózg wychwytuje to, co się rusza, to, co jest wypukłe i to co się błyszczy. Dlatego m. in. kobiety noszą biżuterię, bo zwracają nią uwagę.
Uczestnicy zwiększają prędkość czytania kilkaset procent i osiągają 5000 czy 30 000 słów na 1 minutę. Umysł pracując szybciej mniej się męczy i ma większą efektywność.
KD: Jak wyglądały Pani pierwsze kroki w nauczaniu technik pamięciowych i szybkiego czytania?
WZ: Na pewno we wdrażaniu się w temat pomogła mi motywacja, moja córka, w której widziałam potencjał i chciałam go rozwijać. To, że byłam nauczycielem, a więc byłam przygotowana formalnie do pracy z dziećmi i młodzieżą oraz miałam dużą motywację, ponieważ działania te wydawały mi się bardzo atrakcyjne i niezwykle potrzebne. Trenowanie pamięci, koncentracji uwagi i szybkiego czytania ze zrozumieniem powinno być ważnym przedmiotem w szkole od pierwszej klasy edukacji dziecka. A nawet w tym momencie jest już za późno, ponieważ mózg dziecka rozwija się do 7 roku życia. Proces się kończy, a my każemy dziecku się uczyć. A dziecko od pierwszych chwil na świecie chętnie się uczy i musi się uczyć, i uczy się niezwykle dużo, z czego my sobie nawet nie zdajemy sprawy. Dla niego każda rzecz na świecie to coś nowego, coś co musi poznać i robi to na różne możliwe sposoby. Bierze do buzi i próbuje nie mając zębów, cierpliwie odkręca słoiczek, aż odkręci / dlatego leki w słoiczkach są podwójnie zabezpieczone, bo jeszcze takiej zagadki dziecko nie jest w stanie rozwiązać/. Wyciąga dokumenty z teczki taty i z namaszczeniem rwie, słuchając jak to brzmi. A jak opanuje wejście na schodek albo kanapę, to do zmęczenia trenuje nową umiejętność, której dorosły mógłby tylko pozazdrościć pod względem wytrwałości. A jakby tego było mało: uczy się chodzić i nie narzeka, że znowu upadło, tylko wstaje 55 raz i nie przyjdzie mu do głowy: „O, już 55 raz upadłem, nie będę chodzić!”.
Dziecko można uczyć od trzeciego miesiąca życia, od kiedy uśmiecha się do matki. Ja zaczęłam od 8 miesiąca, bo nikt wcześniej mi o tym nie powiedział. Oczywiście dziecko jeszcze nie mówi, więc metody są niesprawdzalne. Ale warto to robić, bo to szalenie procentuje później! Może to oczywiście robić tylko mama, bo dzieje się to w warunkach domowych w formie zabawy.
A z racji, że byłam polonistą i w szkole widziałam problemy z czytaniem, opracowałam kurs szybkiego czytania ze zrozumieniem. Zaczęłam testować na znajomych i krewnych królika i efekty były oszałamiające. Jedna z kursantek, Dominika uzyskała prędkość 84 000 słów na minutę / sprawdzali to dziennikarze/. Ale nie to jest najważniejsze. Była to dziewczynka, która przeszła kurs treningu pamięci, a potem trening szybkiego czytania. Powróciła na kurs szybkiego czytania po dwóch latach i zobaczyłam, że przez dwa lata między kursami swobodnie w praktyce szkolnej czytała 5000 słów na minutę. I o tę wartość chodzi, a nie o wyczyny jednorazowe. My nie musimy być lepsi od innych o 100 czy 200%. Wystarczy 1-2% i już wchodzimy na podium nr 1.
KD: Jakie najważniejsze techniki pamięciowe stosuje Pani w swojej pracy?
WZ: Techniki są stare jak świat przystosowane do współczesnych możliwości. Pozwalają one zapamiętać absolutnie wszystko. Opanowawszy je można grać w szachy z pamięci, jeśli ktoś umie grać. Można zapamiętać całą tablicę Mendelejewa, jeśli ktoś zamierza studiować medycynę.
Można potraktować techniki jak urządzenia na siłowni, czyli wzmocnić szare komórki, które pracować po takim treningu będą szybciej, albo posłużyć się metodami i technikami do zapamiętania takiej wiedzy, jaka nam jest na dany moment potrzebna. Kursanci wykorzystują metody do nauki słówek w języku obcym, do zapamiętania poprawnej pisowni czy przyswojenia dat i zdarzeń z historii.
Najważniejsza jest technika tablic symboli licząca sobie u podstawy 100 elementów z rozszerzeniem do 1000. Ale sama technika i jej poznanie niewiele daje. Musi ona być poprzedzona wieloma ćwiczeniami wyobraźni, kreatywności, których jest cała masa. Bo w pozyskiwaniu wiedzy i w życiu nie chodzi tylko o dobrą pamięć, ale o wyobraźnię, kreatywność, umiejętność skonfrontowania się i rozwiązywania dylematów, problemów. Trening mocno wsparty jest aspektem psychologicznym. Po jego zakończeniu uczestnicy są pewniejsi siebie i najkrócej ujmując uczestnicy przyswajają metody szybkiego uczenia się.
Ważne jest to, że rozbudzają wyobraźnię tak niedocenianą, pogłębiają postrzeganie i zapamiętywanie wielozmysłowe, poprawiają pamięć długoterminową i potrafią zapomnieć zbędne informacje. Koncentracja uwagi i jej podzielność jest na dużo wyższym poziomie. Łatwo zapamiętują wykłady i czytane teksty, nie mają lęków i stresów w procesie przyswajania nowej wiedzy. Ciekawym jest, że poprawia się płynność wypowiedzi. Uwaga, obniżają się zaburzenia dyslektyczne i dysortograficzne.
KD: W jaki sposób szybkie czytanie wpływa na naszą efektywność w codziennym życiu?
WZ: Życie i praca wymaga od nas wielu sprawności i umiejętności. Zapewne jedną z wielu, dość ważnych, jest kompetencja językowa. Musimy umieć komunikować się sprawnie, bo każdy chce być dobrze zrozumianym. Jednym z aspektów tej komunikacji są teksty pisane. I nie wystarczy odczytać fakturę i biling telefoniczny, bo zalewa nas fala tekstów i informacji. Opanowanie sztuki szybkiego czytania na papierze przekłada się na szybki odbiór tekstów czytanych w internecie, a także błyskawiczne przeglądanie stron internetowych, a więc oszczędność czasu.
Efektywniej pracujemy. Szybciej pochłaniamy literaturę piękną. Choć przy tej akurat spieszyć się nie trzeba, to jednak fajnie jest czytać w dużych ilościach. To częsta motywacja ludzi dorosłych, by przyspieszyć czytanie. A przeglądanie prasy? Błyskawicznie.
KD: Stworzyła Pani projekt „Jak osiągnąć szczęście, realizację celów i wewnętrzny spokój”. Czy może Pani opowiedzieć coś więcej – na czym polega, do kogo jest skierowany?
WZ: Projekt przygotowałam na prośbę dorosłych kursantów treningu pamięci. Kształcili oni u mnie swoje dzieci, sami byli na kursie szybkiego czytania i zaproponowali skupienie się na technikach pracy z umysłem, ale o charakterze psychologicznym. Nie jestem psychologiem, ale wiele jej aspektów niezbędnych było w pracy nauczyciela. Poza tym taka praktyczna psychologia stała się moim hobby już 30 lat temu. Do tego doszły zagadnienia fizyki kwantowej wyjaśniające wiele zjawisk naszego codziennego życia. A wszyscy chcemy być zdrowi i szczęśliwi, świetnie sobie radzić z przeciwnościami losu. Jeżeli nasze życie obfitowało w coś trudnego, z czym musieliśmy sobie poradzić , prawie naturalnym jest, że zaczynamy rozgryzać temat po temacie i rozkładać na czynniki pierwsze.
Projekt „Jak osiągnąć szczęście, realizację celów i wewnętrzny spokój” skierowany jest do osób dorosłych z otwartymi umysłami, którzy chcą zmieniać swoje życie, ale często nie wiedzą jak. Już im jest niewygodnie w codziennym życiu i nie wiedzą od czego zacząć. Albo wiedzą już coś i chcą więcej.
Zaczynamy od tego, jak działa nasz mózg i nasza tajna maszynownia – podświadomość. Uzmysławiamy sobie wielką siłę sprawczą naszych myśli generujących emocje. Uczymy się relaksować, wizualizować, obniżać świadomie nasze fale mózgowe, które pozwalają nam programować nasz umysł. Odkrywamy nasze przekonania, które hamują nas na drodze do spełnienia, poczucia harmonii i szczęścia. Nikogo nie zmieniamy, zajmujemy się sobą. Odmieniamy nasze życie podnosząc nasze wibracje. Uświadamiamy sobie, jakie zjawiska mają na nas wpływ, zaczynamy rozumieć, ile sami sobie wykreowaliśmy „niechcący”. To jest bardzo uwalniające. I ta fizyka kwantowa, która ostatnio wprowadza nieco zamieszania. Nie wiem, dlaczego, bo jej teorie istnieją prawie 100 lat i zastanawiał się nad nią Albert Einstein, mówiąc: „Wszystko jest energią – wszystko”. Teorie kwantowe wyjaśniają, że nasz wewnętrzny świat, myśli, emocje decydują o kształcie naszego zewnętrznego świata. Cząstki subatomowe istnieją w stanie czystego potencjału, dopóki nie nastąpi obserwacja. Znane doświadczenie Younga pokazuje, że nasze oczekiwania nakazują cząstkom subatomowym, by manifestowały się w postaci konkretnych przedmiotów. W ten sposób fizyka kwantowa ukazuje nam, że intencja i oczekiwanie leżą u podstaw wszystkich naszych fizycznych doświadczeń. „To nie filozofia. To fizyka” – skomentował Einstein. Skoro mamy możliwość tworzenia rzeczywistości, jakiej pragniemy poprzez obserwację i stan energetyczny, to dlaczego nie mielibyśmy jej tworzyć. I tymi aspektami zajmiemy się na koniec naszych warsztatów.
Prościej się na ten moment nie da. Trzeba naprawdę wejść w temat. Widzę, czytam, słyszę jak różne osoby wypowiadają się o kwantowości, jak powierzchowne to jest lub jak szybko osoby te negują. Słucham lub czytam do końca takie wypowiedzi i widzę, że tam brak jest po prostu wiedzy, a najczęściej jest lęk, strach. Boimy się tego, czego nie znamy. Kwestionujemy, bo nie wierzymy. W XIX wieku jeszcze nie wierzono, że można wzbić się w powietrze i myślano, że trzeba wynaleźć metal lżejszy od powietrza. Wówczas marzenia te podszyte były uśmieszkiem i przekreślaniem idei z powodu niedorzeczności. A jednak teraz jest tak z kwantowością, a ona jednak tłumaczy wiele zjawisk naszego codziennego życia o charakterze parapsychologicznym.
KD: Czym według Pani jest podświadomość i jak możemy ją skutecznie programować?
WZ: To pytanie, jak pozostałe, wymaga rzetelnego wykładu. Trudno w dwóch zdaniach go zaprezentować.
Ale krótko ujmując – podświadomość to nasz dysk twardy, ważne oprogramowanie naszego umysłu odpowiadające za 90-95% naszych zachowań, nawyków, przekonań i myśli. To właśnie w tej przestrzeni jest nasza pamięć, nauka, a myśli idące ze stanu świadomości nabierają tu kształtu. Podświadomość realizuje to, co nakaże świadomość; działa w oparciu o programy, które sami stworzyliśmy w trakcie naszego życia, najczęściej w sposób nieświadomy.
Podświadomość przemawia do nas głosem intuicji, impulsów, przeczuć, instynktów, pragnień twórczych i idei.
Funkcjonowaniem podświadomości można wytłumaczyć zbiegi okoliczności tzw. przypadki. Człowiek działa na autopilocie, czyli nie rozumie, jak działa podświadomość i nie ma z nią żadnej komunikacji.
Większość ludzi ma wgrane w podświadomość stare niesłużące, a nawet szkodliwe programy, na podstawie których opiera się ich nawykowe myślenie. Swoje trudne doświadczenia powtarzamy, ponieważ jesteśmy uwarunkowani przez podświadomy umysł. Brak pełnego dostępu do podświadomości zmusza nas do reagowania i działania w rutynowy sposób, który nas ogranicza. Tak można wytłumaczyć powtarzalność trudnych traumatycznych doświadczeń. Nie dostrzegamy podświadomego oprogramowania, ale je odczuwamy, bo ono dyktuje nasze myślenie i zachowania. Im więcej programów wyeliminujemy, zdezaktywujemy, tym bardziej życie stanie się prawdziwie nasze.
Niestety, na żadnym etapie naszej edukacji nie otrzymaliśmy wiedzy ani umiejętności, jak komunikować się z własną podświadomością. A z podświadomością trzeba pracować, bo albo będzie ona nas wspierać, albo będzie nam przeszkadzać. Ta współpraca zaczyna się w momencie nabycia wiedzy, jak ona funkcjonuje, a następnie można wykorzystując jej naturalne funkcjonowanie komunikować się z nią w stanach obniżonych fal mózgowych: rano i wieczorem lub też świadomie w dzień obniżając fale mózgowe do stanu alfa, czyli do stanu rozluźnienia. Wtedy możemy kreować to, co tylko chcemy, oczywiście nadal na zasadach, które odnajdujemy w działaniu podświadomości. Podświadomość nie wierzy ci na słowo. Twoje słowa w ogóle ją nie interesują do momentu, w którym nie są zgodne z tym, co czujesz. Gdy podświadomość w coś uwierzy natychmiast przystępuje do realizacji. To proces łatwy, ale trudny w wykonaniu. Wiem, że zdanie ostatnie ma w sobie sprzeczność, ale tak jest. W realizacji jest sporo uwarunkowań, których omówienie przekracza swą objętością tę przestrzeń, naprawdę. Zapewniam, że wiedza i umiejętność korzystania dla swojego dobra z możliwości podświadomości jest czymś wspaniałym, dającym ulgę w życiu, niezwykle pomocnym w wielu aspektach.
To dzięki ćwiczeniom z podświadomością rozpoczęłam przygodę ze Szkołą Pamięci i Szybkiego Czytania. Zaprogramowałam swoją działalność gospodarczą. Chciałam robić coś, co byłoby moją pasją. Coś, co nie wymagałoby kredytów i wielkich pieniędzy na założenie. Nie trzeba by było wstawać bladym świtem i dźwigać ciężarów. Chciałam takiej działalności, do której szłabym tylko z torebką i z torebką wychodziła, a pozostawiony na stole długopis leżał w tym samym miejscu jak przyjdę za dwa dni. I tak się stało. Zbiegi okoliczności, które nazywamy „przypadkami” doprowadziły do realizacji wizji, którą niczym ziarno w glebę zasiałam swojej podświadomości.
Wszystko to, co przekazuję na moich zajęciach i warsztatach, znam z autopsji.
KD: Jakie są najczęstsze negatywne przekonania, które obserwuje Pani u swoich kursantów, i jak je zmieniać?
WZ: Samych przekonań każdy z nas ma w sobie setki już w wieku 7 lat. Środowisko, w którym się kształtujemy obarcza nas oprogramowaniem składającym się z różnych, często trudnych schematów myślowych. A ponieważ tkwią w nas od momentu naszego urodzenia, wydają się nam nieskalaną prawdą. Nie wiemy jednak, że to nie jest jedyna prawda określająca świat, na który patrzymy. A gdy zaczynamy iść pod górkę we własnym życiu, zaczynamy stawiać pytania, dlaczego tak jest? Z czego to wynika? Co mogę zmienić, by było z górki?
Negatywne przekonania kierują naszymi działaniami, wpływają na naszą niską samoocenę, samospełniające się przepowiednie, problemy w relacjach… żeby tylko wskazać te najważniejsze. Problematyczne jest najpierw odnaleźć te ograniczające nas przekonania, a jeszcze trudniejsze pozbyć się ich. Jest kilka metod, a każda z nich jest spojrzeniem w głąb siebie, obserwacją siebie i swojego języka, którym na co dzień się posługujemy. Te metody, jak Praca Katie Byron czy Ekran Wyobraźni z Metody Silvy można zastosować wobec osób dorosłych. Z dziećmi… to delikatna rozmowa wyjaśniająca im, jak funkcjonuje świat i trzeba zrobić to tak, by nie burzyć niczego i nie robić nic bez porozumienia z Rodzicami. Trening pamięci i szybkiego czytania nie odnoszą się do takich działań. Najczęściej u młodych kursantów widać brak pewności siebie, poczucie, że nie dadzą rady, że są już przypisani do jakiejś etykietki, często negatywnie brzmiącej. Sam trening umysłu niweluje to w dużym stopniu.
KD: Przygotowała Pani także warsztaty „Jak osiągnąć szczęście, realizację celów i wewnętrzny spokój”. Jakie techniki relaksacji i radzenia sobie ze stresem Pani poleca?
WZ: Każde zajęcia rozpoczynam ćwiczeniem relaksacyjnym z pomocą programu komputerowego. Nie jest on jednak niezbędny. Korzystam z sygnału, ciepłego dźwięku, który ustawiam na kilka sekund w zależności od uczestników. Istotą relaksu w moim wydaniu jest odprężenie ciała rodem z hipnotycznego rozluźnienia w połączeniu z obniżaniem fal mózgowych do poziomu alfa.
Tak, przeszłam profesjonalny kurs hipnozy, ale nie wykorzystuję go w pracy z moimi kursantami. Zawsze zachowuję etykę pracy i nie wykonuję czegoś bez zgody osób zainteresowanych. Przeszłam kurs hipnozy z ciekawości i mam przekonanie, że jeżeli ktoś ma dobre intencje, nie może zrobić krzywdy. Wszystko jest dychotomiczne. Kijem można się podeprzeć, kijem można uderzyć. Nasz potencjał intelektualny możemy wykorzystać w dobrej sprawie jak i w złej.
Wracając do obniżonych fal mózgowych, nie potrzebne jest urządzenie mierzące, czy już dotarliśmy do tego poziomu, wystarczy popatrzeć na uczestników, jak klatka piersiowa opada głębiej, oddech jest spokojny i miarowy, twarz łagodnieje, ciało nie porusza się, co u dzieci jest bardzo ważne ze względu na nadpobudliwość. Ponadto, jeśli ktoś podda się lub jest zmęczony, po prostu usypia i nieraz musimy kogoś budzić. To zbliżanie się do snu w tym 2 minutowym ćwiczeniu wskazuje, że uczestnik dotarł do poziomu alfa. Ćwiczący budzi się już zrelaksowany i wyciszony.
Takie ćwiczenie, w uproszczonej formie, kursant potrafi wykonać w każdych warunkach, z otwartymi oczami, np. tuż przed klasówką czy egzaminem, zanim profesor rozda kartki z testem lub pracownik schodzący z piętra i zmierzający do gabinetu dyrektora relaksując się. W obu przypadkach oddech wyrównuje się, nabieramy spokoju i możemy programować pozytywny obrót sprawy.
Ale, gdy jest czas i przestrzeń sprzyjająca, dom, wieczór, można powtórzyć na spokojnie w dłuższej formie, by odpocząć albo programować, albo po prostu usnąć.
KD: Czy można nauczyć się szybkiej relaksacji i dezaktywowania stresu? Czy to raczej niemożliwe?
WZ: Oczywiście , że można. Należy wykonać ćwiczenie, o którym przed chwilą wspomniałam. Można wyuczyć nasz mózg, że będziemy to robić w kilka sekund z otwartymi oczami. Ja robię to przy jednym, dwóch oddechach. Najczęściej tylko tyle mi to zajmuje, gdy programuję zaparkowanie samochodu. A to dla mnie bardzo ważne, bo wciąż się spieszę i chcę mieć jedno miejsca dla siebie. Podjeżdżam…i jest jedno miejsce wolne lub też właśnie ktoś odjeżdża i takie miejsce się zwalnia, lub za kierownicą siedzi kierowca i chętnie ustępuje miejsca, bo on jest tu na chwilę, czeka na żonę.
KD: Jakie największe wyzwania napotyka Pani w swojej pracy?
WZ: Lubię wyzwania w mojej pracy i nietypowe zadania. Mam ich trochę w swoim doświadczeniu. Bardzo wiele prywatnych, bardzo ciekawych. Niektóre z nich analizowanych post factum. Dotyczą moich kursantów, znajomych, przyjaciół, moich bliskich i mnie samej. Wiele z tych przypadków opiera się o zjawiska fizyki kwantowej. One są szybkie, bardzo spektakularne. Ale opowiem o przypadku, dla mnie wyjątkowym i przykrym.
Rzecz dotyczyła pracy w 2013r. ze sportowcem motoparalotniarzem Mistrzem Świata, śp. Grzegorzem Krzyżanowskim. Opracowaliśmy metodę łączącą szybkie zapamiętanie i opanowanie stresu. Chodziło o szybkie zapamiętanie kolejności lotu wokół tzw. pylonów, bez stresu, który był paraliżujący, a walka była o mistrzostwo świata. Podziwiałam pana Grzegorza za niezwykłą dyscyplinę i pracowitość, bowiem był to biznesmen i sportowiec w jednym. Rano był na lotnisku sportowym, potem w firmie, inne obowiązki, a pod wieczór zjawiał się uśmiechnięty u mnie. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, trzeba było uzyskać efekt szybko i skutecznie. Mistrzostwa były na początku września, bodajże 6 , nie pamiętam dokładnie. Pan Grzegorz pojechał i nastąpiła cisza kilka dni. I nagle rano w niedzielę odbieram smsa o treści: „Pani Wiolu, Pani metoda się sprawdziła, jestem Mistrzem Świata!” Wiadomość mnie ucieszyła i bardzo wzruszyła.
Niestety, rok później pan Grzegorz zginął na naszym podradomskim lotnisku Piastów, w wyniku awarii sprzętu i upadku z wysokości ok. 100 m podczas testów dwuosobowej motoparalotni.
By uczcić jego pamięć dodam, że w 2013 zdobył trzy złote medale i tytuł Mistrza Świata w klasie PF1 podczas I Slalomowych Mistrzostw Świata na lotnisku Aspres-sur-Buëch we Francji. Pokonał wówczas 64 konkurentów reprezentujących 16 krajów.
KD: Jak wygląda Pani codzienna rutyna, jeśli chodzi o rozwój własnego umysłu i samokształcenie?
WZ: Przez całe życie zawodowe, nauczając historii literatury, bo uczyłam języka polskiego oraz historii malarstwa, bo prowadziłam przez 15 lat program autorski w ramach przedmiotu wiedza o kulturze, musiała być we mnie zgodność tego, co nauczałam z tym, co naprawdę myślałam i według jakich wartości żyłam. Podobnie jest z moimi zajęciami dotyczącymi pracy z umysłem czy projektem „Jak osiągnąć szczęście, realizację celów i wewnętrzny spokój”, które w skrócie określam warsztaty kwantowe. Czuję na sobie odpowiedzialność wiarygodności tego, co robię i tego, o czym mówię. Myślę i żyję według zasad, których nauczam. Oznacza to, że zawartość merytoryczna zgodna jest z moim sposobem myślenia. To nie tylko metoda, którą uczestnik treningu wyuczy się. Ja mam głębokie przekonanie, że trenowanie umysłu, podnoszenie potencjału, nabywanie świadomości siebie przekłada się na jakość naszego życia. Nasz umysł jest jak depozyt bankowy, co do niego włożymy, będzie procentować. U mnie podstawą jest samokształcenie. Bardzo dużo czytam, wychwytuję nowości, robię notatki, by potem przełożyć to na pracę z uczestnikami treningów. Opracowuję nowe ćwiczenia, modyfikuję te, które są. Wszystkie ćwiczenia przechodzę też sama, by wiedzieć, jak je przeprowadzić, jaki wywołują efekt, jak ustawić program komputerowy. Dzięki niemu ćwiczenie można dopasować i zdynamizować w zależności od wieku uczestnika podchodząc do niego indywidualnie.
KD: Czy jest jakieś motto, które towarzyszy Pani w życiu zawodowym i prywatnym?
WZ: Takich myśli o charakterze uniwersalnym jest wiele, które potwierdzają się w naszym życiu. Są ważne, bo wytyczają drogę naszego myślenia, postępowania, porządkują wartości i przypominają, co jest życiu ważne. Bardzo często obrazuję nimi moje wykłady i ćwiczenia.
Jest taka myśl kwantowa, którą bardzo lubię: „Jest tak jak myślisz, że jest.”
Więcej informacji o działaniach Wioletty znajdziesz na szkolapamieci.eu oraz na Facebooku.


