Tam, gdzie boli – tam zaczyna się uzdrowienie. Wywiad z Anną Wroną
Dla wielu osób droga do uzdrawiania zaczyna się od pasji pomagania innym. Dla Anny – zaczęła się od bólu. Od żałoby, która odebrała jej grunt pod nogami. Z potrzeby ulgi i ukojenia narodziła się przestrzeń, w której dziś towarzyszy innym kobietom, które czują się zagubione, przeciążone, odłączone od siebie. Holistycznie, intuicyjnie, z uważnością na ciało, duszę i to, co niewidoczne. W tej rozmowie Anna Wójcik Wrona dzieli się swoją historią oraz wiedzą o psychosomatyce, pracy z traumą, podświadomością i tym, co mówi do nas ciało, kiedy my już nie potrafimy mówić.
Jak wyglądała Twoja droga do uzdrawiania – czy zaczęła się od osobistego kryzysu, czy raczej z pasji pomagania innym?
Moja droga do uzdrawiania zaczęła się od bólu, od żałoby. Najpierw odeszła moja mama, potem babcia, a potem – tata. To był moment, w którym moje serce pękło na milion kawałków. Świat, jaki znałam, runął. Na zewnątrz jakoś funkcjonowałam, ale wewnętrznie czułam pustkę i ogromny ciężar, którego nie umiałam unieść.
Wtedy zaczęłam szukać… najpierw dla siebie: zrozumienia, ulgi, ukojenia. Gdy pierwszy raz poczułam, że można inaczej – lżej, pełniej, z większą czułością dla siebie – zrodziło się we mnie pragnienie, by dzielić się tym z innymi. Pomaganie nie było planem, było naturalną konsekwencją mojego uzdrawiania.
Mówisz, że ciało jest mądre i komunikuje to, czego nie umiemy nazwać – jak rozumieć ten przekaz z perspektywy psychosomatyki?
Dla mnie ciało to najlepszy przewodnik – nigdy nie kłamie. Kiedy nie umiemy czegoś wypowiedzieć, kiedy dusimy emocje, ciało bierze to na siebie. Ból brzucha, ucisk w klatce, zawroty głowy, migreny – to wszystko są słowa ciała. Psychosomatyka uczy, że każda choroba ma swój sens, swoje tło emocjonalne. Ciało nie przeszkadza – ono pomaga. Woła o uwagę, zatrzymanie, czułość.
Jakie są najczęstsze sygnały z ciała, które wskazują na niewyrażone emocje lub nierozwiązane konflikty?
Ciało mówi przez zmęczenie, bezsenność, napięcia w karku, ból kręgosłupa, trudności z oddychaniem, problemy skórne, migreny, zaburzenia hormonalne… Ale czasem to też poczucie „ciężkości życia”, niepokój bez przyczyny, ucisk w gardle, ścisk w żołądku. To wszystko to sygnały, że coś w nas domaga się zauważenia.
Dlaczego, Twoim zdaniem, tak wiele kobiet doświadcza dziś przewlekłego zmęczenia czy chorób autoimmunologicznych?
Żyjemy w świecie, który wymaga od nas za dużo – dawania, opieki, bycia silną i „ogarniętą”. Kobiety przez pokolenia uczyły się, że ich potrzeby są mniej ważne, a przecież to my nosimy świat na barkach. Choroby autoimmunologiczne to często wołanie duszy: „Zobacz mnie. Przestań być dla wszystkich – bądź wreszcie dla siebie.” To forma autoagresji, która mówi: „Dość tłumienia, dość zapominania o sobie”.
Pracujesz z bardzo szerokim wachlarzem narzędzi – jak dobierasz metody do konkretnej osoby czy problemu?
Słucham i czuję. To nie ja wybieram – to dusza tej osoby pokazuje drogę. Wszystko zaczyna się od zaufania – do procesu, do siebie i do pola, które prowadzi.
Nie wierzę w gotowe rozwiązania. Każdy człowiek to inna historia, inna wrażliwość, inna rana. Dobieram metody intuicyjnie, ale też z pełnym szacunkiem do tego, co niesie klient. Jeśli widzę, że pojawiają się silne przekonania, które sabotują – sięgam po NLP, które cudownie odblokowuje podświadomość i pomaga wprowadzać realną zmianę. Czasem pojawiają się obrazy z rodu, czasem dusza pragnie dialogu przez Kroniki Akaszy albo głębokiego wglądu w hipnozie.
To trochę jak taniec – ja tylko towarzyszę, ale to pole prowadzi.
Czym różni się praca z emocjami na poziomie świadomym, podświadomym i cielesnym?
Na poziomie świadomym rozumiemy. Na podświadomym – czujemy, ale nie zawsze potrafimy to nazwać. A ciało… ciało przechowuje wszystko. Praca z ciałem to często przełom – kiedy klientka drży, płacze, czuje uwolnienie bez słów. Każdy z tych poziomów jest ważny – dopiero razem tworzą całość.
Czy możesz opowiedzieć o przykładzie sesji, podczas której ciało klientki „przemówiło” w sposób przełomowy?
Pamiętam kobietę, która od lat miała silne bóle bioder. Nic nie pomagało. Podczas ustawienia – gdy symbolicznie stanęła w miejscu swojej babci – jej ciało zaczęło się trząść. Zalały ją łzy, których nie potrafiła wcześniej wyrazić. Zrozumiała, że nosiła w sobie ból pokoleń – dosłownie. Po tej sesji ból zniknął. To nie magia. To prawda, która wreszcie została zauważona i wypowiedziana.
W jaki sposób ustawienia systemowe czy hipnoza pomagają dotrzeć do źródła problemów zdrowotnych?
Ustawienia pokazują to, co ukryte – często niesione z lojalności wobec rodziny. W pracy grupowej prawdę ujawniają reprezentanci. Ich ciała i emocje nie kłamią. Ja tylko idę za polem, a ono prowadzi mnie do przyczyny. W sesjach indywidualnych widzę to w układzie figurek i czuję w polu – klient widzi i czuje razem ze mną, do kogo trzeba się zwrócić. To klient i pole pokazują drogę.
Hipnoza to głęboka praca w transie z podświadomością. Odpowiedzi pojawiają się automatycznie, bez analizowania. To nie umysł mówi – to mówi prawda z głębi duszy.
Channeling czy praca z Kronikami Akaszy brzmi dla wielu osób tajemniczo – jak tłumaczysz te metody osobom, które są na początku swojej drogi?
Mówię, że to jak rozmowa z wyższą mądrością. Że w nas – i wokół nas – jest przestrzeń, która wie więcej. Kroniki to jak biblioteka duszy, Channeling to głos intuicji w najczystszej postaci. Nie trzeba „wierzyć” – wystarczy otworzyć się na doświadczenie. Bo kiedy przychodzi przekaz, który porusza serce – wiesz, że to prawda.
Dlaczego to głównie kobiety trafiają do Ciebie z tematami przeciążenia, blokad emocjonalnych czy autoagresji ciała?
To my, kobiety, przez wieki tłumiłyśmy emocje, potrzeby, gniew. Byłyśmy uczone opieki nad innymi, ale nie nad sobą. Dziś pękamy pod tym ciężarem. Ciało mówi: „dość”. A dusza – szuka powrotu do siebie.
To właśnie kobiety, czując ten ból, odwagę i pragnienie zmiany, przychodzą po pomoc. Są bardziej otwarte na wewnętrzną pracę. Nie boją się zajrzeć w siebie, pokazać emocji, otworzyć się przed kimś. Często trafiają do mnie wtedy, kiedy już nie mają siły – ale mają w sobie ogromną gotowość, by coś uzdrowić. To właśnie dzięki tej odwadze naprawdę wiele się zmienia.
Jakie wzorce, przekonania czy traumy najczęściej dziedziczymy jako kobiety i jak wpływają one na nasze zdrowie?
„Muszę być silna”, „Nie wolno mi czuć złości”, „Najpierw inni, potem ja”. To są zdania, które zabijają nas powoli. Dziedziczymy ból matek, które nie mogły kochać siebie. Dziedziczymy lęk kobiet, które straciły dzieci, domy, bezpieczeństwo. To wszystko zostaje w ciele – w napięciu mięśni, w niedoczynności tarczycy, w bolesnych miesiączkach. Ale to też można uzdrowić. Odciąć się z miłością. Przestać powtarzać historie, które nie są nasze.
Co chciałabyś powiedzieć kobietom, które czują się zagubione, przemęczone i „odłączone” od siebie?
Nie jesteś sama. Nie musisz już nic udowadniać. Nie musisz być silna. Masz prawo być zmęczona, masz prawo nie wiedzieć. Najważniejsze, to wrócić do siebie – krok po kroku, oddech po oddechu. Jesteś ważna. Twoje potrzeby są ważne. Twoje ciało Cię kocha – nawet jeśli boli. Masz prawo zacząć od nowa. Po swojemu.


