Zatrzymać się, aby odnaleźć siebie: O podróży do wewnętrznego spokoju – Wywiad z Renatą Suszwedyk
Pęd życia i zewnętrzne oczekiwania często przytłaczają, coraz więcej osób poszukuje chwili wytchnienia i powrotu do swojego wewnętrznego świata. Renata Suszwedyk, założycielka marki PrzystanekZycie.pl, odnalazła swoją misję w inspirowaniu ludzi do zatrzymania się i odnalezienia harmonii pomiędzy codziennym biegiem a własnym „ja”. W wywiadzie dla iKobiece.pl opowiada o tym, co zainspirowało ją do stworzenia miejsca, które jest nie tylko marką, ale również filozofią życia, oferującą drogę do głębszej introspekcji i wewnętrznego spokoju. Jak wygląda ta droga? Jak pokonać blokady i czego nauczyć się z chwil stagnacji? W tym wywiadzie nasza rozmówczyni dzieli się swoimi spostrzeżeniami i lekcjami płynącymi z jej własnej podróży rozwojowej.
Karolina Dąbrowska: Jak powstał pomysł na PrzystanekZycie.pl? Co zainspirowało Cię do założenia własnej marki?
Renata Suszwedyk: Moim obszarem zainteresowania oraz pasji jest rozwój osobisty i duchowy, więc nazwa przyszła intuicyjnie jako odzew na moje poszukiwanie miejsca w tym życiu. „Przystanekżycie” jest więc nie tylko nazwą, ale i filozofią, która zachęca do tego, by w natłoku codziennych obowiązków nie zapominać o sobie, swoim wewnętrznym świecie i podążaniu swoją ścieżką. Jest miejscem, które pomaga ludziom zatrzymać się na chwilę w biegu życia, jest szansą na przyjrzenie się swoim wartościom i zadaniu pytania, czy nasze życie jest w zgodzie z tym, co dla nas naprawdę ważne. Pozwala to uświadomić sobie, że zmiany są możliwe, a czas na refleksję pozwala na lepsze przyjrzenie się sobie.
KK: W jaki sposób pokazujesz innym drogę do wewnętrznego spokoju? Jakie kroki są kluczowe w tym procesie?
RS: Po pierwsze, sama powinnam tam być, czuć aspekt wewnętrznego spokoju, abym mogła osobę zainspirować tym stanem, by mogła wiedzieć czego może oczekiwać tam będąc.
Jak pokazać tą drogę ? Myślę, że właśnie swoją emanacją autentyczności czy Prawdy. Poprzez narzędzia, wsparcie i refleksje. Ta droga jest procesem, który wymaga cierpliwości, ale ma potencjał, który za jakiś czas przełoży się na jakość życia. Musimy się w pewnym momencie zatrzymać, aby siebie obejrzeć, pęd życia zabiera nam tą uważność siebie. Droga do spokoju to taka umiejętność dostosowywania się do zmieniających się okoliczności i nie trzymania się kurczowo przeszłości. To moment, w którym robimy lukę na nasz wybór, decyzję inną niż dotychczas. Mój wniosek i to się potwierdza, że droga ta wiedzie przez samotność i ciszę, to umożliwia głębszą introspekcję ale jest też obciążające, bo mamy poczucie odosobnienia, a często i niezrozumienia. Najważniejsza jest zgoda na odkrywanie tego, co nieznane, a reszta to kwestia uważności, gdy na naszej drodze pojawią się wskazówki do osiągnięcia tego stanu. To indywidualne odczucie i u każdego będzie inaczej pracowało ale wspólnym mianownikiem będzie poczucie Ulgi i właściwego miejsca w sobie.
KK: Wspominałaś, że często spotykasz się z sytuacją, gdzie Twoje klientki wiedzą, co powinny zrobić, ale nie potrafią ruszyć z miejsca. Skąd się biorą te blokady?
RS: Po pierwsze trzeba rozróżnić te blokady, jakiego rodzaju są i skąd pochodzą, czy są, np. mentalne czy emocjonalne. Podczas sesji objawiają się w różny sposób, np. ściana, jakaś zabudowa, obszar, w której jesteśmy zamknięci, dochodzimy do takiego momentu, który nas zatrzymuje, jesteśmy bezsilni, mamy wrażenie, że nie możemy w tej sytuacji nic zrobić, utykamy. Zazwyczaj sami je budujemy, pochodzą z naszej przestrzeni jako informacja, której nie potrafimy odczytać. To jedno, ale są blokady, jako momenty, do których doszliśmy i trzeba zrobić już coś inaczej, ale pojawia się wewnętrzne ograniczanie siebie, do wyjścia po Nowe. Umysł mówi zrób, a ciało czy energia nas stopuje. Niby wiemy co mamy zrobić i ani rusz. Blokady mogą znacząco utrudniać postęp, powodować stagnację i frustrację, ale zrozumienie ich przyczyn może pomóc w ich przezwyciężeniu. Kręcimy się wtedy w kółku, bo ostatecznie, aby uwolnić blokadę trzeba wykonać działanie, nie tylko na poziomie mentalnym ale i fizycznym.
Czasami bywa, że zasłaniamy się nimi, taka trochę wygoda, bo mamy naturalny opór przed zmianą albo wewnętrznie jej tak naprawdę nie chcemy. Wiele osób czuje niepokój przed tym, co nieznane. Zmiana, choć może przynieść korzyści, wiąże się z utratą kontroli i wygodą dotychczasowego życia. Strach przed nowymi wyzwaniami, błędami, a także przed porażką może powstrzymywać przed podejmowaniem decyzji o transformacji. Nawet jeśli obecna sytuacja nie jest idealna, jej znana forma daje poczucie stabilności. Osoby, które mają niskie poczucie własnej wartości, często boją się podejmować jakiekolwiek kroki w kierunku zmiany, ponieważ nie wierzą, że zasługują na lepsze życie lub nie są pewne swoich możliwości. Zazwyczaj blokady wynikają z doświadczeń z przeszłości, nieprzepracowane traumy czy zranienia z przeszłości mogą blokować rozwój, mogą sprawiać, że człowiek rezygnuje z działań, które mogłyby prowadzić do zmiany. No i na koniec możliwe jest, ze to nie jest nasz czas, ja sobie już dawno odpuściłam, że coś muszę w danym czasie, odpuszczenie to wspaniałe doświadczenie, a wtedy pojawiają się rozwiązania i jakaś siła zaczyna nas pchać w danym kierunku, ale dopiero wnikliwa uważność siebie, pozwala odczuć te parametry.
KK: Jakie najczęstsze pułapki rozwoju osobistego zauważasz u osób, które przychodzą do Ciebie po pomoc? Co je powstrzymuje od działania?
RS: Jest kilka grup klientów: Ci, którzy totalnie nic nie wiedzą, nic ze sobą nie robili, ci, którzy mają świadomość i nad sobą pracują oraz ci, którzy są już nauczycielami dla innych. Do pierwszych, którzy nie rozumieją trzeba wyjść z innym przekazem, aby nie wystraszyli się drogi, jaką muszą pokonać, drudzy utykają, gdyż wiedza ta zaczyna im przeszkadzać w życiu, czyli dostają odwrotny skutek do zamierzonego i kolejna grupa, pracuje nad sobą, na zasadzie „dopełniania siebie”, wzmacniania i poszerzenia świadomości o, np. dodatkowe narzędzia czy informacje. Pułapką jest np. popadanie w skrajności, zła interpretacja informacji, nadmierne analizowanie, co totalnie zatrzymuje nas w działaniu, szukanie rozwiązań na zewnątrz, takie uzależnianie się od zewnętrznych źródeł motywacji, takich jak książki, kursy, szkolenia. Często inwestują w różne narzędzia, ale nie wdrażają tego, czego się nauczyli w praktyce. Dla mnie dużym tematem jest intencja, dlaczego chcę się rozwijać i często rozwój osobisty stawiany jest na równi z osiąganiem materialnych sukcesów, takie powierzchowne postrzegania siebie i szczęścia. Osoby, które za bardzo koncentrują się na ideach rozwoju osobistego, odrywają się od codziennego życia i jego zadań, skupiając się na mało realnych wizjach, ja to wtedy nazywam ucieczkowością od życia. Na koniec mogę powiedzieć, że tworzymy za duże oczekiwania wobec siebie, które są za bardzo ambitne w danym czasie i prowadzi to, do poczucia rozczarowania, gdy nie osiąga się ich tak szybko, jak by się chciało. Rozwój to długotrwały proces, polegający na osobistych odczuciach, wnioskach i zmianach, nikt nam nie da odpowiedzi, my możemy podpowiadać, aby na podstawie tych informacji dokonać własnego wyboru, co oczywiście jest najtrudniejsze, gdyż boimy się wziąć za nie odpowiedzialności. Dodałabym jeszcze, że sam rozwój nie jest pułapką samą w sobie ale gdy wchodzimy na tą ścieżkę osobistego rozpoznania, zaczynamy zazwyczaj od postawy rozemocjonowanego dziecka, a nie postawy dorosłego człowieka, a wiemy, że dziecko dziecku nie pomoże. Moi klienci są jednak zdeterminowani do zmiany, naprawdę jestem z nich dumna, z ich postępów, a to co ich powstrzymywało od działania to brak wiedzy w temacie. Kiedy pokazuje im inną perspektywę to są w szoku. Ostatecznie nie daje im rozwiązań, to byłoby za proste ale pomagam uświadomić, a nie ma nic lepszego jak swój wniosek, dojście do swoich osobistych odkryć.
KK: Mówisz o aspekcie „przejścia” – jak definiujesz ten proces w kontekście rozwoju osobistego?
RS: O uwielbiam ten wątek, w nim czuję największą MOC. Po pierwsze to moment kiedy wyobrażenie, marzenie, myśl zaczyna się materializować, spotyka się z urzeczywistnieniem w materii. To, co było kwestią w naszych umysłach ma szansę pojawić się w naszym życiu. To takie miejsce do którego dochodzimy, bo przecież pragnęliśmy tego momentu i tu okazuje się, że nagle zawracamy, wmawiając sobie, że nie jesteśmy gotowi na to, co kryje się za tym magicznym przejściem. Robiąc ten wywiad rozmawiałam ze znajomą właśnie w tym temacie, jest przerażona stanem, w którym się obecnie znajduje, a jest to wspaniała historia, która się właśnie urzeczywistnia, a ona jest przejęta, nie rozumie co się dzieje. Wysłuchawszy jej mówię, że to, co teraz się wydarza jest tym, co wymyśliła czy pragnęła jakiś czas temu, więc gratuluje jej manifestacji. Ale okazuje się, że nie jesteśmy gotowi na swoje cuda, pomimo modlitw o nie, taki paradoks. Owe przejście to Zmiana. Biorę strach pod rękę i idę kreować swoje życie. Myślę, że w tym momencie spotykają się wszystkie nasze strachy, kumulacja lęków, nie świętujemy tego momentu jak Nowy Rok w lekkości, gdyż nadajemy temu większe znaczenie i dlatego może tak mocno przeżywamy ten moment zmiany, czyli uświadomienia sobie, że czas na nowe rozdanie. To taka konfiguracja nas i to są te kulminacyjne punkty programu naszego rozwoju. Tak jak w biegach przełajowych zaliczamy bazy, jedne są łatwe inne trudniejsze. Od momentu decyzji i realizacji też mija jakiś czas, w głowie, to takie wszystko proste, a gdy przechodzimy do działania to zaczynamy mieć wątpliwość, i co dostajemy, to, co nas na końcu poruszyło i zachwiało naszą strukturą. To też nasz moment szansy, wejście na kolejny etap naszego rozwoju, to tak, jakbyśmy kończyli klasę i wchodzili do kolejnej, z tą różnicą, że wiemy z czym przechodzimy, jakimi siebie zbudowaliśmy w tym czasie. I co ciekawe my nigdy nie będziemy gotowi, a mamy być Przygotowani, bo życie to nieustanny ruch, zmiana, jest nieprzewidywalne i mamy nauczyć się reagować na te wątki jakie przychodzą do nas z zewnątrz. A co przychodzi ? To kolejny szalenie ciekawy temat.
KK: Jakie najważniejsze lekcje można wynieść z tego okresu stagnacji, kiedy czujemy, że stoimy w miejscu mimo wysiłków?
RS: W pozornej stagnacji potrafi się dziać wiele. Miałam takie momenty. Myślę, że tylko perspektywa czasu może przynieść nam jakieś wnioski i refleksje, kiedy jesteśmy w danym stanie, trudno nam się zdystansować do tego, co przeżywamy. Często to nas niestety zabiera, porywa z życia, gdy nie umiemy nad tym pracować. Ale popatrzmy na pozytywne aspekty, przecież, jestem tu, aby inspirować. Każdą sytuację powinniśmy potraktować jako lekcję, możliwość wejrzenia w siebie bardziej i dowiedzenia się czegoś o sobie. Mówi się, że dostajemy to, co jesteśmy w stanie udźwignąć czy jesteśmy gotowi. Gdy nadajemy czemuś nadmierne znaczenie to tworzymy do tego nieistotną historię, która zazwyczaj nas osłabia, w myśl powiedzenia, energia podąża za uwagą i tracimy siebie w tych momentach. Stagnacja to też pewnego rodzaju ochrona, aby nie zrobić czegoś głupiego, pochopnie i zastygamy, bo może ciało odbiera coś jako zagrożenie. Więc działa na nas wiele czynników, i znajomość tematu pozwala na wzięcie oddechu i powiedzenie sobie: acha, tak to działa, to teraz zastanowię się co mogę z tym zrobić, aby mnie to nie ograniczało. Później okazuje się, że stagnacja służyła i zabrała nas z tego pędu życia, iluzji zewnętrznej, chciała może pokazać, hej to nie twój kierunek. Więc widzisz, można spoglądać na temat z różnych perspektyw. Podkreślę tu znaczenie słów. Słowa mają moc, choć są ogólnie neutralne ale jeśli nadamy im znaczenie zaczynają wibrować a my jeśli uwierzymy w to znaczenie, ulegamy temu i zmienia się nasza jakość energii. A nasz wysiłek ? Jeśli chcesz zmiany za pomocą tych samych działań, które spowodowały stagnację to po prostu nie pójdzie dalej. Rozwiązań zawsze szukamy na innym poziomie niż powstałe problemy. Uderzamy głową w mur nie widząc obok drzwi, tak zafiksowani jesteśmy naszą iluzoryczną racją i trzymaniem się swoich przekonań.
KK: Często mówi się o rozwoju osobistym jako o drodze do „stania się kimś lepszym”. Jakie mity dotyczące rozwoju osobistego chciałabyś obalić?
RS: Ja pracuję z Prawdą i autentycznością, rozwój osobisty nie polega na staniu się kimś innym czy lepszą wersją siebie, dlaczego ? Bo nie ma perfekcji w naturze i to właśnie jest piękne. Perfekcyjna jest tylko śmierć, resztę można sobie samemu dopowiedzieć. Chodzi o proces akceptacji siebie, w każdym momencie, odkrywania swoich prawdziwych pasji, wartości i potencjału. To droga do bycia autentycznym, a nie idealnym. To nauczenie się, ja to nazywam „poruszaniem się po sobie” poznawanie siebie, a celem jest większa świadomość siebie i lepsze dopasowanie do własnych potrzeb, nie zaś spełnianie zewnętrznych standardów. Trzeba by było rozwiać też mit, że kiedy będziemy oświeceni to problemy znikną, nic bardziej błędnego. Każdy etap życia wiąże się z wyzwaniami, które są naturalną częścią naszej drogi. Rozwój osobisty nie polega na unikaniu problemów, lecz na rozwijaniu umiejętności radzenia sobie z trudnościami, rozwiązywaniu ich w sposób konstruktywny i na uczeniu się z nich. Nie ma „idealnej” wersji człowieka, do której wszyscy powinni dążyć. Nie jestem zwolennikiem, że skoro mi się coś udało, to ty też możesz. Tu chodzi, aby być spełnionym w każdej wersji siebie, już dziś. Poczuj jaka to ulga. Czym się wyróżniam w pracy z ludźmi ? Że widzę ich takimi jakimi są teraz, i z tego miejsca widzę również ich potencjał, ich moc, widzę to, czego oni nie są w stanie w sobie dostrzec. Nie skupiam się na przeszłości, oczywiście w nią wnikamy ale tylko na chwilę, po to, aby zabrać pozostałe części siebie z tamtych „przestrzeni” i móc na pełnych obrotach tworzyć życie. Czasami myślę, sobie, że rozwój nie jest dla wszystkich, ludzie niestety gubią się i okazuje się, że nie dość, że stracili azymut bycia jakimś, to wyobrażenie siebie jako ktoś idealny ich przeraża, chcę ale nie wierzą, że mogą być tacy, a na końcu gubią tego obecnego, i już nie wiedzą kim są. Świadomość zobowiązuje, to nie tylko flow ale przeczołganie się przez meandry naszej podświadomości, bez tego dotknięcia Cienia, nie ruszymy z miejsca. Bo stanie się lepszym to stanie się kompletnym w sobie, wraz z tym, czego w sobie nie akceptujemy, a to ostatecznie nas uwalnia od udowadniania innym kim jesteśmy. Bycie lepszym to historia o tym, że nie byliśmy wystarczający dla swoich rodziców, i to jest pokłosie tamtych historii, gdzie rodzicem obecnie jest nasze otoczenie. Aby być sobą trzeba być odważnym, móc się pokazać tak po prostu, wiąże się z możliwością odrzucenia, dlatego mamy z tym problem. Gdy będziemy super jak inni, którzy są naszymi idolami, mamy nadzieję, że będziemy przynależeć do grupy, a wtedy przeżyjemy. Zauważ, że cały czas przeplata się aspekt naszych prymitywnych instynktów, mózg gadzi wciąż wiedzie prym, abyśmy przeżyli, chroni nas, stąd nasze takie, a nie inne reakcje.
KK: W jaki sposób radzisz swoim klientkom, by nie traktowały pracy nad sobą jako formy ucieczki od życia, ale raczej jako narzędzie do pełniejszego życia tu i teraz?
RS: Przywołuję do porządku (śmiech), po prostu uświadamiam im, pokazuję różne perspektywy widzenia danego tematu, ale najważniejsze jest, że oni sami dochodzą do takich wniosków, a ja im tylko towarzyszę w ich drodze. Nie ma nic lepszego jak własne odkrycie, w Totalnej Biologii mówimy o efekcie AHA, a wtedy owe programy znikają. To nie jest jednak koniec drogi, bo miejsce, które zostało zwolnione musi być zagospodarowane czymś nowym, pozytywnym aspektem. Moi klienci już wiedzą, że ze mną nie ma żartów, czasami trzeba, nazwać coś dosadnie, po imieniu. Czasami trzeba potrząsnąć, aby osoba się wybudziła i popatrzyła przytomnie gdzie jest i co robi, ale zawsze w poczuciu lekkości, nie ma dramatyzmu, pomimo powagi tematu. Kluczowe jest, aby tą wiedzę wdrażać w życie, inaczej to szkoda czasu. Czyli odpowiedzią jest Przytomność, ja i moja rzeczywistość, to, co widzę, i moja reakcja na to.
KK: Czy masz jakieś szczególne historie klientów, które pokazują, jak wielka transformacja może nastąpić w wyniku zmiany perspektywy czy przełamania wewnętrznych blokad?
RS: Mam wrażenie, że obecnie energia przyspieszyła, wszystko dzieje się szybko, jest bardziej skondensowane, a to też przekłada się na transformację u ludzi. Moja własna praca trwała całe moje życie, dziś można szybciej, bo mamy czasy świadomości, a nie przetrwania i prymitywizmu jak to było jeszcze za czasów naszych rodziców. Kiedyś proces rozciągał na pokolenia, a dziś nasza karma czai się tuż za rogiem. Dlatego ze wzruszeniem słucham, kiedy moi klienci chwilę po sesji piszą co się wydarzyło niesamowitego, ja wiem, że to tak działa, kibicuje im. Kiedyś mówiłam, że przychodzi się do mnie raz, i myślę, że utrzymałabym to stanowisko, ale widzę też, że ten proces otwiera kolejne okienka z tematami, ale nie uzależniam od siebie. Służę, czemuś większemu i stawiam ludzi do ich dorosłości, aby mogli sami rozwiązywać swoje sprawy. Historie moich klientów są na poziomie tematów: sensu i egzystencji, naprawdę są wspaniałymi ludźmi ale tego nie widzą, więc odkrywamy ich potencjał. Tych historii jest mnóstwo i kończą się wynikiem satysfakcji, często przekłada się to na relację, w dużej mierze na większe finanse i dobrze prosperujące firmy, otwierają się na nowe horyzonty, a przede wszystkim wzmocnieni stają do życia. Np. jeden z klientów, powiedział mi, że latami stosował różne praktyki, a ja postawiłam go do życia w ciągu 3 sesji, zrobiłam to, czego inni nie potrafili czy nie potrafił tam znaleźć odpowiedzi. I są to zazwyczaj takie opinie, Ulga, która otwiera nas do nowych doświadczeń ale i nas wzmacnia. W tych moich autorskich podróżach wzrusza mnie moment integracji swoich części siebie, gdy mogą dotknąć swojej natury, dotknąć tej części siebie, za którą nieświadomie tęsknili, obrazy z poprzednich wcieleń są również poruszające, ja jako towarzyszka i nawigatorka tej podróży odczuwam, to co stwarza klient, widzę na swój sposób. Kiedyś jedna pani, powiedziała mi, że całe życie czekała na ten moment, który pojawił się w sesji, ze wzruszeniem opowiadała jak się czuje, że wiedziała, że tak było, a teraz mogła tego doświadczyć. Inni, np. potrzebują rozwiązywać bieżące sprawy, takie niezwłoczne, które właśnie zblokowane są przez jakieś ograniczone widzenie i kiedy to przejrzymy, rozwiązania przechodzą nasze najśmielsze wyobrażenie. To są piękne momenty dla których warto to robić, wdzięczna jestem, że jestem częścią drogi tych ludzi, kiedy odnoszą sukcesy i mówią mi, że dobrze, że jestem, to chyba jest to najlepszy dowód uznania. Kiedyś pani spotkała się ze mną osobiście, jadąc z końca Polski, bo była racjonalną osobą i musiała się na żywo przekonać, że ta „magia” działa.
KK: Jak widzisz przyszłość swojej marki? Jakie cele i marzenia masz na kolejny etap rozwoju swojej działalności?
RS: Przyszłość to decyzja, czas pokaże. Z pewnością będę robić swoje, marzyłam o blogu, a wyszedł z czasem taki projekt. Wszystko to, co robię po prostu lubię robić, sprawia mi to przyjemność i patrzę, co mogę jeszcze wykreować, bo przecież żyjemy w tak cudownych czasach, że szkoda byłoby z tego nie skorzystać. Najważniejszym dla mnie jest to, jakim człowiekiem się staje każdego dnia, bo moje nastawienie tworzy świat bardziej przyjaznym, zaczynamy zawsze od siebie, to jest moja misja.
PrzystanekZycie to mój dom, do którego po prostu zapraszam. Obecnie skupiam się na stworzeniu stacjonarnego szkolenia, a marzeniem jest warsztat na rajskich plażach oraz nagrywanie medytacji.
Dziękuję za możliwość podzielenia się swoją częścią życia.
Więcej informacji o działaniach Renaty znajdziesz na www.przystanekzycie.pl oraz na Facebooku i Instagramie.


