Życiowy minimalizm: jak pozbyć się nadmiaru i odzyskać lekkość bycia?

Porządkowanie życia rzadko zaczyna się od wielkich rewolucji. Najczęściej to suma drobnych decyzji, codziennych wyborów i małych nawyków decyduje o tym, czy czujemy lekkość i spełnienie, czy przeciążenie i chaos. Zamiast czekać na idealny moment, warto przyjrzeć się temu, co niepostrzeżenie gromadzi się w naszych dniach i odbiera energię do życia w zgodzie ze sobą.

Wielkie życiowe porządki zaczynają się od małych decyzji

Gdy dokonujesz sporych porządków w życiu, zaczynasz dostrzegać, że w zakamarkach nazbierało się więcej kurzu, niż przypuszczałaś. Zakasujesz rękawy i niesiona satysfakcją spowodowaną pierwszymi sukcesami związanymi z czyszczeniem życia, przystępujesz do dalszych prac. Zaczynasz napotykać drobne przeszkody. W sprawach wielkich ich nie było. Owszem, czasem potrzebowałaś pomocy, by pozbyć się jakiejś zawalidrogi, by wypchnąć z życia coś, co od lat stoi i blokuje dopływ światła. Wiedziałaś od kilku lat, że nie chcesz, nie potrzebujesz, więc decyzja była prosta, nawet jeśli ktoś musiał pomóc.

Dlaczego drobne nawyki bardziej nas blokują niż wielkie problemy

Sprawy mniejsze, drobniejsze robią sobie z nas żarty. Spoglądają smętnym wzrokiem zbitego szczeniaka i piszczą ze skargą, prosząc o litość, o jeszcze jedną szansę. Oglądasz je ze wszystkich stron i myślisz sobie: może faktycznie, może jeszcze zostawię, może coś jeszcze z tego będzie? Przecież to drobiazg, nie zajmuje wiele miejsca. Zostawiasz i nie orientujesz się, w którym momencie spraw drobnych nazbierał się cały kufer. A kufer mały już nie jest. I tak jest z naszym życiem. Potrafisz, być może, podjąć decyzję o zmianie pracy, o ślubie, rozwodzie czy o przeprowadzce. A małe sprawki, typu zarywanie nocy, odrabianie zaległości służbowych, wcinanie łakoci podczas długich filmowych seansów, scrollowanie godzina za godziną telefonu, odstawienie „od piersi” znajomości, która nie służy, etc., zbierają się jedna za drugą. Zajmują nasz czas, pochłaniają naszą energię, obniżają nastrój. A my twierdzimy, że nie potrafimy sobie z tym poradzić.

Syndrom ofiary i wygodne wymówki, które zatrzymują zmiany

Przychodzi mi do głowy refleksja, że często, choć nie jest to regułą, wcale nie chcemy „odgracić” swojego życia. Może to się wydać nieprawdopodobne, jednak dobrze nam w roli cierpiętnika. Jest na co przerzucić odpowiedzialność za nie do końca udane życie. Zawsze wszak znajdzie się jakaś wymówka: nieszczęśliwe dzieciństwo nieszczęśliwe, ktoś poważnie chory w rodzinie, koleżanka, która utrudnia życie, obowiązki… I można odetchnąć z ulgą, że nie możemy być szczęśliwi – i tu padają argumenty, z którymi trudno dyskutować.

Nie piszę tego, by Ci dokuczyć. Sama nie jestem bez „grzechu” zaniechania tych porządków. Gdy jednak dotkliwie sobie to uświadomimy, nie można już niczego z tym nie zrobić. Wtedy każdy dzień zwłoki uwiera i dokucza, choć czas oczywiście jest rzeczą względną i może nie ma co się tym tak mocno przejmować… Piszę o tym, by wybrzmiało to, co tak długo zamiatane było pod dywan. Po to, by każda z nas i każdy z nas usłyszał, że to, co robi ze swoim życiem, jest jego i tylko jego odpowiedzialnością. Nie jesteśmy ofiarami ani dzieciństwa, ani rodziców, ani partnerów, ani szefów, ani chorób, ani sytuacji gospodarczej, politycznej, materialnej. Piszę o tym po to, by móc zrzucić z ramion płaszcz ofiary i pójść przed siebie. Bez strachu. Bez oczekiwań. Bez zbędnego bagażu. Z lekkością kogoś, kto tak naprawdę nie potrzebuje niczego. Nie potrzebuje niczego, bo ma wszystko w sobie. Zostawić zatem te zbędne rzeczy. Te przywiązania do przedmiotów, ludzi, wrażeń, doświadczeń, smaków, zapachów… Zostawić, może i nawet z czułością, przekonanie o tym, że potrzebujemy to wszystko. Potrzebujemy wyjechać, by odpocząć. Potrzebujemy obejrzeć, by poczuć zachwyt. Potrzebujemy doświadczyć, by pokochać. Nie potrzebujemy. Wydaje się nam, że potrzebujemy. Dopóki się tak wydaje, póty szukamy substytutów szczęścia. Póki się nam wydaje, że czegoś nam brakuje, póty jesteśmy przeświadczeni, że potrzebujemy czegokolwiek, by ten brak uciszyć.

Możemy wszakże, krok po kroku, zacząć wsłuchiwać się w siebie i zacząć odnajdywać w sobie te pogubione kawałki swojej duszy. Możemy, krok po kroku, uczyć się, że wszystko, absolutnie wszystko, jest w nas. Wtedy nie będzie potrzebny żaden bagaż. Nie będzie żalu zostawienia tego, co się nazbierało. Będzie można spojrzeć na ścieżkę i pójść tam, gdzie miłość powiedzie.


Autorka: Ewa Joanna Sankowska – mentorka i przewodniczka w podróży do wewnętrznej wolności i autentyczności kobiet. Po 23 latach pracy w edukacji założyła działalność, w której prowadzi holistyczne programy rozwoju, łączące psychologię pozytywną, Radykalne Wybaczanie, jogę nidrę, Vedic Art, DNA Talentu i coachingową Podróż Bohatera. Jest certyfikowaną mentorką i trenerką VCC, flow konsultantką DNA Talentu oraz trenerką Radykalnego Wybaczania, obecnie rozwija kompetencje w neuromedytacji. Jej sztandarowy projekt, Pałac Dobrostanu, to półroczny proces transformacji dla kobiet, pozwalający odkryć autentyczne siebie, uwolnić się od przeszłości i w pełni doświadczyć TU I TERAZ. Ewa tworzy bezpieczną przestrzeń transformacji, w której kobiety odzyskują wewnętrzną moc, spokój i twórczą świadomość, korzystając z synergii sztuki, duchowości i psychologii.

Więcej informacji o działaniach Ewy znajdziesz na www.ewajoannasankowska.pl oraz Facebooku i Instagramie.

Posłuchaj również Podcastu Źródło Harmonii.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *