Jak budować finansową poduszkę bezpieczeństwa? – Wywiad z Dominiką Czarnecką
Pieniądze mogą dawać poczucie bezpieczeństwa i spokój, ale mogą też stać się źródłem presji, lęku i ciągłej kontroli. Dominika Czarnecka, edukatorka finansowa, pokazuje, że świadome zarządzanie finansami nie polega wyłącznie na oszczędzaniu czy inwestowaniu. To także budowanie własnego zaplecza, poczucia sprawczości i relacji z pieniędzmi, która pozwala zadbać zarówno o przyszłość, jak i o życie tu i teraz. W rozmowie opowiada o tym, dlaczego wysokie zarobki nie zawsze oznaczają finansowe bezpieczeństwo, jak zacząć budować poduszkę finansową nawet od niewielkich kwot oraz jakie znaczenie w naszych decyzjach mają emocje, przekonania i doświadczenia wyniesione z domu.
Redakcja: Z wykształcenia jest Pani germanistką, a dziś zajmuje się Pani edukacją finansową. Co musiało wydarzyć się po drodze, żeby finanse stały się nie tylko Pani zainteresowaniem, ale także zawodową misją?
Dominika Czarnecka: Patrząc z perspektywy czasu, to był proces. Od zawsze ciągnęło mnie do uczenia innych. Już na studiach udzielałam korepetycji, a w pierwszej pracy szybko awansowałam na stanowisko trenerskie. Później, niezależnie od tego, czym się zajmowałam, temat dzielenia się wiedzą regularnie wracał. To była też rzecz, która zawsze przynosiła mi prawdziwą satysfakcję. Kilka lat temu doszło w moim życiu do momentu zatrzymania i przewartościowania wielu rzeczy. Zaczęłam się inaczej odżywiać, więcej ruszać i uważniej sobie przyglądać. Naturalnie pojawiła się też potrzeba uporządkowania swoich spraw, w tym pieniędzy. Wtedy odkryłam, jak dużą wartość daje mi wiedza finansowa. Zaczęłam zgłębiać temat zarządzania pieniędzmi i inwestowania. W pewnym momencie połączyły się więc dwie rzeczy: potrzeba uczenia innych i ogromna ciekawość świata finansów osobistych. Z tego połączenia narodziła się moja nowa zawodowa misja: zostałam edukatorką finansową.
Mówi Pani, że Pani przygoda z finansami nie zaczęła się od skrupulatnego zapisywania wydatków, ale od zatrzymania się i przyjrzenia temu, co Pani posiada. Co sprawiło, że zaczęła Pani inaczej patrzeć na rzeczy, które wcześniej po prostu kupowała?
To był czas po tym, jak otrzymałam diagnozę i dowiedziałam się, że będę musiała poddać się operacji. Podczas rekonwalescencji zaczęłam uświadamiać sobie bardzo wiele rzeczy. Między innymi to, że tak naprawdę większości przedmiotów, które znajdowały się w mojej przestrzeni, już nie potrzebuję. Latami gromadziły się sterty ubrań, książki, które dawno zostały przeczytane i tylko się kurzyły, biżuteria, której nie nosiłam. Miałam poczucie, że po operacji moje ciało niejako oczyściło się z tego, co przez lata się w nim gromadziło i co było niepotrzebne. Wtedy pojawiła się we mnie również chęć oczyszczenia przestrzeni wokół siebie. Zaczęłam inaczej patrzeć na rzeczy, które wcześniej tak łatwo zapraszałam do swojego życia. Zaczęłam dostrzegać, że przez lata zgromadziłam wokół siebie wiele przedmiotów, bez których tak naprawdę mogę się obejść.
Przez pewien czas funkcjonowała Pani według zasady: im więcej zarabiam, tym więcej wydaję. Jak wyglądał moment, w którym po raz pierwszy naprawdę dotarło do Pani, że samo zwiększanie dochodów nie daje finansowego bezpieczeństwa?
Kiedy dowiedziałam się, że choruję, okazało się, że potrzebuję kilkudziesięciu tysięcy złotych, żeby poddać się operacji. W tamtej sytuacji była to dla mnie najlepsza opcja i chciałam, żeby operacja odbyła się jak najszybciej. I wtedy zaczęłam myśleć: „Kurczę, przecież ja zarabiam”. Zarabiam coraz więcej, a kiedy pojawia się kryzys, okazuje się, że zwyczajnie nie mam pieniędzy, żeby poczuć się bezpiecznie i nie martwić się w takiej sytuacji jeszcze o finanse. Wtedy uświadomiłam sobie, że przez lata żyłam od pierwszego do pierwszego, od wypłaty do wypłaty. Zarabiałam coraz więcej, ale nie gromadziłam pieniędzy i nie budowałam sobie żadnego zaplecza. Zrozumiałam, że samo zwiększanie dochodów nie daje poczucia bezpieczeństwa.
Kiedy ograniczyła Pani kupowanie i zaczęła odkładać pieniądze, zainteresowała się Pani również inwestowaniem. Z Pani opowieści wynika jednak, że szybko przeszła Pani z jednej skrajności w drugą. Czego nauczyło Panią to doświadczenie?
To doświadczenie nauczyło mnie przede wszystkim, że w życiu, również w pieniądzach, potrzebny jest balans. Warto zajmować się finansami, budować świadomość i spokój finansowy, ale pieniądze nie mogą stać się centrum naszego życia. Pieniądze mają być dla nas, a nie my dla pieniędzy. Dlatego warto inwestować w swoją przyszłość finansową, ale też w siebie, swoje umiejętności, rozwój, relacje, podróże i piękne wspomnienia. Chodzi o to, żeby budować w sobie przekonanie: poradzę sobie, nawet jeśli kiedyś stracimy pieniądze. Dlatego tak, budujmy poduszki finansowe, fundusze awaryjne i zabezpieczajmy przyszłość swoją oraz swoich dzieci, ale jednocześnie pamiętajmy o „tu i teraz”. Część pieniędzy może być na przyjemności, rozwój czy doświadczenia. Dbajmy o przyszłość, ale nie pozwólmy, żeby niewydawanie lub oszczędzanie stało się sensem naszego życia. Bo bezpieczeństwo finansowe jest ważne, ale prawdziwy spokój daje nam przede wszystkim świadomość, że niezależnie od sytuacji damy sobie radę.
Dziś mówi Pani o pieniądzach przede wszystkim w kontekście spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Co, Pani zdaniem, sprawia, że pieniądze mogą dawać nam spokojną głowę, zamiast być kolejnym źródłem napięcia i presji?
Uważam, że posiadanie zaplecza finansowego jest w stanie zapewnić nam zdecydowanie więcej niż zabezpieczenie na „czarną godzinę”. Traktuję to bardziej jak kwestię wyboru, który mamy w swoim życiu lub nie. Mając odłożone pieniądze, możemy wybrać, czy zostajemy w danym miejscu, związku, pracy. Nie chodzi od razu o to, żeby zmieniać wszystko i np. odejść z etatu. Chodzi o to, żeby z tyłu głowy wiedzieć: „Aha! Ja mam ten wybór”. Jestem tu, bo chcę, a nie muszę. Kiedy żyjemy od wypłaty do wypłaty, tego wyboru zwyczajnie nie ma. Jesteśmy jedynie przystankiem na drodze pieniędzy. Pieniądze wpływają na nasze konto tylko po to, żebyśmy przekazali je dalej innym. Często tkwimy w jednym miejscu latami albo przyjmujemy oferty, które wcale nie są w zgodzie z nami, tylko dlatego, że zmusza nas do tego stan naszego konta. Wiem, że zatrzymanie części z nich oddaje nam sprawczość i pewność w życiu.
Wiele kobiet odkłada myślenie o finansach na później, tłumacząc sobie, że zaczną oszczędzać, kiedy będą więcej zarabiać. Dlaczego warto zacząć budować finansowe bezpieczeństwo już na obecnym etapie życia, nawet jeśli nie dysponujemy dużymi kwotami?
W tym wszystkim chodzi o czas. Im wcześniej zaczniemy, tym więcej możemy zgromadzić i tym szybciej nasze pieniądze mogą zacząć dla nas pracować. Nawet jeśli dziś możemy odkładać tylko małe kwoty, zaczynamy budować coś znacznie ważniejszego niż majątek: nawyk, świadomość i samodyscyplinę. Nie czekajmy na moment, w którym będziemy zarabiać więcej. Często wraz z zarobkami rosną też nasze oczekiwania i wydatki, a pieniądze po prostu przelatują nam przez palce. Dlatego można zacząć odkładać nawet 50 czy 100 zł miesięcznie dla przyszłej siebie. Tej spokojniejszej i pewniejszej. Dbajmy o siebie dzisiaj, ale pamiętaj też o kobietach, którymi będziemy za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Kiedyś sobie za to podziękujemy.
Szczególną uwagę poświęca Pani finansowej poduszce bezpieczeństwa. Z czym najczęściej przychodzą do Pani kobiety, które chcą ją zbudować, ale nie wiedzą, od czego zacząć?
Kobiety bardzo często przychodzą do mnie przede wszystkim ze wstydem. Wstydzą się, że na co dzień świetnie ogarniają życie, pracę, dom, dzieci i są dla innych, a temat zadbania o siebie finansowo wciąż gdzieś odkładają na później. Chcą wreszcie zacząć realnie oszczędzać, ale często nie mają nawet pełnej świadomości, na co właściwie wydają swoje pieniądze. Dlatego pierwszym krokiem nie jest dla mnie ocenianie ani narzucanie gotowych rozwiązań. Pomagam spojrzeć na swoją sytuację z dystansem, bez poczucia winy, i zrozumieć, co właściwie dzieje się z naszymi pieniędzmi. Dopiero wtedy znajdujemy konkretny system oszczędzania: taki, który pasuje do życia danej kobiety, jej możliwości, potrzeb, ale też jej emocji i przekonań związanych z pieniędzmi. Skuteczny plan finansowy to nie taki, który wygląda dobrze na papierze, tylko taki, który jesteśmy w stanie naprawdę wdrożyć i utrzymać w codzienności.
Podkreśla Pani, że każda klientka ma inną historię i inny punkt startowy. Jakie znaczenie mają emocje, przekonania i wcześniejsze doświadczenia w tym, jak zarządzamy pieniędzmi?
Uważam, że pomimo tego, że pieniądze często kojarzą nam się z logicznym myśleniem i tym, co dzieje się w naszej głowie, równie ważne jest to, co czujemy i co nami kieruje w środku. To, co przeżyłyśmy, co wyniosłyśmy z domu na temat pieniędzy, jakie mamy doświadczenia, bardzo definiuje to, jaki mamy dziś kontakt z pieniędzmi. Pieniądze są tak naprawdę pewnego rodzaju lustrem, które pokazuje nam bardzo dużo o nas samych. To nie są tylko liczby, ale często poczucie bezpieczeństwa albo właśnie jego brak. Sądzę, że ogromne znaczenie ma to, co przeszłyśmy. W moim przypadku rozpoczęcie przygody z finansami pociągnęło za sobą również zagłębienie się w to, co jest we mnie: co mną kieruje, co mnie napędza i co przeżyłam. Dlatego uważam, że emocjonalna strona finansów ma ogromne znaczenie, choć jest to temat wciąż bardzo niedoceniany.
Jest Pani również mamą małej córeczki. Czy macierzyństwo zmieniło Pani sposób myślenia o bezpieczeństwie finansowym, przyszłości i tym, co właściwie chcemy zabezpieczyć, odkładając pieniądze?
Urodzenie dziecka zdecydowanie zmieniło mój sposób myślenia o pieniądzach. Poszłam bardziej w stronę bezpieczeństwa finansowego. Wcześniej inwestowałam bardziej agresywnie, natomiast po urodzeniu córki skupiłam się na bardziej przewidywalnych inwestycjach. Chciałam zapewnić sobie większy komfort i bezpieczeństwo w kontekście przyszłości. Jednocześnie urodzenie córki dało mi impuls do budowania marki osobistej. Myślałam o tym już wcześniej, ale zawsze znajdowała się jakaś wymówka. Paradoksalnie po jej urodzeniu dostałam wiatru w żagle. Pomimo wielu obowiązków zaczęłam równolegle budować markę i część pieniędzy zainwestowałam właśnie w nią. Dziś widzę to jako działanie dwutorowe: z jednej strony zabezpieczanie przyszłości, a z drugiej budowanie czegoś własnego jako dodatkowego źródła dochodu, ale też satysfakcji i niezależności.
Gdyby miała Pani dziś porozmawiać z kobietą, która żyje od wypłaty do wypłaty, nie ma oszczędności i czuje, że temat finansów ją przerasta, od czego chciałaby Pani, żeby zaczęła?
Pierwsza rzecz to jest zatrzymanie pełnej sumy wypłaty chociażby na jeden dzień po otrzymaniu przelewu. Często jest tak, że zanim zdążymy ucieszyć się z pieniędzy, to już w głowie leci cała lista: rachunki, kredyt, zobowiązania… Automatycznie opłacamy wszystko, a nie myślimy o pieniądzach w kontekście nagrody i powodu do zadowolenia, bo ciągle czegoś brakuje, ciągle jest ich za mało. Jak już się z nich ucieszymy, to w pierwszej kolejności zapłaćmy sobie. Warto ustawić sobie automatyczny przelew na osobne konto, najlepiej oszczędnościowe, i co miesiąc przelewać chociażby właśnie te 50 zł. Takie działanie pozwoli wyrobić nawyk oszczędzania, a z czasem można zwiększyć sumę, ale wszystko na spokojnie. Lepsze są małe, ale systematyczne kroki niż wielkie zrywy, które jesteśmy w stanie utrzymać tylko przy chwilowym przypływie motywacji. Podsumowując: najpierw sobie, dopiero potem innym.
Wywiadu udzieliła: Dominika Czarnecka – jest edukatorką finansową, która pomaga kobietom świadomie zarządzać pieniędzmi i budować poczucie bezpieczeństwa finansowego. Specjalizuje się w budowaniu finansowych poduszek bezpieczeństwa oraz porządkowaniu finansów w sposób dopasowany do indywidualnej sytuacji i możliwości. W swojej pracy zwraca uwagę nie tylko na liczby i konkretne rozwiązania, ale również na emocje, przekonania i doświadczenia, które wpływają na nasze podejście do pieniędzy. Pokazuje, jak budować finansowe zaplecze bez rezygnowania z życia i przyjemności tu i teraz.
Więcej informacji o działaniach Dominiki znajdziesz na www.sercedopieniedzy.pl oraz na Instagramie.


