Jak przestać się przejmować opinią innych i zacząć żyć po swojemu?
Trzydniowa impreza z okazji swoich 40. urodzin. O matko, toż to fanaberia i skandal! Co ludzie powiedzą? To właśnie wtedy po raz pierwszy od bardzo dawna nie zastanawiałam się, co wypada. Jeden cały dzień spędziłam na swojej pierwszej, profesjonalnej sesji fotograficznej w roli modelki. Zimowa sceneria, ja jako caryca, wokół mój „dwór”, wszyscy w kostiumach, profesjonalny fotograf. Potem muzyka, ognisko i dwie noce na parkiecie. To było szaleństwo, zupełnie inaczej niż dotychczas i dokładnie tak, jak chciałam.
Dziś, ponad dekadę później, nadal oglądam te zdjęcia z uśmiechem. Przypominają mi ten pierwszy raz, gdy wyraźnie poczułam, jak to jest zrobić coś bez sprawdzania, czy komuś się to podoba i czy aby na pewno wypada. Do tego momentu dochodziłam długo. Przez lata byłam świetnie wytrenowana w byciu rozsądną, odpowiedzialną i grzeczną. Ustąpić, nie sprawiać problemu, nie przesadzać, nie robić scen. Zanim powiedziałam, co myślę, najpierw przewidywałam, jak zareagują inni. Po pewnym czasie człowiek sam zaczyna pilnować siebie, a w głowie pojawia się cały zestaw zdań: „nie wypada”, „może przesadzam”, „co ona sobie o mnie pomyśli?”, „lepiej tego nie mówić”. Cudze oczekiwania tak długo krążą wokół nas, aż któregoś dnia trudno rozpoznać, które z tych zdań uznałyśmy za własne, choć wcale naszymi nie są.
Znasz to? Ile decyzji w swoim życiu podjęłaś nie dlatego, że tego chciałaś, a dlatego, że bałaś się oceny, krytyki albo rozczarowania kogoś bliskiego?
Skala zjawiska daje do myślenia. W brytyjskim badaniu YouGov 70% kobiet deklarowało, że ma dla nich znaczenie to, co myślą o nich przyjaciele i rodzina. Aż 35% przywiązywało wagę również do opinii zupełnie obcych osób.¹
Samo liczenie się ze zdaniem innych nie jest niczym złym. Potrzebujemy relacji, akceptacji i informacji zwrotnej. Problem zaczyna się wtedy, gdy opinia innych przestaje być jedną z informacji, a zaczyna sterować tym, co mówisz, wybierasz, na co sobie pozwalasz i czego sobie odmawiasz. Wtedy cena robi się wysoka. Znam ją jako ciągłe napięcie, sprawdzanie wyrazu twarzy, tonu głosu, reakcji. Czy powiedziałam za dużo? Czy kogoś uraziłam? Może nie powinnam była się odzywać? Do tego dokładamy wymagania, których często nikt nam nawet nie postawił. Same budujemy w głowie obraz kobiety, która wszystko ogarnia, nikogo nie zawodzi, świetnie wygląda, dobrze pracuje, dba o wszystkich i jeszcze robi to z uśmiechem.
Spróbuj potem czuć się wystarczająco dobra.
Ocena społeczna nie jest wyłącznie w naszej głowie. Metaanaliza 208 badań laboratoryjnych Sally Dickerson i Margaret Kemeny pokazała, że sytuacje, w których człowiek może zostać negatywnie oceniony przez innych, szczególnie gdy jednocześnie ma niewielkie poczucie kontroli, należą do stresorów wywołujących silną reakcję kortyzolową.² To pomaga zrozumieć, dlaczego życie pod ciągłym „co inni pomyślą?” potrafi być tak wyczerpujące.
Dla mnie jednym z największych kosztów były relacje. Bo co robisz, kiedy stale spodziewasz się oceny? Pokazujesz tę wersję siebie, która wydaje się odpowiednia. Jedną w pracy, inną w domu, kolejną przy osobie, której akceptacji szczególnie potrzebujesz. Czasem milczysz, czasami się zgadzasz, choć w środku wszystko mówi „nie”. Uśmiechasz się, pomimo że łzy cisną się do oczu, żeby nie wywołać konfliktu, a potem próbujesz zbudować zaufanie. Tylko jak komukolwiek zaufać, skoro cały czas czekasz na moment, w którym zostaniesz skrytykowana, wyśmiana albo usłyszysz, że znowu jesteś „jakaś”?
Psychologia opisuje podobny mechanizm jako self-silencing, czyli uciszanie siebie. To między innymi tłumienie własnych opinii i emocji, stawianie cudzych potrzeb przed swoimi i patrzenie na siebie przez zewnętrzne standardy po to, żeby chronić relację albo uniknąć odrzucenia. Przegląd 126 badań opublikowany w 2026 roku pokazuje związek tego mechanizmu między innymi z samokrytycyzmem, niższą samooceną, tłumieniem emocji, niepewnym przywiązaniem i depresją.³ Co ciekawe, badania nie pozwalają sprowadzić tego wyłącznie do kobiet. Sam mechanizm może dotyczyć także mężczyzn, choć teoria wyrosła z obserwacji kobiecych doświadczeń i presji związanej z rolami społecznymi.
Co można z tym zrobić?
Nie powiem Ci: „od dziś przestań przejmować się opinią innych”. Sama tego nie zrobiłam i nie mam zamiaru udawać, że cudza ocena już mnie nie dotyka. Różnica polega na tym, że dziś szybciej zauważam moment, w którym cudzy głos zaczyna zagłuszać mój. Możesz za to zacząć od bardzo prostego słowa: „powinnam”. Kiedy pojawia się ono w Twojej głowie, zatrzymaj się na chwilę i pomyśl: Kto powiedział, że powinnaś? Czy Ty tego chcesz, czy tylko boisz się, co się stanie, gdy wybierzesz inaczej?
Drugi krok jest mniej wygodny i bardziej złożony. Zacznij sprawdzać, czy każda opinia rzeczywiście zasługuje na taką samą wagę. Czy osoba, której zdaniem się przejmujesz, zna całą Twoją sytuację? Czy chce Cię wesprzeć, czy raczej oczekuje, żebyś pozostała taka, jaką łatwo jej zaakceptować? Kto będzie ponosić konsekwencje tej decyzji?
I wreszcie zacznij ćwiczyć małe decyzje po swojemu. Odmowę bez piętnastominutowego tłumaczenia, własne zdanie bez natychmiastowego wycofywania go, zrobienie czegoś tylko dlatego, że sprawia Ci to przyjemność. Dyskomfort zapewne się pojawi. To normalne, jeśli przez lata bezpieczeństwo kojarzyło Ci się z akceptacją innych. U mnie też się pojawiał i nadal się pojawia. Wolność od cudzej opinii nie polega przecież na tym, że nagle stajemy się odporne na wszystko i wszystkich. Dla mnie oznacza coś znacznie prostszego: mogę usłyszeć, co ktoś myśli, ale nadal zrobić to, co ja myślę i czego potrzebuję.
Kiedy dziś patrzę na zdjęcia z moich 40. urodzin, widzę szczęśliwą kobietę w stroju carycy, która z uśmiechem przemierza przyprószone śniegiem leśne knieje w otoczeniu znajomych, którzy w strojach dworzan świetnie się bawią. Przypominam sobie tę noc, gdy nogi bolały od tańca, i ogromną radość, która mi wtedy towarzyszyła. I wiesz co? Nie pamiętam, kto wtedy uznał, że to fanaberia. Nie pamiętam, kto się skrzywił i komu coś „nie pasowało”. Za to doskonale pamiętam to uczucie wolności i myśl, że chcę się tak czuć częściej.
Jeśli czujesz, że cudze głosy nadal są w Twojej głowie głośniejsze od własnego, czasem warto przyjrzeć się temu z kimś, kto pomoże je rozdzielić. W pracy indywidualnej i podczas warsztatów często właśnie od tego zaczynam: od pytań, które pozwalają zobaczyć, co naprawdę jest Twoje, a co przez lata brałaś za swoje.
Może warto pytanie „co ludzie powiedzą?” zamienić na: „co będę czuła, gdy znowu z siebie zrezygnuję?”
Autorka: Eliza Kamińska – trenerka mentalna specjalizująca się w komunikacji, relacjach, autentyczności oraz pracy z przekonaniami. Wspiera w budowaniu autorytetu opartego na wartościach, świadomym mówieniu o swoich kompetencjach i rozwijaniu pewności siebie. Łączy doświadczenie trenerskie z blisko 15-letnią praktyką w finansach oraz ponad 12-letnim doświadczeniem jako wspólniczka spółki cywilnej. Jest współautorką książki „Potęga Samodoskonalenia”. Prowadzi indywidualne sesje treningu mentalnego, warsztaty, szkolenia, prelekcje i programy rozwojowe.
Więcej informacji o działaniach Elizy znajdziesz na twojatrenerkamentalna.pl
Przypisy:
[1] YouGov, „Other people and us: how much do British people care and do they ‘fit in’?”, 2019.
[2] S.S. Dickerson, M.E. Kemeny, „Acute Stressors and Cortisol Responses: A Theoretical Integration and Synthesis of Laboratory Research”, Psychological Bulletin, 2004, 130(3), 355–391.
[3] D.C. Jack, L.R. Brody, J. Sikov, „Advancing the Next Generation of Research on Self-Silencing and Depression: A Narrative Review and Synthesis of Three Decades of Research”, Sex Roles, 2026, 92, art. 7.


