Dlaczego tak trudno postawić siebie na pierwszym miejscu i odważyć się na zmianę? – wywiad z Agnieszką Ciochoń

Dlaczego tak często stawiamy potrzeby innych ponad własnymi i pozwalamy, by ograniczające przekonania odbierały nam odwagę do działania? Jak rozpoznać, że miejsce, w którym jesteśmy, przestało nam służyć, i znaleźć siłę, by coś zmienić? Agnieszka Ciochoń, certyfikowana coachka ICF, mentorka kariery i pewności siebie, pomaga kobietom odkrywać schematy, które trzymają je w miejscu, i odzyskiwać wpływ na własne decyzje. W rozmowie opowiada o swojej drodze zawodowej, sygnałach świadczących o potrzebie zmiany oraz małych krokach, które pozwalają stopniowo budować życie w zgodzie ze sobą. Podpowiada również, jak odróżnić realne przeszkody od ograniczeń, które istnieją przede wszystkim w naszych przekonaniach.

Redakcja: W swojej pracy mówi Pani o przekonaniach, które potrafią skutecznie zatrzymać nas w miejscu. Zacznijmy jednak od Pani historii. Czy pamięta Pani moment, w którym po raz pierwszy zakwestionowała Pani to, co dotychczas uważała za oczywiste, i dopuściła do siebie myśl, że może żyć lub pracować inaczej?

Agnieszka Ciochoń: Tak, pamiętam to bardzo dobrze, bo to było jak uderzenie młotkiem. Byłam młodą, 22-letnią kobietą z przekonaniem, że powinnam służyć słabszym, i zaczęłam pracę w ośrodku dla chorych psychicznie. Codziennie z uśmiechem witałam współpracowników i pacjentów, pełna energii rozdawałam cały swój czas i uwagę. Aż pewnego dnia powoli zaczęła wkradać się do mnie irytacja. Coraz częściej, kiedy ktoś czegoś ode mnie chciał, czułam skurcz żołądka. Nic jednak nie mówiłam i zachowywałam się, jakby nic się nie zmieniło, za to zaczęłam zmieniać pracę, myśląc, że to pomoże. Nie pomagało. Było coraz więcej stresu, coraz więcej złości i płaczu po nocach. Nienawidziłam mojej pracy. Aż pewnego dnia, kiedy wychodziłam na wolontariat, powiedziałam na głos: „Boże, jak ja tam nie chcę iść!”. Na to mój mąż rzucił jakby od niechcenia: „Przecież ty nie masz do tego serca”. Wtedy właśnie dostałam młotkiem. Zatkało mnie. W jednej chwili uświadomiłam sobie, że ma rację. To wszystko nie było moje. Ktoś mi kiedyś wmówił, że tak ma wyglądać moja rola życiowa, i za tym poszłam. To był moment, kiedy podjęłam decyzję o zmianie ścieżki zawodowej i po paru miesiącach wylądowałam w korporacji.

Zmieniała Pani ścieżkę zawodową kilkakrotnie, a ostatnią zmianę pracy etatowej podjęła Pani w wieku bliskim 50 lat. Wiele kobiet w tym okresie życia myśli raczej o stabilizacji niż o zaczynaniu od nowa. Co sprawiło, że zdecydowała się Pani na zmianę i czego nauczyło Panią to doświadczenie?

Kiedyś, kiedy rządziły mną przekonania i nie potrafiłam słuchać swojego ciała, często robiłam coś, czego nie chciałam. Zupełnie nie przychodziło mi do głowy, że to może być przyczyną mojego ciągłego wkurzenia i wyżywania się na bliskich. Dopiero w czasie terapii zaczęło to do mnie docierać. Postanowiłam, że już nigdy nie zrobię nic, czego nie będę chciała. Oczywiście, jak w przypadku większości radykalnych decyzji, nie realizuję tego w 100%, jednak stałam się bardziej uważna na sygnały z ciała i kiedy czuję, że jest mi niewygodnie i źle, sprawdzam, co za tym stoi. Tak też było z moją poprzednią pracą, która okazała się zupełnie nietrafiona. Dawno nie czułam takiego stresu. Czara się przelała, kiedy pewnego razu zadzwonił do mnie szef i powiedział: „Aga, jest 12:00, a ty zrobiłaś 4 maile”. Tamtego dnia powiedziałam sobie: dość! Czego mnie nauczyło to doświadczenie? Że warto siebie znać. Znać swoje przekonania, mechanizmy obronne, a także sygnały, jakie daje nam ciało. Warto również podążać za tym, w czym czujemy się dobrze. Ponieważ praktykowałam to od lat, do głowy mi nawet nie przyszło, że może 50 lat to za dużo na kolejną pracę. Dla mnie było ważne, że tu jest mi źle i chcę iść gdzie indziej.

Nie każda kobieta, która jest niezadowolona z pracy, potrafi odróżnić chwilowy kryzys od sygnału, że naprawdę potrzebuje zmiany. Po czym możemy poznać, że pozostajemy w miejscu, które przestało być dla nas dobre, a nie tylko przechodzimy trudniejszy okres?

Odpowiedź będzie zapewne inna dla każdej z nas, jednak wskazałabym na pięć aspektów, które warto obserwować. Czas. Jak długo trwa stan kryzysowy? I niekoniecznie chodzi tu o konkretną liczbę dni. Raczej o poczucie, że trwa to za długo. Emocje. Przez większość czasu odczuwasz trudne emocje, np. smutek, irytację, złość, bezsilność czy tęsknotę. Jednocześnie nie potrafisz wskazać, co dokładnie wywołuje takie samopoczucie. Wypoczynek. Czy po urlopie wracasz z nową energią? Czy jednak coraz większy stres czujesz już w niedzielę na myśl o poniedziałku? Konkretne problemy. Czy jesteś w stanie odpowiedzieć na pytanie, co właściwie się zmieniło, że nagle czujesz się źle w miejscu pracy? Jeśli tak, to czy naprawa sytuacji przynosi efekt? Jeśli nie, przyczyna prawdopodobnie leży zupełnie gdzie indziej. Jeśli nie potrafisz wskazać konkretu, bardzo prawdopodobne jest, że to w tobie coś się zmieniło. Poczucie braku sensu. Coraz częściej czujesz, że to, co robisz, nic dla ciebie nie znaczy. Są również objawy wypalenia zawodowego, jednak lepiej przyjrzeć się każdemu kryzysowi i dojść do wniosku, że to przejściowe, niż przegapić moment, kiedy jeszcze można wyjść z niego bez pomocy lekarza.

Przekonania często kształtują się w dzieciństwie, pod wpływem rodziny, szkoły i otoczenia, a później towarzyszą nam przez całe dorosłe życie. Jakie przekonania najczęściej ograniczają kobiety w rozwoju zawodowym i osobistym? Czy może Pani podać przykłady zdań, które brzmią niewinnie, ale w rzeczywistości odbierają nam możliwość działania?

Tego jest cały worek, bez dna w dodatku. Myślę, że hitem numer 1 jest: „Nie jestem wystarczająco dobra”. W domu często rodzice byli rozczarowani naszymi ocenami. „A czemu nie piątka czy szóstka?”, „A Kasia to ma same piątki”. Nauczyciele dorzucali swoje trzy grosze. Pamiętam, jak córka moich znajomych była zadowolona ze swoich ocen, dopóki pani nie zaczęła czytać średnich ocen uczniów. Powoli uśmiech schodził z twarzy dziewczynki. Drugie w kolejce ustawiłabym: „Nie mogę myśleć o sobie, bo najpierw muszę zadbać o innych”. Wpajanie nam, że dbanie o siebie i swoje potrzeby jest egoizmem, który jest powszechnie potępiany, sprawiło, że potrzeby innych stawiamy na pierwszym miejscu. Często obserwowanie naszych mam podpowiedziało nam taki schemat: zawsze dla innych, bez własnego życia, marzenia zakopane głęboko. I trzecie zdanie to: „Nie wypada się wyróżniać i mówić o sobie dobrze”. Słynne „Siedź w kącie, a znajdą cię”, być może powtarzane w rodzinie. Albo uciszanie w szkole, kiedy miałaś inne zdanie. A kiedy się cieszyłaś z sukcesu, dostawałaś kubłem zimnej wody: „Raz ci się udało”, „I co się tak cieszysz?”, „Dziewczynka powinna być skromna”.

Wiele kobiet słyszy od najmłodszych lat, że powinny być odpowiedzialne, nie zawodzić innych, nie wychylać się i przede wszystkim zapewniać sobie bezpieczeństwo. Jak rozpoznać moment, w którym te pozornie dobre zasady przestają nas wspierać, a zaczynają ograniczać nasze decyzje?

Wrócę do tego, o czym już mówiłam wcześniej: warto obserwować swoje emocje i reakcje ciała oraz sprawdzać, czy te zdania wspierają nas w danej sytuacji, czy już nas ograniczają. Kiedy zaczynają być przeszkodą, pojawia się w nas napięcie i trudna emocja. Zostałam wychowana w pozornie bardzo wspierającym przekonaniu: „Musisz być samodzielna”. Otoczenie bardzo je wspiera, no i daje poczucie sprawczości oraz bezpieczeństwa, bo wiem, że w każdej sytuacji sobie poradzę. To przekonanie jednak stoi niebezpiecznie blisko innych: „Nie powinnaś prosić o pomoc” oraz „Nie powinnaś robić ludziom problemu”. A te często utrudniają nam życie. Kiedyś, podczas wejścia na Jagnięcy Szczyt, coraz bardziej zostawałam za grupą. Im szybciej próbowałam iść, tym większą czułam frustrację. W końcu zaczęłam się zastanawiać, po co tak pędzę, skoro przewodniczka i tak czeka na każdym skrzyżowaniu. Gnały mnie tam dwa przekonania: „Nie rób problemu” i „Nie okazuj słabości”. To one kazały mi udowadniać, że dam radę za wszelką cenę. Kiedy to zauważyłam, zwolniłam. I odetchnęłam. Dlatego warto obserwować swoje reakcje, bo wtedy łatwiej uwolnić się od przekonań, które nam przeszkadzają.

Agnieszka Ciochoń
Czasem to nie tylko nasze własne myśli, ale również ludzie, którymi się otaczamy, podtrzymują nas w przekonaniu, że nie damy sobie rady. Jak rozpoznać, czy obawy przed zmianą wynikają z realnych przeszkód, czy raczej z opinii i oczekiwań innych osób? I jak reagować, gdy bliscy nie wspierają naszych planów?

Nasi bliscy są bardzo dobrymi kierownikami ds. zarządzania ryzykiem. A konkretnie, specjalistami od znajdowania sytuacji zagrażających. Można to wykorzystać i naprawdę wziąć pod lupę to, co mówią, a następnie argument po argumencie potraktować jak przekonanie, które może nas wesprzeć lub odwieść od naszych planów. Jednak nie jako dyskusję. Zróbmy to dla siebie, w swoich głowach. Dodatkowo często trudno nam otwarcie zakwestionować opinie bliskich z obawy przed odrzuceniem. Dlatego nie mam jednej wskazówki dla wszystkich. Myślę, że dosyć bezpieczne zdanie mogłoby brzmieć tak: „Dziękuję, że się o mnie troszczysz, i rozumiem twoje obawy. Masz rację, sytuacje, o których mówisz, mogą się wydarzyć, jednak chcę spróbować. Chciałabym, żebyś mnie wspierał/a w tej decyzji, jednak jeśli jest ona dla ciebie nie do zaakceptowania, zrozumiem”. Jednak znając naszą rodzinę czy przyjaciół, możemy oszacować cenę, jaką przyjdzie nam zapłacić za pójście własną drogą. Jedni się obrażą, inni będą nam to wypominać przy każdej okazji, jeszcze inni będą udawać, że jest w porządku, ale ich mowa ciała będzie nam mówiła co innego. I czasami, jeśli chcemy realizować życie po swojemu, będziemy postawione przed takim wyborem.

Łatwo powiedzieć: „Zmień swoje przekonania i zacznij działać”. W praktyce nawet świadomość tego, co nas ogranicza, nie zawsze wystarcza. Jakie pierwsze kroki może podjąć kobieta, która wie, że tkwi w niesatysfakcjonującej sytuacji zawodowej, ale boi się wykonać ruch w nieznane?

Tak, to prawda, że świadomość nie wystarcza. Kiedyś usłyszałam od znajomej takie pytanie: „Czy psychoterapia coś daje oprócz tego, że już wiesz, dlaczego coś robisz?”. Jeśli nie zacznie się działać inaczej niż do tej pory, to faktycznie tak to wygląda. W sytuacji, kiedy lęk przed nieznanym nas wstrzymuje, polecam metodę tip-topów, czyli naprawdę malutkich kroczków, które wprowadzą w nasze życie bardzo niewielką zmianę, ale będzie to jednak krok naprzód. Zakładając, że wykonałyśmy już pracę u podstaw, czyli wiemy, że chcemy zmiany, znamy nasze przekonania i chcemy zadziałać inaczej, mniej więcej wiemy, w jakim kierunku chcemy iść, znamy swoje zasoby i wartości, brakuje nam tylko odwagi, żeby ruszyć. Zadajmy sobie pytanie: jaki najmniejszy krok mogę zrobić? Na przykład chcę być przewodniczką wysokogórską. Takim małym krokiem może być jeżdżenie na wycieczki i uczenie się tras czy rozpoznawania szczytów. Ten krok nic nam nie mówi o zmianie pracy, ale powoli wchodzimy w perspektywę przewodniczki. Z czasem możemy zabrać znajomych i pobawić się w przewodnika. Wciąż jesteśmy na etapie uprawiania naszego hobby, tylko powolutku zmieniamy perspektywę.

W swojej działalności pokazuje Pani, że możemy przyjrzeć się przekonaniom i świadomie zdecydować, czy nadal chcemy się nimi kierować. Jak odróżnić przekonanie, które warto zakwestionować, od realistycznej oceny własnej sytuacji? W końcu nie każda obawa jest bezpodstawna i nie każda zmiana musi być najlepszym rozwiązaniem.

To bardzo ważne pytanie. Daleka jestem od hasła: „Możesz wszystko”. Czasem przeszkody są obiektywne, jednak częściej cena za wybór drogi jest za wysoka i nie chcemy jej płacić. Dlatego warto każdej przeszkodzie przyjrzeć się z bliska. Przykładową realną przeszkodą jest brak pieniędzy. Możemy porzucić nasze plany z tego powodu albo zrobić jak Zuzanna Puchalska, podróżniczka, która, planując samotne przejście szlaku Te Araroa w Nowej Zelandii, najpierw policzyła potrzebny budżet, potem na całym świecie szukała pracy, która przyniesie jej takie pieniądze, po czym przez rok pracowała w Norwegii. Dla mnie najlepszą wskazówką jest właśnie koszt, jaki mam ponieść za spełnienie marzenia. Miałam koleżankę, która narzekała, że nie może schudnąć. Zrobiła to w końcu, ale musiała restrykcyjnie pilnować posiłków i bardzo dużo ćwiczyła. Kiedy ją zobaczyłam po kilku miesiącach, pomyślałam: „Łał, też bym chciała tak wyglądać”. A potem zadałam sobie pytanie: „Czy chcę żyć tak jak ona?”. No nie. Wszystko ma swoją cenę. Możemy ją zapłacić, pogodzić się z brakiem efektu albo poszukać tańszej wersji marzenia. Nie każdy potrzebuje Bentleya, czasem wystarczy Honda Jazz.

Coraz więcej kobiet myśli o własnej działalności, przebranżowieniu lub rozwijaniu dodatkowego projektu, ale nie chce od razu rezygnować ze stałego zatrudnienia. Pani również łączy etat z rozwijaniem się jako coachka, trenerka i mówczyni. Jak znaleźć w sobie odwagę, by zacząć coś nowego, a jednocześnie zadbać o poczucie bezpieczeństwa i nie brać na siebie zbyt wiele?

Praca na etacie daje nam bezpieczeństwo, więc się jej trzymamy. Odpada nam cały stres związany z lękiem, czy będą klienci, czy będziemy miały za co żyć, zapłacić ZUS i inne koszty. Kiedy zaczyna się własną działalność, warto mieć jak najmniej na głowie. Potrzebujemy w niej jak najwięcej miejsca, żeby powoli wnosić nowe meble. Tutaj znowu wrócę do małych kroków. Nawet jeśli mamy milion pomysłów w głowie, dobrze jest wybrać jeden i na nim się skupić. Ja zaczynałam od sesji online i tak ustawiałam kalendarz, żeby mieć czas też na życie. Żeby frustracja z przeciążenia pracą nie przewyższyła radości z robienia tego, co lubię. Później dołożyłam warsztaty. Doświadczyłam też przeciążenia związanego z budowaniem własnej marki w SM. Robiłam wszystko, czego uczyli mnie na kursie: posty, newslettery, rolki, aż w końcu rzuciłam tym wszystkim i zniknęłam na pół roku. Podniosłam się, ale postanowiłam, że nie będę się do niczego zmuszać. Dlatego myślę, że nie tyle o odwagę tu chodzi, ile o mądre rozplanowanie wszystkich aktywności, żeby się nie zniechęcić, i stopniowe ich rozszerzanie. Trochę jak praca z psem: przechodzimy do następnego etapu, kiedy czujemy się pewnie w obecnej sytuacji.

Wiele kobiet po 40. czy 50. roku życia obawia się, że na zmianę jest już za późno, a ich dotychczasowe doświadczenie zawodowe nie będzie miało większego znaczenia w nowej branży. Co powiedziałaby Pani kobiecie, która marzy o nowym początku, ale uważa, że wiek, dotychczasowa kariera lub brak odpowiednich kwalifikacji ją dyskwalifikują?

Jest bardzo proste ćwiczenie, od którego można zacząć. Zrobiłam je z klientką, która przez 2 lata pracowała w szpitalu, 7 lat była kierowczynią autobusu, 10 lat pracowała w schronisku dla zwierząt, z czego część jako koordynatorka i inspektorka, i twierdziła, że nie ma żadnego doświadczenia i nic nie potrafi. Wrzuciłyśmy więc jej stanowiska do ChatGPT z prośbą o wypisanie wszystkich umiejętności i zasobów, które można zdobyć w tych zawodach. Lista była imponująca. Poprosiłam klientkę, żeby ją przeczytała i wykreśliła to, czego nie potrafi lub z czym się nie zgadza. Nic nie wyrzuciła. To bardzo otwierające oczy ćwiczenie. Poza tym, oceniając swoje umiejętności, kobiety zdają się zapominać o swojej prywatnej odsłonie, a tu również zdobywają doświadczenie. Jakie umiejętności ma kobieta, która potrafi ogarnąć trójkę dzieci, zorganizować superwakacje czy pięknie obciąć własnego psa? A jak zdobywa się doświadczenie? Ano, żyjąc. Im dłużej żyjemy, tym większe doświadczenie. Wiek zatem działa na naszą korzyść.

Prowadzi Pani warsztaty o przekonaniach, pracuje indywidualnie z kobietami w formule coachingu i mentoringu, a także coraz śmielej wkracza na scenę jako mówczyni. Jak może wyglądać praca nad przekonaniami w praktyce i z jakiego wsparcia mogą skorzystać u Pani kobiety, które chcą odzyskać pewność siebie, odważyć się na zmianę lub zacząć żyć bardziej w zgodzie ze sobą? Czy może Pani opowiedzieć, jak dobiera Pani formę pracy do potrzeb uczestniczek?

W czasie wystąpień trwających 45–60 minut opowiadam o przekonaniach, ilustrując je historiami z własnego życia. Zależy mi jednak, aby uczestnicy wyszli nie tylko z inspiracją, ale także z konkretnym narzędziem, dlatego pokazuję 5 kroków do zmiany przekonań. Ta część jest interaktywna i wspólnie przechodzimy przez kolejne etapy na przykładach. Warsztaty przebiegają podobnie, ale są wzbogacone o ćwiczenia pogłębiające temat. Na zakończenie uczestnicy pracują nad własnym przekonaniem i tworzą plan pierwszego małego kroku do zmiany. Sesje indywidualne to zwykle proces obejmujący 6–8 spotkań. Zaczynam od poznania klientki, wspólnie określamy cel oraz identyfikujemy przekonania, które utrudniają zmianę. Sprawdzamy także, czy żyje ona w zgodzie ze swoimi wartościami. Następnie szukamy zasobów, mocnych stron i obszarów do rozwoju. Dopiero wtedy weryfikujemy cel i tworzymy plan małych kroków. Korzystam z różnych ćwiczeń, dobierając je do osobowości i preferencji klientki. Najważniejsza praca odbywa się jednak między sesjami, ponieważ każde spotkanie kończy się zadaniem wspierającym proces zmiany.

Na koniec chciałabym zaprosić nasze czytelniczki do krótkiego ćwiczenia. Gdyby każda kobieta miała dziś zadać sobie trzy pytania, które pomogłyby jej sprawdzić, czy żyje i pracuje w zgodzie ze sobą, jakie pytania by Pani zaproponowała? I od jakiego jednego, nawet niewielkiego kroku warto zacząć, by stopniowo odzyskiwać wpływ na własne decyzje?

Pierwsze, jakie od razu przyszło mi do głowy, to: „W jakich momentach czuję najwięcej energii, radości i poczucia sensu?”. Następnie: „W jakich sytuacjach czuję trudne emocje, stres i poczucie, że nie chcę tu być?”. I trzecie: „Jakie mam myśli w głowie w obu powyższych sytuacjach?”. To pytanie pomoże zidentyfikować pierwsze przekonania, które nami kierują. Jeden mały krok, który można zrobić już dziś: weź pod lupę pierwszą trudną sytuację, która przyszła ci do głowy w poprzednim ćwiczeniu. Z jednej strony wypisz emocje, jakie wtedy czułaś, oraz myśli, jakie ci towarzyszyły, a z drugiej emocje, jakie chciałabyś odczuwać, i myśli, jakie chciałabyś mieć. Noś tę kartkę ze sobą i czytaj ją czasami. Sprawdź, co się w tobie zadzieje, kiedy podobna sytuacja się powtórzy.


Wywiadu udzieliła: Agnieszka Ciochoń – certyfikowana coachka ICF, mentorka kariery i pewności siebie oraz trenerka, która pomaga kobietom rozpoznawać ograniczające przekonania i odważniej podejmować decyzje dotyczące własnego życia. Prowadzi sesje coachingowo-mentoringowe, warsztaty oraz wystąpienia publiczne, podczas których pokazuje, jak uwolnić się od schematów utrudniających zmianę. Sama kilkakrotnie zmieniała ścieżkę zawodową, a po 50. roku życia rozwija się jako coachka, trenerka i mówczyni, łącząc te aktywności z pracą na etacie w korporacji. Swoim doświadczeniem udowadnia, że na nowy początek nigdy nie jest za późno. Inspiruje kobiety do tego, by przyglądały się swoim przekonaniom, odkrywały własne możliwości i odważniej żyły na własnych zasadach. Współautorka książki „Przełom” m.in. z Brianem Tracy i Sebastianem Kotowem.

Więcej informacji o działaniach Agnieszki znajdziesz na LinkedIn oraz na stronach internetowych:

www.wlasnymkrokiem.pl
www.wlasnymkrokiempl.my.canva.site/mojadroga-odwaga-zyciepozmianie

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *