Asertywność kobiet w pracy i biznesie. Jak przestać bać się oceny i uwierzyć w siebie? – Wywiad z Alina Nonas

Dlaczego nawet kompetentne i doświadczone kobiety często wątpią we własne możliwości, boją się oceny i mają trudność z mówieniem o swoich osiągnięciach? Alina Nonas, coach i mentorka rozwoju zawodowego kobiet, przekonuje, że pewność siebie nie musi oznaczać braku wątpliwości, a asertywność to znacznie więcej niż umiejętność mówienia „nie”. W rozmowie opowiada o wychodzeniu z roli „grzecznej dziewczynki”, odwadze do budowania własnej drogi zawodowej i życzliwości wobec samej siebie. Podpowiada również, jak przestać uzależniać swoją wartość od opinii innych i zacząć odważniej mówić o tym, co potrafimy.

Redakcja: Wiele kobiet jest kompetentnych, doświadczonych i dobrze wykonuje swoją pracę, a mimo to wciąż zastanawia się, czy są wystarczająco dobre. Skąd bierze się ten rozdźwięk między tym, co naprawdę potrafimy, a tym, jak postrzegamy własne kompetencje?

Alina Nonas: Sama bardzo dobrze znam ten rozdźwięk. Można dużo robić, być odpowiedzialną i doświadczoną, a w środku nadal pytać: „Czy ja na pewno robię to dobrze?”. Wynika to z faktu, że wiele z nas od małego uczono, iż na pochwałę trzeba zasłużyć, a błędy są czymś złym. Za dobre rzeczy była cisza, a za potknięcia… natychmiastowe wytykanie. Z tego powodu przez lata ja także opierałam pewność siebie na opinii innych: zespołu, szefa czy klientów. Pochwała dawała mi poczucie wartości, za to krytyka od razu budziła wątpliwości. Dochodzi do tego ciągłe porównywanie się do sukcesów innych osób, bez dostrzegania ich własnych lat niepewności.

W efekcie zbieramy dyplomy i kolejne kursy, a w głowie i tak zagnieżdża się syndrom oszusta: „A co, jeśli ktoś uzna, że nic nie umiem?”. Na etacie przynajmniej szef wskazuje kierunek. We własnej firmie fundamentem staje się wiara w siebie, niezwykle trudna, gdy dotąd polegałyśmy wyłącznie na ocenach z zewnątrz. Bez niej tracimy dostęp do świadomości własnych kompetencji. Dlatego dziś nie pytam już: „Jak podnieść pewność siebie?”, ale: „Na czym ją buduję?”. Chcę, żeby kobiety potrafiły powiedzieć: „Wiem, co umiem. Wiem też, czego jeszcze nie umiem. I jedno ani drugie nie odbiera mi wartości ani na chwilę”.

Mówi Pani o życzliwej asertywności. To określenie jest bardzo ciekawe, bo asertywność często kojarzymy przede wszystkim z umiejętnością powiedzenia „nie”. Czym w Pani rozumieniu jest życzliwa asertywność i dlaczego równie ważne jak „nie” może być powiedzenie „tak” własnym potrzebom, pomysłom i decyzjom?

Ten temat jest mi wyjątkowo bliski, bo sama przez lata rozumiałam asertywność głównie jako stawianie twardych granic. Od kilku lat patrzę na to zupełnie inaczej. Większości z nas asertywność kojarzy się z głośnym, wręcz powiedziałabym, chłodnym „nie”. Moje klientki często boją się, że stając przy swoim, staną się niemiłe, odepchną kogoś albo wywołają kłótnię. Tymczasem potrafić powiedzieć „nie” to tylko połowa sukcesu. Równie ważne, a często znacznie trudniejsze, jest wypowiedzenie wyraźnego „TAK” samej sobie: „Tak, chcę tego”, „Tak, to mój pomysł”, „Tak, idę tą drogą”, „Tak, to JA tego dokonałam”. I to bez ciągłego tłumaczenia się czy przepraszania za to, że w ogóle mamy jakieś potrzeby lub zdolności.

Kobiety z natury bywają ogromnie życzliwe i opiekuńcze dla świata. Dbają o wszystkich wokół, uważają, żeby nikogo nie urazić ani nie rozczarować, a na końcu tej kolejki stawiają same siebie. Dla mnie „życzliwa asertywność” to po prostu połączenie stanowczości z empatią i szacunkiem zarówno do drugiego człowieka, jak i do siebie. Można dbać o swoje granice i wciąż być dobrym, ciepłym człowiekiem. Moje klientki już to poznały w trakcie Akademii Śmiałego Startu.

Gdy mówisz komuś „nie”, na przykład klientowi, który oczekuje Twojej pracy za darmo, tak naprawdę mówisz potężne „TAK” swojemu czasowi, rodzinie, zdrowiu, pieniądzom i marzeniom. To nie jest egoizm. Po prostu nareszcie wybieramy również… SIEBIE. Rola „grzecznej dziewczynki” kończy się zazwyczaj ogromnym zmęczeniem, brakiem pieniędzy i brakiem awansów. Wiem to z autopsji, bo sama byłam w tym miejscu przez lata. Nie przestałam być miła czy empatyczna. Po prostu nauczyłam się chronić te cechy przed manipulacją i zarządzać nimi tak, by nikt mnie nie wykorzystywał.

Na etacie taka kobieta bierze obowiązki za innych, zostaje po godzinach i wstydzi się poprosić o podwyżkę. Przechodząc na swoje, wchodzi w tę samą pętlę: pracuje po nocach za grosze, daje darmowe próbki usług, wstydzi się wystawić fakturę czy przypomnieć o przelewie i robi dziesiątki bezpłatnych poprawek ze strachu, że ktoś się obrazi. Mechanizm zostaje ten sam, zmienia się tylko osoba, u której szukamy akceptacji. Zamiast rodziców pytamy szefa, partnera czy klientów: „Czy na pewno nikogo nie uraziłam?”, „Czy mogę poprosić o więcej za moje umiejętności?”. Kobieta może prowadzić firmę, a jednak wciąż panicznie potrzebować aprobaty. Zgadza się na wszystko kosztem rodziny, odpowiada na maile przy dzieciach i zaniża ceny.

Najtrudniejsze jest to, że uważamy to za zwykłe „bycie pomocną”. Jednak bycie dobrą w swoim fachu nie oznacza robienia wszystkiego dla każdego w zamian za ciągłą „możliwość zbierania doświadczenia”. Granica między życzliwością a rezygnowaniem z siebie bywa cienka, ale można stawiać ją ciepło i zdecydowanie.

Lęk przed oceną potrafi skutecznie powstrzymywać przed zmianą. Kobieta może wiedzieć, że chce odejść z etatu, założyć firmę, podnieść ceny albo zacząć pokazywać się w internecie, ale jednocześnie myśleć: „Co inni powiedzą?”. Jak pracować z takim lękiem, zamiast pozwalać mu decydować za nas?

Pamiętam momenty, kiedy sama pytałam siebie: „A co, jeśli to się nie uda?”. Zanim odeszłam z etatu, przepracowałam tam dziewięć lat. Miałam stabilność, świetnych ludzi wokół, z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. Mimo to w środku czułam ogromną niezgodę, która objawiała się wybuchami frustracji. Dziś wiem jedno: z lękiem przed oceną warto się spotkać, ale za nic w świecie nie oddawać mu steru, bo jeśli pozwolisz, by to on Cię prowadził, popłyniesz nie całkiem tam, dokąd chciałabyś dotrzeć.

Gdy dopada nas myśl: „Co ludzie powiedzą, jak mi nie wyjdzie?”, zadaj sobie jedno pytanie: „A co, jeśli Ci wyjdzie? Czy ci ludzie zapłacą pod koniec miesiąca Twoje rachunki?”. Odpowiedź z reguły brzmi: absolutnie nie. Sama urodziłam się z wadą serca i przeszłam dwie operacje. Na co dzień tego nie widać, ale wiem, jak to jest, gdy w środku coś „zgrzyta”. Z naszym strachem jest tak samo.

Warto zadać sobie pytanie: „Czy boję się konsekwencji tej decyzji, czy bardziej tego, co ktoś o mnie pomyśli?”. Ten lęk nie zniknie całkowicie. Chodzi o to, by nami nie sterował. Nie mamy wpływu na cudze opinie, tak jak na stole operacyjnym nie miałam wpływu na umiejętności lekarzy. Decydujemy jednak, co zrobimy po ich usłyszeniu i czy pozwolimy, by wpłynęły na to, jak kreujemy własne życie.

Alina Nonas
Pani własna droga zawodowa również nie była historią nagłego rzucenia wszystkiego i pójścia za marzeniem. Przez dziewięć lat pracowała Pani na etacie w hotelarstwie, a decyzję o odejściu poprzedziło między innymi budowanie finansowego zabezpieczenia. Co ta droga nauczyła Panią o odwadze zawodowej i podejmowaniu decyzji w zgodzie ze sobą?

Moja historia rzeczywiście nie wyglądała tak: „Pewnego dnia obudziłam się, powiedziałam, że będę coachką, rzuciłam pracę i wszystko się ułożyło”. Wręcz przeciwnie. Przez dziewięć lat pracowałam w hotelarstwie. Zaczynałam na recepcji SPA, a kończyłam na stanowisku liderki tej recepcji. To była świetna szkoła pracy z ludźmi, odpowiedzialności, asertywności, pracy ze standardami marki i zarządzania.

Z czasem zaczęłam jednak czuć coraz większą niezgodę i wiedziałam, że chcę czegoś innego. Zanim jeszcze podjęłam decyzję o odejściu, założyłam konto o nazwie „Wolność zawodowa”. Przez rok odkładałam tam pieniądze bez konkretnego planu. Chciałam po prostu mieć bezpieczeństwo. Ostatecznie te środki pozwoliły mi opłacać koszty prowadzenia firmy, takie jak ZUS i księgowość, przez blisko rok od rozpoczęcia działalności.

We wrześniu 2023 roku złożyłam wypowiedzenie. Dałam sobie parę dni po urlopie, by sprawdzić, czy to aby nie chwilowe zmęczenie, ale wystarczyły dwa dni w pracy, bym przyniosła dokument. Decyzja dojrzewała we mnie długo. Dzięki temu przygotowaniu, gdy w sierpniu 2024 roku otworzyłam własną działalność, miałam spokój i nie panikowałam, za co opłacę rachunki. Dla mnie odwaga to nie jest ślepy skok w przepaść. Odwaga to mądre, spokojne i odpowiedzialne przygotowanie się do zmiany.

Dziś pracuje Pani z kobietami, które chcą rozwijać własną markę, wejść do świata online, zmienić swoją sytuację zawodową albo po prostu zacząć głośniej mówić o tym, co potrafią. Z czym najczęściej przychodzą do Pani kobiety, które z zewnątrz wydają się gotowe na zmianę, ale wewnętrznie wciąż się powstrzymują?

Bardzo często słyszę: „Ja właściwie wiem, co chcę robić. Tylko…”. No i po tym „tylko” pojawia się cała lista: „Tylko nie wiem, w czym jestem dobra”, „Tylko nie wiem, jak to ubrać w słowa i publikować”, „Tylko boję się, że nikt tego nie będzie chciał”, „Tylko trzeba być ekspertem, a ja się nim nie czuję, bo to tylko moja pasja”. To są kobiety, które często naprawdę dużo już mają. Mają doświadczenie, wiedzę, zawód, pomysł. Przychodzą z ogromnym bałaganem w głowie. Z zewnątrz wyglądają na mądre, ogarnięte kobiety z ogromnym doświadczeniem. Ale w środku panuje chaos myśli: „Chcę czegoś więcej, ale nie wiem, od czego zacząć. Nie wiem, w czym jestem naprawdę dobra i jak to poukładać”. Bo czym innym jest pracować dla kogoś i wykonywać polecenia, a czym innym wziąć ster we własne ręce. Pomagam im poukładać ten bałagan w prosty plan i odzyskać spokój. I właśnie dlatego w mojej pracy łączę rozwój zawodowy z pracą nad pewnością siebie, sprawczością i życzliwą asertywnością. Bo sama strategia nie wystarczy, jeśli kobieta nie czuje, że może stanąć za tym, co stworzyła, i tego bronić.

Szczególnym wyzwaniem dla wielu kobiet jest pokazanie się w internecie. Wiedzą, czym się zajmują, mają doświadczenie i wiedzę, ale kiedy trzeba nagrać rolkę, napisać post czy opowiedzieć o swojej ofercie, pojawia się blokada. Dlaczego tak trudno jest nam mówić o własnych kompetencjach i wartości?

Bo dopóki robimy coś za kulisami, czujemy się bezpiecznie. Mówienie publicznie otwiera nas na ocenę. Wielu moim klientkom powtarzano w dzieciństwie: „Nie chwal się”, „Samochwała w kącie stała”, „Jak ktoś ma cię znaleźć, to znajdzie”. Wtedy ja pytam: „Ale jak mają cię znaleźć, skoro nie wiedzą, że istniejesz, gdzie szukać ani co tworzysz?”. Sama to znam. Co innego sesja indywidualna, a co innego stanąć przed kamerą. A pierwsze transmisje na żywo? To był kosmos. To wymaga zupełnie innej odwagi.

Kobiety łatwiej opowiadają o kompetencjach koleżanki czy siostry niż własnych. Potrafią powiedzieć: „Ona jest w tym świetna”, ale gdy trzeba powiedzieć: „Ja naprawdę się na tym znam”, pojawia się skrępowanie, a wręcz zawstydzenie. Do tego dochodzi lęk o wygląd czy głos. Chciałabym, żeby chociaż jedna kobieta po tym wywiadzie uwierzyła, że ludzie w internecie nie szukają idealnych, sztucznych panów i pań z telewizji. Szukają prawdziwych, dobrych ludzi, którym mogą zaufać.

Pokazuję kobietom, jak mówić o sobie w prosty sposób, bez udawania kogoś innego. Lubię też zamieniać pytanie: „Jak wypadnę?” na: „Co mogę dać osobie, która będzie to czytać lub oglądać?”. To całkowicie zmienia perspektywę. Pamiętajmy, że wiele marek nie powstało w jeden dzień, od razu z pełnym wyposażeniem marketingowym od A do Z czy wielką listą klientów gotowych do zakupu. Dlatego zarówno budowanie firmy, jak i świadomości własnych kompetencji czy wartości to proces rozwoju.

Stworzyła Pani dwie ścieżki pracy: Akademię Śmiałego Startu i Akademię Odwagi Zawodowej. Czym różnią się potrzeby kobiet, które dopiero chcą zbudować własną drogę zawodową, od tych, które już działają, ale czują, że potrzebują większej pewności siebie, sprawczości i swobody w komunikacji?

Pomysł na dwie Akademie pojawił się stąd, że kobiety mają podobne pragnienie zmiany, ale są na zupełnie różnych etapach. Najpierw budują śmiałość do wybranego przez siebie kierunku rozwoju, na przykład zawodowego, lub rozwijają konkretne umiejętności, a potem nabierają odwagi do wejścia na kolejny poziom.

Akademia Śmiałego Startu jest dla kobiet, które dopiero budują swoją drogę. Mogą być na etacie, myśleć o świecie online, własnej marce czy tworzeniu contentu. Potrzebują poukładać plan, ale też zacząć bardziej ufać sobie i swoim decyzjom. Akademia pomaga również kobietom, które marzą o tym, by być asertywne bez utraty życzliwości i bez ciągłego tłumaczenia się ze swoich wyborów.

Akademia Odwagi Zawodowej to kolejny krok, prawdziwy „level up”. Jest dla kobiety, która już działa lub wie, co chce robić, ale nie przyciąga do siebie tylu klientów, ilu by chciała. Jej komunikacja wciąż nie oddaje pełni jej wartości i właśnie ten obszar potrzebuje dopracowania. To Akademia dla kobiety, która chce uporządkować swój content i przekaz, nauczyć się opowiadać o sobie i swojej firmie, doskonalić autoprezentację i działać magnetycznie, w zgodzie z własnym flow.

Dlatego wszystko zaczynam od bezpłatnego, 45-minutowego Spotkania Możliwości online. Słucham, z czym moja rozmówczyni do mnie przychodzi, i dopiero wtedy wspólnie ustalamy, czy to moment na współpracę i która ścieżka będzie dla niej najlepsza.

Efekty pracy nad pewnością siebie czy asertywnością nie zawsze są spektakularne i łatwe do pokazania w mediach społecznościowych. Czasem sukcesem jest po prostu to, że kobieta po raz pierwszy stawia granicę klientowi albo mówi, czego naprawdę potrzebuje. Po czym poznaje Pani, że taka wewnętrzna zmiana rzeczywiście się wydarzyła?

Poznaję to po oczach, uśmiechu klientki i po tym, jak nagle zaczyna mówić ze spokojem w głosie. Największym sukcesem jest moment, kiedy klientka pisze do mnie: „Alina! Klient chciał coś ode mnie za darmo, a ja odpisałam, ile to kosztuje. Zgodził się i jeszcze podziękował, że będzie mieć z głowy!”. Poznaję to po tym, że schodzi z niej stres. Zaczyna mówić o swojej pracy z dumą, uśmiechem i bez „przepraszania, że żyje”, „przepraszam, że o czymś marzę” czy „przepraszam, że chcę wynagrodzenie”. Czasami mówi coś niepozornego: „Powiedziałam, że nie mogę tego zrobić” albo „Powiedziałam, ile naprawdę kosztuje moja praca”, i dodaje: „I wcale nie czułam takiego stresu jak wcześniej”.

Dla mnie i dla nich to ogromna rzecz. Jeśli kobieta kiedyś po takiej sytuacji przez trzy dni analizowała, czy dobrze zrobiła, czekając z zegarkiem w ręku jak na szpilkach na odpowiedź i bojąc się otworzyć maila, a teraz po prostu podejmuje decyzję i idzie dalej, przy okazji zaglądając, czy coś przyszło, to znaczy, że coś ogromnie się w niej zmieniło. Nie zawsze mogę pokazać takie historie w internecie, bo część klientek nie działa w mediach społecznościowych albo ich zmiany dotyczą prywatnego życia. Dlatego uważam, że efekty nie muszą być „instagramowe”. Czasami największym sukcesem jest po prostu powiedzenie ze spokojem: „Nie, tego nie chcę”, albo wybrzmienie własnego „tak” dla swoich marzeń.

Gdyby miała Pani powiedzieć coś kobiecie, która od dawna czuje, że chce innego życia zawodowego, ale wciąż odkłada decyzję, bo boi się, że nie jest jeszcze wystarczająco dobra, gotowa albo odważna, co chciałaby jej Pani powiedzieć?

Powiedziałabym jej krótko i dosadnie: jeśli będziesz tak długo czekać na efekt, pozostając w bezruchu, to po prostu się nie doczekasz albo się zestarzejesz i nadal będziesz czekać. Moment, w którym poczujesz się w 100% pewna siebie, może naprawdę długo nie nadejść, bo pewność siebie nie rodzi się w głowie ani w wyniku nadmiernej analizy. Większość moich klientek mówi na początku, że najpierw potrzebna jest im pewność. Ale to odwaga, by zobaczyć w sobie więcej niż to, co Ci wmówiono i co zaprogramowano w Twojej głowie na Twój temat, a także śmiałość i decyzje o działaniu, budują pewność siebie. Dopiero gdy zrobisz chociaż jeden krok poza swoją obecną strefę komfortu, pewność siebie zaczyna za nim podążać. Krok po kroku, jak kaczuszki za mamą.

Dlatego nie szukaj perfekcji i nie pytaj siebie, czy już jesteś wystarczająco dobra, prywatnie czy zawodowo. Nikt nie wie wszystkiego od razu. To iluzja. Jednak działając, z każdym dniem będziesz po prostu coraz lepsza. Praktyka daje sprawczość, a ciągłe rozmyślanie zabiera Ci energię i czas. Strach i ciekawość mogą iść ze sobą w parze. A czy pamiętasz, jak to jest być ciekawą, doświadczać zamiast się obawiać?


Wywiadu udzieliła: Alina Nonas – jest magistrem Public Relations, coachem i mentorką rozwoju zawodowego kobiet, specjalizującą się w życzliwej asertywności. Przez 9 lat pracowała w hotelarstwie, rozwijając kompetencje liderskie, a w 2024 roku założyła własną działalność, by wspierać kobiety w budowaniu zawodowej niezależności. Pomaga kobietom wzmacniać pewność siebie, poczucie własnej wartości i sprawczość, rozwijać własną markę, działać w świecie online oraz odważniej komunikować swoje kompetencje i ofertę. Stworzyła dwa indywidualne procesy rozwojowe: Akademię Śmiałego Startu oraz Akademię Odwagi Zawodowej. W swojej pracy łączy rozwój zawodowy z nauką życzliwej asertywności, rozumianej nie tylko jako umiejętność mówienia „nie”, ale również odwaga do mówienia „tak” własnym potrzebom, decyzjom i marzeniom. Ma za sobą ponad 370 godzin indywidualnej pracy z klientkami i kontynuuje rozwój, studiując podyplomowo coaching i psychologię biznesu.

Więcej informacji o działaniach Aliny znajdziesz na www.alinanonas.pl oraz na Instagramie i Facebooku.

Umów się na bezpłatne Spotkanie Możliwości TUTAJ.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *