Od Ofiary do Bohaterki swojego życia – Wywiad z Magdaleną Smolińską
Każda z nas może stać się bohaterką swojego życia – nawet po najtrudniejszych doświadczeniach, stratach i chorobach. Magdalena Smolińska przeszła tę drogę osobiście i dziś pokazuje kobietom, jak przemienić cierpienie w siłę, odzyskać wewnętrzną moc i żyć w zgodzie z intuicją. Poprzez Klucze Genowe, ceremonie Cacao, muzykę i rytuały codzienności uczy, jak wyjść z roli ofiary i stać się autorką własnej historii.
Redakcje: Przeszłaś wiele trudnych doświadczeń: choroby, straty, rozstania. Jak te wydarzenia wpłynęły na Twoje życie i sposób, w jaki dzielisz się wiedzą z innymi?
Magdalena Smolińska: Tak. Przeszłam przez wiele trudnych doświadczeń i teraz widzę, że to właśnie one przyniosły mi całą wiedzę, którą się dzielę.
Dzięki różnym chorobom, na które nie działały żadne leki, oraz hospitalizacjom natrafiłam na totalną biologię. Według niej każda choroba ma przyporządkowany tzw. konflikt emocjonalny. Dzięki temu można dotrzeć do sytuacji, w której doszło do zablokowania emocji, a te następnie przekształciły się w schorzenie. Docierając do źródła, możemy więc uwolnić przyczynę, a nie zajmować się jedynie objawami chorób.
Dzięki temu, że życie wielokrotnie niweczyło moje plany, nauczyłam się, że jest coś więcej niż moje ego i podszepty umysłu. Zaczęłam słuchać głosu intuicji, serca, i dawać się mu prowadzić. To powoduje, że mogę otrzymywać znacznie więcej, niż mogłam sobie wyobrazić, i pozwalać się zaskakiwać tym, jakie piękne plany ma dla mnie życie. Dostrzegam też, jak mnie wspiera w odkrywaniu moich darów i dzieleniu się nimi ze światem. Na przykład nie zdałam egzaminów na studia, po czym okazało się, że wylądowałam na zupełnie innym kierunku niż planowałam. Najciekawsze jest to, że po czasie okazał się on moją pasją i miłością, a sama na pewno bym go nie wybrała.
Dzięki temu, że życie było tak trudne i powtarzalne, a ludzie wokół tak nieszczęśliwi, czułam, że musi być coś więcej. Że to niemożliwe, abyśmy byli na tej planecie tylko po to, by w kółko pracować, bać się, że będziemy mieli za mało pieniędzy, jeść, spać i przeżywać dramaty. Zaczęłam więc szukać głębszego sensu i natrafiłam na różne mapy pokazujące, po co każdy z nas tu jest i co ma do zrobienia.
Dzięki temu, że traciłam ludzi, nauczyłam się, że życie jest bardzo przemijalne i nieprzewidywalne oraz że nie da się go kontrolować, przewidzieć ani tak naprawdę zabezpieczyć przed bólem.
Dzięki wielu relacjom, w których zatracałam siebie, nauczyłam się, jak wracać do ciała, czucia emocji, bycia w kontakcie ze sobą i swoimi potrzebami oraz jak je zaspokajać.
Dzięki ogromowi cierpienia zaczęłam szukać sposobów wyjścia z niego oraz wiedzy, która pomogła mi wziąć za siebie odpowiedzialność i z ofiary stać się bohaterką swojego życia.
Co to znaczy przejść od Ofiary do Bohaterki swojego życia?
To znaczy przemienić sposób, w jaki patrzy się na życie. Przestać widzieć je z pozycji ofiary okoliczności i wszystko, co się dzieje, traktować jako dar, poprzez który życie chce nam coś pokazać. Na przykład to, jak ktoś nas traktuje, można zobaczyć jako odbicie tego, jak traktujemy same siebie, i zacząć wprowadzać zmiany wewnątrz, bo to tam wszystko się zaczyna. Kiedy czynimy zmiany w sobie, zmienia się również świat na zewnątrz. Odwrotnie już pewnie wiemy, że to nie działa. Możemy przez lata chcieć kogoś zmienić, ratować i nic z tego nie wynika.

W jaki sposób prowadzisz tą drogą inne kobiety?
Robię to na kilka sposobów. Poprzez sesje indywidualne, Klucze Genowe, Rytuał Przejścia, ceremonie Cacao, koncerty, rękodzieło.
Czego mogą doświadczyć kobiety, przychodząc do Ciebie na indywidualne sesje uzdrawiania?
Transformacji, uwolnienia ciężaru, powrotu miłości i lekkości, chęci do życia. Na taką sesję można przyjść, również online, dosłownie z każdym problemem. Z tym, co uwiera, męczy, z czym nie wiadomo, co zrobić. Można przyjść, będąc w relacji i borykając się z pytaniem, czy zostać, czy odejść. Można przyjść w trakcie rozstania lub po nim.
Ja, zadając pytania, zaczynam widzieć, co się dzieje, gdzie jest blokada lub przekonanie, które blokuje albo stwarza sytuacje powtarzające się w kółko. Zaczynamy zajmować się tym, co wydaje się najbardziej palącym problemem. Robimy to poprzez rozmowę, a potem udajemy się w prowadzoną przeze mnie podróż wewnętrzną, w której można bardzo dużo poczuć, zobaczyć, zrozumieć i uwolnić.
Znajdujemy też rzeczy, które warto wprowadzić do codzienności, aby utrwalić zmianę. Na przykład jeśli jest trudność w stawianiu granic, będziemy to ćwiczyć. Jeśli w ciele jest mnóstwo upchanych emocji, będę wspierała i uczyła Cię, jak je uwalniać. Jeśli zostawiłaś siebie na rzecz relacji, będziemy pracować nad powrotem do czucia siebie, swoich potrzeb i dbania o nie. Jeśli aktywne są rany z dzieciństwa, będę uczyła Cię, jak nawiązać relację z wewnętrznym dzieckiem i dawać mu to, czego potrzebuje, itd. Przykładów jest mnóstwo, bo naprawdę mamy co robić.
Czym są Klucze Genowe, jak działają i jak wspierają we wprowadzaniu praktycznych zmian w codzienności?
Klucze Genowe to mapa pokazująca, co mamy do zrobienia w tym życiu, jakie mamy trudności, cienie i dary, które z nich płyną. Zaczęłam z nimi pracować, ponieważ bardzo uciekałam przed swoimi cieniami, czyli tym, co nieuświadomione. A to, co nieuświadomione, kieruje naszym życiem i wyborami w sposób schematyczny i powoduje zachowania, których nie chcemy, nie lubimy i za które się wstydzimy. Wypierałam je, a one wracały ze zdwojoną siłą i przejmowały nade mną kontrolę.
Klucze Genowe oraz podejście, jakie zaleca ich twórca Richard Rudd, traktują cień jako żyzną glebę, niezbędny kompost do tego, aby mogły rozkwitnąć nasze dary. To zmieniło dla mnie wszystko. Pozwoliło mi zaakceptować siebie i rzeczywiście zacząć przejawiać dary płynące z moich Kluczy. W praktyce oznacza to, że dzięki tej mapie możemy w codziennym życiu wyłapywać momenty, w których zaczynamy zachowywać się schematycznie i niekonstruktywnie. Możemy się zatrzymać i zamiast rozpętać kolejną kłótnię, zachować się inaczej. Możemy wyplątać się ze starych, niekorzystnych zachowań i myśli oraz zacząć przejawiać naturalne dary, które każda z nas ma. Możemy świadomie przemienić nasze relacje, zrezygnować z pracy w miejscu, w którym źle się czujemy, i zacząć robić to, co nas pociąga, buduje, daje satysfakcję oraz przynosi pożytek innym. Na przykład u mnie jest to przekształcenie cienia nienawiści do siebie w akceptację, która tworzy atmosferę bezpieczeństwa i umożliwia mi tak głęboką pracę z ludźmi.

Na czym polega Rytuał Przejścia?
Zaczęło się od nauki Rytuału Otulania u Volhi Kuśmierskiej – Otulić mamę. Życie zaprosiło mnie jednak do poszerzenia pola działania tej starożytnej technologii i oferowania jej wszystkim kobietom, nie tylko mamom.
Taki Rytuał może być wielkim darem jeżeli potrzebujesz symbolicznie zamknąć jakiś etap w życiu, pożegnać coś i otworzyć się na nowe badź uhonorować siebie i dać sobie zaopiekowanie oraz przyjemność.
To spotkanie składa się z:
- Rozmowy – tak żebym usłyszała to z czym przychodzisz i czego potrzebujesz.
- Kąpieli w ziołach – Ty się relaksujesz, oddajesz wodzie a ja zabieram Cię w wewnętrzną podróż, podczas której albo udajemy się do momentu, z którego potrzeba odzyskać Twoją energię albo coś/kogoś pożegnać albo przywrócić kontakt z wewnętrznym dzieckiem albo uhonorować Twoje ciało peelingiem – w zależności od Twoich potrzeb.
- Masażu ciepłym ziołowym stemplem oraz olejem.
- Zawinięcia w chusty – tradycyjnie robiło się to po to, by zamknąć kości po porodzie ale…to jest niezwykłe doświadczenie dla każdego ponieważ może ono dać poczucie ogromnego bezpieczeństwa, możesz poczuć się jak dziecko albo gąsiennica, która za chwilę ma się przemienić w motyla. To może być bardzo ważny i symboliczny moment wyjścia z kokona – to od Ciebie zależy czym go uczynisz dla siebie.
To nie jest coś co sprawi, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko się nagle zmieni ale może to być brama/moment przejścia/ otwarcie nowych drzwi…kto wie czym to będzie dla Ciebie.
Skąd wzięła się Twoja pasja do Ceremonii Cacao i dlaczego uważasz, że taka forma pracy jest wspierająca?
Życie pokierowało mnie do Gwatemali i do starszyzny Majów, ludzi, którzy od tysięcy lat pracują z tą rośliną i uzdrawiają za jej pomocą. Nigdy o tym nie myślałam i nie miałam takich ambicji. Po prostu usłyszałam głos, który powiedział: „Gwatemala”. Wkrótce potem usłyszałam o wyprawie i poleciałam. Poszłam za głosem intuicji. Później, gdy ktoś zasugerował, żebym prowadziła takie ceremonie, postanowiłam spróbować.
Cacao ma wspaniałe właściwości. Na poziomie fizycznym ma bardzo bogaty i wzmacniający skład, ale przede wszystkim jego zaletą jest to, że, mówiąc w skrócie, „otwiera serce”. Oznacza to większy dostęp do emocji i głosu intuicji. Na moich ceremoniach pojawia się ruch, taniec, śpiew oraz dzielenie się tym, co czujemy. Dzięki temu można wyrazić to, co dzieje się w środku, uwolnić emocje i poczuć się częścią grupy. Cacao jest także Medycyną Wspólnoty. Ludzie często doświadczają bycia częścią grupy, w której są rozumiani i akceptowani, co uważam za bardzo cenne w czasach oddzielenia i osamotnienia.
Obecnie ceremonialne Cacao stało się bardzo modne i wszechobecne, przez co jego wartość bywa spłycana. Jeśli jednak traktuje się je jak lekarstwo i uznaje jego siłę, może dojść do uzdrowienia na wielu poziomach.
Tworzysz biżuterię i naturalne balsamy. Jak łączysz w nich estetykę z duchową intencją?
Balsamy zaczęłam robić w 2013 roku, ponieważ wtedy nie było jeszcze w sklepach dobrych, naturalnych produktów. Do dziś nie znalazłam niczego lepszego dla siebie, a jest też grono kobiet, które czują podobnie, dlatego nadal je wytwarzam. Nigdy nie miałam tu głębszego założenia poza dbaniem o ciało w najlepszy możliwy sposób. Rzeczywiście jednak są kobiety, które traktują nakładanie balsamu jako odżywczy rytuał dodający słonecznego blasku.
Tworzenia biżuterii z koralików nauczyłam się od mojej świętej pamięci mamy, która po prostu to kochała. Kiedy dziś wracam do mojego pierwszego dzieła, zdaję sobie sprawę, że wykonałam je dla siebie z bardzo konkretną intencją. Później zaczęłam robić to również dla innych. Można więc zamówić kolczyki lub naszyjnik kolibra z intencją przypominania o radości życia, lekkości albo sile, jaką mamy. Cokolwiek jest danej osobie potrzebne. I to naprawdę działa.

Wspomniałaś też o koncertach. Zdradzisz nam coś więcej?
Tak. Podczas mojej transformacji w różnych momentach przychodziły do mnie teksty pieśni. Obecnie, po około dziewięciu latach od pojawienia się pierwszej z nich, jestem w miejscu, w którym razem z przyjaciółmi zagraliśmy pierwszy koncert. Niebawem nagramy też album w profesjonalnym studio, więc pieśni będą dostępne na Spotify i innych serwisach muzycznych. Te teksty przychodziły do mnie. To nie ja starałam się je napisać. One po prostu spływały i zawierają w sobie dużo życiowej mądrości, przez co oddziałują na ludzi. Niektórzy płaczą i uwalniają emocje, inni otrzymują wskazówki i odpowiedzi na pytania, z którymi chodzili od dłuższego czasu.
Czasami gram również Ceremonie Pieśni, podczas których wykonuję utwory poznane od innych przewodników. Są to pieśni, które świadomie przywołują określone jakości i emocje oraz działają jak modlitwy. Ludzie doświadczają bardzo pięknych i uzdrawiających podróży wewnętrznych. Zresztą muzyka i pieśni od zawsze miały ogromne znaczenie i wpływ, choć dopiero niedawno ich rola została spłycona.
Link do koncertu: TUTAJ.
Co pomaga Ci odnaleźć radość i poczucie sensu w życiu mimo przeciwności losu?
Radość odnajduję poprzez małe gesty dla siebie i robienie rzeczy, które kocham. Są to spacery, taniec, jazda na rowerze, kąpiel, ugotowanie czegoś pysznego, spotkanie z przyjaciółką. Proste rzeczy. A sens daje mi świadomość, że cierpienie i ból, których doświadczyłam, oraz lekcje, jakie z nich wyciągnęłam, mogą przynosić wsparcie innym.
Jakie rady dałabyś kobietom, które stoją na rozdrożu i szukają swojej drogi w życiu?
Raczej nie rady, a inspirację, aby poszły za tym, co je porusza i woła. Żyjemy w czasach ogromnej dostępności wiedzy i różnorodności narzędzi, z których możemy korzystać, aby odnaleźć siebie i rozkwitać.
Co chciałabyś, aby kobiety wyniosły z Twojej historii i Twojej pracy? Jakie przesłanie jest dla Ciebie najważniejsze?
Że zawsze jest kolejny dzień i zawsze możemy zacząć od nowa, z miłości do siebie i do życia. Jak mówi jedna z moich pieśni. I że naprawdę nie musimy być ofiarą niczego ani nikogo. Za każdym razem, gdy upadniemy, możemy się podnieść i krok po kroku odmienić swoje życie, by żyć tak, jak pragniemy. W takich czasach żyjemy. Dla mnie najważniejsze jest to, aby zacząć od siebie i zmienić świat wewnątrz. Reszta się do tego dostroi, co zresztą było też przekazem postaci znanej jako Jezus.
Wywiadu udzieliła: Magdalena Smolińska – Przewodniczka kobiet na drodze powrotu do siebie. Pracuje z Kluczami Genowymi, pomagając odkrywać życiowy potencjał, przemieniać cienie w dary i wprowadzać realne zmiany w codziennym życiu. Tworzy przestrzenie, w których poprzez śpiew, taniec i pracę z ciałem można poczuć oraz uwolnić emocje. Prowadzi ceremonie Cacao, a także tworzy biżuterię i naturalne balsamy do ciała, łącząc troskę o ciało z intencją i uważnością. Jej własna droga, pełna chorób, strat i rozstań, stała się źródłem wiedzy i doświadczenia, którymi inspiruje do podążania za głosem serca i brania odpowiedzialności za swoje życie.
Więcej informacji o działaniach Magdaleny znajdziesz na www.majicoflife.pl oraz na Facebooku, Instagramie i YouTube.


