Syllogomania – kiedy zbieractwo staje się chorobą

Większość z nas chętnie coś kolekcjonuje i nie ma w tym nic dziwnego ani złego. Panowie najczęściej lubują się w zbieraniu różnorodnych narzędzi, a panie nałogowo kupują kolejne lakiery do paznokci, poprawiając sobie w ten sposób humor. To jest całkiem w porządku! Problem zaczyna się, gdy te zbiory urastają do niebotycznych rozmiarów i tracimy nad nimi panowanie, a rzeczy przejmują kontrolę nad naszym życiem. Jeszcze gorzej jest, gdy zaczynamy gromadzić nikomu niepotrzebne śmieci lub przygarniamy na potęgę bezpańskie psy i koty, nie będąc w stanie zapewnić im odpowiednich warunków. Nie można już wtedy określić tego niepozornym mianem „chomikowania”. Do akcji wkracza zjawisko syllogomanii, które, najprościej rzecz ujmując, oznacza chorobliwe i wręcz patologiczne zbieractwo.

Trudno zaklasyfikować je jako chorobę, ale z całą pewnością jest to rodzaj zaburzenia behawioralnego, współistniejącego z innymi chorobami o podłożu psychicznym, najczęściej z depresją, schizofrenią bądź zaburzeniami lękowymi. Wśród przyczyn tego stanu rzeczy najczęściej wymienia się podłoże genetyczne oraz traumatyczne zdarzenia z przeszłości.

Fakty mówią same za siebie – zdaniem psychologa Czesława Michalczyka nawet pięć procent społeczeństwa ma skłonność do zbieractwa! Obsesja na punkcie gromadzenia wszystkiego, co popadnie, może ujawnić się już w wieku nastoletnim, a jej apogeum przypada na okres między 40. a 50. rokiem życia. O dziwo, w zdecydowanej większości dotyka kobiet, które z reguły kojarzy się z uporządkowaną przestrzenią oraz sterylną czystością.

Zbieractwo jest prawie tak samo silnym nałogiem jak palenie papierosów czy jedzenie słodyczy. Możesz sobie wyobrazić, co dzieje się w głowie osoby, której nagle nakazuje się uprzątnięcie kilkuletniej zbieraniny śmieci. W rozumieniu osoby dotkniętej problemem gromadzenia wszystkiego to tak, jakby musiała się pozbyć najcenniejszych skarbów. Na pewno pojawi się płacz, lęk, bunt, a nierzadko nawet agresja jako reakcja obronna organizmu.

Co w takiej sytuacji może zrobić otoczenie osoby cierpiącej na syllogomanię? Jeśli taka osoba zauważy, że ma problem, który od dawna utrudnia jej normalne funkcjonowanie, i w sekrecie zwróci się do nas o pomoc, można śmiało powiedzieć, że to już połowa sukcesu. Tacy ludzie z reguły starają się zachować pozory normalności przed otoczeniem i raczej niechętnie opowiadają o swoich bolączkach rodzinie oraz znajomym. Kluczowe znaczenie może mieć tutaj sama obecność i obietnica wsparcia ze strony bliskich.

Jednak to oczywiście nie wszystko! Ważny jest dobór odpowiednich leków przez psychiatrę oraz podjęcie psychoterapii, najlepiej w nurcie poznawczo-behawioralnym. Niestety, cały proces jest bardzo długi i żmudny, ponieważ samo zaburzenie ma charakter przewlekły.

Dopiero po dłuższym czasie można myśleć o tym, w jaki sposób oczyścić mieszkanie ze sterty śmieci i gratów. W żadnym razie nie można zrobić tego w jeden dzień. To, na co osoba chora pracowała całymi latami, wymaga przemyślanego planu działania. Warto najpierw porozmawiać z osobą dotkniętą problemem patologicznego zbieractwa o emocjach jej towarzyszących, a następnie zaproponować namiastkę odgracania życiowej przestrzeni – przejrzenie zawartości jednej szuflady lub posegregowanie rzeczy na jednej półce.

W miarę postępów w terapii warto rozważyć możliwość wynajęcia profesjonalnej firmy zajmującej się specjalistycznym sprzątaniem. Do czasu aż będzie można odkurzyć mieszkanie albo umyć podłogi, jeszcze daleka droga…

Wywiad z Dorotą Jas – specjalistką od opróżniania mieszkań

Jak fachowcy zajmujący się opróżnianiem mieszkań postrzegają patologiczne zbieractwo?

Sprzątanie zagraconego mieszkania na pewno jest dla nas wyzwaniem logistycznym. Zdarza się też bardzo często, że jest to wyzwanie emocjonalne i psychologiczne – nie tylko dla nas, ale również dla całej rodziny zbieracza. Nie zrażamy się bałaganem, ponieważ działamy kompleksowo. Zamiast skupiać się na przeszkodach, koncentrujemy się na możliwościach i szukamy kreatywnych rozwiązań, które pozwalają nam skutecznie uprzątnąć zagracone pomieszczenie.

Jak wygląda wasza praca, gdy traficie do takich osób?

Pierwszy kontakt z nami najczęściej podejmuje rodzina lub bliscy osoby potrzebującej pomocy. Zlecenia pochodzą również od właścicieli nieruchomości, zarządców budynków oraz ośrodków pomocy społecznej, które potrzebują wsparcia w przypadku osób starszych lub z niepełnosprawnościami.

Co słyszy pani od właścicieli zagraconych mieszkań?

Najczęściej rozmawiam z bliskimi osoby potrzebującej pomocy. Wszyscy zgodnie opisują, że problem narastał stopniowo i często był wynikiem różnych czynników emocjonalnych, np. śmierci bliskiej osoby. Zaczyna się od chęci zachowania przedmiotów z powodów sentymentalnych, obawy przed marnotrawstwem lub przekonania, że dana rzecz może się jeszcze przydać.

Czy w pani karierze zdarzyły się skrajnie ekstremalne sytuacje?

Tak, mamy na swoim koncie kilka ekstremalnych przypadków. Najtrudniejszym było sprzątanie mieszkania, w którym ilość odpadów była tak ogromna, że jego lokator zmarł, nie mogąc się wydostać na zewnątrz.

Czy według pani te szacunki nie powinny być wyższe?

Problem syllogomanii jest słabo nagłośniony i często niezrozumiany przez społeczeństwo. Choć dotyka wielu osób, jego zrozumienie i akceptacja są na niskim poziomie, co utrudnia poszukiwanie pomocy i wsparcia.

Czy mogą istnieć inne przyczyny zbieractwa niż te o naturze psychicznej?

Tak, zbieractwo może wynikać także z aspektów kulturowych, społecznych oraz ekonomicznych. W niektórych społecznościach gromadzenie przedmiotów jest postrzegane jako sposób na zabezpieczenie przyszłości lub zachowanie tradycji.

Co powinno się zmienić w świadomości społecznej, aby zapobiegać tragicznym historiom?

Kluczowe jest zrozumienie przyczyn tego zjawiska i empatyczne podejście do osób dotkniętych problemem. Należy zwiększyć edukację społeczeństwa i promować dostęp do profesjonalnej pomocy psychologicznej oraz terapeutycznej.


Autorki: Dorota Jas, Paulina Obara. 

Fot. Unsplash

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl