Wellness to ciągłe balansowanie między tym, co trudne, a tym co ważne

Wychodzisz z pracy, ale głowa wciąż analizuje ostatnie spotkanie? Ostatni raz drzewa widziałaś na rolce u koleżanki scrollując sociale między lunchem a kolejnym zadaniem? Ciało słabnie lub sztywnieje od siedzenia i braku ruchu? Jak zachować rozsądny balans między pracą i życiem oraz kluczowe pytanie: czy to w ogóle jest możliwe? Dzisiaj rozmawiamy z organizatorkami Wrocław Wellness – Iwoną Jóźwiak i Martyną Lempert.

Czy też macie wrażenie, że świat w ostatnich latach przyspieszył?

IJ: – Zdecydowanie tak, chociaż ja mam wrażenie, że sama nieco zwolniłam.

ML: – Świat przyspieszył, tempo zmian jest niezwykle dynamiczne, czasami szalone, choć pracując z ludźmi, widzę, że zmiany mentalne są daleko za zmianami technologicznymi. Adaptujemy się do zmian, ale czuć w ludziach napięcie wywołane ciągłymi zmianami.

Czym dla Was jest balans w życiu? Jak go definiujecie i jak się objawia w praktyce?

IJ: – Dobre pytanie i bardzo trudne. Balans to dla mnie kompromis. Nie taki zgniły, gdy któraś strona cierpi. Raczej taki, gdzie próbuję połączyć życie zawodowe z prywatnym. To nie oznacza, że planuję swój dzień po równo 50% czasu to praca, a 50% to życie prywatne. To balansowanie: raz przez cały wieczór gaszę pożary w firmie, bo mamy awarię sprzętową, kolejnego dnia więcej czasu spędzam na planszówkach i placu zabaw. Kiedyś ta równowaga była dla mnie trudna do utrzymania, ale z każdym rokiem uczę się stawiać na siebie.

ML: – Uważam, że pojęcie work life balance skrzywdziło wiele osób, które zrozumiały je jako idealną równowagę. Kto żyje, choć kilka lat na tym świecie wie, że praca, rodzina, dbanie o zdrowie, relacje czy własny rozwój mogą zająć nie jedną, a dwie doby, a tyle czasu nie mamy. Dla mnie jako przedsiębiorczyni te naczynia są zawsze wypełnione, ale rzadko po równo. Traktuje to trochę jak zagadkę, puzzle – jak dzisiaj zagospodaruje swój czas i energię.

IJ: – To o czym często nie chcemy pamiętać, to, że nie tylko czas jest naszym ograniczeniem, ale też ilość życiowej energii, uwagi, skupienia. Dowożenie projektów w pracy jest dla mnie ważne, dokładnie tak samo, jak czas z mężem, zrobienie dodatkowych studiów czy zorganizowanie konferencji Wrocław Wellness. Nauczyłam się, że choćbym nie wiem jak bardzo chciała – nie zadbam o wszystko naraz. 

Świetne przejście do mojego kolejnego pytania: jaka droga doprowadziła Cię do tych wniosków?

IJ: – Niezwykle wyboista, mówiąc w skrócie. O części tej historii opowiem podczas mojego wystąpienia na Wrocław Wellness. Zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym doświadczyłam trudnych, ciężkich i bolesnych chwil. Od nieudolnych związków, rozłożenia na łopatki swojej pierwszej firmy, jak i dramatów rodzinnych, zdrowotnych czy rodzicielskich. Z perspektywy czasu zastanawiam się, jak tamta Iwona dawała sobie radę i jak dużo ją to kosztowało. Znajomi mówią, że mogłabym tymi historiami obdzielić kilka osób i chyba coś w tym jest. 

Po latach walki z rzeczywistością i własnymi demonami patrzę na życie z dużą wdzięcznością za to, gdzie jestem dzisiaj, ale i odrobiną żalu za poziom trudności, jaki dostałam. Dzięki mojemu mężowi i ludziom, których spotkałam w ostatnich latach. Krok po kroku uczę się balansować między tym, co chcę zrobić, a tym, co po prostu trzeba zrobić. Praca nad sobą to najtrudniejsze studia. 

ML: Historia Iwony jest naprawdę inspirująca, sama chętnie posłucham jej w skondensowanej formie na konferencji! 

Pracując na różnych stanowiskach przez ostatnie kilkanaście lat, widziałam wielokrotnie powtarzalny schemat zachowań: mamy niezwykłą łatwość wpadać w skrajności. 


Pracujemy ciężko, bierzemy kolejne projekty, ignorujemy pierwsze sygnały ostrzegawcze i budzimy się na L4 z powodu skrajnego wypalenia zawodowego. Wtedy wpadamy w drugą skrajność – totalny balans, ekstremalny luz, niezdrowe wręcz odpuszczenie wszystkiego. To oczywiście czasem jest nam potrzebne, ale trudno tak żyć. Balans to dla mnie czasownik. Ciągłe czuwanie, obserwowanie swojej energii i dopasowywanie życia do tego poziomu. A co najważniejsze – dawanie sobie przestrzeni na błędy, odpoczynek, niedoskonałość.

Martyna Lempert

Zgadzamy się w tym, że zadań zawsze będzie więcej niż czasu dostępnego na jego wykonanie. Jak wybieracie priorytety: czym się zająć, a co odpuścić? W które projekty się angażować, a które mają niski priorytet. Wiele osób działa na autopilocie i rzadko robi regularne przeglądy swoich kierunków czy celów.

IJ: Świat pędzi, okazji jest ogrom i czasami naprawdę trudno powiedzieć “NIE” pięknie wyglądającym okazjom. Po latach wiem, że okazje są jak autobusy: przyjadą kolejne, nawet jeśli mają mnie zabrać w nieco innym kierunku. Wsiądę, gdy będę gotowa!

Zawodowo myślę o tym, jaką wiedzę muszę pozyskać, która będzie kluczowa w kolejnych latach. Co może uzupełnić moje inne kompetencje lub stworzyć nowe możliwości. Dzisiaj jest to dla mnie prawo, możliwości sztucznej inteligencji i optymalizacja tych działań, które już funkcjonują dobrze. Z każdym rokiem uczę się jak działać lepiej jako lider zespołów: jak je budować, wspierać i nadawać kierunek.

W życiu rodzinnym jest wbrew pozorom o wiele prościej, bo sprawy rodzinne mają u mnie  najwyższy priorytet. Ważne jest bycie rzetelnym partnerem biznesowym, ale jeszcze ważniejsze jest dla mnie bycie żoną i mamą.

ML: – Dzisiaj cenię spokojne poranki i chwilę dla siebie przy kawie, zanim jeszcze rozpocznę dzień pracy. Czuję się szczęśliwa i spełniona, ale nie ukrywam, że kuszą mnie czasem okazje, z którymi przychodzą inni. Wtedy wracam do swoich celów i wartości. Ważne jest dla pomagać klientom, ale też iść jako firma Teamboost w konkretnym kierunku. Zostałam przedsiębiorczynią, żeby budować swój ogród, pomagając innym. Ciężko trzymać się swoich celów, kiedy jednego dnia sypie się kilka projektów, a jednocześnie to one są azymutem.

Iwona ma firmę IT oraz zespół specjalistów od dobrostanu. Martyna zajmuje się tematem zaangażowania w małych i średnich firmach. Skąd pomysł na konferencję o holistycznym dbaniu o pracowników?

ML: – To całkiem zabawna historia, pokazująca, jaki świat jest mały: poznałyśmy się na spotkaniu networkingowym we Wrocławiu i okazało się, że… obie mieszkamy pod miastem, dokładnie w tej samej wsi. Zaczęło się od tego spotkania, a potem to już rollercoster!

IJ: – Okazało się, że mamy podobne spojrzenie na dobrostan, na dobro współpracowników, na wielowymiarowe dbanie o ludzi. Benefity w firmach i owocowe czwartki to przyjemne dodatki, ale o wiele za mało, by realnie poprawić życie naszym współpracownikom. Postanowiłyśmy zrobić konferencję, na którą same chciałybyśmy pójść. Taką, która patrzy z różnych stron na stan zdrowia fizycznego, na jego mental i psychikę. Warstwą spinającą jest budowanie silnych i zdrowych zespołów, które są zaangażowane i chcą robić piękne projekty.

ML: – I dodajmy, że na scenę Wrocław Wellness zapraszamy praktyków, a nie teoretyków. Mam dużą wiarę i liczne obserwacje naszych klientów, że to już ten moment, aby w Polsce głośno mówić o roli organizacji w budowaniu dobrego życia ludzi, wpływie wszystkich elementów na dobrostan. 

Na koniec powiedzcie jakie myśli zaprzątają waszą głowę zawodowo

IJ: Moim oczkiem w głowie na najbliższe miesiące jest konferencja Wrocław Wellness. Koordynuję działania, rozmawiam z partnerami i dostawcami i czuję rosnącą ekscytację. Będę także występowała na scenie, podzielę się kawałkiem mojej burzliwej historii i głowię się jak zmieścić to, co chcę powiedzieć w 20 minut. To mnie chyba najbardziej stresuje! Jednocześnie jest to taki projekt, który daje mi mnóstwo energii, przyciąga wspaniałych ludzi i łączy nas w działaniu. Ten entuzjazm jest zaraźliwy i przed snem myślę, jak dać uczestnikom wiedzę, dobrze spędzony czas i wartościowe doświadczenie.

ML: – Jest taka jedna myśl, która ostatnio mocno wraca do mnie, szczególnie po rozmowach z przedsiębiorcami. Dbanie o naszych współpracowników jest niezwykle ważne i bez tego nasze zespoły i organizacje padną jak jesienne liście. Jednak powinniśmy też zatroszczyć się o… nasze zaangażowanie. Biegniemy siłą rozpędu, odliczając kolejne kamienie milowe, ale łatwo zgubić swój wewnętrzny głos. Dobrym pomysłem jest zatrzymać się choćby raz na kwartał, zdystansować, może porozmawiać z kimś spoza naszej bańki i odbić myśli. Tak jak w samolocie – tlen najpierw podajemy sobie, a dopiero potem innym.

Co nas czeka 18 listopada na Wrocław Wellness?

ML: – Od czego by tu zacząć? Mamy w planie 8 wystąpień oraz panel dyskusyjny, networking przed oraz w dniu konferencji, przestrzeń do wymiany doświadczeń i dzielenia się najlepszymi praktykami. Dla mnie niezwykle wartościowe jest spotkanie jednego dnia tylu ludzi o podobnych wartościach, ale bardzo różnych doświadczeniach. Zapraszam na moje wystąpienie, podczas którego pokażę konkretne kroki do budowania takiego środowiska w firmie, które niemal samo podnosi poziom zaangażowania. Zebrałam moje najcenniejsze doświadczenia z wdrożeń oraz udanych projektów i nie zawaham się nimi podzielić!

IJ: – Niezwykłą przyjemnością będzie dla mnie prezentacja i udział w panelu Tomka Karwatki, z którym miałam okazję współpracować w firmie Divante. Jego podejście do dbania o ludzi i zespoły jest wciąż rzadko spotykane, a jednocześnie nie można odmówić mu skuteczności w działaniu. Także pozostali prelegenci to dla mnie nie tylko doskonali specjaliści w swoich dziedzinach, ale i ważni, wartościowi ludzie, z którymi chce współpracować. Mam nadzieję, że tą energią podzielimy się z Wami osobiście podczas Wrocław Wellness.

Zapraszamy na konferencję Wrocław Wellness.


Źródło: Materiały prasowe

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl