„Gdy nikt Ci nie kibicuje, musisz stać się swoim największym fanem” – Wywiad z Justyną Pacho o odwadze, finansach i budowaniu własnej drogi

Nie bała się wyjść poza schematy i połączyć świat nieruchomości, finansów i długofalowych strategii w jedną, spójną wizję pracy z klientem. Dziś Justyna Pacho pomaga podejmować decyzje, które dają spokój, stabilność i realną wartość na lata. W rozmowie z redakcją opowiada o odwadze, konsekwencji i o tym, dlaczego w finansach ważniejsze od transakcji jest pytanie „po co”.

Redakcja: Nie zaczynałaś z gotowym schematem ani utartą ścieżką. Co było impulsem, który sprawił, że zdecydowałaś się pójść własną drogą zawodową?

Justyna Pacho: Impulsem był świadomy bunt przeciwko utartym schematom. Miałam poczucie, że klienci dostają zdecydowanie za mało, a decyzje wpływające na ich życie i finanse na lata są traktowane fragmentarycznie. Widziałam ludzi krążących między bankiem, pośrednikiem i doradcą inwestycyjnym, gdzie każdy odpowiadał tylko za swój wycinek, a nikt za całość. Wiedziałam, że potrafię to połączyć i wziąć odpowiedzialność za cały proces. To był sprzeciw wobec pracy „od-do” i zgody na bylejakość. Wybrałam jakość, spokój i długofalowy efekt. Z czasem okazało się, że ta decyzja daje największą wartość, zarówno klientom, jak i mnie.

Wchodząc do świata nieruchomości, spotkałaś się z opinią, że lepiej trzymać się jednej specjalizacji. Co dało Ci odwagę, by zaufać własnej wizji, mimo że nie była ona popularna?

Odwagę dało mi doświadczenie i obserwacja realnych efektów. Im dłużej pracowałam z klientami, tym wyraźniej widziałam, że problemy nie mieszczą się w jednej specjalizacji. Kredyt, nieruchomość i strategia finansowa zawsze są ze sobą powiązane. Wiedziałam, że jeśli będę patrzeć tylko na jeden element, nie dam klientom pełnej wartości. Zamiast dopasowywać się do popularnych modeli pracy, zaufałam temu, co działało u mnie w praktyce. Z czasem okazało się, że to podejście daje klientom więcej spokoju, lepsze decyzje i realne efekty w długim terminie.

Patrzenie na potrzeby klienta całościowo stało się dziś Twoim znakiem rozpoznawczym. Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że to podejście naprawdę działa?

Po raz pierwszy poczułam to wtedy, gdy efekty zaczęły być widoczne nie tylko na etapie zakupu, ale kilka lat później. Klienci wracali z kolejnymi decyzjami, inwestycjami lub refinansowaniem i okazywało się, że wcześniejsze założenia wciąż się bronią. Projekty były odporne na zmiany rynku, a finanse poukładane. To był moment, w którym zobaczyłam, że całościowe podejście nie daje chwilowego komfortu, ale długoterminową stabilność. Wtedy wiedziałam, że to jest właściwy kierunek.

Droga do miejsca, w którym jesteś dziś, nie była prosta. Jaki moment był dla Ciebie największym sprawdzianem i czego Cię nauczył?

Największym sprawdzianem był moment, w którym musiałam wyjść poza bezpieczną strefę i oprzeć wszystko wyłącznie na własnych kompetencjach, mimo że wokół pojawiało się wiele głosów negujących moje pomysły. To była decyzja, która wymagała odwagi i pełnej odpowiedzialności za kierunek, w którym idę. Nauczyła mnie konsekwencji, samodzielności i zaufania do własnej wiedzy, nawet wtedy, gdy nie było potwierdzenia z zewnątrz. Zrozumiałam też, że stabilność buduje się nie na strukturach, ale na umiejętności podejmowania trudnych decyzji i brania za nie odpowiedzialności.

Jak nauczyłaś się podejmować decyzje wbrew opiniom innych, a jednocześnie zachować spokój i konsekwencję w działaniu?

Nauczyłam się oddzielać opinie od faktów, ale równie ważne było zaufanie do własnej intuicji. Słucham innych, jednak decyzje opieram na doświadczeniu i wewnętrznym poczuciu, że dany kierunek jest spójny ze mną. Spokój daje mi świadomość, że wiem, po co coś robię i jaki efekt ma to przynieść w dłuższym horyzoncie. Konsekwencja wynika z procesu. Jeśli decyzja jest przemyślana i zgodna ze mną, nie wymaga ciągłego uzasadniania. Z czasem zrozumiałam, że zaufanie do siebie jest jednym z najważniejszych elementów stabilnego rozwoju.

W swojej pracy łączysz analizę liczb, strategie i długofalowe planowanie. Dlaczego pytanie „po co ta decyzja?” jest dla Ciebie ważniejsze niż sama transakcja?

Bo transakcja jest tylko momentem, a decyzja niesie konsekwencje na lata. Pytanie „po co” porządkuje cały proces i chroni przed działaniem pod wpływem impulsu. Kiedy znamy cel, łatwiej dobrać nieruchomość, finansowanie i tempo działania. Bez tego nawet dobra transakcja może okazać się nietrafiona w dłuższym horyzoncie. Pracując z klientami, zawsze patrzę na efekt końcowy, spokój finansowy, elastyczność i możliwość kolejnych decyzji. Sama sprzedaż czy zakup to tylko narzędzie, a nie cel sam w sobie.

Wspierasz klientów w rozmowach z bankami i porządkowaniu finansowania. Jak zmienia się podejście ludzi do pieniędzy, gdy zaczynają rozumieć proces zamiast się go obawiać?

Zmienia się przede wszystkim ich pozycja. Z osoby zestresowanej i niepewnej stają się świadomym decydentem, który rozumie mechanizmy i konsekwencje swoich wyborów. Gdy rozumieją proces, pieniądze przestają być źródłem stresu, a stają się elementem, którym można świadomie zarządzać. Znika poczucie zależności i chaosu, pojawia się spokój oraz pewność w podejmowaniu decyzji. Klienci nie pytają już „czy się uda”, tylko „które rozwiązanie jest dla mnie najlepsze”. To zmienia nie tylko podejście do finansowania, ale też sposób myślenia o całym majątku.

Budowanie majątku kojarzy się wielu osobom z ryzykiem i stresem. Jakie błędne przekonania najczęściej blokują kobiety przed świadomym inwestowaniem w nieruchomości?

Najczęściej blokuje je przekonanie, że trzeba wiedzieć „wszystko” i mieć idealny moment, żeby zacząć. Wiele kobiet myśli też, że inwestowanie w nieruchomości jest zarezerwowane dla osób bardzo odważnych albo tych, które lubią ryzyko, a to nieprawda. Kolejną barierą jest strach przed kredytem i błędem, który miałby kosztować zbyt dużo. W praktyce największym ryzykiem jest brak decyzji i działania bez planu. Kiedy inwestowanie opiera się na liczbach, strategii i buforach bezpieczeństwa, przestaje być stresujące, a zaczyna być świadomym procesem. Kobiety świetnie radzą sobie w nieruchomościach, gdy przestają podważać własne kompetencje i zaczynają ufać sobie.

Wspominasz, że największą satysfakcję daje Ci moment, gdy klient odzyskuje spokój i poczucie kontroli. Co dla Ciebie samej oznacza dziś wewnętrzny spokój?

Wewnętrzny spokój to dla mnie świadomość, że decyzje, które podejmuję, są spójne ze mną i z kierunkiem, w którym chcę iść. To brak presji, by spełniać cudze oczekiwania i ciągle coś udowadniać. Spokój daje mi poukładany proces, jasne priorytety i zaufanie do własnych wyborów. To także umiejętność rezygnowania z rzeczy, które nie wspierają mojej wizji, nawet jeśli z zewnątrz wyglądają atrakcyjnie. Dziś spokój nie oznacza braku wyzwań, ale pewność, że umiem sobie z nimi poradzić.

Jesteś kobietą, która odnalazła swoje miejsce, ale nie przestaje się rozwijać. Jak dziś definiujesz sukces, zawodowo i prywatnie?

Dziś sukces definiuję inaczej niż kiedyś. Zawodowo to dla mnie praca, która ma sens, daje realną wartość innym i pozwala mi działać w zgodzie ze sobą, bez rezygnowania z jakości ani z własnych zasad. Prywatnie sukces to spokój, poczucie równowagi i możliwość bycia sobą, bez masek, pośpiechu i presji. To umiejętność łączenia ambicji z uważnością na siebie i swoje potrzeby. Sukces nie jest już celem samym w sobie, ale efektem życia, które jest spójne, świadome i daje mi satysfakcję na wielu poziomach.

Czy były momenty, w których zwątpienie było silniejsze niż motywacja? Co wtedy pomagało Ci iść dalej, mimo zmęczenia i presji otoczenia?

Oczywiście, były takie momenty i bywało bardzo ciężko, szczególnie wtedy, gdy większość była przeciwko mnie. Zwątpienie jest naturalne, zwłaszcza gdy idzie się własną drogą i działa wbrew schematom. To, co pozwalało mi iść dalej, to silna psychika, wiara we własne możliwości i kompetencje oraz ogromne zaufanie do siebie i celu, który sobie postawiłam. Nawet w najtrudniejszych chwilach wiedziałam, po co to robię i jaki efekt chcę osiągnąć w dłuższej perspektywie. Pomagała mi konsekwencja, umiejętność odcinania się od presji otoczenia i skupienie na procesie. Z czasem nauczyłam się, że zwątpienie nie jest sygnałem do wycofania się, ale momentem, w którym trzeba jeszcze bardziej zaufać sobie.

Gdybyś mogła zostawić czytelniczkom jedną myśl, która naprawdę pomaga w momentach zwątpienia, co by to było?

Gdy przychodzi zwątpienie, powiedziałabym kobietom jedno: nie szukajcie potwierdzenia na zewnątrz. Prawdziwa siła zaczyna się w momencie, gdy przestajecie pytać, czy „wypada”, a zaczynacie pytać, czego naprawdę chcecie. Macie więcej intuicji, kompetencji i odwagi, niż myślicie. Droga nie zawsze będzie łatwa, a czasem będzie bardzo samotna. Właśnie wtedy rodzi się niezależność i pewność siebie.

Na koniec zostawię myśl, która prowadzi mnie od lat i stała się moją dewizą: „Kiedy nikt Ci nie kibicuje, musisz stać się swoim największym fanem.”


Wywiadu udzieliła: Justyna Pacho – Ekspertka rynku nieruchomości i strategii finansowych, która od lat łączy analizę, planowanie i świadome decyzje inwestyjne. Specjalizuje się w kompleksowym wsparciu klientów przy zakupie nieruchomości, budowaniu majątku i rozmowach z bankami, zawsze zaczynając od celu, a nie od samej transakcji. W pracy stawia na spokój, długofalową wartość i odpowiedzialne strategie. Pomaga ludziom podejmować decyzje, które dają stabilność dziś i bezpieczeństwo na lata.

Więcej informacji o działaniach Justyny znajdziesz na www.justynapacho.pl

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl