Perfekcyjnie funkcjonujące, wewnętrznie przeciążone. O kryzysie psychicznym kobiet, które „świetnie sobie radzą”
Coraz więcej kobiet funkcjonuje na wysokich obrotach, jednocześnie ignorując sygnały poważnego kryzysu psychicznego. Dlaczego „radzenie sobie” tak często maskuje cierpienie, kiedy warto przestać udawać, że wszystko jest pod kontrolą, i jak wygląda pomoc, która naprawdę działa? W tym wywiadzie dowiesz się więcej o cichym kryzysie silnych kobiet.
Z zewnątrz wyglądają na silne, skuteczne i poukładane. Kim są wysoko funkcjonujące kobiety, o których dziś rozmawiamy?
To bardzo często kobiety, które świetnie radzą sobie zawodowo, są odpowiedzialne, zadaniowe, empatyczne i przyzwyczajone do tego, że można na nich polegać. Na zewnątrz uchodzą za zorganizowane, kompetentne i „ogarnięte”. Problem polega na tym, że ta sprawczość bywa mylona z dobrostanem psychicznym. A to nie jest to samo.
W praktyce wiele z tych kobiet żyje w permanentnym napięciu. Dowożą projekty, wspierają innych, dbają o dom, relacje, dzieci i obowiązki, a jednocześnie od miesięcy albo lat ignorują własne zmęczenie, lęk, bezsenność czy emocjonalne wypalenie. Ich kryzys często nie wygląda spektakularnie. On bywa cichy, elegancki i bardzo dobrze ukryty.
Dlaczego właśnie te kobiety tak długo nie proszą o pomoc?
Bo przez lata słyszały, że są silne. A silne kobiety, w społecznym wyobrażeniu, mają sobie radzić. Nie marudzić, nie zawracać głowy, nie zwalniać tempa. Wiele z nich nauczyło się funkcjonować tak dobrze, że same przestają zauważać, gdzie kończy się ambicja, a zaczyna koszt psychiczny.
Dochodzi do tego perfekcjonizm, wysokie poczucie odpowiedzialności i wewnętrzne przekonanie, że „jeszcze tylko to dokończę, a potem odpocznę”. Tyle że ten moment zwykle nie nadchodzi. I właśnie dlatego kobiety wysoko funkcjonujące często trafiają po pomoc bardzo późno, dopiero wtedy, gdy ciało, emocje albo relacje przestają już wytrzymywać.
Jakie sygnały najczęściej świadczą o tym, że to już nie jest zwykłe zmęczenie?
Najczęściej zaczyna się od objawów, które łatwo zracjonalizować. Trudności ze snem, rozdrażnienie, płaczliwość, spadek cierpliwości, problemy z koncentracją, napięcie w ciele, poczucie przytłoczenia albo coraz mniejsza radość z rzeczy, które kiedyś cieszyły. Do tego dochodzi wewnętrzne poczucie osamotnienia. „Wszyscy myślą, że świetnie sobie radzę, a ja już nie mam siły”.
Bardzo ważnym sygnałem jest też funkcjonowanie na autopilocie. Kobieta nadal pracuje, nadal odbiera telefony, nadal dowozi, ale wewnętrznie coraz mniej czuje. Coraz mniej odpoczywa. Coraz mniej ma kontaktu ze sobą. To moment, którego nie warto bagatelizować.

Czy sukces zawodowy rzeczywiście może maskować kryzys psychiczny?
Bardzo często tak. Sukces, aktywność i skuteczność bywają wręcz doskonałą zasłoną dymną. Otoczenie widzi osiągnięcia, a nie koszt, jaki stoi za ich utrzymaniem. Widzi kobietę, która działa, a nie kobietę, która od miesięcy śpi po cztery godziny, żyje w napięciu i nie pamięta, kiedy ostatnio naprawdę odpoczęła.
Co więcej, sama zainteresowana również może przez długi czas wypierać problem, bo skoro „wszystko działa”, to trudno przyznać przed sobą, że coś jest nie tak. Tymczasem kryzys psychiczny nie zawsze odbiera zdolność działania. Czasem przez długi czas współistnieje z wysoką efektywnością, aż do momentu, w którym organizm mówi: dalej już nie pójdę.
Z jakimi trudnościami najczęściej zgłaszają się dziś kobiety, które na pierwszy rzut oka „mają wszystko pod kontrolą”?
Najczęściej są to zaburzenia lękowe, przewlekły stres, wypalenie, obniżony nastrój, trudności relacyjne, kryzysy tożsamościowe, problemy z poczuciem własnej wartości, przeciążenie rolami oraz trudności seksualne. Część kobiet zgłasza się również z podejrzeniem ADHD albo z pytaniem, czy to, co przez lata nazywały „chaosem”, „rozkojarzeniem” czy „niedociągnięciami”, nie ma głębszego podłoża.
Coraz częściej widzimy też kobiety, które przez lata funkcjonowały dobrze na zewnątrz, ale wewnętrznie zmagały się z ogromnym napięciem wokół jedzenia, ciała, kontroli, relacji czy potrzeby bycia idealną. To pokazuje, jak ważne jest, by nie oceniać kondycji psychicznej wyłącznie po pozorach.
W takim razie kiedy warto zgłosić się po pomoc, zanim nastąpi całkowite załamanie?
Najlepiej dużo wcześniej, niż większość kobiet to robi. Nie trzeba czekać na moment, w którym nie da się wstać z łóżka. Wsparcie psychologiczne czy psychiatryczne nie jest zarezerwowane wyłącznie dla skrajnego kryzysu. Ono jest po to, by zatrzymać proces pogłębiania się trudności.
Jeżeli przez dłuższy czas czujemy przeciążenie, żyjemy w napięciu, mamy trudność z odpoczynkiem, relacje zaczynają cierpieć, ciało wysyła sygnały alarmowe albo coraz częściej myślimy „już nie daję rady”, to jest wystarczający powód, by umówić konsultację. Naprawdę nie trzeba zasłużyć na pomoc cierpieniem.
W jaki sposób profesjonalne wsparcie może pomóc takim kobietom?
Przede wszystkim pomaga odzyskać jasność. Nazwać to, co się dzieje. Oddzielić zwykłe przemęczenie od przeciążenia, lęku, depresji, ADHD, kryzysu relacyjnego czy innych trudności, które wymagają konkretnego planu działania. Dla wielu kobiet już samo usłyszenie, że ich stan nie wynika z „słabości”, tylko ma realne psychologiczne podłoże, jest ogromną ulgą.
Drugim ważnym elementem jest dopasowanie formy wsparcia. Czasem potrzebna jest psychoterapia, czasem konsultacja psychiatryczna, czasem diagnoza, a czasem równoległa praca nad emocjami, relacją z ciałem, stresem i granicami. Dobre wsparcie nie daje gotowych sloganów. Ono pomaga odbudować kontakt ze sobą i wrócić do życia, które nie jest wyłącznie niekończącym się zadaniem.
Co wyróżnia podejście SensusBalans w pracy z kobietami w takim stanie?
W SensusBalans patrzymy na człowieka całościowo. Wiemy, że za hasłem „świetnie sobie radzę” mogą kryć się bardzo różne mechanizmy i bardzo różne potrzeby. Dlatego tak ważne jest dla nas interdyscyplinarne podejście i możliwość spojrzenia na trudność z kilku perspektyw, psychologicznej, psychoterapeutycznej, psychiatrycznej, seksuologicznej czy psychodietetycznej, w zależności od sytuacji.
Dzięki temu kobieta nie zostaje sama z pytaniem: „od czego ja w ogóle mam zacząć?”. Może trafić do miejsca, w którym zostanie wysłuchana, zrozumiana i poprowadzona dalej w sposób uporządkowany, bez chaosu i bez poczucia, że musi sama wymyślić sobie ścieżkę pomocy.
Czy kobiety sukcesu mają dziś jakiś szczególny typ samotności?
Tak, i to jest samotność bardzo specyficzna. To samotność osoby, której wszyscy zazdroszczą siły, a mało kto pyta, ile ją to kosztuje. Kobieta wysoko funkcjonująca często jest wspierająca dla wszystkich wokół, ale sama nie umie być słaba. Nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że nie ma na to wewnętrznej zgody.
Bardzo często słyszymy od takich kobiet: „nikt by nie pomyślał, że ja mam kryzys”. I właśnie w tym zdaniu zawiera się cały dramat. Bo one przez długi czas pozostają niewidoczne w swoim cierpieniu. Są zbyt kompetentne, zbyt zadaniowe, zbyt dobrze ubrane emocjonalnie, by ktoś zauważył, że w środku naprawdę jest już bardzo trudno.
Czy proszenie o pomoc nadal bywa przez kobiety odbierane jako porażka?
Niestety tak, choć coraz częściej to się zmienia. Wiele kobiet nadal ma w sobie przekonanie, że powinny poradzić sobie same. Że skoro są wykształcone, świadome, aktywne i sprawcze, to „powinny ogarnąć temat”. Tylko zdrowie psychiczne nie działa jak lista zadań. Tu nie zawsze wystarczy być zdyscyplinowaną i dobrze zorganizowaną.
Dojrzałość nie polega na tym, że wszystko znosimy w samotności. Dojrzałość polega na tym, że potrafimy rozpoznać moment, w którym potrzebujemy wsparcia. I właśnie to chcemy bardzo mocno odczarowywać. Sięganie po pomoc nie jest oznaką słabości. Jest oznaką odwagi, samoświadomości i odpowiedzialności za siebie.
Co powiedziałyby Panie kobiecie, która czyta ten wywiad i myśli: „to trochę o mnie, ale chyba jeszcze przesadzam”?
Powiedziałybyśmy: nie czekaj, aż będziesz miała „wystarczająco źle”. To, że jeszcze funkcjonujesz, nie oznacza, że nie cierpisz. To, że inni widzą Cię jako silną, nie znaczy, że nie jesteś przeciążona. I to, że przez lata dawałaś radę, nie oznacza, że musisz robić to dalej kosztem siebie.
Czasem jedna konsultacja wystarczy, żeby odzyskać perspektywę i zrozumieć, co naprawdę się dzieje. A czasem to dopiero początek ważnego procesu. W obu przypadkach warto zrobić ten pierwszy krok wcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy kryzys przejmie pełną kontrolę nad codziennym życiem.
Jaką jedną myśl chciałyby Panie zostawić czytelniczkom na koniec?
Że można być bardzo silną i jednocześnie potrzebować wsparcia. Te dwie rzeczy się nie wykluczają. Wysokie funkcjonowanie nie chroni przed kryzysem psychicznym, tak samo jak sukces zawodowy nie gwarantuje wewnętrznego spokoju.
I jeszcze jedno. Kobieta, która zgłasza się po pomoc, nie przestaje być silna. Ona po prostu przestaje udawać, że wszystko jest w porządku. A to często jest początek najważniejszej zmiany w jej życiu.


