„Nie bójmy się walczyć o swoje prawa”. Wywiad z Elizą Bielewicz-Otrembą o tym, dlaczego warto zawalczyć o siebie

Nie dostała się na wymarzoną aplikację sądową, ale nie zrezygnowała z marzeń. Praca w bankowości, która początkowo wydawała się życiowym zakrętem, stała się fundamentem dobrze prosperującej kancelarii pomagającej dziś setkom klientów w sporach z bankami i innymi instytucjami finansowymi. W rozmowie z iKobiece Eliza Bielewicz-Otremba opowiada o sile determinacji, odwadze do działania i przekonuje, że nawet z pozoru nierówną walkę o swoje prawa można wygrać.

Redakcja: Gdyby miała Pani wskazać jedną decyzję, która najbardziej wpłynęła na to, gdzie jest Pani dziś zawodowo, co by to było?

Eliza Bielewicz-Otremba: Zdecydowanie było to przystąpienie do egzaminu na aplikację radcowską. To był punkt zwrotny, który otworzył mi drogę do własnej kancelarii.

W tamtych czasach dostanie się na aplikację i zdobycie tytułu było znacznie trudniejsze niż dziś. Po nieudanej próbie dostania się na aplikację sędziowską związałam się z bankowością. Wtedy nie przypuszczałam, że właśnie to doświadczenie stanie się kiedyś moim największym atutem.

Nigdy nie byłam prymuską. Byłam zwyczajną studentką, która lubiła życie towarzyskie, ale kiedy przychodziła sesja, potrafiłam ciężko pracować. Dziś moimi klientami są aktorzy, przedsiębiorcy i eksperci z różnych branż.

Po kilku latach pracy w bankowości poczułam, że chcę wrócić do marzeń. Impulsem była koleżanka, która dostała się na aplikację. Pomyślałam: „Dlaczego nie ja?”.

Miałam wtedy jedno małe dziecko, drugie było w drodze. Połowę ciąży spędziłam nad książkami. Dostałam się na aplikację, a wszystkie egzaminy zdałam w pierwszym terminie.

Najbardziej pamiętam przygotowania do egzaminu końcowego. Uczyłam się, a moje dzieci dobijały się do drzwi pokoju. Były momenty, kiedy chciało mi się płakać, ale dziś wiem, że jeśli naprawdę czegoś pragniemy, jesteśmy w stanie wiele poświęcić.

Podczas gdy znajomi wyjeżdżali na weekendy i wakacje, ja się uczyłam. I właśnie to zaprocentowało.

Nie dostała się Pani na wymarzoną aplikację sądową. Wiele osób w takim momencie rezygnuje z marzeń. Jak dziś patrzy Pani na tamtą sytuację?

Dziś patrzę na to zupełnie inaczej niż wtedy. W tamtym czasie odbierałam to jako porażkę, ale z perspektywy lat widzę, że życie po prostu poprowadziło mnie inną drogą.

Po nieudanej próbie trafiłam do bankowości. Zdobyłam tam ogromną wiedzę, doświadczenie i kontakty, które później okazały się bezcenne w prowadzeniu własnej kancelarii.

Egzaminy były wtedy dwuetapowe. Część pisemną zdałam, ustnej już nie. To były czasy, gdy dostęp do zawodów prawniczych był znacznie trudniejszy, a ja nie miałam w rodzinie nikogo z tego środowiska. Pamiętam, że obraziłam się wtedy na całą palestrę. Dziś jednak myślę, że wszystko wydarzyło się po coś.

Kiedy zdobyłam tytuł radcy prawnego, razem ze wspólniczką zastanawiałyśmy się nad specjalizacją. Wtedy pojawiła się pierwsza klientka z kredytem frankowym i od razu wiedziałyśmy, że to jest nasza droga. Tak zaczęła się nasza specjalizacja w sprawach przeciwko bankom i innym instytucjom finansowym.

Praca w banku nie była częścią pierwotnego planu, a jednak to właśnie ona doprowadziła Panią do stworzenia własnej kancelarii. Czego nauczyły Panią lata spędzone po drugiej stronie barykady?

Przede wszystkim nauczyły mnie, jak funkcjonują banki od środka. Zrozumiałam sposób myślenia analityków, proces podejmowania decyzji kredytowych oraz to, czym kierują się instytucje finansowe.

Dzięki temu wiem, dlaczego bank podejmuje określone decyzje i dlaczego nie zawsze liczy się wyłącznie zdolność kredytowa klienta. Często tłumaczę klientom, że z perspektywy banku najważniejsze jest ograniczenie ryzyka, dlatego niechętnie rezygnuje on z dodatkowych zabezpieczeń czy współkredytobiorców.

Poznałam również wewnętrzne procedury banków, ich język oraz sposób działania. Ta wiedza jest dziś ogromnym atutem w prowadzeniu spraw przeciwko instytucjom finansowym.

Z perspektywy czasu uważam, że los celowo poprowadził mnie dłuższą drogą. Dzięki pracy w bankowości zdobyłam doświadczenie, którego nie nauczyłabym się na studiach ani podczas aplikacji. Dziś wykorzystuję je każdego dnia, pomagając swoim klientom.

Zdobywanie kolejnych kwalifikacji zawodowych przy dwójce małych dzieci, pracy i licznych obowiązkach brzmi jak ogromne wyzwanie. Skąd czerpała Pani siłę i determinację?

Szczerze mówiąc, sama czasem się nad tym zastanawiam. Chyba motywowała mnie chęć stworzenia życia na własnych zasadach. Nie chciałam pracować u kogoś przez całe życie. Marzyłam o pracy, która będzie ciekawa, da mi niezależność i możliwość pomagania ludziom.

Nie byłoby to jednak możliwe bez wsparcia najbliższych. Mąż, mimo że często wyjeżdżał służbowo na kilka dni, w weekendy przejmował obowiązki domowe i opiekę nad dziećmi. Ogromnie pomogli mi także rodzice.

Pracowałam wtedy w różnych kancelariach, za niewielkie wynagrodzenie i pod dużą presją. Miałam jednak też sporo szczęścia. Moje dzieci były zdrowe, spokojne i lubiły przedszkole, co bardzo ułatwiało codzienne funkcjonowanie. Dzięki temu wierzyłam, że dam radę. I rzeczywiście się udało.

W listopadzie minęło 10 lat działalności kancelarii. Jakie sprawy i historie klientów najbardziej utwierdziły Panią w przekonaniu, że obrała właściwą drogę zawodową?

Najbardziej poruszają mnie historie osób, które zostały wprowadzone w błąd przy zaciąganiu kredytów frankowych. Dla wielu z nich były to dramaty ciągnące się latami – utrata poczucia bezpieczeństwa, problemy finansowe, choroby czy rozpady rodzin.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której ktoś po kilkunastu latach regularnej spłaty kredytu nadal jest winien bankowi niemal tyle samo, ile pożyczył. To budzi ogromną bezradność.

Dlatego największą satysfakcję daje mi moment, gdy po wygranej sprawie klienci odzyskują spokój i wychodzą z kancelarii z poczuciem, że mogą zacząć nowy etap życia. To utwierdza mnie w przekonaniu, że wybrałam właściwą drogę.

Wciąż wiele osób uważa, że z bankiem nie da się wygrać. Co powiedziałaby Pani kobietom i rodzinom z mniejszych miejscowości, które mają poczucie, że są bez szans w starciu z dużą instytucją finansową?

Powiedziałabym im, że to mit. Tysiące wygranych spraw pokazują, że z bankiem można skutecznie dochodzić swoich praw.

W mniejszych miejscowościach nadal pokutuje przekonanie, że wystąpienie przeciwko bankowi skończy się utratą mieszkania albo długami. Tymczasem, jeśli umowa zawiera niedozwolone zapisy, prawo stoi po stronie konsumenta.

Dlatego warto zrobić pierwszy krok i oddać umowę do analizy. To nic nie kosztuje, a doświadczony prawnik jest w stanie ocenić szanse powodzenia sprawy i przedstawić jej skutki finansowe. Najgorszą decyzją jest nie zrobić nic.

Przez lata pomogły Panie setkom klientów w sporach z bankami. Jak zmieniła się świadomość Polaków w zakresie swoich praw finansowych i gdzie nadal widzi Pani największe braki?

Zdecydowanie wzrosła. Coraz częściej zgłaszają się do nas osoby, które chcą przeanalizować umowę kredytową jeszcze przed jej podpisaniem. To pokazuje, że Polacy coraz bardziej świadomie podchodzą do swoich decyzji finansowych.

Wciąż jednak widzę różnice między dużymi a mniejszymi miejscowościami. W tych drugich wiele osób nie wie, że nawet po całkowitej spłacie kredytu można dochodzić swoich praw, jeśli umowa zawierała niedozwolone zapisy. Niewiele osób ma też świadomość, że podobne problemy mogą dotyczyć nie tylko kredytów frankowych, ale również innych kredytów walutowych. Dlatego edukacja prawna nadal jest bardzo potrzebna.

Wokół spraw kredytowych narosło wiele mitów. Jaki jest najczęstszy argument lub obawa, która powstrzymuje ludzi przed dochodzeniem swoich praw?

Najczęściej jest to obawa przed kosztami procesu. Na szczęście coraz więcej kancelarii, w tym również ETHICA, dopasowuje sposób rozliczenia do możliwości klienta. Część kosztów można odroczyć do zakończenia sprawy albo rozłożyć na raty.

Pamiętam klienta, którego nie było stać nawet na opłatę początkową. Ustaliliśmy, że zacznie płacić dopiero wtedy, gdy sąd wstrzyma obowiązek spłaty rat kredytu. Tak też się stało i dziś, po korzystnym wyroku sądu pierwszej instancji, czekamy na rozstrzygnięcie apelacji.

Zdarza się również, że kredytobiorcy są po rozwodzie i nie utrzymują ze sobą kontaktu. Takie sytuacje także da się skutecznie rozwiązać. Najważniejsze jest, aby nie rezygnować z walki o swoje prawa tylko dlatego, że sprawa wydaje się skomplikowana.

Coraz mocniej rozwijają Panie również projekt związany z obsługą prawną branży medycznej. Skąd pomysł na wejście właśnie w ten obszar?

Pomysł zrodził się dzięki naszym klientom frankowym, wśród których jest wielu lekarzy. Często słyszeliśmy od nich, że brakuje kancelarii specjalizujących się w obronie lekarzy w sprawach cywilnych i karnych.

Większość podmiotów działających na rynku koncentruje się na reprezentowaniu pacjentów. My dostrzegłyśmy potrzebę wsparcia także lekarzy i innych przedstawicieli zawodów medycznych. Przecież nie każde zdarzenie medyczne wynika z błędu lekarza, a również oni mają prawo do profesjonalnej ochrony swojego dobrego imienia i interesów.

Medycyna estetyczna, prywatne kliniki i gabinety rozwijają się dziś bardzo dynamicznie. Czy zauważa Pani, że pacjenci są coraz bardziej świadomi swoich praw, czy wręcz przeciwnie – nadal zbyt rzadko je egzekwują?

Rynek medycyny estetycznej rozwija się bardzo dynamicznie, jednak świadomość prawna pacjentów wciąż nie nadąża za tym tempem. Wiele gabinetów nie przykłada wystarczającej wagi do prawidłowego informowania pacjentów o przebiegu zabiegu, możliwych powikłaniach czy ryzyku.

Często dopiero po zabiegu pacjenci orientują się, co podpisali i jakie mieli prawa. Zdarza się, że zgoda na zabieg jest podpisywana tuż przed jego wykonaniem, kiedy pacjent jest zestresowany lub znajduje się już pod wpływem leków. Trudno wtedy mówić o w pełni świadomej decyzji.

Dlatego uważam, że w tym obszarze wciąż jest wiele do zrobienia – zarówno po stronie placówek medycznych, jak i edukacji pacjentów.

Jakie sygnały powinny wzbudzić czujność pacjentki, która ma poczucie, że podczas leczenia lub zabiegu mogło dojść do nieprawidłowości?

Najlepiej obrazuje to przykład naszej koleżanki z kancelarii, która przeszła zabieg okulistyczny z wykorzystaniem lasera. Nie otrzymała żadnych pisemnych informacji o przebiegu zabiegu, możliwych powikłaniach ani zaleceniach pooperacyjnych. Wszystkiego musiała dowiedzieć się samodzielnie.

Na szczęście w jej przypadku nic złego się nie wydarzyło, ale taka sytuacja pokazuje, jak ważne jest właściwe poinformowanie pacjenta. Tam, gdzie w grę wchodzi zdrowie lub życie człowieka, nie ma miejsca na lekceważenie obowiązków informacyjnych.

Warto jednak pamiętać, że nie każdy nieudany efekt zabiegu oznacza błąd medyczny. Powikłania mogą wystąpić mimo prawidłowo przeprowadzonego leczenia. Dlatego każda sprawa wymaga indywidualnej analizy dokumentacji medycznej przez prawnika specjalizującego się w tego typu postępowaniach. Dopiero wtedy można ocenić, czy doszło do błędu oraz jakie roszczenia przysługują pacjentowi.

Patrząc na swoją drogę zawodową – od trudnych momentów, przez walkę o własne marzenia, aż po prowadzenie rozwijającej się kancelarii – jakie przesłanie chciałaby Pani przekazać kobietom, które stoją dziś przed ważną decyzją lub życiowym zakrętem?

Chciałabym powiedzieć kobietom, aby nie oceniały swojego życia wyłącznie przez pryzmat pojedynczych porażek czy trudnych decyzji. To, co dziś wydaje się końcem drogi, z perspektywy czasu często okazuje się początkiem czegoś znacznie lepszego.

Tak było również w moim przypadku. Nie dostałam się na wymarzoną aplikację, ale właśnie dzięki temu zdobyłam doświadczenie, które dziś jest jednym z największych atutów mojej kancelarii.

Nie warto pozwalać, by lęk zatrzymał nas w miejscu. Oczywiście decyzje powinny być przemyślane, ale trzeba mieć odwagę zrobić pierwszy krok. Dopiero wtedy dajemy sobie szansę na rozwój i odkrycie możliwości, których wcześniej nawet nie dostrzegaliśmy. Nasza przyszłość w dużej mierze zależy od tego, czy odważymy się działać.


Wywiadu udzieliła: Eliza Bielewicz-Otremba – Radczyni prawna i współzałożycielka Kancelarii ETHICA, od blisko 10 lat pomaga klientom w sporach z bankami i innymi instytucjami finansowymi. Wraz ze wspólniczką wykorzystuje doświadczenie zdobyte podczas pracy w sektorze bankowym, dzięki czemu skutecznie reprezentuje osoby walczące o unieważnienie nieuczciwych umów kredytowych oraz zachęca, by nie bać się dochodzić swoich praw – niezależnie od miejsca zamieszkania czy sytuacji finansowej. Obecnie rozwija również projekt kompleksowej obsługi prawnej branży medycznej, wspierając właścicieli klinik, przychodni i gabinetów medycznych, lekarzy oraz pacjentów w sprawach związanych z prawem medycznym, odpowiedzialnością zawodową i ochroną praw pacjenta.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl