Rozwód z orzeczeniem o winie – dlaczego wiele kobiet rezygnuje z walki i co naprawdę na tym tracą?

Wiele kobiet podczas rozwodu rezygnuje z walki o orzeczenie o winie, wierząc, że dzięki temu szybciej odzyskają spokój i zamkną trudny etap życia. Doświadczenie pokazuje jednak, że taka decyzja może nieść za sobą poważne konsekwencje – zarówno finansowe, jak i emocjonalne. Adwokat Magdalena Grześkowiak, prowadząca sprawy rozwodowe od blisko 20 lat, wyjaśnia, kiedy warto walczyć o orzeczenie o winie, co można stracić, rezygnując z tego rozwiązania, oraz dlaczego skutki tej decyzji często odczuwane są jeszcze przez wiele lat po rozwodzie.

Od ponad 20 lat prowadzę sprawy rozwodowe. Szczególnie te z orzekaniem o winie. Widzę z pierwszej ręki ten sam, powtarzający się obraz. Kobieta wchodzi do kancelarii. Czasem jeszcze z resztkami determinacji, czasem już tylko z pustym spojrzeniem i teczką pełną dowodów, których potem nie chce użyć. Mąż zdradzał. Znęcał się słowami albo milczeniem. Porzucił. Przepuszczał pieniądze. Traktował ją jak tło własnego życia. Ma rację. Ma świadków. Ma wiadomości, zdjęcia, dokumenty. A potem w połowie drogi mówi cicho: „Odpuszczam. Chcę już tylko spokoju”. I wtedy wiem, że za kilka lat wróci. Albo napisze w nocy. Albo będzie żyła z ciężarem, którego nikt inny nie zauważa. Bo ten „spokój”, o który tak bardzo walczyła, często okazuje się tylko ciszą. A w ciszy słychać jedno pytanie, które wraca latami: „A gdybym jednak zawalczyła…?”.

Dlaczego kobiety rezygnują z rozwodu z orzeczeniem o winie?

Nie dlatego, że są słabe. Dlatego, że są zmęczone. I realistyczne w najgorszym możliwym momencie. Boją się eskalacji. Obawiają się, że walka o winę zniszczy je finansowo i psychicznie, a konflikt przejdzie na dzieci. Są wyczerpane. Proces z orzekaniem o winie trwa dłużej. Więcej rozpraw. Więcej wspomnień, które bolą jak świeża rana. Więcej nocy bez snu. Chcą chronić dzieci. Myślą, że szybki rozwód bez winy da maluchom spokojniejszy dom. Że jeśli one odpuszczą, dzieci nie będą musiały płacić emocjonalnej ceny. Słyszą od otoczenia: „Po co Ci to? Przecież i tak już po wszystkim. Żyj dalej”. I najczęściej – nie wiedzą, ile naprawdę tracą. Bo nikt im tego nie powiedział wprost. A strach przed kolejną walką jest w tym momencie silniejszy niż strach przed konsekwencjami, które przyjdą później.

Widziałam to wiele razy. Kobiety, które w kancelarii mówiły twardo:  Nie dam mu tak łatwo odejść, potem, po trzech czy czterech rozprawach, składały broń. Nie z braku dowodów. Z braku sił. I z nadziei, że może teraz będzie już dobrze. 

Kiedy warto walczyć o rozwód z orzeczeniem o winie?

Nie zawsze. Ale w konkretnych sytuacjach – prawie zawsze.

Gdy mąż dopuścił się zdrady, porzucenia, przemocy fizycznej lub psychicznej, alkoholizmu, hazardu albo systematycznego uchylania się od obowiązków wobec żony i dzieci.

Gdy kobieta przez lata rezygnowała z kariery, z siebie, z własnych planów, a po rozwodzie jej sytuacja materialna ma się dramatycznie pogorszyć.

Gdy chce, żeby sąd jasno zobaczył, kto rozbił ten dom. Nie dla zemsty. Dla prawdy.

Wina nie jest zemstą. To narzędzie. Czasem jedyne, które daje realną siłę przy stole negocjacyjnym. I czasem jedyne, które pozwala kobiecie spojrzeć w lustro i powiedzieć: Nie dałam mu odejść tak, jakby nic się nie stało. 

Adw. Magdalena Grześkowiak

Co można stracić, rezygnując z orzeczenia o winie?

Alimenty

Bez orzeczenia o winie mogą domagać się alimentów na siebie tylko wtedy, gdy są w niedostatku. Z orzeczeniem o wyłącznej winie męża – mogą żądać alimentów nawet wtedy, gdy radzą sobie finansowo, jeśli rozwód znacząco obniżył ich standard życia. Różnica bywa ogromna. Widziałam kobiety, które dzięki temu nie musiały wracać do pracy na pełny etat w wieku 48 czy 52 lat. 

Pozycję negocjacyjną

Gdy mąż wie, że żona może iść w winę i ma na to dowody, częściej godzi się na lepszy podział majątku, wyższe alimenty na dzieci albo szybsze zakończenie sprawy. Bez tego kobieta staje się petentką. On dyktuje warunki. Ona tylko prosi.

Przyszłe relacje z dziećmi

Orzeczenie o winie nie decyduje automatycznie o opiece. Ale sąd, który widzi, kto systematycznie niszczył rodzinę, inaczej patrzy na prośby o kontakty, wakacje czy decyzje wychowawcze. Zwłaszcza gdy w tle jest przemoc, alkohol albo wieloletnie lekceważenie obowiązków ojca.

Coś, czego nie da się zmierzyć pieniędzmi

Poczucie sprawiedliwości. To nie patos. To coś, co wraca. Kobiety, które odpuściły „dla spokoju”, po 5-7 latach często mówią to samo: „Nadal nie mogę przejść obok tego, że on wyszedł z tego czysty. Że wszyscy myślą, że po prostu się nie dogadaliśmy. Ten ciężar nie znika. On tylko cichnie. A potem wraca w najmniej oczekiwanych momentach – przy nowej partnerce byłego męża, przy kolejnych urodzinach dzieci, przy własnych próbach ułożenia sobie życia.

Jak wygląda rozwód z orzeczeniem o winie w praktyce?

Nie jest to wojna totalna. To procedura. Trudna, ale konkretna i możliwa do przejścia.

Kobieta składa pozew z wnioskiem o orzeczenie winy. Dołącza dowody, które naprawdę działają:

– wiadomości, maile, zdjęcia, nagrania (legalnie uzyskane),

– zeznania świadków – rodziny, przyjaciół, sąsiadów, współpracowników,

– dokumenty: rachunki z hoteli, wyciągi bankowe, zaświadczenia o leczeniu, notatki policyjne,

Rozprawy są emocjonalnie ciężkie. Ale nie muszą trwać latami. Dobrze przygotowana sprawa często kończy się szybciej, niż kobiety się spodziewają – bo druga strona widzi, że nie blefują. Że mają siłę i dowody.

Historie, które zostają we mnie na lata

Kasia. 14 lat małżeństwa. Mąż miał kochankę przez trzy lata. Ona wiedziała. Miała SMS-y, zdjęcia z wyjazdów, świadków. Na pierwszej rozprawie powiedziała: „Niech będzie bez winy. Chcę spokój. Dla dzieci”. Po dwóch latach mąż ożenił się z kochanką, kupił dom, a Kasia mieszkała z dwójką dzieci w wynajmowanym mieszkaniu i walczyła o alimenty w wysokości 1200 zł. Wróciła z pytaniem, które usłyszałam już zbyt wiele razy: „Czy da się jeszcze coś zrobić?”. Nie dało się. Orzeczenie było prawomocne.

Monika. Mąż systematycznie ją poniżał, kontrolował, izolował od rodziny i przyjaciół. Miała nagrania i zeznania siostry. Bała się. Płakała na każdej konsultacji. Ale zawalczyła. Dostała orzeczenie o wyłącznej winie. Alimenty na siebie – 2500 zł miesięcznie, bo sąd uznał, że jej poziom życia dramatycznie spadł. 

Na koniec nadzieja, którą warto zabrać ze sobą

Rezygnacja z walki o winę rzadko daje prawdziwy spokój. Najczęściej daje tylko ciszę, w której przez lata słychać to samo pytanie. Jednak jest też druga strona. Kobiety, które zdecydowały się zawalczyć – nawet jeśli bały się, nawet jeśli płakały, nawet jeśli myślały, że nie damy rady – często po latach mówią coś innego. Że odzyskały poczucie sprawiedliwości. Że przestały chronić wygodę byłego męża kosztem własnej przyszłości. Że wreszcie mogą oddychać pełną piersią.

Nie każda sprawa nadaje się do orzekania o winie. Ale jeśli kobieta ma dowody i czuje gdzieś głęboko, że coś tu nie gra – warto to sprawdzić. Z kimś, kto te sale zna od środka. Bo konsekwencje decyzji „odpuszczam” nie kończą się w dniu rozwodu. One dopiero wtedy się zaczynają. A spokój, o który tak wiele kobiet walczy, czasem przychodzi dopiero wtedy, gdy przestają uciekać przed prawdą. Kiedy przestają oddawać pole tylko po to, by było ciszej. Kiedy pozwalają sobie na to, by ich historia została usłyszana i uznana. Nie muszą być bohaterkami. Muszą tylko wiedzieć, ile naprawdę jest warte to, z czego tak łatwo rezygnują. I że nie są w tym same.


Autorka: Adw. Magdalena Grześkowiak od blisko 20 lat prowadzi sprawy rozwodowe, ze szczególnym uwzględnieniem rozwodów z orzeczeniem o winie. W swojej praktyce wspiera kobiety w trudnych postępowaniach rodzinnych, pomagając im świadomie podejmować decyzje, które mają wpływ na ich przyszłość. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu doskonale zna konsekwencje rezygnacji z walki o swoje prawa oraz mechanizmy, które towarzyszą rozpadowi małżeństwa.

Więcej informacji o działaniach Magdaleny znajdziesz na www.magdalenagrzeskowiak.pl oraz na Instagramie.


Fot. Żaneta Niźnikowska


iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl