Czy naprawdę można mieć równowagę w życiu i biznesie jednocześnie?
Czy da się prowadzić firmę, rozwijać karierę i jednocześnie nie rezygnować z siebie? Wiele kobiet marzy o work-life balance, ale odkłada odpoczynek na później, wierząc, że najpierw musi „ogarnąć wszystko”. Tymczasem brak równowagi między życiem zawodowym a prywatnym ma swoją cenę. Sprawdź, dlaczego warto zadbać o siebie, zanim organizm sam upomni się o zmianę.
Zapytaj w kobiecym gronie czy naprawdę można mieć równowagę w życiu i biznesie jednocześnie, a usłyszysz westchnienie. Potem śmiech. A potem zdanie, które słyszę od moich klientek najczęściej: „Może kiedyś. Jak dzieci podrosną. Jak firma stanie na nogi. Jak przejdę ten jeden trudny kwartał”.
Zawsze „jak”.
Chcę Ci dzisiaj powiedzieć jedno. To nie jest kwestia braku czasu. To rachunek, który ktoś Ci wystawi. Pytanie brzmi tylko: kto go zapłaci i czym?
Rachunek przychodzi zawsze. Tylko nie od razu
Brak równowagi ma jedną podstępną cechę – przez bardzo długi czas wygląda po prostu jak sukces. Wstajesz o piątej, bo tylko wtedy masz ciszę. Odpowiadasz na maile podczas kolacji i bierzesz laptopa na urlop „na wszelki wypadek”, a w Twoim kalendarzu od miesięcy nie ma ani jednego wolnego pola. I czujesz z tego powodu coś na kształt dumy, zwłaszcza gdy ktoś mówi: „Nie wiem, jak Ty to wszystko ogarniasz”.
To jest dokładnie ten moment, w którym rachunek zaczyna rosnąć po cichu. Bo najpierw znika to, czego nikt nie zauważy, czyli sen. Zaraz po nim cierpliwość do dzieci i ochota na bliskość. Wieczorem nie chcesz już rozmawiać – chcesz tylko, żeby wszyscy dali Ci pięć minut spokoju. Na samym końcu znika coś, czego brak boli najbardziej: kontakt ze sobą. Przestajesz wiedzieć, czego właściwie chcesz, bo od lat zadajesz sobie wyłącznie jedno pytanie: Co jeszcze muszę zrobić?
Brzmi znajomo?
Historia przedsiębiorczyni. Byłam na wakacjach, ale nie było mnie tam ani przez dzień
Ja też byłam pewna, że mam to wszystko pod kontrolą. Prowadziłam agencję i byłam w niej wszystkim naraz: strateżką, księgową, managerką, sprzedawczynią i rekruterką. A kiedy ktoś pytał, czy nie za dużo tego, odpowiadałam automatycznie dwoma słowami, które powtarzałam wtedy jak zaklęcie: „Dam radę”. Najlepiej pamiętam jednak nie pracę, lecz pewne wakacje.
Byliśmy nad morzem. Świeciło słońce. Moja rodzina siedziała na kocu kilka metrów ode mnie, a ja siedziałam na leżaku z laptopem na kolanach i odpowiadałam na maila, który spokojnie mógł poczekać do poniedziałku. Kiedy ktoś mnie zawołał, odpowiedziałam odruchowo: „Za chwilę”.
Dokładnie tak samo odpowiadałam przez ostatnie miesiące przy każdej innej okazji. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że fizycznie byłam na tych wakacjach od tygodnia, ale tak naprawdę nie było mnie tam ani przez jeden dzień. To był pierwszy raz, kiedy naprawdę zobaczyłam, ile mnie to kosztuje. Nie firmę. Mnie.
Na czym polega work-life balance? Równowaga to nie punkt, ale ruch
Kiedy pytam klientki, jak wyobrażają sobie równowagę, wiele z nich opisuje idealny grafik: osiem godzin pracy, dwie dla rodziny, godzina dla siebie, wszystko podzielone symetrycznie i raz na zawsze. A potem żyją z poczuciem porażki, bo takie życie po prostu nie istnieje.
Einstein powiedział kiedyś, że życie jest jak jazda na rowerze i żeby utrzymać równowagę, trzeba być w ciągłym ruchu. Znam to zdanie od lat, ale naprawdę zrozumiałam je dopiero wtedy, gdy sama się przewróciłam. Zastanów się przez chwilę, jak to właściwie jest z tym rowerem. Postaw go w miejscu, puść kierownicę i odsuń się. Przewróci się w ciągu sekundy. Nie dlatego, że jest źle zbudowany ani dlatego, że Ty jesteś za słaba. Rower w bezruchu nie ma z czego utrzymać równowagi. Ten sam rower w ruchu jedzie stabilnie, bo podczas jazdy przez cały czas robisz mikrokorekty. Przechylasz się odrobinę w lewo, więc kierownica skręca w lewo. Przechylasz się w prawo, więc skręca w prawo. I tak dziesiątki razy na minutę, o milimetry, zupełnie nieświadomie. Nikt Cię tego nie uczył. Twoje ciało po prostu to robi.
Dokładnie tak wygląda równowaga w życiu. W tym tygodniu masz duży projekt, więc przechylasz się w stronę pracy. W kolejnym oddajesz ten czas bliskim. Dziś rezygnujesz z siłowni, ale kładziesz się spać o dwudziestej drugiej. Z zewnątrz nie wygląda to ani trochę symetrycznie. I właśnie to jest równowaga. A teraz najważniejsze, bo tu większość z nas się myli.
Nie przewracasz się dlatego, że przechyliłaś się za mocno. Przewracasz się dlatego, że przestałaś korygować.
Bo przez trzy lata jechałaś z kierownicą zablokowaną w jednej pozycji: praca, praca i jeszcze raz praca. Aż w końcu uznałaś, że tak właśnie wygląda jazda.
Zaangażowanie czy poświęcenie? Jak znaleźć zdrową równowagę
Jest taka metafora, której nie da się zapomnieć, kiedy usłyszy się ją choć raz.
W jajecznicy z boczkiem kura się zaangażowała. Świnia musiała się poświęcić.
Zapytaj siebie szczerze, którą z nich jesteś w swojej firmie. Bo zaangażowanie daje energię, a poświęcenie ją zabiera. Zaangażowana kobieta wraca z pracy zmęczona, ale pełna. Ta, która się poświęca, wraca pusta i po drodze oddaje kolejno zdrowie, relacje, sen i w końcu siebie.
Uważaj jednak, bo druga skrajność wcale nie jest lekiem. Coraz częściej spotykam kobiety, które po trudnych doświadczeniach mówią: „Już się nie angażuję. Robię swoje i wychodzę o siedemnastej”. Brzmi to zdrowo i rozsądnie, ale w praktyce wycofanie emocji nie leczy wypalenia, tylko je zaczyna, bo pracy, która przestała mieć dla Ciebie sens, nie zrównoważy żadna liczba wolnych godzin.
Zdrowa równowaga leży pomiędzy.
Dlaczego odkładanie odpoczynku na później jest tak niebezpieczne?
Jest przekonanie, które kosztuje kobiety najwięcej. Brzmi rozsądnie, dlatego jest tak groźne. „Teraz muszę dać z siebie wszystko. Odpocznę, jak to się ustabilizuje”.
Prawda jest taka, że to się nigdy nie ustabilizuje samo. Firma zawsze będzie potrzebowała więcej. Dzieci zawsze będą miały kolejny etap. Zawsze pojawi się nowy klient, nowy kryzys albo nowa okazja, której „szkoda przepuścić”.
Równowaga nie przyjdzie jako nagroda za ciężką pracę. To nie jest medal na mecie. Odkładanie jej na później rzadko jest kwestią złego planowania. To prawie zawsze przekonanie, które nosisz gdzieś głęboko: że masz prawo odpocząć dopiero wtedy, gdy wszystko będzie zrobione. A skoro wszystko nigdy nie będzie zrobione, prawa do odpoczynku nie dostaniesz nigdy.
Jak odzyskać work-life balance? Trzy rzeczy, które naprawdę odciążają
Zanim zajrzymy głębiej, warto zdjąć z siebie to, co da się zdjąć od razu.
Pytanie, którego nie zadajesz
Większość kobiet pyta siebie: „Co jeszcze muszę zrobić?”. Spróbuj odwrotnie: „Czego mogę nie robić?”
To pytanie odsłania zaskakująco dużo zadań, które wykonujesz z rozpędu albo z poczucia winy.
Zgoda na dziewięćdziesiąt pięć procent
W branży IT oprogramowanie optymalizuje się mniej więcej do takiego poziomu. Dopracowanie ostatnich pięciu procent pochłonęłoby tyle czasu, co cała dotychczasowa praca. A Ty robisz to codziennie. I właśnie te ostatnie pięć procent zabiera energię, której później brakuje na spokojną kolację z dzieckiem.
Delegowanie, także w domu
O oddawaniu zadań w pracy mówi się dużo. O oddawaniu ich w domu prawie wcale. A to właśnie tam kobiety najczęściej biorą wszystko na siebie.
Do tego trzy rzeczy zupełnie prozaiczne, o których zapominamy najszybciej: sen, jedzenie i ruch.
Kiedy jesteś niewyspana, nie jesteś trudną osobą. Jesteś niewyspaną osobą.
I jeszcze jedno. Przewijanie telefonu do pierwszej w nocy nie jest odpoczynkiem, tylko dopaminowym wycieńczeniem. Mózg dostaje wtedy bodźce, ale nie regeneruje się ani przez sekundę.
Dlaczego samo planowanie nie wystarczy, aby odzyskać równowagę?
I teraz najważniejsze. Mnie z tego błędnego koła nie wyprowadziła żadna z tych technik. Znałam je wszystkie. Prowadziłam agencję i umiałam planować. Problem polegał na tym, że żadna metoda planowania nie ruszy z miejsca kobiety, która w środku jest przekonana, że odpoczynek trzeba sobie zasłużyć. Możesz wpisać odpoczynek do kalendarza, a i tak go przesuniesz, bo w środku siedzi zdanie: „Najpierw obowiązki”.
Dlatego pracuję na dwóch poziomach jednocześnie: logiki i podświadomości. Najpierw zatrzymanie. To brzmi banalnie, ale jest najtrudniejszym krokiem, bo pęd uzależnia i daje złudzenie sensu.
Potem praca z przekonaniami, czyli z tymi zdaniami, które nosisz od dzieciństwa:
„Odpoczynek trzeba sobie zapracować”.
„Nikt nie zrobi tego lepiej ode mnie”.
„Jak zwolnię, wszystko się posypie”.
Nie po to, żeby je pokonać siłą woli, lecz po to, by zobaczyć, że to nie są fakty, tylko schematy.
Potem przychodzi praca z ciałem. Zamiast pytać siebie w kółko: „Co jeszcze muszę zrobić?”, zaczęłam pytać:
„Co to zmęczenie próbuje mi powiedzieć?”
Ten ścisk w gardle i napięcie w brzuchu nie były przeszkodą, którą trzeba pokonać. Były wiadomością, której przez lata nie chciałam odebrać.
Dopiero na końcu pojawia się strategia: granice, delegowanie i nowy model pracy. Tak właśnie pracuję z kobietami według metodologii Change Value Process i Career Step Revolution.
Równowaga to codzienne wybieranie siebie w małych rzeczach. To zauważenie zmęczenia, zanim zamieni się w diagnozę. To mikrokorekty kierownicy, o których nawet nie myślisz podczas jazdy. Nie idealny pion. Ruch.
I chcę, żeby zostało z Tobą jeszcze jedno zdanie, nawet jeśli zapomnisz całą resztę.
Dbanie o siebie to nie egoizm.
Jeśli o siebie nie zadbasz, prędzej czy później Twój świat się rozsypie. A z tego stanu nie zbudujesz ani firmy, ani szczęśliwego związku.
Moje motto brzmi: „Balance is life, life is joy”. Nie napisałam go w dobrym momencie życia. Napisałam je po tym, jak zapłaciłam swój rachunek.
Dlatego mówię Ci to teraz, zanim przyjdzie Twój.
Jak zrobić pierwszy krok do odzyskania równowagi?
Nie musisz rzucać firmy ani przewracać życia do góry nogami. To byłoby kolejne „muszę” na Twojej i tak długiej liście.
Pierwszym krokiem jest zatrzymanie się.
Usiądź dziś na pięć minut, bez telefonu, i zadaj sobie jedno pytanie: „Czego się boję, kiedy myślę o zwolnieniu tempa?” A potem posłuchaj, co odpowie Ci ciało. Ono wie lepiej niż Twoja głowa.
Jeśli podczas czytania tego tekstu rozpoznałaś w nim siebie – to zmęczenie, odruchowe „dam radę” i to „za chwilę” rzucane komuś, kto stoi metr od Ciebie – chcę Ci powiedzieć jedno.
Nie jesteś w tym sama i nie musisz czekać, aż ktoś wystawi Ci rachunek, żeby zacząć coś zmieniać.
Zapraszam Cię z całego serca na bezpłatną konsultację. Spokojnie przyjrzymy się temu, co dziś zabiera Ci najwięcej energii, i zobaczymy, jak mogłaby wyglądać Twoja równowaga. Nie ta z Instagrama, lecz ta Twoja, na miarę Twojego życia. Bez presji i bez oceniania.
Umów się na bezpłatną konsultację TUTAJ.
Zrób ten jeden mały krok. Reszta jest procesem, a proces możemy przejść razem.


