Kiedy zaczynasz od nowa, możesz zbudować coś wyjątkowego – Wywiad z Renatą Ryba

Macierzyństwo, wypalenie zawodowe i trudne doświadczenia mogą stać się początkiem nowego rozdziału, w którym na nowo odkrywamy własną siłę i odważniej sięgamy po marzenia. To także historia o budowaniu niezależności, rozwijaniu własnych projektów i wspieraniu innych kobiet w odkrywaniu ich potencjału. W rozmowie Renata Ryba opowiada o swojej drodze, sile kobiecej solidarności i o tym, dlaczego warto dać sobie szansę na nowy początek i przestać odkładać siebie na później.

Redakcja: Jest Pani przedsiębiorczynią, mamą czwórki dzieci i kobietą, która rozwija własne projekty zawodowe, nie rezygnując z osobistych ambicji. Jak na przestrzeni lat zmieniało się Pani postrzeganie kobiecej siły? Czy zawsze potrafiła Pani walczyć o swoje marzenia, czy tej odwagi musiała się Pani nauczyć?

Renata Ryba: Moje postrzeganie kobiecej siły zmieniało się wraz z doświadczeniami, które przynosiło mi życie. Kiedyś uważałam, że silna kobieta to taka, która potrafi wszystko udźwignąć sama, nigdy się nie poddaje i zawsze stawia potrzeby innych ponad własnymi. Dziś wiem, że prawdziwa siła kobiety polega przede wszystkim na odwadze bycia sobą, podejmowania własnych decyzji i życia w zgodzie ze swoimi wartościami. Nie zawsze potrafiłam walczyć o swoje marzenia. Tej odwagi musiałam się nauczyć. Macierzyństwo, walka o bezpieczeństwo moich dzieci, trudne doświadczenia osobiste i zawodowe oraz momenty, w których musiałam zaczynać od nowa, nauczyły mnie, że nawet kiedy życie zmienia nasze plany, nie musimy rezygnować z siebie. Jestem mamą czwórki dzieci, ale jestem również kobietą, która ma własne marzenia, ambicje i prawo do samorealizacji. Zrozumiałam, że spełniona mama to nie tylko ta, która daje wszystko swoim dzieciom, ale również ta, która pokazuje im, jak ważne jest szanowanie siebie i podążanie własną drogą.

Dziś jako przedsiębiorczyni tworzę własne projekty i wspieram inne kobiety. Chcę pokazywać im, że niezależnie od wieku, przeszłości czy sytuacji życiowej zawsze możemy otworzyć nowy rozdział. Dla mnie kobieca siła nie oznacza już nieustannej walki. Oznacza świadomość własnej wartości, niezależność, wrażliwość i odwagę, by wybierać siebie bez poczucia winy. Właśnie tego chciałabym nauczyć również moje córki: że kobieta nie musi rezygnować z siebie, aby być dobrą mamą, partnerką czy przedsiębiorczynią. Może kochać, tworzyć, rozwijać się i spełniać swoje marzenia jednocześnie.

Wspomina Pani o wypaleniu zawodowym jako jednym z przełomowych momentów w swoim życiu. Czasami dopiero zmęczenie dotychczasowym sposobem funkcjonowania skłania nas do zadania sobie pytania, czy naprawdę jesteśmy w miejscu, w którym chcemy być. Co sprawiło, że postanowiła Pani zmienić swoją zawodową drogę i zacząć budować życie na własnych zasadach?

Wypalenie zawodowe było dla mnie momentem, w którym zrozumiałam, że przez wiele lat skupiałam się przede wszystkim na obowiązkach, odpowiedzialności i potrzebach innych, zapominając trochę o sobie i własnych marzeniach. Jako mama czwórki dzieci nauczyłam się doskonale organizować życie, podejmować szybkie decyzje i radzić sobie w różnych sytuacjach. Jednak z czasem zaczęłam zadawać sobie pytanie: czy naprawdę chcę przez kolejne lata realizować wyłącznie cele innych ludzi, zamiast budować coś własnego? Moment utraty pracy, który początkowo wydawał mi się kolejną przeszkodą, okazał się początkiem zupełnie nowego rozdziału. Zrozumiałam, że moje doświadczenie, znajomość języków, umiejętność pracy z ludźmi i przede wszystkim ogromna potrzeba pomagania innym mogą stać się fundamentem własnej działalności. Tak zaczęłam rozwijać SkyLanguage oraz kolejne projekty biznesowe w Polsce i Holandii. Chciałam stworzyć coś więcej niż firmę. Chciałam budować przestrzeń opartą na zaufaniu, zaangażowaniu i prawdziwym zrozumieniu drugiego człowieka.

Dziś wiem, że ta zmiana była mi potrzebna. Nauczyłam się, że sukces nie polega wyłącznie na ciężkiej pracy, ale również na umiejętności wyznaczania granic, dbania o siebie i podejmowania decyzji zgodnych z własnymi wartościami. Nie odeszłam od dotychczasowego życia dlatego, że zabrakło mi siły. Zmieniłam swoją drogę, ponieważ w końcu zrozumiałam, że chcę tę siłę wykorzystywać również do realizacji własnych marzeń. Dziś nie chcę już tylko pracować. Chcę tworzyć, inspirować, łączyć ludzi i pokazywać innym kobietom, że czasami to, co wydaje nam się końcem pewnego etapu, może być początkiem czegoś naprawdę pięknego.

Macierzyństwo i rozwijanie własnej firmy to dwa wymagające obszary, które często konkurują o czas, energię i uwagę kobiety. Jak Pani odnajduje się w łączeniu roli mamy czwórki dzieci z rolą przedsiębiorczyni? Czy musiała Pani zmierzyć się z poczuciem winy, presją otoczenia lub przekonaniem, że dobra mama powinna przede wszystkim poświęcać się rodzinie?

Łączenie macierzyństwa z prowadzeniem własnej firmy z pewnością nie jest łatwe, szczególnie kiedy jest się mamą czwórki dzieci. Każde z nich potrzebuje mojej uwagi, obecności i miłości, a jednocześnie mam swoje marzenia, ambicje i cele zawodowe, które również są dla mnie bardzo ważne. Oczywiście, że zdarzały się momenty, w których towarzyszyło mi poczucie winy. Zastanawiałam się, czy poświęcam dzieciom wystarczająco dużo czasu, czy nie powinnam bardziej skupić się na rodzinie. Z czasem jednak zrozumiałam coś bardzo ważnego: bycie dobrą mamą nie oznacza rezygnacji z bycia sobą.

Przez wiele lat brałam na siebie ogromną odpowiedzialność. Nauczyłam się samodzielności, organizacji i podejmowania trudnych decyzji. Dziś te doświadczenia pomagają mi również w prowadzeniu własnych firm. Nie wierzę w idealną równowagę każdego dnia. Są dni, kiedy więcej uwagi potrzebują moje dzieci, i takie, kiedy muszę bardziej skoncentrować się na pracy. Najważniejsze jest dla mnie, aby w tym wszystkim nie zatracić siebie i pamiętać o tym, co naprawdę ma znaczenie. Spotykałam się również z przekonaniem, że kobieta powinna przede wszystkim poświęcać się rodzinie. Ja jednak uważam, że kobieta ma prawo być jednocześnie kochającą mamą, spełnioną partnerką i ambitną przedsiębiorczynią. Te role nie muszą się wykluczać.

Chcę, aby moje dzieci widziały we mnie nie tylko mamę, która zawsze jest gotowa je wspierać, ale również kobietę, która ma odwagę realizować swoje marzenia, pracuje nad sobą i nie boi się nowych wyzwań. Nie chcę uczyć moich dzieci, że miłość oznacza poświęcenie samej siebie. Chcę pokazać im, że można kochać całym sercem, a jednocześnie szanować własne potrzeby i ambicje. Dla mnie właśnie na tym polega świadome macierzyństwo i kobieca siła: na umiejętności dawania miłości innym, nie zapominając przy tym o miłości do samej siebie.

Decyzja o rozpoczęciu własnej działalności wiąże się nie tylko z ekscytacją, lecz także z niepewnością, odpowiedzialnością i ryzykiem. Co było dla Pani najtrudniejsze w budowaniu niezależności zawodowej i finansowej? Czy pamięta Pani moment, w którym poczuła Pani, że potrafi samodzielnie tworzyć swoją przyszłość i nie musi już podążać wyłącznie wyznaczoną przez innych ścieżką?

Myślę, że najtrudniejsze w budowaniu własnej niezależności było przełamanie strachu przed nieznanym i nauczenie się zaufania do samej siebie. Przez wiele lat byłam przyzwyczajona do tego, że muszę być odpowiedzialna, silna i zapewniać bezpieczeństwo swoim dzieciom. Dlatego decyzja o rozpoczęciu własnej działalności była dla mnie nie tylko krokiem zawodowym, ale przede wszystkim ogromną zmianą w sposobie myślenia. Jako mama czwórki dzieci nie mogłam pozwolić sobie na podejmowanie decyzji bez zastanowienia. Wiedziałam, że za moimi wyborami stoi również przyszłość mojej rodziny. Były obawy o stabilność finansową, zdobywanie klientów i to, czy uda mi się pogodzić wszystkie obowiązki.
Jednak z czasem zrozumiałam, że największym ryzykiem może być pozostanie w miejscu, w którym nie czujemy się już spełnieni.

Pamiętam moment, kiedy zaczęłam dostrzegać, że ludzie wracają do mnie, polecają moje usługi innym i obdarzają mnie zaufaniem. Wtedy poczułam, że to, co buduję, ma prawdziwą wartość. Nie tylko zawodową, ale przede wszystkim ludzką. Rozwijając SkyLanguage i kolejne projekty biznesowe w Polsce oraz Holandii, zaczęłam coraz bardziej wierzyć w swoje możliwości. Zrozumiałam, że doświadczenia, które zdobywałam przez lata, nawet te najtrudniejsze, przygotowały mnie do samodzielnego podejmowania decyzji i tworzenia czegoś własnego.

Dziś niezależność finansowa oznacza dla mnie znacznie więcej niż zarabianie pieniędzy. To przede wszystkim wolność wyboru, poczucie bezpieczeństwa, możliwość rozwoju i świadomość, że sama mam wpływ na kierunek swojego życia. Najważniejszy przełom nastąpił wtedy, kiedy przestałam pytać samą siebie, czy dam radę, a zaczęłam zastanawiać się, jak mogę to osiągnąć. Nie muszę już udowadniać światu, że jestem silna. Dziś chcę wykorzystywać swoją siłę do tworzenia, rozwijania własnych pomysłów i wspierania innych kobiet.
Wierzę, że każda kobieta ma w sobie ogromny potencjał. Czasami potrzebuje tylko odwagi, aby przestać żyć według oczekiwań innych i zacząć pisać własną historię.

Prowadzi Pani SkyLanguage PL-NL, wspiera Polaków w Holandii, rozwija projekty partnerskie i podejmuje kolejne zawodowe wyzwania. Skąd czerpie Pani motywację do działania, kiedy codzienność przynosi więcej obowiązków niż wolnego czasu? Jak odróżnia Pani zdrową ambicję od presji, by nieustannie udowadniać sobie i innym, że jest Pani w stanie zrobić jeszcze więcej?

Moją największą motywacją są przede wszystkim moje dzieci, ale również ludzie, których spotykam na swojej drodze. Każda osoba, której uda mi się pomóc, każda rozwiązana sprawa i każde dobre słowo od klienta przypominają mi, dlaczego wybrałam właśnie tę drogę. Od ponad dwudziestu lat mieszkam w Holandii i doskonale wiem, z jakimi trudnościami mierzą się Polacy za granicą. Bariera językowa, niezrozumiałe przepisy czy problemy administracyjne potrafią być ogromnym obciążeniem. Dlatego SkyLanguage PL-NL jest dla mnie czymś więcej niż działalnością zawodową. To sposób na budowanie mostów między ludźmi, językami i dwoma krajami, które są mi bliskie.

Jestem osobą ambitną, pełną pomysłów i energii do działania. Uwielbiam tworzyć nowe projekty, poznawać ludzi i widzieć, jak pomysły stopniowo zamieniają się w rzeczywistość. Jednak życie nauczyło mnie również, że nie muszę robić wszystkiego sama ani udowadniać swojej wartości poprzez nieustanną pracę. Kiedyś miałam poczucie, że im więcej zrobię, tym więcej jestem warta. Dziś patrzę na to zupełnie inaczej. Zdrowa ambicja daje mi radość, inspirację i poczucie spełnienia. Presja natomiast odbiera spokój i sprawia, że zapominamy, po co właściwie zaczęłyśmy. Wypalenie zawodowe nauczyło mnie, jak ważne jest słuchanie samej siebie, wyznaczanie granic i umiejętność odpoczynku. Nadal się tego uczę, ponieważ jestem kobietą, która lubi działać i nie zawsze potrafi zwolnić tempo.

Ogromną wartością jest dla mnie również współpraca z innymi kobietami. Wierzę, że nie musimy ze sobą rywalizować, aby osiągać sukcesy. Możemy się wzajemnie wspierać, inspirować i wspólnie tworzyć coś wyjątkowego. Właśnie na takich wartościach chcę rozwijać swoje kolejne projekty. Dziś moją największą ambicją nie jest już robienie coraz więcej, ale tworzenie coraz bardziej świadomie i wartościowo. Chcę rozwijać swoje firmy, pomagać ludziom, być obecną mamą i jednocześnie znajdować czas dla siebie. Bo prawdziwy sukces nie polega dla mnie na tym, ile obowiązków potrafię udźwignąć, ale na tym, czy życie, które buduję, daje mi szczęście, wolność i wewnętrzny spokój.

Ważnym etapem Pani drogi było podjęcie edukacji w kierunku uzyskania kwalifikacji tłumacza przysięgłego, mimo prowadzenia firmy i wychowywania dzieci. To przykład decyzji wymagającej zarówno determinacji, jak i wiary we własne możliwości. Co powiedziałaby Pani kobiecie, która marzy o nowym zawodzie, własnej firmie lub rozwoju w zupełnie innym kierunku, ale uważa, że ze względu na wiek, sytuację rodzinną czy dotychczasowe doświadczenia jest już na to za późno?

Powiedziałabym przede wszystkim, że nigdy nie jest za późno, aby zacząć realizować swoje marzenia. Wiek, macierzyństwo czy trudne doświadczenia życiowe nie powinny być przeszkodą w rozwoju. Kiedy podjęłam decyzję o dalszej edukacji w kierunku uzyskania kwalifikacji tłumacza przysięgłego, byłam samotną mamą czwórki dzieci. Mój najmłodszy synek nie miał wtedy nawet roku. Jednocześnie rozwijałam własną działalność i każdego dnia mierzyłam się z ogromną liczbą obowiązków. Miałam wtedy 36 lat, a było to cztery lata temu. Czy było łatwo? Absolutnie nie. Intensywne szkolenia, nauka, przygotowania do egzaminów, prowadzenie firmy i wychowywanie czwórki dzieci wymagały ode mnie ogromnej determinacji, cierpliwości i dobrej organizacji. Bywały momenty zmęczenia i zwątpienia, ale ani przez chwilę nie chciałam zrezygnować z tego, co sobie postanowiłam. Uwierzyłam, że dam radę, zanim jeszcze wiedziałam, jak dokładnie wszystko pogodzę. To właśnie ta wiara pozwoliła mi iść dalej.

Dziś, kiedy patrzę na tę drogę, czuję ogromną dumę. Nie tylko z tego, czego się nauczyłam i co udało mi się osiągnąć, ale przede wszystkim z tego, że pomimo wszystkich obowiązków nie zrezygnowałam z siebie. Dlatego każdej kobiecie, która myśli, że jest już za późno na zmianę zawodu, rozpoczęcie studiów czy założenie firmy, powiedziałabym: nie porównuj swojej drogi z drogą innych. Nie czekaj na idealny moment, bo taki może nigdy nie nadejść. Zacznij od małego kroku, ale zacznij. Nie musimy mieć wszystkiego perfekcyjnie zaplanowanego. Czasami wystarczy odwaga, konsekwencja i przekonanie, że nasze marzenia również zasługują na uwagę.

Jestem mamą czwórki dzieci i jestem z tego ogromnie dumna. Ale jestem też kobietą, która ma prawo się rozwijać, uczyć i spełniać zawodowo. Jedno nie wyklucza drugiego. Jeżeli moja historia może być inspiracją choćby dla jednej kobiety, która dziś wątpi w swoje możliwości, to chciałabym, żeby zapamiętała jedno: nie pozwól, aby okoliczności Twojego życia przekonały Cię, że nie możesz osiągnąć czegoś więcej. Twoja przyszłość nie kończy się tam, gdzie zaczynają się Twoje obowiązki.

W życiu zawodowym i osobistym nie wszystko przebiega zgodnie z planem. Niektóre doświadczenia odbieramy początkowo jako porażki, a dopiero z czasem dostrzegamy, że stały się początkiem ważnych zmian. Które wydarzenia z Pani życia najmocniej ukształtowały Panią jako kobietę i przedsiębiorczynię? Czego nauczyły Panią o własnej odporności, granicach i możliwościach?

Myślę, że najbardziej ukształtowały mnie te doświadczenia, których nigdy sama bym sobie nie wybrała. Życie wielokrotnie stawiało mnie w sytuacjach, w których musiałam podejmować trudne decyzje, wykazywać się odwagą i odnajdywać w sobie siłę, o której wcześniej nawet nie wiedziałam. Jednym z najważniejszych i najbardziej przełomowych wydarzeń w moim życiu była walka o moje dzieci po porwaniu rodzicielskim. To doświadczenie zmieniło mnie jako kobietę, ale przede wszystkim jako matkę. Nauczyło mnie ogromnej determinacji, cierpliwości i tego, że są wartości, o które nigdy nie przestanę walczyć. Kiedy moje dzieci do mnie wróciły, wiedziałam, że niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość, potrafię stawić czoła naprawdę wielkim wyzwaniom.

Kolejnym ważnym etapem był rozwód, samodzielne wychowywanie czwórki dzieci, a później wypalenie zawodowe i utrata pracy. Dziś patrzę na te wydarzenia zupełnie inaczej niż kiedyś. To, co początkowo wydawało mi się końcem pewnego etapu, stało się początkiem mojej niezależności i rozwoju zawodowego. Zrozumiałam, że nie chcę już tylko dostosowywać się do okoliczności. Chcę świadomie decydować o swoim życiu, rozwijać własne projekty i tworzyć przyszłość zgodną z moimi wartościami.

Najważniejszą lekcją było dla mnie odkrycie, że siła kobiety nie polega na tym, ile potrafi wytrzymać, ale również na tym, kiedy potrafi powiedzieć „dość”, postawić granice i wybrać siebie. Przez wiele lat uważałam, że muszę ze wszystkim radzić sobie sama. Dziś wiem, że prawdziwa dojrzałość polega również na umiejętności przyjmowania wsparcia, otaczania się odpowiednimi ludźmi i budowania relacji opartych na wzajemnym szacunku.

Te wszystkie doświadczenia miały ogromny wpływ na to, jaką przedsiębiorczynią jestem dzisiaj. Dzięki nim potrafię lepiej rozumieć ludzi, ich obawy, problemy i sytuacje życiowe. Nie patrzę na klientów wyłącznie przez pryzmat dokumentów czy spraw administracyjnych. Widzę przede wszystkim człowieka, który często potrzebuje nie tylko profesjonalnej pomocy, ale również zrozumienia. Dziś nie postrzegam swojej przeszłości jako zbioru porażek. Widzę w niej drogę, która nauczyła mnie odwagi, niezależności i wiary we własne możliwości.
Nie wszystko, co nas spotyka, możemy wybrać. Ale możemy zdecydować, co z tym doświadczeniem zrobimy i kim dzięki niemu się staniemy.
I chyba właśnie z tego jestem najbardziej dumna: że nie pozwoliłam, aby trudne wydarzenia odebrały mi marzenia, wrażliwość i chęć tworzenia czegoś dobrego. Wręcz przeciwnie, stały się dla mnie motywacją, aby budować życie na własnych zasadach i wspierać inne kobiety w odnajdywaniu ich własnej siły.

Otwarcie biura w centrum Rotterdamu, rozwijanie kolejnych przedsięwzięć w Polsce i organizacja kongresu dla kobiet pokazują, że nie ogranicza się Pani do jednego pomysłu na siebie. Jaką rolę w Pani rozwoju odgrywa odwaga do wychodzenia poza własną strefę komfortu? Czy ma Pani swoją metodę podejmowania decyzji, gdy pojawia się szansa, która jednocześnie ekscytuje i budzi obawy?

Odwaga do wychodzenia poza własną strefę komfortu odgrywa ogromną rolę w moim życiu. Uważam, że rozwój zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się to, co dobrze znamy. Gdybym zawsze kierowała się wyłącznie poczuciem bezpieczeństwa i obawą przed niepowodzeniem, prawdopodobnie nigdy nie zdecydowałabym się na wiele rzeczy, które dziś dają mi ogromną satysfakcję. Otwarcie biura w centrum Rotterdamu, rozwijanie projektów biznesowych w Polsce czy organizacja Kongresu Kobiet to dla mnie nie tylko kolejne przedsięwzięcia. To realizacja wizji, która dojrzewała we mnie przez lata. Zawsze chciałam tworzyć coś własnego, łączyć ludzi, budować wartościowe relacje i dawać innym możliwości rozwoju.

Czy odczuwam strach przed nowymi wyzwaniami? Oczywiście, że tak. Myślę, że każdy przedsiębiorca go doświadcza. Różnica polega na tym, że dziś nie pozwalam, aby strach podejmował decyzje za mnie. Mam swoją zasadę: najpierw słucham intuicji, później analizuję możliwości, a następnie podejmuję działanie. Zadaję sobie pytanie, czy dana decyzja jest zgodna z moimi wartościami, czy wniesie coś dobrego do mojego życia i czy może przynieść wartość również innym ludziom. Oczywiście biorę pod uwagę ryzyko, szczególnie że jako mama czwórki dzieci czuję ogromną odpowiedzialność za stabilność i bezpieczeństwo mojej rodziny. Nie czekam jednak, aż wszystkie okoliczności będą idealne. Nauczyłam się, że czasami trzeba zrobić pierwszy krok, a kolejne rozwiązania pojawiają się już w trakcie działania. Doskonałym przykładem jest organizacja Kongresu Kobiet. To projekt, który powstał z mojej potrzeby łączenia kobiet, dzielenia się doświadczeniami i tworzenia przestrzeni, w której każda z nas może poczuć się zauważona, wysłuchana i zainspirowana. Jest to dla mnie nowe wyzwanie, ale jednocześnie coś, co daje mi ogromną radość i poczucie sensu.

Bardzo ważni są dla mnie również ludzie, którymi się otaczam. Wierzę we współpracę, wzajemne wsparcie i siłę zespołu. Nie muszę wszystkiego tworzyć sama, a sukces smakuje jeszcze lepiej, kiedy można dzielić go z innymi. Dziś wiem, że odwaga nie oznacza braku strachu. Odwaga to umiejętność działania pomimo obaw, ale z wiarą w siebie i świadomością podejmowanych decyzji. Nie chcę za kilka lat zastanawiać się, co by było, gdybym spróbowała. Wolę podjąć wyzwanie, zdobyć nowe doświadczenie, a nawet popełnić błąd, niż zrezygnować z marzenia tylko dlatego, że jego realizacja wymaga wyjścia poza to, co znane. Bo dla mnie życie nie polega na staniu w miejscu. Polega na odkrywaniu własnych możliwości, ciągłym rozwoju i odwadze do tworzenia przyszłości, o której kiedyś tylko marzyłam.

Podkreśla Pani, że kobiety powinny współpracować, zamiast ze sobą rywalizować, a kobieca siła nie zna granic. Dlaczego solidarność między kobietami jest dla Pani tak ważna? Jak możemy budować relacje, w których zamiast porównywania się, zazdrości czy wzajemnej oceny pojawiają się wsparcie, wymiana doświadczeń i realna pomoc w realizacji zawodowych marzeń?

Solidarność między kobietami jest dla mnie niezwykle ważna, ponieważ wierzę, że kiedy kobiety zaczynają się wzajemnie wspierać, zamiast ze sobą rywalizować, potrafią tworzyć naprawdę wyjątkowe rzeczy. Przez lata spotykałam na swojej drodze różne kobiety. Takie, które dodawały mi odwagi, inspirowały mnie i wierzyły we mnie, ale również takie, przy których czułam, że muszę udowadniać swoją wartość. Te doświadczenia nauczyły mnie, jak ogromny wpływ na nasze życie mają ludzie, którymi się otaczamy.

Uważam, że każda kobieta ma swoją historię, własne doświadczenia, talenty i marzenia. Nie musimy być takie same, aby się rozumieć. Nie musimy również osiągać sukcesów w tym samym czasie ani podążać identyczną drogą. Sukces jednej kobiety nie odbiera szansy drugiej. Wręcz przeciwnie, może stać się dla niej inspiracją i otworzyć zupełnie nowe możliwości.
Dziś jako przedsiębiorczyni staram się właśnie na takich wartościach budować swoje relacje zawodowe. Uwielbiam współpracować z kobietami, które mają własne pomysły, pasje i odwagę do działania. Wierzę, że każda z nas wnosi coś wyjątkowego, a połączenie naszych umiejętności pozwala osiągać znacznie więcej niż indywidualna rywalizacja.

Myślę, że budowanie prawdziwej solidarności zaczyna się od prostych rzeczy: szczerej rozmowy, umiejętności słuchania, dzielenia się wiedzą, polecania swoich usług i cieszenia się z sukcesów innych kobiet. Czasami jedno dobre słowo, kontakt zawodowy czy okazane zaufanie mogą odmienić czyjąś drogę. Właśnie z takiej potrzeby narodził się pomysł organizacji Kongresu Kobiet w Rotterdamie. Chciałam stworzyć przestrzeń, w której kobiety będą mogły nie tylko zdobywać wiedzę, ale przede wszystkim poznawać się, wymieniać doświadczeniami, budować relacje i wzajemnie inspirować. Miejsce, w którym żadna kobieta nie musi udawać, że jest idealna, ani obawiać się oceny.

Bardzo zależy mi na tym, aby kobiety wychodziły z takich spotkań nie tylko z nową wiedzą, ale również z poczuciem, że nie są same ze swoimi marzeniami, obawami czy wyzwaniami.
Wierzę, że kobieta, która zna swoją wartość, nie potrzebuje umniejszać wartości innej kobiety. Potrafi podać jej rękę, docenić jej sukces i wspólnie z nią wzrastać. Chciałabym, abyśmy jako kobiety częściej zadawały sobie pytanie: „Jak mogę Ci pomóc?”, zamiast: „Dlaczego jej się udało, a mnie jeszcze nie?”. Bo kobieca siła naprawdę nie zna granic, szczególnie wtedy, gdy zamiast budować między sobą mury, zaczynamy budować mosty. Moim marzeniem jest tworzenie społeczności kobiet, które nie tylko mówią o wzajemnym wsparciu, ale naprawdę wprowadzają je w życie. Kobiet, które razem rosną, inspirują się i pokazują kolejnym pokoleniom, że współpraca jest znacznie piękniejsza niż rywalizacja.

Gdyby mogła Pani przekazać jedną ważną myśl kobiecie, która czuje, że utknęła w miejscu, straciła wiarę w siebie albo od lat odkłada własne marzenia na później, co chciałaby jej Pani powiedzieć? I patrząc na swoją dotychczasową drogę, jakie marzenie wciąż czeka na realizację – takie, na które tym razem chce Pani odważnie sobie pozwolić?

Gdybym mogła przekazać jednej kobiecie tylko jedną myśl, powiedziałabym jej: nie rezygnuj z siebie, niezależnie od tego, ile razy życie zmusiło Cię do zaczynania od nowa. Wiem, jak to jest znaleźć się w momencie, w którym brakuje sił, pewności siebie i wiary, że coś jeszcze może się zmienić. Sama przechodziłam przez takie etapy. Byłam samotną mamą czwórki dzieci, walczyłam o ich bezpieczeństwo, doświadczyłam wypalenia zawodowego i musiałam wielokrotnie podejmować decyzje, które wymagały ogromnej odwagi. Kiedy miałam ostatnie euro w portfelu, siedziałam i płakałam na sofie, pytając samą siebie: „I co teraz?”. Ale dziś wiem jedno: nasza przeszłość nie musi decydować o naszej przyszłości.

Chciałabym powiedzieć każdej kobiecie, że nie musi być idealna, nie musi mieć wszystkiego zaplanowanego i nie musi spełniać oczekiwań całego świata. Ma prawo zmienić zdanie, rozpocząć naukę, założyć firmę, zakończyć pewien etap życia i zacząć zupełnie nowy. Nie ma znaczenia, czy ma 25, 40 czy 60 lat. Każdy moment może być dobry, aby zrobić coś dla siebie.
Patrząc na swoją dotychczasową drogę, czuję ogromną wdzięczność za to, co udało mi się zbudować. Jestem mamą czwórki wspaniałych dzieci, rozwijam własne firmy, realizuję kolejne projekty w Polsce i Holandii oraz tworzę przestrzeń, w której mogę wspierać innych ludzi, szczególnie kobiety.

A moje największe marzenie, które wciąż czeka na pełną realizację? Chciałabym stworzyć międzynarodową społeczność kobiet, które niezależnie od kraju, wieku czy sytuacji życiowej będą mogły odnaleźć wsparcie, rozwijać swoje talenty, budować niezależność i realizować własne marzenia. Marzę o tym, aby Kongres Kobiet, który organizuję w Rotterdamie, stał się początkiem czegoś znacznie większego. Chciałabym rozwijać tę inicjatywę również w Polsce, organizować kolejne spotkania, warsztaty i wydarzenia, które będą łączyły kobiety, inspirowały je i otwierały przed nimi nowe możliwości.

Jednocześnie marzę o dalszym rozwoju swoich firm, tworzeniu miejsc pracy i budowaniu mostów między Polską a Holandią. Marzę również o tym, aby przebiec maraton w Nowym Jorku na dystansie 43 km. W Rotterdamie udało mi się już przebiec 43 km w ciągu czterech godzin. Ale jest jeszcze jedno marzenie, być może najważniejsze i najbardziej osobiste. Chcę nauczyć się w pełni cieszyć tym, co już osiągnęłam. Nie tylko nieustannie dążyć do kolejnych celów, ale również zatrzymywać się, doceniać codzienność, spędzać czas z bliskimi, podróżować i po prostu cieszyć się życiem. Przez wiele lat moje życie wymagało ode mnie przede wszystkim odpowiedzialności i działania. Dziś chcę pozwolić sobie również na lekkość, spokój, kobiecość i radość.

Właśnie tym chciałabym zakończyć swoją historię:
Drogie Kobiety, nie odkładajcie siebie na później. Nie czekajcie, aż dzieci dorosną, aż pojawi się idealny moment albo aż ktoś da Wam pozwolenie na realizację własnych marzeń. To Wy jesteście autorkami swojego życia. Nie bójcie się marzyć odważnie, bo czasami jedyną granicą naszych możliwości jest ta, którą same sobie wyznaczamy. A ja? Ja mam dopiero 40 lat i czuję, że najpiękniejsze rozdziały mojej historii są jeszcze przede mną.


Wywiadu udzieliła: Renata Ryba – tłumacz języka polskiego i niderlandzkiego oraz założycielka marki SkyLanguage PL-NL, która wspiera Polaków mieszkających w Holandii w sprawach językowych, urzędowych i administracyjnych. Od ponad 20 lat mieszka w Holandii. Rozwija własne marki i międzynarodowe projekty biznesowe, łącząc Polskę i Holandię Po trudnych doświadczeniach osobistych i wypaleniu zawodowym odbudowała swoją niezależność i rozpoczęła nowy etap kariery Angażuje się we wspieranie kobiet, rozwijanie współpracy i tworzenie przestrzeni sprzyjających ich rozwojowi zawodowemu Wierzy w siłę kobiecej solidarności i pokazuje własnym przykładem, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można zacząć od nowa i realizować swoje marzenia.

Więcej informacji o działaniach Renaty znajdziesz na Facebooku oraz Instagramie tutaj i tutaj.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl