Co naprawdę blokuje kobiety przed podejmowaniem decyzji? Wywiad z Magdaleną Klepczyńską
Dlaczego tak wiele kobiet odkłada ważne decyzje, choć doskonale wie, czego chce? Skąd bierze się chaos decyzyjny, overthinking i nieustanne czekanie na „idealny moment”? Magdalena Klepczyńska, przedsiębiorczyni i ekspertka od procesów decyzyjnych, tłumaczy, dlaczego pewność nie poprzedza działania, lecz jest jego efektem. W rozmowie opowiada o mechanizmach, które blokują kobiety, cenie niezdecydowania oraz o tym, jak podejmować odważne decyzje mimo lęku i niepewności.
Redakcja: Wiele kobiet mówi dziś: „Wiem, czego chcę, ale nie potrafię podjąć decyzji”. Skąd bierze się ten wewnętrzny paraliż, mimo dużej świadomości i kompetencji?
Magdalena Klepczyńska: Ten paraliż ma bardzo konkretne źródło i, wbrew pozorom, nie leży tam, gdzie większość kobiet go szuka. Kiedy kobieta mówi: „Wiem, czego chcę, ale nie mogę się zdecydować”, zazwyczaj zakłada, że brakuje jej odwagi, informacji albo właściwego narzędzia. Więc zbiera kolejne dane, rozmawia z kolejnymi osobami, czyta kolejne artykuły. I nadal stoi w miejscu. Bo problem nie jest tam, gdzie go szuka. Mechanizm paraliżu zaczyna się znacznie głębiej, bo na poziomie tożsamości.
Dla wielu kobiet decyzja nieświadomie równa się wyrokowi o tym, kim są. Jeśli wybiorę i wyjdzie źle, co to mówi o mnie jako matce, szefowej, partnerce, osobie, która „powinna już wiedzieć”? W momencie, gdy decyzja staje się testem tożsamości, mózg uruchamia jeden z najstarszych mechanizmów obronnych: zamrożenie. Nie podejmuję decyzji, nie zaryzykuję dowodu, że jestem nie taka, jak powinnam być. W oczach innych głównie. To nie jest słabość. To jest ochrona.
Dochodzi do tego coś, co obserwuję szczególnie u kobiet z dużym doświadczeniem i wysoką świadomością, i tu kryje się pewien paradoks. Im więcej wiesz, tym bardziej rozszerzasz przestrzeń problemu. Widzisz więcej konsekwencji, więcej możliwych reakcji innych, więcej tego, co może pójść nie tak. Świadomość nie usuwa paraliżu, ona go często wzmacnia, bo podnosi standard decyzji, którą „powinnaś” podjąć. Na tym tle nakładają się jeszcze dwa napięcia, które są dla kobiet szczególnie charakterystyczne. Pierwsze to konflikt między troską o innych a własną autonomią: „Chcę to zrobić dla siebie, ale co z osobami, które to dotknie?”. Drugie to lęk przed wyróżnieniem się, który jest głębszy niż tylko opinia środowiska. Decyzja, która cię wyróżnia – to może być na przykład nowy projekt, publiczna marka osobista, radykalna zmiana swojego życia prywatnego lub zawodowego – oznacza wyjście z grupy, w której byłaś bezpieczna. A przynależność to potrzeba ewolucyjna, nie sentyment.
Kiedy te trzy rzeczy, czyli tożsamość, perfekcjonizm i lęk przed wyłączeniem, działają jednocześnie, paraliż jest logiczną odpowiedzią systemu, który chce nas chronić. Problem w tym, że chroni przed życiem, które sama sobie wybrałaś.
Kobiety coraz częściej są przeciążone nie tylko obowiązkami, ale też nadmiarem możliwości. Czy chaos decyzyjny to dziś problem naszych czasów?
Tak, to jest problem naszych czasów, jednak nie z powodu, który najczęściej słyszymy. Mówi się, że kobiety są przeciążone obowiązkami. To prawda, ale niekompletna. Równie przeciążające, a znacznie rzadziej nazywane, jest to, że nigdy w historii nie miałyśmy tylu możliwości jednocześnie. Zmienić zawód po czterdziestce? Można. Zbudować markę osobistą od zera? Można. Wyjechać, zacząć od nowa, wybrać inaczej? Można, bo jest to dostępne niemal na wyciągnięcie ręki. I właśnie to „można” potrafi sparaliżować bardziej niż jakiekolwiek „nie wolno”. Bo nadmiar możliwości, wbrew pozorom, nie wyzwala, on przenosi ciężar odpowiedzialności w całości na ciebie. Kiedyś, gdy wyboru nie było i takich możliwości nie było, nie było też winy za zły wybór. Dziś, gdy możesz wszystko, każda decyzja staje się pytaniem: czy wybrałam najlepiej? Czy nie zmarnowałam tej wolności? Tu wchodzi mit, który niszczy więcej decyzji niż cokolwiek innego – mit stuprocentowej pewności. Przekonanie, że właściwa decyzja powinna być oczywista, że poczujesz, kiedy to „to”, że jeśli masz wątpliwości, to znak, żeby poczekać. To jest jeden z najbardziej szkodliwych mitów, jakie funkcjonują wokół decyzji, i, co ciekawe, szczególnie silny u kobiet z wysoką intuicją i dużą wrażliwością.
Prawda jest brutalna i uwalniająca zarazem: pewność nie jest warunkiem decyzji. Ona jest jej skutkiem. Pewność buduje się przez działanie, nie przez analizę. Żadna ilość przemyśleń, rozmów ani arkuszy z plusami i minusami nie da ci stuprocentowego przekonania przed podjęciem kroku – bo przekonanie o słuszności wyboru przychodzi dopiero wtedy, gdy zaczęłaś nim żyć. Czekanie na pewność jest więc czekaniem na coś, co z definicji nie może przyjść przed decyzją. To pułapka, która wygląda jak roztropność. Dlatego, pracując z kobietami nad decyzjami, nie pytam: „Czy jesteś pewna?”, tylko: „Na ile procent ta decyzja jest twoja?”. To inne pytanie. I ono znacznie szybciej prowadzi do odpowiedzi.
Dlaczego tak wiele kobiet odkłada ważne życiowe i zawodowe decyzje, licząc na moment „100% pewności”, który często nigdy nie nadchodzi?
Myślę, że wiele kobiet odkłada ważne decyzje, ponieważ wierzy w mit 100% pewności. Wychowano nas w przekonaniu, że dobra decyzja to taka, przy której nie ma wątpliwości, lęku ani ryzyka. Czekamy więc na moment, w którym „będziemy wiedziały na pewno”. Mit 100% pewności sprawia, że kobiety nie odkładają decyzji dlatego, że nie wiedzą, czego chcą. Odkładają je dlatego, że próbują uzyskać gwarancję, której życie nigdy nie daje. Problem polega na tym, że w większości ważnych życiowych i zawodowych decyzji taki moment nigdy nie nadchodzi. Nie da się przewidzieć wszystkich konsekwencji, wyeliminować całego ryzyka ani mieć pełnej kontroli nad przyszłością. Paradoksalnie osoby, które podejmują dobre decyzje, nie są tymi, które mają 100% pewności. Są tymi, które potrafią działać, mając 60–80% informacji, i zaufać sobie, że poradzą sobie również wtedy, gdy pojawią się nieprzewidziane okoliczności.
Często powtarzam kobietom, z którymi pracuję: nie potrzebujesz 100% pewności, żeby podjąć decyzję. Potrzebujesz wystarczająco dużo odwagi, by zrobić pierwszy krok i zaufać sobie, że poradzisz sobie z tym, co wydarzy się później. Określ swoje 60–80% i dąż do tego miejsca, aby ruszyć. Nie czekaj dalej, bo dalej może nie przyjść w ogóle. Dojrzałość decyzyjna zaczyna się wtedy, gdy przestajemy pytać: „Czy mam absolutną pewność?”, a zaczynamy pytać: „Czy ufam sobie na tyle, że poradzę sobie z konsekwencjami tej decyzji?”.
Przez większość mojego życia byłam związana z siatkówką, grałam zawodowo, a potem do niedawna amatorsko. Jak mawiał Michał Kubiak, siatkarz reprezentacji Polski: „Gdy pojawia się szansa, wykorzystaj ją. Kolejnej może nie być”. Ja dodaję, że szanse mają swój termin ważności.
Z Pani doświadczenia – czego kobiety boją się bardziej: złej decyzji czy konsekwencji wzięcia pełnej odpowiedzialności za własne życie?
Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety rzadko boją się wyłącznie podjęcia złej decyzji. Znacznie częściej obawiają się konsekwencji, które mogą pojawić się, gdy wreszcie wybiorą siebie i wezmą pełną odpowiedzialność za własne życie, i bardzo często nie ufają sobie, niestety.
Podczas sesji bardzo często słyszę: „A co, jeśli sobie nie poradzę?”, „Co ludzie powiedzą?”, „Co jeśli okaże się, że nie dam rady?”, „Szkoda mi tej energii, którą już włożyłam” (choć nie ma z tego żadnych rezultatów, a jedynie frustracja). Pod tymi pytaniami zwykle kryje się nie lęk przed samą decyzją, ale przed zmianą, którą ta decyzja może wywołać, i pytanie: kto odczuje konsekwencje tej decyzji i czy ja sobie z tym wewnętrznie poradzę?
Wiele kobiet przez lata funkcjonuje w roli osoby odpowiedzialnej za wszystkich wokół – rodzinę, zespół, klientów. Podejmowanie decyzji zgodnych ze sobą może wiązać się z koniecznością postawienia granic, zrezygnowania z pewnych oczekiwań czy zaakceptowania, że nie wszyscy będą zadowoleni z naszego wyboru. Dlatego często mówię, że dojrzałość decyzyjna nie polega na tym, że przestajemy się bać. Polega na tym, że przestajemy oddawać innym odpowiedzialność za kierunek własnego życia. I często na pozwoleniu innym, aby w końcu to oni też zaczęli brać odpowiedzialność.
Paradoksalnie kobiety, które najbardziej obawiają się podjęcia decyzji, zazwyczaj mają w sobie wszystkie zasoby, aby poradzić sobie z jej konsekwencjami. Potrzebują przede wszystkim zaufać sobie bardziej niż własnym obawom. Często nie boimy się podjąć decyzji. Boimy się, że kiedy ją podejmiemy, będziemy musiały przestać żyć zgodnie z oczekiwaniami innych, a zacząć żyć w zgodzie ze sobą.
Overthinking (nadmiarowe myślenie/analizowanie) stał się niemal codziennością wielu kobiet. Jak odróżnić zdrową analizę od momentu, w którym myślenie zaczyna nas blokować?
Zdrowe analizowanie prowadzi do większej jasności i przybliża nas do działania. Overthinking sprawia, że mimo coraz większej ilości czasu poświęconego na myślenie stoimy w tym samym miejscu lub czujemy się jeszcze bardziej zagubione.
Kobietom, z którymi pracuję, proponuję czasem prosty test. Zadaj sobie trzy pytania:
- Czy po zebraniu informacji wiem więcej niż tydzień temu, czy tylko mam więcej obaw?
- Czy pojawiają mi się nowe, konkretne dane, czy wciąż analizuję te same scenariusze?
- Czy moje myślenie prowadzi do decyzji lub kolejnego kroku, czy jedynie odsuwa moment działania?
Jeśli od kilku dni lub tygodni wracasz do tych samych pytań, szukasz kolejnych opinii, analizujesz te same argumenty, ale nadal nie podejmujesz żadnego działania, prawdopodobnie nie jesteś już w fazie analizy. Jesteś w fazie nadmiarowego myślenia.
Zdrowa analiza ma swój cel i punkt końcowy lub dochodzisz do momentu, że wiesz, kiedy i jak ruszyć. Overthinking to próba uzyskania 100% pewności przed podjęciem decyzji. Problem w tym, że taka pewność bardzo rzadko istnieje – o czym wspomniałam już wcześniej. Często mówię kobietom, że warto zwrócić uwagę na to, co dzieje się w ciele. Analiza zwykle daje poczucie większego uporządkowania. Overthinking zwiększa napięcie, zmęczenie i poczucie utknięcia.
Prostym sygnałem ostrzegawczym może być pytanie: „Czy potrzebuję jeszcze jednej informacji, czy tak naprawdę potrzebuję odwagi, żeby zaufać sobie i zrobić pierwszy krok?”. Bardzo często odpowiedź już znamy. Wiele kobiet, które przychodzą do mnie na sesje decyzyjne, już wiedzą, znają swoją decyzję, ale potrzebują się w niej utwierdzić, wesprzeć i przeanalizować ją raz jeszcze, porządnie, z kimś z zewnątrz. Bardzo wiele z nich finalnie, po sesji, kończy overthinking i działa. Rusza z miejsca, a przez wiele dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat nie potrafiły tego zrobić.
Tak nasuwa mi się myśl wynikająca z mojej pracy z kobietami, że analiza pomaga podjąć decyzję. Overthinking ma nas przed decyzją uchronić i dać nam niejako przyzwolenie na to, że nadal odwlekamy. To jest granica, po której można rozpoznać, że myślenie przestało nam służyć.
Prowadzi Pani firmę od ponad 20 lat i jednocześnie rozwija markę osobistą wokół tematu decyzji. Czy pamięta Pani moment, w którym sama musiała podjąć wyjątkowo trudną decyzję mimo lęku i niepewności?
Tak. Jedną z najtrudniejszych decyzji w moim życiu było odejście ze spółki, którą współtworzyłam przez pięć lat, i rozpoczęcie wszystkiego od początku. Z zewnątrz ta decyzja wydawała się nieracjonalna. Firma dobrze prosperowała i przynosiła satysfakcjonujące dochody. W domu miałam czteroletnią córkę, kredyt hipoteczny, a mój mąż pracował na etacie i zarabiał niewiele więcej niż minimalne wynagrodzenie. Miałam zobowiązania finansowe i zero pewności, jak sobie poradzę dalej. Powodem nie był konflikt, ale różnica w wizji. Coraz wyraźniej widziałam, że moja wspólniczka i ja chcemy rozwijać firmę w zupełnie innych kierunkach. Mogłam zostać w miejscu, które dawało poczucie bezpieczeństwa, ale nie było już zgodne z tym, jak wyobrażałam sobie swoją przyszłość zawodową i biznes, który miał ogromny potencjał, ale nie był wykorzystywany tak, jak warto. Pamiętam ogromny lęk. Zadawałam sobie pytania, które zadaje sobie wiele kobiet: „Czy dam radę?”, „Czy nie narażam rodziny?”, „Co będzie, jeśli się nie uda?”. Nie miałam 100% pewności, że podejmuję właściwą decyzję. Miałam jedynie przekonanie, że pozostanie w miejscu, które przestało być moje, będzie kosztowało mnie znacznie więcej. Dziś, patrząc z perspektywy czasu, wiem, że była to jedna z najważniejszych decyzji w moim życiu. To dzięki niej zbudowałam firmę, która od ponad 20 lat współpracuje z topowymi polskimi i globalnymi markami. Zatrudniam wspaniały zespół i jestem w miejscu, które sama świadomie stworzyłam.
Ta sytuacja nauczyła mnie czegoś bardzo ważnego: odwaga nie polega na braku lęku. Polega na podjęciu decyzji mimo lęku, kiedy wiemy, że pozostanie w obecnym miejscu oznaczałoby rezygnację z siebie. I jak mawiał Winston Churchill: „Strach to reakcja. Odwaga to decyzja”. Dziś, pracując z kobietami, często widzę, że nie potrzebują one więcej analiz czy kolejnych opinii. Potrzebują zaufania do siebie i zgody na to, że niektórych decyzji nie da się podjąć bez ryzyka. Ale właśnie po drugiej stronie tego ryzyka często czeka życie bardziej zgodne z tym, kim naprawdę chcemy być.
Kobiety 40+ często są w momencie życiowego przełomu – zawodowego, relacyjnego czy emocjonalnego. Z jakimi decyzjami najczęściej mierzą się właśnie na tym etapie życia?
Kobiety 40+ bardzo często nie są w kryzysie. Są w momencie przewartościowania. Chciałoby się rzec: przebudzenia. Po latach budowania kariery, dbania o rodzinę i odpowiadania na potrzeby innych zaczynają zadawać sobie pytania: „A czego ja właściwie chcę?” oraz „Gdzie ja jestem w tym wszystkim?”. W mojej pracy widzę, że najczęściej mierzą się z trzema obszarami decyzji.
Pierwszy dotyczy pracy i zawodowej tożsamości. Czy zostać w miejscu, które daje bezpieczeństwo, ale nie daje już satysfakcji? Czy zmienić branżę? Rozwinąć własny biznes? Wreszcie wykorzystać swój potencjał i doświadczenie w nowy sposób?
Drugi obszar to relacje i granice. Kobiety zaczynają zastanawiać się, które relacje je wspierają, a które opierają się głównie na poświęcaniu siebie. Uczą się mówić „nie” bez poczucia winy i podejmować decyzje zgodne ze swoimi wartościami.
Trzeci obszar dotyczy siebie samej. To decyzje związane z tym, jak chcą żyć przez kolejne 20–30 lat. Jak zadbać o swoje zdrowie, potrzeby, marzenia i rozwój. Często po raz pierwszy od bardzo dawna przestają pytać: „Czego oczekują ode mnie inni?”, a zaczynają pytać: „Jakiego życia naprawdę chcę dla siebie?”.
To, co obserwuję, to fakt, że kobiety 40+ mają ogromne zasoby – doświadczenie, kompetencje i życiową mądrość. Często nie brakuje im możliwości, ale odwagi, by dać sobie prawo do wyboru siebie, a już na pewno zaufania do samej siebie i takiego przyznania się do tego, że chcę inaczej. Po swojemu. Pracuję też z młodszymi kobietami, np. takimi, które nie potrafią zdecydować się na dziecko, bo nie chcą rezygnować z życia, jakie prowadzą, a z drugiej strony chcą tego malucha w rodzinie. Z takimi, które nie chcą być jak ich matki – całe życie na tym samym etacie, w tym samym zakładzie pracy. Nie chcą zakładać rodzin, tylko żyć inaczej. Jednak ten wiek 40 lat… to jest taki mały game changer u kobiet. Czterdziestka bardzo często nie jest końcem pewnego etapu. Jest początkiem życia bardziej świadomie zaprojektowanego według własnych zasad. Kobiety 40+ nie pytają już: „Czy dam radę?”. Coraz częściej pytają: „Czy chcę tak żyć przez następne 20 lat?”. I właśnie to pytanie staje się początkiem najważniejszych decyzji.
W swojej pracy korzysta Pani m.in. z narzędzia MindSonar® i analizy stylów myślenia. Na czym polega to podejście i co dzięki niemu możemy odkryć o własnym sposobie podejmowania decyzji?
W swojej pracy wykorzystuję między innymi narzędzie MindSonar®, które bada style myślenia i motywacje w konkretnym kontekście. Jestem certyfikowaną ekspertką tego narzędzia. Mówiąc prościej – pomaga zrozumieć, jak myślimy, jak podejmujemy decyzje, na co zwracamy uwagę i co wpływa na nasze działania, zamiast oceniać, jacy jesteśmy. To ważne rozróżnienie, ponieważ wiele kobiet, które trafiają do mnie, mówi: „Nie umiem podejmować decyzji”, „Jestem niezdecydowana”, „Za dużo analizuję”. Tymczasem bardzo często problem nie leży w braku kompetencji, ale w niezrozumieniu własnego sposobu myślenia.
MindSonar® pokazuje między innymi, czy w sytuacjach decyzyjnych bardziej koncentrujemy się na możliwościach czy potencjalnych zagrożeniach, czy potrzebujemy najpierw pełnego obrazu sytuacji, czy wolimy działać i uczyć się w trakcie, a także czy większą rolę odgrywają dla nas własne standardy, czy opinie i oczekiwania otoczenia. Przykładowo kobieta może przez lata uważać, że jest „zbyt ostrożna” albo „nie potrafi podejmować szybkich decyzji”. Badanie może pokazać, że jej naturalnym stylem jest dokładna analiza ryzyka i potrzeba zebrania większej ilości informacji przed działaniem. To nie jest wada. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy próbuje funkcjonować wbrew sobie i porównuje się z osobami, które podejmują decyzje intuicyjnie i bardzo szybko.
Z drugiej strony zdarza się, że ktoś działa błyskawicznie, jest nastawiony na możliwości i szybkie wdrażanie pomysłów, ale nie dostrzega potencjalnych ryzyk. Świadomość własnych preferencji poznawczych pozwala podejmować bardziej świadome decyzje i lepiej rozumieć zarówno siebie, jak i innych. Pamiętajmy, że każdy z nas jest różny, i to jest piękne i ciekawe. Nie ma jednego właściwego sposobu podejmowania decyzji. Są natomiast sposoby, które są bardziej lub mniej zgodne z tym, jak funkcjonujemy. Kiedy to rozumiemy, przestajemy walczyć ze sobą, a zaczynamy wykorzystywać swoje naturalne zasoby. MindSonar® nie mówi, jaką decyzję powinnaś podjąć. Pokazuje, jak podejmujesz decyzje i co może Cię w tym wspierać lub blokować. A to często zmienia wszystko.
Czy perfekcjonizm i potrzeba kontroli mogą być jedną z największych blokad kobiecej przedsiębiorczości i odwagi do zmian?
Zdecydowanie tak. Powiedziałabym nawet, że perfekcjonizm i potrzeba kontroli bardzo często nie są problemem samym w sobie, ale strategiami radzenia sobie z lękiem przed błędem, oceną czy utratą bezpieczeństwa. Wiele kobiet przedsiębiorczych, z którymi pracuję, osiągnęło sukces właśnie dlatego, że są odpowiedzialne, sumienne i mają wysokie standardy. Problem pojawia się wtedy, gdy perfekcjonizm przestaje być dążeniem do jakości, a staje się warunkiem działania. Kobieta myśli wtedy: „Uruchomię ten projekt, kiedy będzie dopracowany”, „Pokażę się w mediach społecznościowych, kiedy będę gotowa”, „Zatrudnię pracownika, kiedy będę miała pewność, że wszystko pójdzie idealnie”. W praktyce oznacza to często nieustanne odkładanie ważnych decyzji.
Podobnie działa potrzeba kontroli. Przedsiębiorczość z natury wiąże się z niepewnością – nie mamy wpływu na wszystko: rynek, zachowania klientów czy zmieniające się okoliczności. Jeśli próbujemy wyeliminować całe ryzyko przed podjęciem działania, bardzo łatwo utknąć w miejscu. Miałam klientkę, która nie chciała zatrudniać nikogo, bo uważała, że nikt nie wykona tak dobrze usługi jak ona. Pracowała po 14–16 godzin na dobę, była zmęczona, nie miała na nic czasu, bo bała się, że nie będzie miała kontroli nad tym, jak ktoś pracuje, więc wolała robić wszystko sama. Ja czasem na to mówię „Zosia Samosia”. Popracowałyśmy nad tym. Zaprojektowałam dla niej system w jej biznesie, który spełnił jej wymagania co do pracy potencjalnego pracownika. Pozwoliła sobie na próbę zatrudnienia. Dziś mówi: „Magda, na co ja czekałam”. Wróciła na siłownię, na którą nie miała czasu. Spędza chwile z bliskimi. Pracuje 5–6 godzin dziennie. Ma biznes, a nie etat premium. A przecież o to chodzi w biznesie.
Potrzeba kontroli często daje nam iluzję bezpieczeństwa, ale jednocześnie może odbierać odwagę do podejmowania decyzji i eksperymentowania. A rozwój – zarówno w biznesie, jak i w życiu – wymaga gotowości do działania mimo niepewności. Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety odnoszące sukces nie są tymi, które nie odczuwają lęku czy potrzeby kontroli. Są tymi, które nauczyły się rozpoznawać, kiedy perfekcjonizm i kontrola im służą, a kiedy zaczynają nimi zarządzać. Dlatego często mówię, że perfekcjonizm nie zawsze jest oznaką wysokich standardów. Czasem jest próbą ochrony przed dyskomfortem związanym z byciem początkującą, popełnianiem błędów lub konfrontacją z oceną innych ludzi.
Często prawdziwym pytaniem nie jest: „Czy jestem gotowa?”, ale: „Czy jestem gotowa działać, mimo że nie wszystko będzie idealne i nie nad wszystkim będę miała kontrolę?”. Bo przedsiębiorczość nie wymaga perfekcji. Wymaga odwagi do podejmowania kolejnych decyzji i zaufania do siebie, że poradzimy sobie z tym, co przyniosą. Perfekcjonizm i potrzeba kontroli często nie są oznaką ambicji. Są próbą uniknięcia lęku. Problem w tym, że nie da się jednocześnie rozwijać i mieć pełnej kontroli nad wszystkim. Perfekcjonizm mówi: „Działaj, kiedy będziesz gotowa”. Odwaga mówi: „Nigdy nie będziesz gotowa w 100%, ale możesz zrobić pierwszy krok już dziś”.
Gdyby miała Pani zostawić kobiety z jedną ważną myślą dotyczącą decyzji i odwagi działania, co chciałaby im dziś powiedzieć?
Chciałabym to trochę podzielić. Młodym kobietom powiedzieć: „Nie musisz być gotowa na 100%. Ważne, żebyś ruszyła. Zaufaj sobie”. Bo młodym kobietom często brakuje pewności siebie i zaufania do tego, że są już gotowe lub że potrafią wystarczająco dużo. A tym 40+, do których mi blisko, bo sama mam 45 lat, chcę powiedzieć: „Nie jesteś za stara, by zacząć od początku. Jesteś za stara, by dalej robić to, co nie działa”. Zacznijcie tam, gdzie jesteście, użyjcie tego, co macie, i zróbcie to, co obecnie możecie.
Wywiadu udzieliła: Magdalena Klepczyńska – od ponad 20 lat prowadzi firmę szkoleniową współpracującą z klientami biznesowymi w Polsce i za granicą. Równolegle rozwija markę osobistą, w której pomaga kobietom podejmować decyzje, wychodzić z chaosu decyzyjnego i działać mimo niepewności. Specjalizuje się w obszarach związanych z overthinkingiem, odpowiedzialnością, stylami myślenia oraz przedsiębiorczością kobiet 40+. W swojej pracy wykorzystuje m.in. narzędzie MindSonar®, analizując indywidualne procesy decyzyjne i motywacje. Łączy wieloletnie doświadczenie biznesowe z praktyczną wiedzą o tym, jak budować odwagę do działania i dokonywać wyborów w zgodzie ze sobą.
Więcej informacji o działaniach Magdy znajdziesz na Instagramie i Facebooku.


