Czy żyjesz życiem, którego naprawdę chcesz? – Wywiad z Anną Buroń
Czy można osiągnąć sukces, a jednocześnie czuć wewnętrzną pustkę? Dlaczego tak wiele kobiet żyje według cudzych oczekiwań, odkładając własne marzenia na później? O życiu na autopilocie, sile podświadomości, odwadze do zmiany i odkrywaniu własnego potencjału rozmawiamy z Anną Buroń – hipnoterapeutką, trenerką metody Silvy, mentorką rozwoju osobistego i autorką metody „Kod Potencjału”. To rozmowa o tym, że prawdziwa transformacja nie zaczyna się od zmiany pracy czy miejsca zamieszkania, ale od jednego, szczerego pytania: „Czy żyję życiem, którego naprawdę chcę?”
Redakcja: Przez wiele lat rozwijała Pani biznes i kolejne projekty zawodowe. W którym momencie pojawiła się refleksja, że zewnętrzny sukces nie zawsze oznacza wewnętrzne spełnienie?
Anna Buroń: Przez wiele lat byłam skoncentrowana na działaniu. Budowałam firmy, realizowałam kolejne projekty i konsekwentnie dążyłam do wyznaczonych celów. Wydawało mi się, że sukces oznacza rozwój biznesu, coraz lepsze wyniki i stabilizację finansową.
Wiele z tych celów udało mi się osiągnąć. Z czasem zauważyłam jednak, że satysfakcja trwa bardzo krótko. Gdy realizowałam jeden cel, niemal od razu pojawiał się kolejny. Coraz częściej zadawałam sobie pytanie: „Czy o to naprawdę chodzi?”.
Zrozumiałam, że człowiek potrzebuje czegoś więcej niż wyników i pieniędzy. Potrzebuje poczucia sensu oraz świadomości, że jego praca ma realny wpływ na życie innych.
To skłoniło mnie do głębokiej pracy nad sobą. Zaczęłam rozwijać się osobiście, zgłębiać psychologię zmiany, mechanizmy działania podświadomości i hipnoterapię. Wtedy odkryłam, że największą satysfakcję daje mi nie samo budowanie biznesu, ale wspieranie ludzi w odkrywaniu ich potencjału i odzyskiwaniu wiary w siebie.
Dziś wiem, że sukces ma wiele twarzy. Dla każdego oznacza coś innego. Dla mnie jest nim możliwość robienia tego, co kocham, życie w zgodzie z własnymi wartościami i świadomość, że moja praca wnosi wartość do życia innych.
Nie zrezygnowałam z przedsiębiorczości. Wręcz przeciwnie. Dziś wykorzystuję ją jako narzędzie do pomagania ludziom w budowaniu życia, które daje im nie tylko sukces, ale przede wszystkim poczucie spełnienia.
Wspomina Pani, że najważniejszą zmianą nie była zmiana pracy, ale zmiana całego życia. Co wydarzyło się wtedy w Pani wnętrzu?
Przez wiele lat podejmowałam odważne decyzje. Jedną z największych był wyjazd do Norwegii, gdzie budowałam firmy, zdobywałam doświadczenie i rozwijałam się zawodowo. Z perspektywy wielu osób to właśnie ten moment wydawał się największą zmianą w moim życiu.
Dziś wiem jednak, że prawdziwa transformacja wydarzyła się we mnie. Nie zaczęła się od zmiany kraju ani pracy, ale od pytań, które po raz pierwszy zadałam sobie szczerze. Zaczęłam zastanawiać się, które przekonania, wartości i cele są naprawdę moje, a które wynikają z oczekiwań innych ludzi.
Uświadomiłam sobie, że przez lata realizowałam niektóre cele bardziej dlatego, że „powinnam”, niż dlatego, że naprawdę tego chciałam. To było trudne odkrycie, ale jednocześnie bardzo wyzwalające. Zaczęłam podejmować decyzje w zgodzie ze sobą, a nie z lęku czy poczucia obowiązku.
To właśnie wtedy zainteresowałam się głębiej pracą z podświadomością. Zrozumiałam, że trwała zmiana zaczyna się od tego, co dzieje się w naszym wnętrzu. Kiedy zmienia się sposób, w jaki myślimy o sobie, zmieniają się również nasze decyzje, relacje i całe życie.
Patrząc z perspektywy czasu, wiem, że był to początek procesu, który trwa do dziś. Właśnie dlatego wspieram dziś innych w odkrywaniu ich potencjału i budowaniu życia opartego na własnych wartościach oraz świadomych wyborach, a nie na ograniczających przekonaniach czy oczekiwaniach otoczenia.
Coraz więcej kobiet mówi dziś, że mimo stabilizacji zawodowej i rodzinnej odczuwa pustkę oraz zmęczenie. Dlaczego tak wiele z nas żyje na „autopilocie”?
Widzę to bardzo często u kobiet, z którymi pracuję. Od najmłodszych lat słyszymy, jaka powinna być „dobra kobieta” – odpowiedzialna, troskliwa, silna, cierpliwa i zawsze gotowa pomagać innym. Ma dbać o rodzinę, rozwijać się zawodowo, dobrze wyglądać i radzić sobie ze wszystkim, najlepiej bez narzekania i okazywania zmęczenia.
Problem w tym, że w tym obrazie często brakuje miejsca dla samej kobiety. Dla jej potrzeb, marzeń, emocji i odpoczynku. Wiele z nas dorastało w przekonaniu, że troska o siebie jest egoizmem, a potrzeby innych zawsze powinny być na pierwszym miejscu.
Z czasem kobieta tak bardzo skupia się na pełnieniu kolejnych ról, że przestaje zadawać sobie pytanie: „A czego ja właściwie chcę?”. I właśnie wtedy pojawia się poczucie pustki. Nie dlatego, że jej życie jest złe. Często z zewnątrz wygląda wręcz idealnie. Problem polega na tym, że po drodze zgubiła kontakt ze sobą.
Dlatego wiele kobiet w pewnym momencie zaczyna pytać: „Czy to naprawdę moje życie? Czy żyję według własnych wartości i marzeń, czy realizuję scenariusz napisany przez innych?”. Paradoksalnie to właśnie te pytania bardzo często stają się początkiem najpiękniejszej przemiany.
Jaką rolę w naszych codziennych decyzjach odgrywa podświadomość i czy rzeczywiście może ona kierować naszym życiem bardziej, niż nam się wydaje?
Z mojego doświadczenia wynika, że podświadomość odgrywa znacznie większą rolę, niż większość z nas przypuszcza. Choć lubimy myśleć o sobie jako o osobach podejmujących świadome decyzje, wiele naszych reakcji i wyborów wynika z przekonań oraz wzorców zapisanych znacznie wcześniej.
Można powiedzieć, że podświadomość działa jak wewnętrzny system operacyjny. Gromadzi doświadczenia, emocje i przekonania, a jej głównym zadaniem jest zapewnienie nam poczucia bezpieczeństwa. Dlatego często prowadzi nas w stronę tego, co znane, nawet jeśli nie jest to dla nas korzystne.
Widzę to zarówno w relacjach, jak i w biznesie. Zdarza się, że ktoś świadomie marzy o szczęśliwym związku, a mimo to wciąż wybiera podobnych partnerów. Przedsiębiorca chce rozwijać firmę, ale gdy pojawia się szansa na większy kontrakt czy podniesienie cen, zaczyna odkładać decyzje lub sabotować własne działania. Bardzo często nie wynika to z braku motywacji, lecz z głęboko zakorzenionych przekonań, takich jak: „nie zasługuję”, „nie wolno się wychylać” czy „sukces jest niebezpieczny”.
To pokazuje, że podświadomość wybiera przede wszystkim to, co jest znajome i przewidywalne. Właśnie dlatego czasem wiemy, co powinniśmy zrobić, a mimo to postępujemy zupełnie inaczej.
Dobra wiadomość jest taka, że te schematy można zmieniać. Kiedy zaczynamy rozumieć własne przekonania i automatyczne reakcje, odzyskujemy możliwość świadomego wyboru. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie wtedy zaczynają zmieniać się relacje, decyzje zawodowe i poczucie własnej wartości. Często największą przeszkodą nie są okoliczności, lecz historie, które od lat opowiadamy sobie na swój temat.
Czy może Pani podać przykład przekonania lub schematu myślowego, który najczęściej blokuje kobiety przed życiem w zgodzie ze sobą?
Gdybym miała wskazać jedno przekonanie, które najczęściej spotykam u kobiet, byłoby to przekonanie, że ich wartość zależy od tego, ile dają innym.
To bardzo podstępny schemat, ponieważ jest społecznie nagradzany. Kobieta, która poświęca się dla rodziny, zawsze pomaga, stawia potrzeby innych ponad własne i nigdy nie narzeka, często słyszy, że jest wspaniała i godna podziwu.
Problem pojawia się wtedy, gdy własna wartość zaczyna zależeć wyłącznie od bycia potrzebną. Wiele kobiet ma trudność z odpoczynkiem, stawianiem granic czy realizowaniem własnych marzeń, bo najpierw chcą zadbać o wszystkich innych. To „najpierw” bardzo często trwa całe życie.
Pamiętam historię kobiety, o której usłyszałam: „Była naprawdę dobra. Zawsze pomagała innym i nigdy nie brała pieniędzy za swoją pracę”. W tej opowieści nie było jednak miejsca na nią samą – na jej marzenia, zdrowie czy potrzeby. Przez lata dawała siebie wszystkim wokół, aż w końcu zabrakło jej sił. Uświadomiłam sobie wtedy, jak głęboko zakorzeniony jest w naszej kulturze wzorzec kobiety, która zasługuje na uznanie przede wszystkim dlatego, że się poświęca.
Nie chodzi o to, że pomaganie jest czymś złym. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się jedynym źródłem poczucia własnej wartości. Kobieta zaczyna wierzyć, że ma prawo odpoczywać, realizować siebie i być kochana tylko wtedy, gdy najpierw zasłuży na to swoją troską o innych.
Dlatego pierwszym krokiem do życia w zgodzie ze sobą nie jest rewolucja, ale zatrzymanie się i zadanie sobie prostego pytania: „Gdybym nie bała się oceny i oczekiwań innych ludzi, jak naprawdę chciałabym żyć?”. Bardzo często właśnie od tej odpowiedzi zaczyna się prawdziwa zmiana.
Jest Pani hipnoterapeutką, trenerką metody Silvy i mentorką rozwoju osobistego. W jaki sposób te metody pomagają ludziom odzyskać kontakt z samym sobą?
Choć hipnoterapia, mentoring i warsztaty rozwojowe wydają się różnymi metodami pracy, dla mnie wszystkie prowadzą do jednego celu – pomagają człowiekowi wrócić do siebie.
Żyjemy w świecie pełnym bodźców, oczekiwań i presji. Nic więc dziwnego, że wiele osób mówi: „Nie wiem, czego chcę”, „Nie wiem, kim jestem” albo „Dlaczego wciąż powtarzam te same schematy?”. W mojej pracy nie daję gotowych odpowiedzi. Pomagam ludziom odnaleźć te, które już noszą w sobie.
Hipnoterapia pozwala dotrzeć do źródła problemów i ograniczających przekonań zapisanych w podświadomości. Z kolei mentoring pomaga przełożyć te odkrycia na konkretne decyzje i działania. Sama świadomość nie wystarczy – prawdziwa zmiana zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy żyć w zgodzie z tym, co odkryliśmy.
Ogromną rolę odgrywają również warsztaty i wyjazdy rozwojowe. Tworzę podczas nich przestrzeń, w której uczestnicy mogą zatrzymać się, spojrzeć na siebie z innej perspektywy i poczuć, że nie są sami. Szczególnie poruszające są dla mnie spotkania kobiet, które dzięki wzajemnemu wsparciu odzyskują odwagę, pewność siebie i kontakt z własnymi marzeniami.
Wierzę, że trwała zmiana wymaga pracy na wielu poziomach – świadomości, podświadomości, emocji i codziennych działań. Kiedy te elementy zaczynają ze sobą współgrać, człowiek przestaje żyć według starych ograniczeń i zaczyna świadomie tworzyć życie w zgodzie ze sobą. I właśnie to w mojej pracy daje mi największą satysfakcję.
Mówi Pani, że nie pracuje z problemem, lecz z człowiekiem. Co oznacza holistyczne podejście w praktyce i dlaczego jest ono tak ważne?
Przez lata pracy z ludźmi zauważyłam, że problem, z którym ktoś przychodzi, bardzo rzadko jest jego prawdziwym źródłem. Ktoś mówi: „Mam problem w związku”, „Nie potrafię rozwinąć firmy” albo „Brakuje mi pewności siebie”. Dla mnie są to najczęściej sygnały, że warto zajrzeć głębiej.
Holistyczne podejście oznacza patrzenie na człowieka jako na całość. Nie da się oddzielić poczucia własnej wartości od relacji, emocji od ciała czy życia zawodowego od przekonań, które nosimy od lat. Wszystkie te obszary wzajemnie na siebie wpływają.
Pamiętam przedsiębiorcę, który zgłosił się do mnie z przekonaniem, że jego problem dotyczy wyłącznie biznesu. Dopiero podczas wspólnej pracy okazało się, że źródłem blokady był lęk przed oceną i przekonania wyniesione z dzieciństwa. Gdy przepracowaliśmy te mechanizmy, zaczął podejmować decyzje, których wcześniej unikał. To był dowód na to, że prawdziwa przyczyna problemu często znajduje się zupełnie gdzie indziej, niż początkowo nam się wydaje.
Dlatego nie koncentruję się wyłącznie na objawach. Interesuje mnie człowiek – jego historia, emocje, przekonania, potrzeby i zasoby. Często porównuję ten proces do pielęgnowania ogrodu. Możemy zajmować się liśćmi, ale trwała zmiana zaczyna się dopiero wtedy, gdy zadbamy o korzenie.
Nie postrzegam człowieka jako kogoś, kogo trzeba naprawić. Wierzę, że każdy z nas ma w sobie potencjał, który czasem został jedynie przykryty lękiem, trudnymi doświadczeniami czy ograniczającymi przekonaniami. Moją rolą jest pomóc go odkryć, aby człowiek mógł budować życie bardziej świadome, spójne i zgodne z tym, kim naprawdę jest.
Przez wiele lat mieszkała Pani poza Polską – najpierw w Norwegii, która stała się Pani drugim domem, a później również w Hiszpanii. Czego nauczyły Panią te doświadczenia o wolności, odwadze i życiu w zgodzie ze sobą?
Życie za granicą nauczyło mnie przede wszystkim, że nie istnieje jeden właściwy sposób na życie. Kiedy wyjeżdżamy i poznajemy inne kultury, zaczynamy dostrzegać, że wiele przekonań, które uznawaliśmy za oczywiste, jest tylko jednym z wielu możliwych sposobów patrzenia na świat.
Norwegia stała się moim drugim domem. To tam budowałam firmy i rozwijałam się zawodowo, ale wyniosłam stamtąd coś znacznie cenniejszego. Zobaczyłam, że można realizować ambitne cele, a jednocześnie mieć czas dla siebie, rodziny, natury i odpoczynku. Dobrostan człowieka nie musi być przeciwieństwem sukcesu.
Z kolei Hiszpania przypomniała mi o radości życia. O spontaniczności, bliskości ludzi i umiejętności celebrowania codzienności. Po latach spędzonych na północy to właśnie tam na nowo odkryłam, jak ważne są światło, relacje i zwykła obecność w chwili.
Te dwa kraje dały mi różne, ale równie cenne lekcje. Norwegia nauczyła mnie równowagi, a Hiszpania – lekkości. Dzięki nim zrozumiałam, że nie ma jednego modelu sukcesu, kobiecości czy szczęścia. Każdy z nas ma prawo stworzyć własną definicję dobrego życia.
Dziś wiem, że prawdziwa wolność nie zależy od miejsca, w którym mieszkamy. Zaczyna się wtedy, gdy mamy odwagę żyć w zgodzie ze sobą, a nie według scenariuszy napisanych przez innych.
Stworzyła Pani autorską metodę „Kod Potencjału”. Jak narodził się ten projekt i czym różni się od innych metod rozwoju osobistego?
„Kod Potencjału” narodził się z wielu lat pracy z ludźmi, ale także z mojej własnej drogi. Zauważyłam, że większość osób nie ma problemu z brakiem potencjału. Problem polega na tym, że go nie dostrzega albo wykorzystuje jedynie niewielką jego część.
Podczas pracy z klientami coraz częściej słyszałam pytanie: „Co jest ze mną nie tak?”. Ja zaczęłam zadawać inne: „Co jest w Tobie wyjątkowego i jeszcze niewykorzystanego?”. I właśnie z tej zmiany perspektywy narodził się „Kod Potencjału”.
To metoda, która nie koncentruje się na naprawianiu człowieka. Zakłada, że każdy z nas ma swoje talenty, doświadczenia, wartości i naturalne predyspozycje. Czasem są one jedynie ukryte pod warstwą ograniczających przekonań i życia według cudzych oczekiwań.
To, co wyróżnia „Kod Potencjału”, to połączenie pracy z podświadomością, rozwoju osobistego i praktycznych narzędzi, które pomagają odkrycia przełożyć na codzienne życie. Nie chodzi o chwilową motywację, ale o trwałą zmianę wynikającą z lepszego poznania siebie.
Drugim ważnym elementem jest indywidualne podejście. Nie wierzę w jeden model sukcesu ani szczęścia. Każdy człowiek ma własną historię, zasoby i drogę, dlatego zamiast mówić ludziom, kim powinni się stać, pomagam im odkryć, kim już są i jak świadomie wykorzystać swój potencjał.
Właśnie dlatego stworzyłam warsztaty, książkę i workbook „Kod Potencjału”. To praktyczne narzędzia, które krok po kroku prowadzą przez proces poznawania siebie. Najbardziej poruszają mnie chwile, gdy uczestnicy zaczynają dostrzegać sens swoich doświadczeń i odkrywają, że odpowiedzi, których szukali na zewnątrz, od dawna nosili w sobie.
Bo wierzę, że największy potencjał nie znajduje się gdzieś daleko przed nami. Od początku jest w nas. Czasem trzeba tylko stworzyć przestrzeń, by go dostrzec.
Czy naprawdę nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć inaczej? Co powiedziałaby Pani kobiecie, która czuje, że zgubiła samą siebie, ale boi się zmian?
Przede wszystkim powiedziałabym jej, że nie jest sama. Spotykam wiele kobiet, które po czterdziestce czy pięćdziesiątce zadają sobie pytanie: „Czy to już wszystko?”. Z zewnątrz ich życie często wygląda dobrze. Dzieci są odchowane, praca jest stabilna, obowiązki uporządkowane. A mimo to czują pustkę i mają wrażenie, że przez lata tak bardzo zajmowały się innymi, że zgubiły siebie.
Bardzo często słyszę: „Jestem za stara”, „Już za późno”, „Nie dam rady zaczynać od nowa”. Wtedy zawsze zadaję jedno pytanie: Kto właściwie ustalił termin ważności na marzenia?
Jest historia, która została ze mną na całe życie. Mój mentor, mając około 55 lat, rozpoczął przewód doktorski. Kiedy ktoś zapytał go: „Po co ci to w tym wieku?”, odpowiedział: „Nawet jeśli miałbym korzystać z tej wiedzy tylko przez pięć lat, to i tak warto”. To zdanie do dziś jest dla mnie ogromną inspiracją.
Myślę, że największą przeszkodą bardzo często nie jest wiek, lecz przekonania na jego temat. Kobieta, która ma pięćdziesiąt lat, może mieć przed sobą jeszcze trzydzieści albo czterdzieści lat życia. To naprawdę dużo czasu, by nauczyć się czegoś nowego, zmienić pracę, rozwinąć pasję czy spełnić marzenie.
Oczywiście zmiana budzi lęk. Sama wielokrotnie podejmowałam decyzje, które wymagały odwagi. Z doświadczenia wiem jednak, że większym ryzykiem jest pogodzenie się z życiem, które nie daje radości, tylko dlatego, że wydaje się już za późno na zmianę.
Nie zachęcam do rewolucji. Wierzę w małe kroki. Czasem wszystko zaczyna się od jednej książki, warsztatów, rozmowy albo decyzji, by wreszcie dać sobie prawo do marzeń.
Gdybym miała powiedzieć kobietom tylko jedno zdanie, brzmiałoby ono: „Nie pytaj, czy jest za późno. Zapytaj, jak chciałabyś przeżyć lata, które jeszcze przed Tobą”.
Bo życie nie kończy się wtedy, gdy kończy się młodość. Bardzo często właśnie wtedy zaczyna się najpiękniejszy rozdział – pełen większej świadomości, odwagi i wolności, by żyć po swojemu.
Jakie sygnały powinny nas zatrzymać i skłonić do zadania sobie pytania: „Czy żyję życiem, którego naprawdę chcę?”
Myślę, że wiele kobiet czeka na wielki kryzys, który zmusi je do zatrzymania się i przewartościowania życia. Tymczasem życie znacznie wcześniej wysyła subtelne sygnały. Problem w tym, że jesteśmy tak zajęte codziennością, że często ich nie zauważamy.
Jednym z pierwszych sygnałów jest przewlekłe zmęczenie. Nie chodzi o zmęczenie po intensywnym dniu, ale o poczucie, że brakuje nam energii, nawet gdy odpoczywamy. Żyjemy od obowiązku do obowiązku, coraz rzadziej znajdując czas na to, co naprawdę daje nam radość.
Kolejnym sygnałem jest poczucie pustki, mimo że z pozoru wszystko się zgadza. Jest rodzina, praca, dom i stabilizacja, a jednak coraz częściej pojawia się pytanie: „Czy to naprawdę wszystko?”. To nie oznacza niewdzięczności. Często jest to znak, że jakaś część nas domaga się uwagi.
Warto też zwrócić uwagę na to, że odkładamy siebie na później. Powtarzamy: „Jeszcze nie teraz”, „Najpierw dzieci”, „Najpierw praca”, „Najpierw wszyscy inni”. Problem polega na tym, że to „jeszcze nie teraz” bardzo często trwa całe życie.
Cenną wskazówką mogą być również nasze emocje. Zazdrość wobec osób, które żyją odważnie po swojemu, nie musi być czymś złym. Często pokazuje nam, za czym same tęsknimy. Podobnie jest z utratą ciekawości, marzeń czy radości z codzienności. To sygnały, że funkcjonujemy bardziej w trybie przetrwania niż świadomego życia.
Najważniejsze jest jednak coś jeszcze. Jeśli coraz częściej zadajesz sobie pytanie: „Czy żyję życiem, którego naprawdę chcę?”, to samo pojawienie się tego pytania jest już sygnałem, że warto się zatrzymać.
Bo życie rzadko krzyczy. Najczęściej najpierw szepcze. Warto usłyszeć ten szept, zanim zamieni się w krzyk.
Gdyby miała Pani zostawić naszym czytelniczkom jedną najważniejszą myśl, która mogłaby stać się początkiem ich własnej transformacji, co by to było?
Powiedziałabym: nie bój się zadawać sobie niewygodnych pytań.
To właśnie od jednego pytania zaczęły się najważniejsze zmiany w moim życiu. Nie od wyjazdu za granicę, nie od nowego biznesu ani kolejnych sukcesów zawodowych. Od pytania: „Czy żyję życiem, którego naprawdę chcę?”
Bardzo często boimy się usłyszeć odpowiedź, bo wiemy, że może wymagać od nas zmiany. Dlatego zagłuszamy swój wewnętrzny głos obowiązkami, pracą i troską o innych. A przecież każda prawdziwa transformacja zaczyna się od szczerego spojrzenia na siebie.
Nie musisz od razu wywracać swojego życia do góry nogami. Wystarczy, że zaczniesz być wobec siebie uczciwa i zapytasz:
„Czego naprawdę chcę?”
„Co daje mi radość?”
„Jak wyglądałoby moje życie, gdybym odważyła się żyć bardziej po swojemu?”
Przez lata pracy z ludźmi zrozumiałam jedną rzecz. Największą stratą nie jest porażka. Największą stratą jest przeżycie życia jako ktoś, kim nigdy naprawdę nie byliśmy.
Dlatego nie czekaj na idealny moment. On prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie.
Po prostu zrób pierwszy krok.
Bo życie nie pyta, ile masz lat ani ile razy zaczynałaś od nowa. Zadaje tylko jedno pytanie:
„Jeśli nie teraz, to kiedy?”
I wierzę, że odpowiedź na nie może stać się początkiem najpiękniejszej zmiany.
Wywiadu udzieliła: Anna Buroń – Jest hipnoterapeutką, trenerką metody Silvy, mentorką rozwoju osobistego oraz przedsiębiorczynią. Założyła Instytut Świadomego Umysłu w Polsce, stworzyła markę Good Life w Norwegii i jest autorką metody „Kod Potencjału”, która pomaga odkrywać własne zasoby i świadomie budować życie w zgodzie ze sobą. W swojej pracy łączy rozwój osobisty, pracę z podświadomością oraz mentoring, wspierając ludzi w trwałej zmianie i odzyskiwaniu sprawczości. Przez wiele lat mieszkała i rozwijała biznes w Norwegii oraz Hiszpanii, a zdobyte doświadczenia stały się inspiracją do stworzenia autorskiego podejścia opartego na holistycznym rozwoju człowieka.
Więcej informacji o działaniach Ani znajdziesz na www.annaburon.com oraz na Facebooku.


