Dlaczego tak bardzo przejmujesz się opinią innych? Odpowiedź może kryć się w dzieciństwie

Masz ochotę coś w sobie zmienić, ale powstrzymuje Cię myśl: „A co ludzie powiedzą?”. Ten głos często nie pochodzi z teraźniejszości, lecz z doświadczeń zapisanych wiele lat temu. Wyniki badań pokazują, że to, jak dziś patrzymy na siebie, dbamy o swój wygląd i reagujemy na ocenę innych, może mieć znacznie więcej wspólnego z dzieciństwem, niż nam się wydaje.

Cichy głos, który nie zawsze jest Twój

Znasz to wahanie? Masz ochotę umówić się na zabieg, zmienić fryzurę albo wreszcie opublikować swoje zdjęcie, a w głowie odzywa się cichy głos: „A co ludzie powiedzą?”. Ten głos rzadko jest naprawdę Twój. Najczęściej ma kilkadziesiąt lat i pochodzi z domu, w którym dorastałaś.

Przez ostatnie miesiące badałam, jak doświadczenia z dzieciństwa wpływają na to, w jaki sposób dorosłe kobiety dbają o siebie i korzystają z usług kosmetycznych. W badaniu wzięło udział 98 kobiet, a wyniki połączyłam z ich osobistymi wypowiedziami. To, co z nich wyszło, jest zaskakująco czułe i zaskakująco wspólne dla wielu z nas.

Można pomyśleć: 98 kobiet to niewiele, a poza tym „mnie to nie dotyczy”. I właśnie dlatego warto się zatrzymać. Po pierwsze, zależności, które uzyskałam, są istotne statystycznie, to znaczy, że nie są dziełem przypadku. Po drugie, wewnętrzne dziecko nie jest cechą wybranych osób, ale uniwersalnym mechanizmem, który nosi w sobie każda z nas. Badanie nie mówi więc: „Tak ma 98 kobiet”, lecz pokazuje, jak działa coś, co dotyczy nas wszystkich. A sama myśl „mnie to nie dotyczy” bywa pierwszym sygnałem, że jednak dotyczy. Ten mechanizm pracuje po cichu, poza naszą świadomością.

Czym właściwie jest wewnętrzne dziecko?

Na początku opowiem Ci, czym jest „wewnętrzne dziecko”. To pojęcie z psychologii opisujące tę część nas, w której zapisały się emocje, przekonania i potrzeby z wczesnych lat. Nie chodzi o wspomnienia, które pamiętamy, ale o wzorce, które nosimy nieświadomie. Sposób, w jaki w dzieciństwie mówiono o wyglądzie, wprost albo między wierszami, zostaje w nas i po cichu współdecyduje o naszych dorosłych wyborach.

Działa to trochę jak pstryknięcie palcami: nie wiesz, kiedy się włączy. Żyjesz normalnie, aż pojawia się jakiś wyzwalacz. Czyjeś spojrzenie, rzucony komentarz, cudze zdjęcie w sieci i nagle reagujesz emocją, której się nie spodziewałaś. To właśnie chwila, w której wewnętrzne dziecko przejmuje stery. Współdecyduje też o tym, czy pozwalamy sobie zadbać o siebie bez poczucia winy.

Nie chodzi o to, czy dbasz o siebie. Chodzi o to, dla kogo

Najciekawszy wynik mojego badania jest taki: to, jak silne normy dotyczące wyglądu wyniosłaś z domu, wcale nie przesądza o tym, czy regularnie o siebie dbasz. Codzienna pielęgnacja okazała się od tego niezależna.

Różnica leży gdzie indziej – w tym, dla kogo to robisz. Im silniejsze społeczne normy kobieta wyniosła z dzieciństwa, tym częściej dbała o wygląd z myślą o opinii innych, a nie o sobie. To była najsilniejsza zależność w całym badaniu. Inaczej mówiąc: krem, zabieg czy makijaż przestają być formą troski o siebie, a stają się sposobem na spełnienie cudzych oczekiwań. To subtelna, ale wyczerpująca różnica, bo dbanie „dla siebie” dodaje energii, a dbanie „dla oka innych” ją zabiera.

Gdy lęk przed oceną staje się silniejszy niż potrzeba zmiany

Jest drugi wynik, który zatrzymuje. Im silniejsze normy społeczne z dzieciństwa, tym częściej kobiety unikały zabiegów kosmetycznych z obawy przed oceną. To pozornie paradoksalne: presja, żeby dobrze wyglądać, zamiast popychać do działania, czasem paraliżuje.

W wypowiedziach uczestniczek widać to wyraźnie. Jedna z nich napisała: „Mam ogromne kompleksy i boję się oceny. Nie jestem wystarczająco ładna, żeby coś poprawiać. Mama zawsze powtarzała, że trzeba wyglądać porządnie”. Inne mówiły wprost: „Boję się pokazać siebie”, „Wpłynęło to na moją niepewność”.

Do tego dochodzi pułapka, w którą wpada wiele kobiet: lęk przed byciem uznaną za „płytką”, jeśli za bardzo zależy im na wyglądzie. Powstaje podwójne związanie: nie wypada nie dbać, ale nie wypada też dbać „za bardzo”. Ktokolwiek nas tak ustawił, na pewno nie my same.

„Co ludzie powiedzą?” – przekaz, który wynosimy z domu

W rozmowach powtarzały się te same rodzinne przekazy. U jednych wygląd był obowiązkiem i formą dyscypliny: „Ubrania musiały być czyste, schludne, wyprasowane”, „Powinno się być szczupłym”. U innych formą troski o siebie: „Dbaj o siebie, byś czuła się dobrze ze sobą”. A u jeszcze innych liczyło się przede wszystkim wnętrze.

Żaden z tych przekazów nie jest sam w sobie zły. Problem zaczyna się wtedy, gdy zostaje w nas jako sztywny nakaz, którego nigdy świadomie nie wybrałyśmy i z którym w dorosłości toczymy cichą walkę.

Instagram zna nasze słabe punkty

Właśnie to jedno miejsce, w którym to wszystko wraca ze zdwojoną siłą. Nasze ulubione media społecznościowe. To, co kiedyś robiła jedna uwaga przy rodzinnym stole, dziś dzieje się non stop, w kieszeni, całą dobę.

Przewijając zdjęcia idealnych twarzy i sylwetek, nieświadomie wracamy do tej samej dziecięcej potrzeby aprobaty. „Nie należy się wyróżniać” zamienia się w lęk przed opublikowaniem zdjęcia bez filtra. „Co ludzie powiedzą” zamienia się w liczenie polubień. Social media nie tworzą tego mechanizmu, one go wzmacniają, bo dają nam tysiące cudzych oczu naraz. A nasze wewnętrzne dziecko reaguje na nie tak samo, jak kiedyś reagowało na spojrzenie rodzica.

Jak trendy w social mediach wzmacniają dawne schematy

Media społecznościowe nie są neutralnym lustrem. Mają swoje mody, które rok po roku przesuwają granicę „normalnego” wyglądu, a każda z nich trafia prosto w mechanizm opisany wyżej.

Jeszcze dekadę temu retuszowano okładki magazynów, dziś każda z nas ma narzędzie do wygładzania twarzy w telefonie. Filtr „upiększający” stał się domyślny, a nie wyjątkowy. Punktem odniesienia przestaje być prawdziwa twarz, także własna. Dla kobiety, której wewnętrzne dziecko już słyszało „nie jesteś wystarczająco ładna”, to codzienne potwierdzenie tego lęku.

Dlaczego porównujemy się do innych?

Widzimy cudze najlepsze ujęcia zestawione z naszą zwykłą codziennością, porównujemy swoje kulisy z czyimś starannym montażem. Dziecięca potrzeba „dorównać, nie odstawać” dostaje paliwo nawet kilkaset razy dziennie.

Poranne rutyny, „glow up”, estetyka kobiety, która „ma wszystko poukładane” – dbanie o siebie zamienia się w treść do pokazania. I tu wraca mój najmocniejszy wynik: jeśli dbam po to, żeby pokazać, że dbam, znów robię to „dla cudzych oczu”, a nie dla siebie.

Pojawiły się mody „no filter”, „real skin”, deinfluencing. Brzmią jak ulga, ale często bywają kolejną wystylizowaną wersją siebie, niedoskonałością na pokaz. Wewnętrzne dziecko wciąż pyta to samo: czy taka będę wystarczająca?

Warto więc czasem zadać sobie pytanie nie „jak wyglądam”, ale „czyimi oczami właśnie na siebie patrzę”.

Trzy pytania, które pomagają odzyskać siebie

Kilka pytań, które warto sobie zadać, zanim zrezygnujesz z czegoś dla siebie albo zanim zaczniesz to robić pod presją:

Dla kogo to robię? Czy ten zabieg, ta zmiana, to zdjęcie są dla mojego dobrego samopoczucia, czy żeby uprzedzić czyjąś ocenę?

Czyj to głos? Gdy słyszę „nie wypada”, „za bardzo się starasz”, „nie jesteś wystarczająco ładna”, czy to naprawdę ja, czy echo z dzieciństwa?

Co poczułabym, gdyby nikt nie patrzył? To pytanie najszybciej oddziela troskę od występu.

Dbanie o siebie nie musi być ani obowiązkiem, ani spowiedzią z próżności. Może być po prostu czułością wobec siebie, tą, na którą Twoje wewnętrzne dziecko czekało najdłużej. I dobra wiadomość z moich badań jest taka: wzorce z domu nie są wyrokiem. Wiele kobiet świadomie je przełamuje. Pierwszym krokiem jest usłyszeć ten cichy głos i zapytać go, kto właściwie mówi.


Autorka: Magda Minoga – strateg biznesowy i marketingowy z 15-letnim doświadczeniem, specjalizująca się w budowaniu marek i twórczyni kilku z nich. W swojej pracy łączy psychologię z marketingiem i pomaga przedsiębiorcom tworzyć komunikację, która wspiera ludzi, zamiast wzmacniać presję. Autorka badań nad wpływem doświadczeń z dzieciństwa na decyzje kobiet w branży beauty.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl