Od marzenia do własnego studia piercingu. Historia o determinacji i odwadze – Wywiad z Longiną Ronke-Strugałą

Od dziecięcych rysunków ozdobionych kolczykami po własne, nagradzane studio piercingu. Historia Longiny Ronke-Strugały to opowieść o odwadze w podążaniu za intuicją, determinacji mimo lokalnych barier i konsekwentnym budowaniu jakości od podstaw. W wywiadzie dla iKobiece.pl opowiada o przełomowych momentach swojej drogi, walce ze stereotypami, tworzeniu miejsca, które łączy sterylność z magią, oraz o tym, dlaczego w jej pracy najważniejsze są zaufanie i poczucie bezpieczeństwa klientów.

Redakcja: Twoja droga zawodowa nie była oczywista. Ukończyłaś szkołę kosmetyczną, ale szybko poczułaś, że to nie to. Jak rozpoznałaś, że trzeba iść inną ścieżką?

Longina Ronke-Strugała Wszystko zaczęło się od dorysowywania kolczyków postaciom na okładkach gazet. To była moja pierwsza „wizualizacja” tej pasji. Choć ukończyłam szkołę kosmetyczną, szybko poczułam, że klasyczne zabiegi pielęgnacyjne to nie moja bajka. Momentem zwrotnym był profesjonalny kurs piercingu u chirurga. To tam medyczna precyzja spotkała się z moją artystyczną duszą. Zrozumiałam, że nie chcę zajmować się wszystkim po trochu, ale chcę być ekspertką w tej jednej, konkretnej dziedzinie. Poczułam, że igła i tytanowa biżuteria to narzędzia, którymi chcę wyrażać siebie i pomagać innym w ich metamorfozach. 

Początki w małym mieście nie należały do łatwych. Jak radziłaś sobie z brakiem zrozumienia i ograniczoną świadomością klientów?

Kiedy zaczynałam, Śrem był zupełnie innym miejscem. Królowały pistolety u kosmetyczek, a o profesjonalnym przekłuwaniu sterylną igłą mało kto słyszał. Zaczynałam od rodziny i znajomych, ale rynek nie był gotowy na profesjonalne studio. 


Moment, w którym zdecydowałaś się spróbować jeszcze raz, był przełomowy. Co było wtedy inne – w Tobie lub w otoczeniu?

Przede wszystkim tym razem nie byłam w tym sama. Siedem lat po moich pierwszych, trudnych próbach, to mój mąż stał się tym motorem napędowym. Powiedział krótko: „Spróbuj jeszcze raz, tym razem się uda”. To wsparcie było fundamentem. Inne było też moje podejście. Miałam w sobie więcej determinacji i życiowej dojrzałości. Zmieniło się także otoczenie. Świadomość ludzi zaczęła powoli doganiać ofertę profesjonalnych studiów. Kiedy zaczęłam ponownie, niemal natychmiast poczułam, że tym razem rynek mnie potrzebuje. Dziś odwiedzają mnie lekarze, prawnicy czy policjantki, co najlepiej pokazuje, że piercing jest absolutnie dla każdego. Granice i stereotypy znikają, a ja dbam o to, by każdy czuł się u mnie komfortowo, niezależnie od wykonywanego zawodu.

Otwarcie własnego studia to ogromny krok. Co było największym wyzwaniem? Formalności, finanse czy może presja odpowiedzialności?

Finanse i formalności wymagały ogromnej dyscypliny, bo studio powstało w całości z moich oszczędności. Nie było miejsca na półśrodki. Sprzęt musiał być z najwyższej półki. Jednak największą presją była odpowiedzialność. W piercingu powierza mi się swoje zdrowie, więc sterylność i jakość biżuterii tytanowej to dla mnie priorytet. Do tego doszła misja edukacyjna. Musiałam udowodnić mieszkańcom, że profesjonalna igła jest bezpieczniejsza i daje lepsze efekty niż pistolet u kosmetyczki. 

Twoje studio wyróżnia się niezwykłym klimatem inspirowanym światem Harry’ego Pottera. Skąd pomysł, by połączyć piercing z tak magiczną estetyką?

Nie chciałam surowego, medycznego chłodu. Chciałam stworzyć miejsce, w którym ja sama czułabym się idealnie, przytulnie i bezpiecznie. Kocham uniwersum Harry’ego Pottera i poczułam, że ta magia idealnie rozładuje stres przed zabiegiem. Co więcej, wiele eksponatów w studiu pochodzi z aukcji WOŚP. Magia mojego miejsca ma więc też realny wymiar pomagania.


Jak chciałabyś, żeby klienci czuli się w Twoim studiu od pierwszej chwili?

Zależało mi przede wszystkim na tym, aby wizyta u mnie była przeżyciem, a nie tylko stresującym zabiegiem. Chciałam, by po przekroczeniu progu klientka zapominała o surowym, sterylnym chłodzie, który często kojarzy się z gabinetami zabiegowymi. Chcę, by każda osoba czuła się u mnie jak gość w magicznym salonie, a nie jak kolejny pacjent w kolejce. Ten klimat oczarował wszystkich – od dorosłych, którzy doceniają unikalność miejsca, po dzieci, które dzięki tej magii czują się u mnie po prostu bezpiecznie i pewnie. To poczucie komfortu psychicznego jest dla mnie równie ważne, co sterylność samej igły.

Zaskoczyło Cię, że dużą część Twoich klientek stanowią dzieci. Jak wygląda praca z najmłodszymi i budowanie ich poczucia bezpieczeństwa?

To było dla mnie największe zaskoczenie. Rodzice świadomie wybierają igłę zamiast pistoletu. Magiczny wystrój sprawia, że dzieci czują się jak w bajce, a nie w gabinecie. Największą nagrodą są dla mnie chwile, gdy małe pacjentki wracają po czasie z laurkami lub figurkami z klocków, które same ułożyły dla „pani od czarów”.

Który rodzaj piercingu wykonujesz najczęściej i czy widzisz w tym jakieś obecne trendy?

Najczęściej przekłuwam pępki, nosy i oczywiście uszy. Teraz modne jest tzw. „ear curation” – nie robimy jednej dziurki, ale projektujemy całą kompozycję ucha, by kolczyki tworzyły spójną, biżuteryjną architekturę.

Zdobyłaś prestiżowe nagrody i setki pozytywnych opinii. Co daje Ci większą satysfakcję? Wyróżnienia czy uśmiech klientki po zabiegu?

Jedno jest następstwem drugiego, ale jeśli miałabym wybierać, to zdecydowanie stawiam na zadowolenie moich klientów. Nagrody są ważne, bo potwierdzają jakość mojej pracy na tle całego kraju, ale to relacje z ludźmi są paliwem do działania. Jednak największą i najbardziej wzruszającą nagrodą są dla mnie reakcje dzieci. Nie ma nic piękniejszego niż sytuacja, gdy mała pacjentka wraca do studia po jakimś czasie, by przynieść mi własnoręcznie narysowaną laurkę albo… „potterowe” drobiazgi. To dowód na to, że te dzieci nie tylko nie boją się wizyty u mnie, ale traktują ją jak miłe wspomnienie.

Patrząc na swoją drogę – od dziewczynki z ołówkiem do właścicielki nagradzanego studia – co powiedziałabyś sobie sprzed lat?

Powiedziałabym jej tylko jedno: „Na wszystko przyjdzie odpowiedni czas. Bądź cierpliwa i nigdy nie ustępuj”.

Dziś wiem, że każda przeszkoda, każdy moment, w którym miasto nie było jeszcze gotowe, i każda chwila zwątpienia ze strony otoczenia, były potrzebne. To one zbudowały moją determinację. Gdybym otworzyła studio zbyt wcześnie, może nie miałoby tej dojrzałości i profesjonalizmu, które mam teraz. Marzenia się spełniają, ale czasem po prostu potrzebują czasu, by w pełni dojrzeć.

Jakie masz plany na przyszłość? Bardziej rozwój studia, edukacja klientów, a może coś zupełnie nowego?

Na pewno nie planuję zwalniać tempa. Chodzi mi po głowie opracowanie poradnika. Moim marzeniem jest trwała zmiana nawyków mieszkańców naszego regionu. Jeśli dzięki mojej pracy i temu poradnikowi za 10 lat w Śremie nikt nawet nie pomyśli o użyciu pistoletu do przebijania uszu, to uznam to za moją osobistą, sukcesywną reformę zdrowotną w skali mikro. A co dalej? Zawsze się śmieję i powtarzam, że dopóki wzrok i ręce działają na sto procent, będę osobiście trzymać igłę. Dopiero gdy poczuję, że czas odpocząć, zajmę się szkoleniem nowej kadry lub… zrobię ze studia prawdziwe muzeum! (śmiech) Na razie jednak zapraszam do mojego świata. Magia wciąż trwa.


Wywiadu udzieliła: Longina Ronke-Strugała – Właścicielka pierwszego profesjonalnego studia piercingu w Śremie, której pasja narodziła się już w dzieciństwie. Swoją drogę zawodową rozpoczęła od edukacji kosmetycznej, jednak szybko odkryła, że to piercing jest jej prawdziwym powołaniem. Po latach zdobywania doświadczenia i przełamywania lokalnych stereotypów, w 2022 roku otworzyła własne studio, stawiając na najwyższe standardy bezpieczeństwa oraz indywidualne podejście do klienta. Jej miejsce wyróżnia się nie tylko profesjonalizmem, ale także unikalnym, przytulnym klimatem inspirowanym światem magii. Dzięki konsekwencji i zaangażowaniu zdobyła liczne nagrody oraz zaufanie szerokiego grona klientów w całym regionie.

Więcej informacji o działaniach Longiny znajdziesz na Facebooku, Instagramie oraz www.piercing_srem.bookero.pl

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl

Promuj swój biznes w kobiecej społeczności
Dotrzyj do nowych odbiorczyń i zyskaj nowe klientki!
To dla mnie!