Jak uwolnić ograniczające przekonania i odzyskać poczucie własnej wartości? – Wywiad z Igą Wołos
Czy nasze lęki, brak poczucia własnej wartości i powtarzające się życiowe schematy mają swoje źródło w przeszłości? Dlaczego tak wiele kobiet żyje według cudzych oczekiwań, zamiast w zgodzie ze sobą? W wywiadzie z Igą Wołos rozmawiamy o hipnoterapii, pracy z podświadomością, regulacji układu nerwowego oraz o tym, jak uwolnić ograniczające przekonania i odzyskać wewnętrzny spokój. To inspirujący wywiad dla każdej kobiety, która czuje, że nadszedł czas, by wrócić do siebie i zacząć żyć na własnych zasadach.
Redakcja: Pomaga Pani ludziom odnaleźć drogę do samych siebie. Jak wygląda ten moment, w którym człowiek zaczyna rozumieć, że zgubił kontakt z własnym wnętrzem? Jakie sygnały najczęściej towarzyszą temu procesowi?
Iga Wołos: Najczęściej ten moment nie przychodzi nagle. To raczej proces. Człowiek zaczyna czuć, że mimo iż „wszystko powinno być dobrze”, wewnętrznie czegoś brakuje. Traci radość z życia, funkcjonuje na autopilocie, coraz częściej odczuwa zmęczenie, wewnętrzny chaos albo poczucie, że żyje bardziej według oczekiwań innych niż w zgodzie ze sobą.
Bardzo często pojawia się również powtarzalność tych samych problemów – podobne relacje, te same lęki, brak poczucia własnej wartości czy trudność w podejmowaniu decyzji. Człowiek zaczyna zadawać sobie pytania: „Dlaczego ciągle wracam do tego samego miejsca?”, „Dlaczego nie potrafię być naprawdę szczęśliwy?”, „Czy o to właśnie chodzi w życiu?”.
Moim zdaniem to właśnie są pierwsze sygnały utraty kontaktu z samym sobą. Nie dlatego, że jesteśmy „zepsuci”, ale dlatego, że przez lata nauczyliśmy się słuchać wszystkiego wokół – oczekiwań, lęków, przekonań wyniesionych z dzieciństwa – zamiast własnego wewnętrznego głosu. Paradoksalnie to właśnie ten dyskomfort często staje się początkiem najpiękniejszej drogi – powrotu do siebie.
Podczas jednej z naszych rozmów powiedziała Pani piękne zdanie: „Nie uczę ludzi, kim mają się stać. Pomagam im przypomnieć sobie, kim byli, zanim życie przekonało ich, że są niewystarczający”. Co ono oznacza w praktyce i dlaczego właśnie ono najlepiej oddaje Pani filozofię pracy?
To zdanie jest mi bardzo bliskie, ponieważ wierzę, że większość z nas nie rodzi się z przekonaniem „jestem niewystarczający”. Nie rodzimy się z lękiem przed oceną, odrzuceniem czy porażką. Takie przekonania kształtują się z czasem – pod wpływem naszych doświadczeń. Czasami swoje źródło mają w dzieciństwie, ale równie często pojawiają się później: po trudnych relacjach, bolesnych rozstaniach, utracie bliskiej osoby, doświadczeniu odrzucenia, przewlekłym stresie czy wydarzeniach, które zachwiały naszym poczuciem bezpieczeństwa i własnej wartości.
W swojej pracy nie próbuję stworzyć nowego człowieka. Nie wierzę, że ludzi trzeba „naprawiać”. Wierzę natomiast, że pod warstwą lęków, ograniczających przekonań i starych mechanizmów wciąż jest ta sama osoba – ciekawa świata, odważna, wartościowa i wystarczająca taka, jaka jest.
Hipnoterapia nie polega na tym, że terapeuta daje komuś nowe życie. Ona pomaga dotrzeć do miejsca, w którym człowiek zaczyna przypominać sobie, kim był, zanim zaczął wierzyć, że musi na miłość, akceptację czy poczucie własnej wartości zasłużyć. Dla mnie to właśnie jest prawdziwa zmiana. Nie stawanie się kimś innym, ale odważny powrót do siebie.
Coraz więcej mówi się o wpływie dzieciństwa na nasze dorosłe życie. Jakie doświadczenia z przeszłości najczęściej kształtują przekonania, które później utrudniają nam budowanie szczęśliwych relacji, poczucia własnej wartości czy zawodowej odwagi?
To dotyczy nie tylko relacji czy poczucia własnej wartości, ale również naszego stosunku do sukcesu, pieniędzy i obfitości. W dzieciństwie bardzo często przejmujemy nie tylko zachowania dorosłych, ale także ich sposób myślenia. Jeśli słyszeliśmy, że „pieniądze szczęścia nie dają”, „na wszystko trzeba bardzo ciężko pracować”, „bogaci są chciwi”, „nie stać nas”, „pieniądze zmieniają ludzi” albo „lepiej się nie wychylać”, takie komunikaty mogą stać się częścią naszych nieświadomych przekonań.
Podczas sesji hipnoterapii przyglądamy się temu, skąd te przekonania się wzięły i czy nadal są nam potrzebne. Pracujemy nad ich świadomym uwolnieniem oraz zastąpieniem takimi, które wspierają nasze cele, poczucie bezpieczeństwa i rozwój. To nie jest wymazywanie przeszłości, ale tworzenie nowych, bardziej wspierających sposobów myślenia i reagowania.
W dorosłym życiu wiele osób ciężko pracuje, rozwija się i naprawdę pragnie finansowej stabilności, a jednocześnie nieświadomie nosi w sobie przekonania, które sprawiają, że sukces zaczyna kojarzyć się z poczuciem winy, lękiem przed oceną albo utratą bezpieczeństwa. To nie jest kwestia braku ambicji czy motywacji. Często jest to efekt schematów, które przez lata pomagały nam odnaleźć się w rzeczywistości, ale dziś zwyczajnie przestały nam służyć.
Dlatego w mojej pracy tak ważne jest dotarcie do źródła tych przekonań. Kiedy rozumiemy, skąd się wzięły, możemy świadomie zdecydować, które z nich nadal chcemy nieść przez życie, a które warto zostawić za sobą.
W swojej pracy łączy Pani hipnoterapię z wiedzą o funkcjonowaniu podświadomości oraz mechanizmach, które wpływają na nasze emocje i zachowanie. Wiele osób wciąż podchodzi do hipnoterapii z rezerwą. Z czym najczęściej spotyka się Pani w gabinecie i czym hipnoterapia naprawdę jest, a czym z pewnością nie?
Myślę, że największą zmianą, jaką obserwuję na przestrzeni ostatnich lat, jest rosnąca otwartość ludzi. Coraz więcej osób świadomie poszukuje metod, które pomagają dotrzeć do źródła problemu, a nie tylko łagodzić jego objawy. Cieszy mnie również to, że hipnoza przestaje być postrzegana przez pryzmat stereotypów czy scenicznych pokazów. Dziś wiemy, że jest to zjawisko udokumentowane naukowo, wykorzystywane również w wielu obszarach medycyny i psychologii, dlatego nie czuję potrzeby przekonywania kogokolwiek do tej metody.
Nigdy nie namawiam do hipnoterapii. Do mojego gabinetu trafiają osoby, które same podjęły tę decyzję, zaufały tej formie pracy i chcą świadomie rozpocząć proces zmiany. Uważam, że to właśnie gotowość klienta jest jednym z najważniejszych elementów skutecznej terapii.
Hipnoterapia nie polega na przejmowaniu kontroli nad drugim człowiekiem ani na manipulacji. To bezpieczny stan głębokiej koncentracji i wewnętrznego skupienia, w którym człowiek pozostaje świadomy i zachowuje pełną możliwość decydowania o sobie. Dzięki temu możemy pracować z przekonaniami, emocjami i wzorcami zapisanymi w podświadomości, które często wpływają na nasze wybory i codzienne funkcjonowanie bardziej, niż zdajemy sobie z tego sprawę. To właśnie dlatego hipnoterapia może być tak skutecznym narzędziem wspierającym trwałą zmianę.
Mówi Pani o przeprogramowywaniu ograniczających przekonań. Jakie przekonania najczęściej blokują kobiety i sprawiają, że nie wykorzystują swojego potencjału?
Często powtarzam, że nie przyciągamy do swojego życia tego, czego pragniemy. To byłoby zbyt proste. Przyciągamy przede wszystkim to, co głęboko uważamy za prawdę o sobie. Jeśli w głębi wierzę, że nie jestem wystarczająca, nie zasługuję na miłość, sukces czy obfitość, bardzo często zupełnie nieświadomie podejmuję decyzje, które tę „prawdę” potwierdzają. Najczęściej nie blokuje nas więc brak potencjału, ale historia, którą przez lata opowiadamy same sobie. A właściwie historia, której kiedyś zostałyśmy nauczone.
W pracy z kobietami bardzo często spotykam się z przekonaniami: „Nie jestem wystarczająco dobra”, „Muszę zasłużyć na miłość i akceptację”, „Nie mogę popełniać błędów”, „Inni są ważniejsi ode mnie” czy „Nie dam sobie rady”. Takie przekonania nie pojawiają się znikąd – najczęściej są efektem doświadczeń z dzieciństwa, relacji czy oczekiwań społecznych. Z czasem zaczynamy traktować je jak prawdę o sobie, choć w rzeczywistości są jedynie wyuczonym sposobem myślenia. To właśnie one sprawiają, że kobiety umniejszają swoje osiągnięcia, boją się sięgać po więcej, rezygnują z marzeń albo nie pozwalają sobie żyć w zgodzie ze sobą.
Czasami dotyczą również pieniędzy i sukcesu – na przykład przekonania, że „na dobrobyt trzeba bardzo ciężko zapracować” albo że „pieniądze są czymś złym”. Jednak u ich źródła niemal zawsze odnajdujemy to samo – przekonanie, że nie jestem wystarczająca lub że na wszystko muszę sobie zasłużyć.
Właśnie na tym polega moja praca. W bezpiecznym procesie pomagam dotrzeć do źródła tych przekonań, uwolnić ich ograniczający wpływ i zastąpić je nowymi, wspierającymi sposobami myślenia. Właśnie tym się zajmuję – przeprogramowaniem wzorców zapisanych w podświadomości – tak, aby zaczęły wspierać człowieka, zamiast go ograniczać.
Mówi Pani o przeprogramowywaniu ograniczających przekonań. Jakie przekonania najczęściej blokują kobiety i sprawiają, że nie wykorzystują swojego potencjału?
Układ nerwowy jest naszym wewnętrznym systemem bezpieczeństwa. To on nieustannie ocenia, czy świat wokół nas jest bezpieczny, czy należy się bronić. Właśnie dlatego odgrywa tak ogromną rolę w naszym codziennym funkcjonowaniu – wpływa nie tylko na to, jak się czujemy, ale również na to, jak myślimy, reagujemy, budujemy relacje i podejmujemy decyzje.
W swojej pracy często powtarzam, że nie wystarczy wiedzieć, czego pragniemy. Równie ważne jest to, czy nasz układ nerwowy potrafi to przyjąć. Możemy marzyć o bliskości, sukcesie, zdrowiu czy poczuciu obfitości, ale jeśli organizm nauczył się, że bezpieczeństwo oznacza ciągłe napięcie, kontrolę albo życie w trybie przetrwania, każda zmiana – nawet ta pozytywna – może być odbierana jako zagrożenie. Dlatego tak ważna jest regulacja układu nerwowego. Nie chodzi wyłącznie o chwilowe wyciszenie czy lepsze samopoczucie. Chodzi o odzyskanie poczucia bezpieczeństwa we własnym ciele. Dopiero wtedy organizm przestaje skupiać całą swoją energię na przetrwaniu i może otworzyć się na rozwój, zdrowe relacje oraz świadome zmiany.
Coraz więcej wiemy również o wpływie traumy na funkcjonowanie człowieka. Trauma nie zawsze wynika z jednego dramatycznego wydarzenia. Często jest skutkiem długotrwałego stresu, braku poczucia bezpieczeństwa czy doświadczeń, które przekraczały nasze możliwości poradzenia sobie z nimi. Jej ślady mogą pozostawać zapisane nie tylko w naszej pamięci, ale również w układzie nerwowym i ciele.
Objawy przeciążonego układu nerwowego bywają bardzo różne. To między innymi przewlekłe napięcie, trudności z odpoczynkiem, nadmierna czujność, problemy ze snem, drażliwość, lęk, poczucie ciągłego zmęczenia czy trudność w odczuwaniu radości. To nie oznacza, że z człowiekiem jest coś nie tak. Bardzo często oznacza jedynie, że jego organizm przez długi czas robił wszystko, aby zapewnić mu przetrwanie. Dlatego w swojej pracy tak dużą wagę przykładam do poczucia bezpieczeństwa i regulacji układu nerwowego. Wierzę, że trwała zmiana nie rodzi się z walki ze sobą, lecz z miejsca, w którym ciało i umysł zaczynają czuć, że już nie muszą nieustannie walczyć o przetrwanie.
Wspomina Pani także o wzorcach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Jak rozpoznać, że żyjemy według scenariusza, który nie jest tak naprawdę nasz, lecz został przejęty od rodziny?
Bardzo często pracuję z kobietami, które czują, że od lat żyją według scenariusza, którego nigdy świadomie nie wybrały. Kiedy zaczynamy przyglądać się ich historii, okazuje się, że podobne przekonania, emocje czy sposoby funkcjonowania pojawiały się już wcześniej – u mamy, babci, a czasem nawet w kolejnych pokoleniach.
To mogą być przekonania takie jak: „Na wszystko trzeba sobie zasłużyć”, „Życie jest ciężkie”, „Nie można ufać mężczyznom”, „Dobra kobieta zawsze stawia siebie na końcu” czy „Cierpienie jest wpisane w kobiecość”. Dorastając w takim środowisku, często nie zastanawiamy się, czy to naprawdę nasze przekonania. Przyjmujemy je jako oczywisty sposób patrzenia na świat.
Coraz więcej wiemy również o tym, że skutki trudnych doświadczeń mogą być przekazywane między pokoleniami – nie tylko poprzez sposób wychowania i rodzinne wzorce, ale także poprzez mechanizmy, które bada między innymi epigenetyka. Dlatego w gabinecie zawsze patrzę na człowieka szerzej – nie tylko przez pryzmat jego własnych doświadczeń, ale również historii, z której wyrasta.
Nie chodzi jednak o szukanie winnych w poprzednich pokoleniach. Wręcz przeciwnie. Każde pokolenie robiło najlepiej, jak potrafiło, dysponując zasobami, które miało. Naszą odpowiedzialnością nie jest noszenie ciężaru przeszłości, ale świadome zakończenie tego, co już nam nie służy. Dlatego tak ważna jest praca z emocjami. To, co zostaje wyparte, nie znika -często nadal wpływa na nasze decyzje, relacje i sposób przeżywania życia. Kiedy pozwalamy sobie te emocje zobaczyć, przeżyć i zintegrować, przestają kierować nami z ukrycia. Wtedy po raz pierwszy możemy zacząć żyć własnym życiem, a nie historią, która została nam przekazana.
Żyjemy w świecie, który nieustannie zachęca do działania, osiągania i bycia produktywnym. Tymczasem Pani mówi o zatrzymaniu się i wsłuchaniu w siebie. Dlaczego właśnie zwolnienie tempa bywa pierwszym krokiem do prawdziwej zmiany?
Nie uważam, że problemem jest to, że chcemy się rozwijać, osiągać cele czy realizować marzenia. Wręcz przeciwnie. Problem pojawia się wtedy, gdy nieustanne działanie staje się sposobem na zagłuszenie siebie. Dziś żyjemy bardzo szybko. Wypełniamy kalendarze, realizujemy kolejne zadania i odhaczamy następne cele. Paradoks polega na tym, że potrafimy poświęcić wiele czasu na rozwój zawodowy, a coraz rzadziej znajdujemy chwilę, aby zapytać siebie: Jak naprawdę się czuję? Czego potrzebuję? Czy życie, które tworzę, jest naprawdę moje?
Wierzę, że prawdziwa zmiana zaczyna się właśnie w momencie zatrzymania. Bo dopiero w ciszy jesteśmy w stanie usłyszeć siebie. To właśnie wtedy zauważamy emocje, które przez lata były spychane na dalszy plan, przekonania, które kierują naszymi decyzjami, i potrzeby, o których zdążyliśmy zapomnieć. Dlatego w swojej pracy nie uczę ludzi robić więcej. Uczę ich na chwilę zwolnić, wziąć głęboki oddech i na nowo nawiązać kontakt ze sobą. Bo kiedy odzyskujemy wewnętrzny spokój, łatwiej podejmujemy decyzje, budujemy zdrowsze relacje i przestajemy żyć wyłącznie na autopilocie.
To właśnie z tej potrzeby narodził się również pomysł organizacji retreatów. Chcę stworzyć przestrzeń, w której można choć na kilka dni wyjść z codziennego pośpiechu i wrócić do siebie. Poprzez medytację, pracę z ciałem, świadomy oddech, warsztaty rozwojowe i kontakt z naturą uczymy się nie tylko odpoczywać, ale przede wszystkim słuchać siebie z większą uważnością. Bo czasami największym krokiem naprzód jest pozwolenie sobie na chwilę zatrzymania. W moim odczuciu spokój nie jest przeciwieństwem działania. Spokój jest przestrzenią, z której rodzą się najlepsze decyzje.
Organizuje Pani również warsztaty oraz wyjazdy rozwojowe. Co sprawia, że zmiana otoczenia i wyjazd, taki jak planowana podróż na Sri Lankę, mogą być tak ważnym elementem procesu wewnętrznej transformacji?
Na co dzień funkcjonujemy w dobrze znanym środowisku, które nieustannie przypomina nam, kim byliśmy do tej pory. Wracamy do tych samych miejsc, spotykamy tych samych ludzi i bardzo często automatycznie odtwarzamy te same schematy myślenia i zachowania. Dlatego czasami tak trudno jest wprowadzić trwałą zmianę, pozostając w dokładnie tych samych okolicznościach. Zmiana otoczenia daje nam coś niezwykle cennego – nową perspektywę. Kiedy na chwilę wyjdziemy z codziennego rytmu, łatwiej zauważyć to, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy. Nagle okazuje się, że możemy spojrzeć na swoje życie z większym dystansem, usłyszeć własne potrzeby i zadać sobie pytania, na które w codziennym biegu zwyczajnie nie było przestrzeni.
Carl Gustav Jung powiedział kiedyś: „Kto patrzy na zewnątrz – śni. Kto patrzy do wewnątrz – budzi się.” To zdanie od lat jest mi bardzo bliskie, ponieważ doskonale oddaje sens mojej pracy. Wierzę, że najważniejsze odpowiedzi nosimy w sobie – potrzebujemy jedynie stworzyć sobie przestrzeń, aby móc je usłyszeć.
Właśnie z tej idei narodził się pomysł retreatu na Sri Lance, który organizuję we współpracy z Plan for Sun Travelling. Będzie to czas medytacji, praktyk dla ciała, umysłu i duszy oraz warsztatów rozwojowych. Nie zależy mi na stworzeniu kolejnego intensywnego programu pełnego atrakcji. Chcę stworzyć bezpieczną przestrzeń, w której uczestnicy będą mogli zwolnić, odetchnąć, wyciszyć układ nerwowy i na nowo nawiązać kontakt ze sobą.
Wierzę, że najpiękniejsze podróże nie zawsze prowadzą do nowych miejsc. Czasami prowadzą do nowego spotkania z samym sobą. Ta najważniejsza podróż wydarzy się we wnętrzu każdego, kto pozwoli sobie choć na chwilę zatrzymać się i naprawdę siebie usłyszeć.
Gdyby miała Pani wskazać trzy rzeczy, które każda kobieta może zrobić już dziś, aby lepiej zadbać o swoje emocje, poczucie bezpieczeństwa i relację ze sobą, co znalazłoby się na tej liście?
Gdybym miała zostawić kobietom trzy myśli, które mogą zacząć wprowadzać w życie już dziś, powiedziałabym:
Po pierwsze – przestań stawiać siebie na ostatnim miejscu. Troska o siebie nie jest egoizmem. To fundament, dzięki któremu możemy z miłością troszczyć się również o innych. Nie możesz nalać z pustego naczynia.
Po drugie – znajdź każdego dnia choć kilka minut ciszy tylko dla siebie. Nie po to, aby zrobić kolejne zadanie, ale żeby po prostu pobyć ze sobą. Bez telefonu, bez pośpiechu, bez oczekiwań. To właśnie w takich chwilach najczęściej słyszymy odpowiedzi, których tak długo szukaliśmy na zewnątrz.
Po trzecie – potraktuj swoje emocje jak drogowskaz, a nie jak problem do rozwiązania. Każda emocja niesie ze sobą ważną informację. Im bardziej z nimi walczymy lub je wypieramy, tym głośniej próbują zwrócić naszą uwagę. Kiedy uczymy się ich słuchać, zaczynamy lepiej rozumieć siebie.
I chyba zostawiłabym jeszcze jedną myśl. Życie zmienia się nie wtedy, gdy zaczynamy być kimś innym. Zmienia się wtedy, gdy odważymy się w pełni być sobą.
Na zakończenie – czego życzyłaby Pani kobietom, które od dawna czują, że żyją bardziej dla oczekiwań innych niż w zgodzie ze sobą, ale wciąż boją się zrobić pierwszy krok ku zmianie?
Życzyłabym im przede wszystkim odwagi, aby przestały szukać swojej wartości w oczach innych i zaczęły dostrzegać ją w sobie. Aby uwierzyły, że nie muszą zasługiwać na miłość, spokój, szczęście ani dobre życie. Są ich godne już dziś, takie, jakie są.
Chciałabym, aby pozwoliły sobie na większą łagodność wobec siebie. Nie musimy mieć wszystkich odpowiedzi ani od razu wiedzieć, dokąd prowadzi nas droga. Czasami wystarczy zrobić jeden, mały krok. To właśnie od niego bardzo często zaczyna się największa zmiana. I życzyłabym im, aby odważyły się żyć w zgodzie ze sobą, a nie wyłącznie z oczekiwaniami innych. Bo kiedy przez lata próbujemy spełniać potrzeby całego świata, bardzo łatwo zgubić własny głos.
Na zakończenie chciałabym zostawić myśl, która od lat bardzo mnie inspiruje: „Nie musisz widzieć całych schodów, żeby zrobić pierwszy krok.” Wierzę, że wiele pięknych zmian zaczyna się właśnie w ten sposób – od jednej decyzji, jednego oddechu, jednego kroku w stronę siebie.
Przychodzi mi jeszcze jedna ważna myśl, którą chciałabym zakończyć dzisiejszą rozmowę : Największą odwagą nie zawsze jest zmienić swoje życie. Czasami największą odwagą jest przestać udawać kogoś, kim nigdy nie byłyśmy.
Wywiadu udzieliła: Iga Wołos – Specjalizuje się w hipnoterapii oraz pracy z podświadomością, wspierając ludzi w uwalnianiu ograniczających przekonań, trudnych emocji i skutków traumy. W swojej pracy łączy hipnoterapię z wiedzą z zakresu psychologii, neuroplastyczności mózgu oraz regulacji układu nerwowego, pomagając klientom odzyskać poczucie sprawczości, wewnętrzny spokój i kontakt z samym sobą. Wierzy, że prawdziwa zmiana nie polega na stawaniu się kimś innym, lecz na przypomnieniu sobie własnej wartości i odkryciu zasobów, które każdy człowiek nosi w sobie. Oprócz indywidualnych sesji prowadzi warsztaty oraz organizuje rozwojowe retreaty, tworząc bezpieczną przestrzeń do zatrzymania się, regeneracji i świadomej pracy nad sobą.
Więcej informacji o działaniach Igi znajdziesz na www.iga-hipnoterapie.pl oraz na Facebooku.


