Jak zacząć działać mimo strachu i braku wiary w siebie? – Wywiad z Justyną Paruzel
Jeszcze kilka lat temu miała dom, firmę, stabilność i życie, które dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Później straciła niemal wszystko, a wraz z tym poczucie, że wie, co dalej. Justyna Paruzel przez około dziesięć lat była przede wszystkim mamą, pozostając poza rynkiem pracy, a powrót do zawodowego świata po tak długiej przerwie oznaczał dla niej mierzenie się z własnymi obawami i brakiem wiary w siebie. Dziś pracuje w branży nieruchomości i krok po kroku odbudowuje swoje życie, przekonując się, że pewność siebie nie zawsze pojawia się przed działaniem. W rozmowie opowiada o powrocie do aktywności zawodowej i o tym, jak z najtrudniejszych doświadczeń można zbudować początek nowego rozdziału.
Redakcja: Pani historia jest opowieścią o powstawaniu z popiołów. Jeszcze kilka lat temu miała Pani firmę, dom, stabilność i życie, które dawało poczucie bezpieczeństwa. Co dzieje się z człowiekiem, kiedy nagle traci fundamenty, na których dotąd budował swoje życie? Co było dla Pani w tamtym czasie najtrudniejsze?
Justyna Paruzel: Szczerze mówiąc, dzieje się coś bardzo złego. Wracając do tamtych chwil, mogę powiedzieć, że naprawdę nie chciało mi się żyć. Straciłam sens życia, czułam potworny ból i bardzo chciałam cofnąć czas. W pewnym momencie miałam poczucie, że moje życie po prostu przestało mieć sens.
Najtrudniejsze było pogodzenie się z tą stratą. Z tym, że nagle nie mam już domu, fajnego samochodu, tego wszystkiego, co wcześniej dawało mi poczucie bezpieczeństwa i stabilności. I chyba właśnie tego bezpieczeństwa brakowało mi najbardziej.
Dzisiaj wiem, że za mało doceniałam to, co miałam. Niestety u mnie bardzo mocno potwierdziło się powiedzenie, że człowiek zaczyna doceniać coś dopiero wtedy, kiedy to traci. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam. Dopiero kiedy zostałam pozbawiona tego wszystkiego, zobaczyłam, jak ogromną wartość miało dla mnie życie, które wcześniej uważałam za coś oczywistego.
Po takiej stracie łatwo uwierzyć, że pewien etap życia już się skończył. Co sprawiło, że zamiast się poddać, zaczęła Pani szukać w sobie siły, żeby spróbować jeszcze raz?
Przede wszystkim moje dzieci. To one nie pozwoliły mi się poddać. Wiedziałam, że muszę się jakoś pozbierać, przede wszystkim dla nich.
I oczywiście nie mogę tutaj nie wspomnieć o wsparciu mojej mamy. Ona bardzo mocno mnie dopingowała. W momencie, kiedy ja już sama w siebie nie wierzyłam, ona cały czas wierzyła we mnie. Ani przez chwilę nie zwątpiła we mnie, w moje możliwości, we mnie jako człowieka.
I myślę, że właśnie wsparcie w takich momentach jest najważniejsze. Kiedy człowiek sam już nie ma siły i nie wierzy, że jeszcze może coś zbudować, bardzo dużo daje świadomość, że obok jest ktoś, kto wciąż w ciebie wierzy. Dla mnie taką osobą była i nadal jest moja mama. Jest przy mnie do dziś i cały czas mnie wspiera, za co jestem jej ogromnie wdzięczna i za co tak bardzo ją kocham. No i oczywiście moje dzieci. To dla nich przede wszystkim musiałam znaleźć w sobie siłę, żeby spróbować jeszcze raz.
Przez około dziesięć lat była Pani przede wszystkim mamą i pozostawała poza rynkiem pracy. Powrót do zawodowego świata po tak długiej przerwie musiał wiązać się z wieloma pytaniami i obawami. Czego najbardziej się Pani wtedy bała?
Najbardziej chyba bałam się obowiązków i ludzi. Tak naprawdę najtrudniej jest wyjść ze swojej strefy komfortu. Przez ostatnie lata byłam wyłączona z życia zawodowego, trochę też unikałam ludzi, więc powrót do tego wszystkiego był dla mnie dużym wyzwaniem.
Na początku był oczywiście stres, zwątpienie i przede wszystkim ogromna niepewność. Zastanawiałam się, czy sobie poradzę, czy odnajdę się w tym wszystkim po tak długiej przerwie. Ale jednocześnie wiedziałam, że nie mogę już zrobić kroku wstecz. Musiałam po prostu spróbować.
W tym momencie ogromną rolę odegrała Pani mama. To ona zachęcała Panią, żeby wrócić do ludzi, wychodzić z domu, wrócić na siłownię. Czy był taki moment, kiedy poczuła Pani, że jej wiara w Panią zaczyna powoli stawać się również Pani własną wiarą w siebie?
Myślę, że ta wiara we mnie rodziła się dzięki wsparciu mamy. Ona była dla mnie ogromną motywacją. Niemniej jednak przede wszystkim zaczęłam sama w siebie wierzyć, kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze sukcesy.
Na początku były to małe rzeczy. Nawiązałam jakąś relację zawodową, ktoś mi zaufał i powierzył nieruchomość na wynajem, skojarzyłam kogoś z kimś, znalazłam klienta. I każdy taki, nawet najmniejszy sukces, dokładał kolejną cegiełkę do tej wiary.
Z czasem tych cegiełek było coraz więcej i ta wiara zaczęła się naprawdę budować. To właśnie najbardziej mnie wzmacniało. Świadomość, że jednak jestem w stanie coś osiągnąć, że potrafię sobie poradzić i że cały czas idę do przodu. Myślę, że wtedy zaczęłam powoli odzyskiwać nie tylko wiarę w siebie, ale też poczucie, że znowu mam wpływ na swoje życie.
Czasami odbudowa życia zaczyna się od bardzo małych kroków, których z zewnątrz nawet nie widać. Jaki był ten pierwszy krok, po którym poczuła Pani: „Zaczynam wracać do siebie”?
Myślę, że takim pierwszym krokiem był przede wszystkim powrót do formy po urodzeniu drugiego dziecka. Zaczęłam z powrotem regularnie trenować, wróciłam do aktywności fizycznej i to bardzo dużo mi dało. Zaczęłam lepiej czuć się sama ze sobą, czułam się atrakcyjniejsza, a co za tym idzie, również pewniejsza siebie. Ale chyba jeszcze ważniejsze było to, co zaczęło dziać się później. Kiedy ludzie zaczęli mnie doceniać i mówić mi, że jestem wartościowym człowiekiem, że dobrze sobie radzę i że naprawdę nadaję się do pracy jako agent nieruchomości. Kiedy zaczęli mi ufać, powierzać swoje nieruchomości, podpisywać ze mną umowy. To były dla mnie bardzo ważne momenty. Bo wtedy zaczęłam dostawać takie zewnętrzne potwierdzenie, że jednak potrafię, że jestem coś warta zawodowo i że mogę zbudować coś od nowa. I chyba właśnie z tych małych rzeczy, krok po kroku, zaczęłam wracać do siebie.
Kiedy zaczęła Pani myśleć o powrocie do aktywności zawodowej, musiała Pani zdecydować, w którą stronę pójść. Dlaczego wybrała Pani właśnie branżę nieruchomości i co sprawiło, że uznała Pani, że to może być dla Pani dobra droga?
Przede wszystkim dlatego, że nieruchomości są związane ze sprzedażą, a ja wcześniej, zanim wycofałam się z życia zawodowego, pracowałam jako przedstawiciel handlowy. Miałam więc już doświadczenie w kontakcie z ludźmi, sprzedaży i budowaniu relacji, dlatego ta branża nie była mi zupełnie obca.
Drugą bardzo ważną kwestią była elastyczność. W mojej obecnej sytuacji praca na etacie nie jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem, a w nieruchomościach mogę sama organizować sobie czas, ustalać spotkania i dopasowywać pracę do swojego życia. To było dla mnie naprawdę bardzo istotne. Ale nie ukrywam też, że ja po prostu kocham domy i nieruchomości. Zawsze mnie fascynowały. Uważam, że miejsce, w którym mieszkamy, to nigdy nie są tylko cztery ściany. W każdym domu jest jakaś historia, są emocje, codzienne życie, wspomnienia ludzi, którzy tam mieszkali. I chyba właśnie to najbardziej mnie w tym wszystkim pociąga, że mam kontakt nie tylko z nieruchomością, ale też z historią i życiem drugiego człowieka. Dlatego poczułam, że to może być dobra droga dla mnie. Z jednej strony mogłam wykorzystać swoje wcześniejsze doświadczenie, a z drugiej robić coś, co naprawdę mnie interesuje i daje satysfakcję.
Jest Pani w branży nieruchomości od około półtora roku. To wciąż początek, ale jednocześnie czas wielu nowych doświadczeń i wyzwań. Co dziś uważa Pani za swój największy zawodowy sukces, nawet jeśli nie da się go zmierzyć pieniędzmi czy liczbą transakcji?
Myślę, że moim największym sukcesem jest to, jak jestem odbierana przez ludzi, zarówno przez klientów, jak i przez osoby z branży nieruchomości. To jest dla mnie naprawdę najważniejsze i zdecydowanie cenniejsze niż sama liczba transakcji czy pieniądze.
Bo za tym wszystkim zawsze stoi człowiek. Można mieć wyniki, można dużo zarabiać, ale dla mnie ogromne znaczenie ma to, z jaką opinią zostaję u drugiego człowieka i czy ktoś może powiedzieć: „Tak, tej osobie można zaufać”. Budując siebie, buduję jednocześnie swoją markę w tej branży i bardzo zależy mi na tym, żeby była ona budowana pozytywnie i przede wszystkim na relacjach. Staram się być po prostu dobrym człowiekiem i wierzę, że to, co dajemy od siebie innym, prędzej czy później do nas wraca. Dlatego właśnie największą satysfakcję daje mi to, kiedy widzę, że ludzie mi ufają, doceniają mnie i chcą ze mną współpracować.
Wiele kobiet czeka z działaniem, aż poczują się wystarczająco dobre, kompetentne i pewne siebie. Pani zaczęła działać mimo obaw i dopiero po drodze odzyskiwała pewność siebie. Czego ta droga nauczyła Panią o odwadze i o tym, że nie trzeba być gotową na sto procent, żeby zrobić pierwszy krok?
Oczywiście! Ta droga nauczyła mnie przede wszystkim odwagi. Tego, że nie trzeba być właśnie gotowym na sto procent, żeby zrobić pierwszy krok. Myślę, że tak naprawdę nigdy nie ma idealnego momentu na wyjście ze swojej strefy komfortu. Początki prawie zawsze wiążą się z jakimś lękiem i niepewnością, bo to, co nieznane, po prostu nas stresuje. Tak już chyba mamy w naturze. Niezależnie od tego, czy zaczynamy nowy biznes, podejmujemy nową pracę, czy nawet wchodzimy w jakąś nową relację. Nigdy nie wiemy do końca, co nas czeka. I właśnie nauczyłam się, że nie trzeba czekać, aż ten lęk minie. Trzeba działać pomimo niego. Bo będąc już w drodze, zaczynamy poznawać nowych ludzi, zdobywać doświadczenia, uczymy się nowych rzeczy i nagle okazuje się, że wiele z tych obaw było tylko w naszej głowie. Najtrudniejszy jest zawsze ten pierwszy krok. A kiedy już go zrobimy, pojawiają się kolejne i po prostu zaczynamy iść dalej. Dlatego dzisiaj powiedziałabym, że najważniejsze jest działać i się nie poddawać. Nie trzeba od razu wiedzieć wszystkiego i być w czymś najlepszym. Czasami wystarczy po prostu zacząć.
Macierzyństwo, potrzeby dzieci i rozwój zawodowy mogą czasami wydawać się trudne do pogodzenia. Pani doświadczenie pokazuje jednak, że można szukać własnej drogi również w wymagających okolicznościach. Czy dziś potrafi Pani już myśleć o swoich potrzebach i ambicjach bez poczucia, że stawia je Pani przed rodziną?
Myślę, że cały czas jestem w drodze. Moje dzieci były, są i zawsze będą dla mnie najważniejsze. Jednocześnie uważam, że w życiu wszystko ma swój czas i na wszystko potrzeba cierpliwości i odpowiedniego podejścia. Teraz jest czas na dzieci, ale jest też czas na mój rozwój zawodowy. I staram się w tym wszystkim nie zapominać również o sobie. Kocham biegać, regularnie trenuję, należę do klubu biegowego i mam tam taką swoją drugą rodzinę. Wspieramy się, pomagamy sobie i to jest dla mnie naprawdę ważna część mojego życia. Na ten moment właśnie tak wygląda moje życie i dobrze się w nim odnajduję. A co będzie za kilka lat? Tego oczywiście nie wiem. Czas pokaże, ale wierzę też, że nie można wszystkiego zostawić tylko czasowi. Trzeba działać, bo jednak mamy wpływ na swoje życie i możemy wiele rzeczy sami kształtować.
Dlatego dzisiaj staram się po prostu korzystać z możliwości, które mam, i robić swoje. A co będzie dalej, zobaczymy. Wierzę, że będzie tak, jak ma być.
Dziś mówi Pani o sobie jako o jednej z odważnych kobiet. Gdyby mogła Pani spotkać siebie sprzed kilku lat, kobietę stojącą na początku tej trudnej drogi, która jeszcze nie wiedziała, co ją czeka, co chciałaby jej Pani powiedzieć?
Powiedziałabym jej: słuchaj, pozwól sobie na to wszystko. Na przeżywanie, na złe emocje, na ból, na strach. To wszystko jest w porządku. Strata zawsze boli i nie musisz udawać, że jest inaczej. Nie musisz od razu być silna.
Spójrz na siebie i zobacz, ile już przeszłaś. Bo mimo tego wszystkiego nadal tutaj jesteś. Nadal stoisz. I być może dzisiaj jeszcze tego nie widzisz, ale właśnie te wszystkie doświadczenia, które teraz tak bardzo bolą, z czasem cię ukształtują i wzmocnią. Myślę, że powiedziałabym jej też, żeby zaufała sobie. Bo jeszcze nie wie, ile jest w niej siły. Jeszcze nie wie, ile jest w stanie udźwignąć i ile rzeczy może odbudować. I chyba powiedziałabym jej na koniec: zobaczysz, że to wszystko musiało się wydarzyć, żebyś mogła stać się kobietą, którą jesteś dzisiaj. Odważną, silną i przede wszystkim świadomą własnej wartości.
Dzisiaj wiem, że nie chciałabym cofnąć czasu. Bo choć wtedy bardzo chciałam, żeby to wszystko się nie wydarzyło, to właśnie ta droga doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem teraz.


