„Nie czekaj na idealny moment. Zacznij od siebie” – Wywiad z Oksaną Prokopchuk o odwadze do zmiany
Ile razy odkładałaś własne marzenia na później, czekając na lepszy moment? O tym, co powstrzymuje kobiety przed działaniem, jak oswoić perfekcjonizm i wewnętrznego krytyka oraz dlaczego zmiana nie zawsze musi oznaczać wielkie kroki, rozmawiamy z Oksaną Prokopchuk, certyfikowaną coachką i przedsiębiorczynią. To rozmowa o odwadze, pewności siebie i zaczynaniu od siebie.
Redakcja: Wiele kobiet ma marzenia, cele i plany, ale przez lata nie potrafi zrobić pierwszego kroku. Z Pani doświadczenia, dlaczego tak często odkładamy własne życie na później?
Oksana Prokopchuk: Nie ma jednej odpowiedzi, ponieważ każda kobieta ma swoją historię. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że kobiety bardzo często w pierwszej kolejności myślą o innych: mężu, dzieciach, rodzinie, pracy czy osobach ze swojego otoczenia. O sobie myślą dopiero wtedy, kiedy wszystko wokół jest już zaopiekowane. Wtedy często okazuje się, że na własne plany nie ma już czasu, siły, a czasami również chęci. Kolejne lata mijają, a potrzeby i marzenia zostają na końcu listy.
Moim zdaniem nigdy nie jest za późno, żeby zacząć. Nie musimy czekać na idealny moment. Możemy zacząć od małego kroku i decyzji, że nasze potrzeby również są ważne. Nie chodzi o stawianie siebie zawsze na pierwszym miejscu. Kiedy same jesteśmy bardziej spełnione i mamy więcej energii, możemy być również bardziej obecne dla innych. Warto więc w końcu zacząć od siebie. Nie kiedyś, a teraz.
Wspomniała Pani, że problemem najczęściej nie jest brak kompetencji, lecz wewnętrzne blokady. Jakie przekonania lub lęki najczęściej powstrzymują kobiety przed działaniem?
Kobiety, które mają marzenia i ambicje, często są bardzo kompetentne. Cały czas się rozwijają, uczą i zdobywają doświadczenie. Paradoksalnie wraz z tym rozwojem może pojawiać się jednak coraz więcej wątpliwości. Często stoją za tym przekonania, że żeby zasługiwać na sukces, trzeba być perfekcyjną, wszystko wiedzieć, nie popełniać błędów albo najpierw udowodnić swoją wartość.
Do tego dochodzi lęk przed oceną i porażką oraz bardzo silny wewnętrzny krytyk. Kobieta może mieć wykształcenie, doświadczenie i konkretne sukcesy, a mimo to słyszeć w głowie: „Każdy by to zrobił”. Nie trzeba jednak tego krytyka pokonywać. Warto nauczyć się z nim rozmawiać i sprawdzać, czy to, co mówi, jest rzeczywiście prawdą. Kiedy słyszę: „Nie jestem wystarczająco dobra”, pytam: „Jakie są fakty?”. Co już zrobiłam? Jakie mam doświadczenie? Co mi się udało? To przejście od automatycznego przekonania do świadomego sprawdzania faktów. Wewnętrzny krytyk może mieć głos, ale nie musi decydować.
Perfekcjonizm jest dziś jednym z największych wyzwań wielu ambitnych kobiet. Jak odróżnić zdrową ambicję od perfekcjonizmu, który zaczyna nas paraliżować?
Sama kiedyś byłam ogromną perfekcjonistką i długo uważałam to za swoją mocną stronę. Dzisiaj widzę perfekcjonizm bardziej jako sposób ochrony siebie. Jeżeli wszystko zrobię idealnie i przygotuję się na każdą możliwość, być może uniknę krytyki czy rozczarowania. Tylko że to złudne poczucie bezpieczeństwa. Błędy są częścią życia. Prawdziwą siłą jest umiejętność powiedzenia: „Popełniłam błąd, ale nie jestem beznadziejna”. Błąd jest informacją, że dane rozwiązanie nie zadziałało.
Zdrowa ambicja jest skierowana na cel. Jestem gotowa próbować, poprawiać, uczyć się i czasami zaczynać od nowa. Perfekcjonizm skupia się natomiast na tym, żeby sama droga do celu była idealna. I wtedy możemy tak długo dopracowywać plan, że nigdy nie przechodzimy do działania. Warto więc skupić się nie na tym, jak zrobić coś idealnie, ale co możemy zrobić teraz, mając wiedzę i możliwości, które już posiadamy. Uczymy się przecież przede wszystkim w działaniu.
Często słyszymy, że trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu. Czy rzeczywiście jest to konieczne, czy można wprowadzać zmiany w bardziej łagodny sposób?
Nie przepadam za określeniem „wyjść ze strefy komfortu”. Czasami brzmi ono tak, jakby rozwój musiał oznaczać zrobienie czegoś bardzo trudnego i przekroczenie własnych granic. Jestem zdecydowanie bardziej za stopniowym wprowadzaniem zmian, małymi krokami, ale regularnie. Jeżeli chcemy nauczyć się 365 nowych słów, nie musimy zapamiętać ich w jeden dzień. Możemy uczyć się jednego dziennie.
Podobnie patrzę na zmiany w życiu. Latanie balonem pokazało mi, jak wiele może zmienić perspektywa. Kiedy stoimy na ziemi, widzimy przeszkodę. Kiedy wznosimy się wyżej, nagle dostrzegamy inne drogi i możliwości. Dlatego częściej mówię o zmianie perspektywy niż o wychodzeniu ze strefy komfortu. Zamiast pytać: „Jak wyjść ze strefy komfortu?”, warto zapytać: „Jaki mały krok mogę zrobić inaczej, żeby stworzyć dla siebie lepszą sytuację?”.
W swojej pracy pomaga Pani przejść od planowania do działania. Co sprawia, że jedni potrafią zrobić pierwszy krok niemal od razu, a inni tkwią w miejscu przez wiele lat?
Ogromny wpływ mają niewspierające przekonania: strach, niepewność, perfekcjonizm czy brak wiary w siebie. Bywa też tak, że tak długo analizujemy wszystkie możliwości, że samo planowanie staje się sposobem na unikanie działania. A przecież planowanie jest tylko planowaniem. Żeby coś rzeczywiście się wydarzyło, potrzebne jest działanie. Dopiero kiedy czegoś spróbujemy, możemy sprawdzić, czy dana droga jest dla nas.
Wspomnę znowu o balonach. Ekipa do samego końca nie ma pewności, czy uda się wystartować, bo ogromny wpływ mają warunki pogodowe. Mimo to przygotowuje wszystko do startu. Dopiero później zapada ostateczna decyzja. To nauczyło mnie akceptowania warunków, na które nie mam wpływu. W życiu też nie będziemy mieć stuprocentowej pewności, że coś się uda. Możemy natomiast zdecydować, czy spróbujemy. Kroki nie muszą być wielkie. Mogą być małe i bezpieczne, ale realne. Czasami bardzo pomaga też jedna osoba, która powie: „Spróbuj jeszcze raz. Wierzę, że dasz radę”.
Jak wygląda proces coachingowy i czego może spodziewać się osoba, która po raz pierwszy decyduje się na współpracę z coachem? Czy coaching jest dla każdego?
Coaching jest dla mnie partnerską współpracą. Coach nie wie, jak klient powinien żyć i nie daje mu gotowych rozwiązań. Moją rolą jest stworzenie przestrzeni do rozmowy, uważne słuchanie, zadawanie pytań i wspieranie klienta w odkrywaniu własnych odpowiedzi. Klient odpowiada za decyzje i działania. Dlatego coaching nie jest tylko rozmową. Refleksja ma prowadzić do świadomego wyboru i działania. Pomagam klientom lepiej poznać swoje wartości, potrzeby, zasoby i to, co ich zatrzymuje. Przeszłość może być źródłem doświadczeń, ale najważniejsze jest to, co możemy zrobić z nimi dzisiaj.
Czy coaching jest dla każdego? Nie. Jeżeli ktoś potrzebuje psychoterapii, pomocy psychologicznej czy psychiatrycznej, moim obowiązkiem jako coacha jest to rozpoznać i jasno o tym powiedzieć. Coaching ma swoje granice. Jest też dla osoby, która chce być aktywnym uczestnikiem procesu. Każde z nas ma swoje 50 procent. Ja odpowiadam za swoją część, klient za swoją.
Szczególnie ważnym obszarem Pani działalności jest wsparcie kobiet po stracie ciąży. To niezwykle trudny temat, o którym wciąż mówi się zbyt rzadko. Jakiego wsparcia najbardziej potrzebują kobiety w takim momencie?
To temat, o którym nadal mówi się zbyt mało. Dotyczy nie tylko kobiet, ale również ojców i całej rodziny. Dla mnie jest szczególnie osobisty, ponieważ sama jestem mamą z doświadczeniem straty. Wiem, jak ogromne znaczenie może mieć obecność osoby, która potrafi wysłuchać i nie próbuje od razu naprawiać czegoś, czego naprawić się nie da.
Czasami bolą nie tylko sama strata, ale również słowa wypowiadane przez innych: „Będzie dobrze”, „Jeszcze będziesz miała dzieci”, „To był dopiero początek ciąży”. Kobieta może wtedy zacząć zastanawiać się, czy ma prawo tak mocno przeżywać swoją stratę. A ma takie prawo. Potrzebuje przede wszystkim bezpiecznej przestrzeni, w której jej doświadczenie zostanie zauważone i uznane.
Przez dwa lata prowadziłam grupy dla kobiet po stracie ciąży, a obecnie koordynuję osoby prowadzące takie grupy i współpracuję z fundacją, która organizuje tę formę pomocy. Nie każda kobieta chce dużo mówić o swojej stracie i to również trzeba uszanować. Ma prawo płakać, złościć się, czuć żal czy bezsilność, ale ma też prawo milczeć. Nie ma jednego właściwego sposobu przeżywania straty ani jednego momentu, w którym żałoba powinna się zakończyć. Najważniejsze jest to, żeby kobieta wiedziała, że jej strata jest zauważona i uznana.
Prowadzi Pani również warsztaty dotyczące autoprezentacji i radzenia sobie z emocjami. Czy pewność siebie jest cechą wrodzoną, czy umiejętnością, której można się nauczyć?
Jestem przekonana, że pewność siebie można rozwijać. Nie każdy od początku potrafi swobodnie występować przed ludźmi, mówić o sobie czy prezentować swoje kompetencje. Możemy się tego nauczyć. Pierwszym krokiem nie jest jednak nauczenie się, jak mówić o sobie, tylko poznanie odpowiedzi na pytanie: „Kim ja właściwie jestem?”. Żeby uwierzyć w siebie, najpierw trzeba siebie znać.
W pracy z klientami odkrywamy mocne strony, doświadczenia, wartości i zasoby. Nie chodzi o ciągłe poprawianie swoich słabości, ale również o zauważenie tego, co już mamy. Autoprezentacja nie powinna być sztucznym pokazywaniem się. Chodzi o świadome pokazanie tego, kim jesteśmy, co potrafimy i co jest dla nas ważne. Pewność siebie nie oznacza, że nic nas nie stresuje. Możemy mieć tremę czy wątpliwości. Jeżeli jednak znamy siebie i swoje wartości, nie tracimy własnego kierunku. Wtedy możemy spokojnie powiedzieć: „Wiem, kim jestem i mogę być sobą”.
Gdyby miała Pani wskazać jedną zmianę, którą każda kobieta mogłaby wprowadzić już dziś, aby zacząć budować życie bliższe swoim marzeniom, co by to było?
Zaproponowałabym codziennie zadawać sobie dwa pytania: „Ja również jestem ważna” oraz „Co mam dzisiaj zrobić dla siebie?”. To nie musi być nic dużego. Może to być pięć minut spokojnej kawy, odłożenie telefonu czy powiedzenie „nie” na coś, na co naprawdę nie mamy ochoty.Ważna jest regularność. Jeżeli każdego dnia wykonujemy mały krok, po pewnym czasie zaczyna powstawać nawyk. Uczymy się troszczyć o siebie bez poczucia winy.
Dodałabym jeszcze jedno pytanie: „Czy życie, które dzisiaj tworzę, jest życiem, którego chcę?”. Duże zmiany nie zawsze powstają poprzez jedną wielką decyzję. Często są efektem wielu małych, świadomych decyzji podejmowanych regularnie. Mały krok wykonany dzisiaj jest więcej wart niż idealny plan odkładany na później. Zacznij od siebie. Dzisiaj. I jutro zrób to samo.
Na zakończenie, co chciałaby Pani powiedzieć kobietom, które od dawna noszą w sobie marzenie o zmianie, ale wciąż czekają na „lepszy moment”?
Powiedziałabym przede wszystkim: nie czekajcie na idealny moment, bo taki moment nigdy nie nadejdzie. Zawsze będzie jakiś powód, żeby jeszcze poczekać: przygotować się, czegoś nauczyć, zdobyć więcej pieniędzy, czasu czy mieć mniej obowiązków. Tylko że życie nie zatrzymuje się, aż będziemy gotowe. Pierwszy krok nie musi oznaczać wielkiej decyzji ani zmiany całego życia. Najważniejsze, żeby przestać być wyłącznie w planowaniu i dać sobie możliwość sprawdzenia, co się wydarzy, kiedy zaczniemy działać. Nie musimy mieć stuprocentowej pewności, że się uda. Wystarczy gotowość, żeby spróbować, i zgoda na to, że możemy się pomylić.
Moja osobista formuła jest bardzo prosta: idea, krok, doświadczenie. Nie musimy znać całej drogi, żeby zrobić pierwszy krok. Jeżeli się uda, mamy rezultat. Jeżeli nie, mamy doświadczenie i wiedzę, co możemy zrobić inaczej. Dlatego nie czekajmy na idealny moment. Zacznijmy od tego, który mamy tu i teraz. Zmiana bardzo często zaczyna się od słów: „Nie wiem jeszcze, jak to się skończy. Ale chcę sprawdzić, co jest możliwe”.


