Dlaczego kobiety tak często zapominają o sobie? – Wywiad z Martą Karpińską-Kucharską
Wypalenie zawodowe, przeciążenie obowiązkami, brak umiejętności stawiania granic i życie podporządkowane oczekiwaniom innych – z tym problemem zmaga się dziś coraz więcej kobiet. Marta Karpińska-Kucharska, założycielka Ruchu Nie-Grzecznych i autorka „Pamiętnika Nie-Grzecznej”, sama przez lata funkcjonowała w schemacie „Grzecznej Dziewczynki”. W rozmowie opowiada o drodze od wypalenia i życia dla innych do odzyskania sprawczości, poczucia własnej wartości oraz odwagi do mówienia „nie”.
Redakcja: Dziś mówi Pani kobietom: „Nie jesteś nikomu nic winna”. Czy pamięta Pani moment, w którym sama po raz pierwszy zrozumiała, że żyje bardziej dla innych niż dla siebie?
Marta Karpińska-Kucharska: Tak naprawdę to były małe kroki. Jak klocki, z których układa się konstrukcję. Na początku zaczęłam zauważać swoją wewnętrzną wściekłość na siebie samą za to, że nie potrafiłam się odezwać do mojej mamy w obronie swojej lub moich bliskich. Kiedy np. zrobiłam obiad i mojej mamie on nie smakował, podczas gdy inni się zajadali, potrafiła mi przy stole ostentacyjnie zwrócić uwagę, że nie umiem dobrze gotować. Lub inna sytuacja: moja córka była chora. Chciałam podać jej syrop inny niż moja mama. Wtedy usłyszałam, że nie znam swojego dziecka i najlepiej, abym się nie wtrącała… Autentycznie. Nie potrafiłam wtedy się jej sprzeciwić. Potem płakałam pół nocy w poduszkę ze złości na siebie samą. Pierwsze przełamanie u mnie nastąpiło, kiedy mama zaczęła być niemiła w stosunku do mojego syna. To był pierwszy moment, kiedy nie wytrzymałam.
Przez wiele lat prowadziła Pani biznes jako stylistka paznokci. Kiedy zorientowała się Pani, że z przedsiębiorczej i ambitnej kobiety stała się „menadżerem wszystkiego” – zarówno w pracy, jak i w domu?
Kiedy mój mąż, gotując ziemniaki na obiad, zapytał mnie: „Czy te ziemniaki są już gotowe?”. <śmiech> To banalne, lecz wtedy dotarło do mnie, że nic beze mnie nie istnieje w tym domu. Prowadziłam jednoosobowy salon stylizacji paznokci, więc byłam i sprzątaczką, dyrektorem od marketingu, kierownikiem od sprzedaży, recepcjonistką, stylistką paznokci, terapeutą, mentorem w sprawach rodzinnych i designerem. Czasem żartowałam, że jeśli zacznę gadać sama ze sobą, to znak, że mam zebranie zarządu i nie należy mi przeszkadzać. <śmiech> Serio. Potem wracałam do domu po 10-12 h pracy i włączałam drugi etat: „Mamooo! Gdzie moje skarpetki?”, „Kochanie, nie widziałaś mojej koszuli?”, „Mamooo! Pomożesz mi przy lekcjach?”, „Kochanie, co kupiłaś w prezencie urodzinowym od nas dla mojej mamy?”, „Trzeba zrobić termin do mechanika na przegląd auta”. I tak w nieskończoność. Nie potrafiłam odpoczywać, bo moja głowa pracowała non stop na najwyższych obrotach.
Wypalenie zawodowe często kojarzymy z korporacjami. Tymczasem coraz częściej dotyka także kobiet prowadzących własne firmy. Jak wyglądało ono u Pani i jakie sygnały ostrzegawcze ignorowała Pani najdłużej?
Powiedzmy sobie szczerze, każda z nas, pracująca w sektorze usług, nie zarabia, kiedy nie pracuje. Do tego należy jeszcze dołożyć wszechpanujące przekonanie, że „nasz klient, nasz pan”. Każda z nas walczy o klienta, zwłaszcza na początku działalności, więc przekracza własne granice, aby zarobić. W tak prowadzonej firmie ciężko jest potem wprowadzać nowe zasady bez konsekwencji. Zaczęłam być chronicznie zmęczona. Często przenosiłam emocje z salonu do domu. Moi niewinni domownicy nierzadko znosili moje nieuzasadnione wybuchy złości. Chwilę mi zajęło, zanim zrozumiałam, z czego one wynikają.
W swoich działaniach dużo mówi Pani o syndromie „Grzecznej Dziewczynki”. Kim jest taka kobieta i dlaczego tak wiele z nas wciąż wpada w tę pułapkę?
Od dziecka mamy wpajane pewne zasady. Co wypada dziewczynce, a co nie. Co zawsze powinno być przez nas zrobione i dopilnowane. Pod płaszczykiem „piastunki ogniska domowego” przemyca się nam schemat oczekiwań – jaka powinna być żona, matka i córka. Co ciekawe, nie ma takich wymagań co do chłopców. Mężczyźni mają zarabiać na rodzinę. Koniec, kropka. Zaś lista oczekiwań w stosunku do dziewczynek i kobiet zdaje się nie mieć końca. Nie bez znaczenia jest też pokolenie. Z moich obserwacji wynika, że to przede wszystkim pokolenie X jest najbardziej tym obciążone. Grzeczna Dziewczynka to dorosła kobieta żyjąca w cieniu innych. Często bez własnego zdania, bez umiejętności stawiania granic, z niskim poczuciem własnej wartości, będąca zawsze dostępna dla innych… Generalnie to kobieta, która siebie nie widzi.
Czy bycie grzeczną rzeczywiście jest dziś dla kobiet bardziej obciążeniem niż zaletą? Jaką cenę płacimy za ciągłe spełnianie oczekiwań innych?
Zdecydowanie jest to dzisiaj ogromne obciążenie. To wynika z tego, że jesteśmy tak bardzo pochłonięte zadowalaniem innych, że zapominamy zupełnie o sobie. Wiem, że dzisiaj wszyscy o tym mówią i wydaje się to być wyświechtanym coachingowym sloganem, lecz proszę mi wierzyć – to hasło jest prawdziwe. Ja nie mówię, żeby raptem przestać pomagać innym. Pomagaj, ale nie kosztem siebie. Zgodnie z zasadą spadającego samolotu – najpierw pomóż sobie, inaczej nikogo nie uratujesz.
Kiedy na przykład rodzi się dziecko, wszyscy przychodzą, podziwiają, chcą przytulać to dzieciątko… podczas gdy ono ma najlepszą opiekę pod słońcem w postaci jego mamy. To właśnie mama zasługuje na największą pomoc i uwagę. To ona musi się zregenerować po porodzie, żeby zajmować się maluszkiem, gdy wszyscy wrócą do swoich zajęć. Kiedy prowadziłam na pełnym etacie salon i zajmowałam się wszystkim, nie miałam ani ochoty, ani siły na na przykład zabawy z dziećmi czy w ogóle na wspólne spędzanie czasu. Miałam wtedy ochotę zniknąć. Kiedyś mój syn zapytał mnie, co chciałabym dostać od Mikołaja pod choinkę. Odpowiedziałam bez zastanowienia: „Czapkę niewidkę”.
Które schematy najczęściej odbierają kobietom energię i poczucie sprawczości – te związane z macierzyństwem, relacjami, pracą, a może własnym wewnętrznym krytykiem?
Ze schematu Grzecznej Dziewczynki wynika wiele innych schematów. To, co dzieje się w dorosłym życiu, jest moim zdaniem już skutkiem. Wewnętrzny krytyk to efekt pilnowania się na każdym kroku, aby zasłużyć na miłość, uwagę czy nawet dzień wolny. W macierzyństwie pilnujemy się na każdym kroku: aby dziecko było czyste, dobrze ubrane, miało zawsze odrobione lekcje… Ja na przykład pozwalam moim dzieciom się ubrudzić, nie odrobić pracy domowej czy ubrać nieadekwatnie do pogody. I to nie wynika z braku miłości, tylko z poczucia sprawczości. Z nauki ponoszenia konsekwencji za swoje wybory. Z ich własnej autonomii.
W pracy Grzeczna Dziewczynka daje się wykorzystywać na każdym kroku. Bierze nadgodziny, nigdy nie upomni się o podwyżkę czy awans. Będzie stać z boku i czekać, aż ktoś ją doceni i zauważy za jej ciężką pracę. Zaś w relacjach… no cóż… z moich obserwacji wynika, że najbardziej wzorowe Grzeczne Dziewczynki padają ofiarą toksycznych relacji partnerskich. Są pożywką i fantastycznym poligonem dla takich ludzi. Bo nie stawiają granic, boją się odezwać, a każdy przejaw dobroci jest dla nich nadzieją, że będzie dobrze.
Założyła Pani Ruch Nie-Grzecznych. Czy opowie Pani o nim coś więcej?
Bardzo chętnie! Kiedy siedziałam 1:1 z klientką podczas stylizacji paznokci, rozmawiałyśmy o różnych tematach. Przechodziłam ze swoimi klientkami przez rozwody, niesforne dzieci, toksycznego rodzica, kochanków czy śmierć kogoś bliskiego. Nie zawsze to były łatwe tematy. Zdarzało się, że nie wykonałam stylizacji, bo ważniejsze było porozmawiać i popłakać, jak kobieta z kobietą. W pewnym momencie odkryłam w sobie swoją supermoc – mam łatwość nawiązywania relacji i bliskości. Kobiety chętnie się przede mną otwierają. Często podpowiadałam wyjście z jakiejś sytuacji czy tłumaczyłam zachowania, choć nie jestem psychologiem.
Kiedy połączyłam te swoje umiejętności z drogą, którą sama przeszłam, wychodząc spod skrzydeł toksycznych relacji, narcyzmu w bliskim otoczeniu i schematu Grzecznej Dziewczynki, postawiłam sobie za misję mojego życia obudzić jak najwięcej kobiet z tego więzienia. Często już sama świadomość budzi je do życia, co bardzo mnie cieszy. Są jednak momenty w trakcie wychodzenia, kiedy masz ochotę zawrócić z obranej drogi. Kiedy odchodzą od Ciebie ludzie, zewsząd zaczynasz słyszeć, „że Ci odbiło”, lub masz wrażenie, że cały świat zaczyna być przeciwko Tobie – wtedy ważne jest wsparcie. Ruch Nie-Grzecznych jest właśnie takim miejscem. Bo świadomość to jedno, a działanie i wytrwanie w nim – to już poziom hard.
Jakie historie kobiet najczęściej do Pani trafiają i co je ze sobą łączy?
Dziesiątki historii o wypaleniu. Nie mówię tu tylko o wypaleniu zawodowym, ale także o wypaleniu w małżeństwie czy rodzicielstwie. Wspólnym mianownikiem jest tutaj przeciążenie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Te kobiety są wiecznie zmęczone. I nieważne, ile śpią czy ile mają dni urlopu. One w ogóle nie potrafią odpoczywać! Przeraża mnie skala tego zjawiska.
Podkreśla Pani, że nie zajmuje się motywacyjnymi hasłami, ale konkretnymi rozwiązaniami. Na czym polega Pani „mapa drogowa” wychodzenia z toksycznych schematów?
To mapa mojej własnej drogi, którą przeszłam. Nie zrozumie Cię ktoś, kto nosi wygodne buty. Toksyczne relacje są bardzo trudnym i jednocześnie bardzo delikatnym tematem. Jeżeli mamy toksycznego partnera lub – co jest najgorszym możliwym układem – rodzica, to sama świadomość kompletnie tutaj nie pomoże. Ba! Najczęściej ofiary są bardzo świadome, w jakim bagnie tkwią, lecz nie mają pomysłu, jak się z niego wydostać. Kiedy ja sobie uświadomiłam, w czym tkwię (a miałam najgorszy możliwy scenariusz pt. „Rodzic”), było mi okropnie ciężko. Dla osób z zewnątrz łatwo jest powiedzieć: „Odejdź” czy „Zostaw”. Tylko ktoś, kto przeszedł tę drogę, wie, z jakimi uczuciami i myślami boryka się taka osoba. Ja to wiem.
Dla wielu kobiet największym wyzwaniem jest stawianie granic. Od czego zacząć, jeśli przez lata mówiło się wszystkim „tak”, nawet kosztem siebie?
Moje kursantki uczą się małych kroków i jedzenia małą łyżeczką. Nie rzucamy się od razu na wieloryba. Opracowujemy wspólnie plan sytuacji, w których uczymy się mówić „nie” bez wyrzutów sumienia i tłumaczenia. Wówczas dociera do nas, że „nie” jest najkrótszym zdaniem na świecie. Tak właśnie każde „nie” staje się małym triumfem, gdy okazuje się, że świat od tego się nie zawalił. Tak uczą się powoli nowej pewności siebie i odzyskują kontrolę nad własnym życiem.
Stworzyła Pani „Pamiętnik Nie-Grzecznej”. Dlaczego uznała Pani, że kobietom potrzebne jest praktyczne narzędzie, a nie kolejny poradnik pełen teorii?
Bo sama świadomość to za mało. Kiedy ja wychodziłam z tej czarnej dziury, nie wiedziałam w ogóle, od czego zacząć, co powiedzieć, jak się zachować. I byłam z tym sama. W moim „Pamiętniku Nie-Grzecznej” pokazuję cały mechanizm od początku do końca. Zaczynając od moich historii z dzieciństwa, poprzez dorosłe życie jako Grzeczna i Nie-Grzeczna, a skończywszy na gotowych przykładach zachowań lub odpowiedzi na konkretne zdania czy sytuacje. To prawdziwy drogowskaz dla każdej kobiety, która chce z tego wyjść, a gdy utknie lub zwątpi – zawsze może przyłączyć się do Ruchu Nie-Grzecznych i dostać wsparcie oraz pomoc.
Często słyszymy, że kobieta powinna być dobrą matką, partnerką, pracownicą i opiekunką jednocześnie. Jak odróżnić odpowiedzialność od poświęcania siebie?
Kiedy sprowadzamy na świat dzieci, to jest nasza odpowiedzialność. Dzieci się na świat same nie proszą. To my jesteśmy od tego, aby zapewnić im wszystko, co jest potrzebne do dalszego życia. Inaczej ma się sprawa z innymi dorosłymi wokół nas. Dorośli, którzy nie są nauczeni ponoszenia odpowiedzialności za swoje życie, wymagają tego od nas. Abyśmy to my wzięły ich życie w swoje ręce. To jest poświęcenie. Jeżeli dorosła osoba przerzuca na Ciebie swoje obowiązki, wymaga podejmowania decyzji na każdym kroku (choćby w banalnych sytuacjach) lub obarcza Cię odpowiedzialnością za swoje np. niepowodzenia, a Ty bierzesz to na klatę, to jest poświęcenie.
Gdyby mogła Pani zostawić naszym czytelniczkom jedną ważną myśl, którą powinny zapamiętać po przeczytaniu tego wywiadu, co by to było?
Przestań czekać na pozwolenie, by zacząć żyć po swojemu. Nikt nie przyjdzie, nie wręczy Ci kluczy do Twojej wolności i nie powie: „Teraz już możesz przestać się poświęcać”. Musisz je sobie wziąć sama. Bycie „grzeczną” to najdroższy rachunek, jaki płacisz – codziennie – własnym życiem.
Wywiadu udzieliła: Marta Karpińska-Kucharska – założycielka Ruchu Nie-Grzecznych, mentorka kobiet i autorka „Pamiętnika Nie-Grzecznej”. Przez 10 lat prowadziła własny salon stylizacji paznokci, jednocześnie mierząc się z wypaleniem zawodowym i osobistym oraz rolą „Grzecznej Dziewczynki”, która stawia potrzeby innych ponad własne. Dziś pomaga kobietom rozpoznawać toksyczne schematy w relacjach, pracy i codziennym życiu oraz skutecznie odzyskiwać sprawczość poprzez stawianie granic. Zamiast motywacyjnych sloganów proponuje konkretne rozwiązania i praktyczne narzędzia, które pomagają krok po kroku budować życie na własnych zasadach. Jej misją jest wspieranie kobiet w odzyskiwaniu poczucia własnej wartości i przekonania, że nie muszą poświęcać siebie, by zasługiwać na miłość, szacunek i akceptację.
Więcej informacji o działaniach Marty znajdziesz na Facebooku, Instagramie i TikToku.


