Technologie, które zmieniają życie kobiet – Wywiad z Beatą Ewą Górską
Kim jest kobieta, która łączy rolę żony, mamy i przedsiębiorczyni z misją wspierania zdrowia i niezależności innych kobiet? Beata Ewa Górska, Dyrektor i Brand Partner LifeWave, opowiada o swojej drodze do odkrycia technologii, które aktywują komórki macierzyste światłem i mogą realnie zmieniać codzienność – od poprawy jakości życia po budowanie wolności finansowej.
Redakcja: Pani Beato, co sprawiło, że zdecydowała się Pani na współpracę z LifeWave – czy był to wybór serca, zdrowia, a może pragnienie niezależności?
Beata Ewa Górska: Przenieśmy się na chwilę w wyobraźni do kina. Na ekranie pojawia się bohaterka – nie żadna superwoman, nie gwiazda Instagrama. Zwyczajna kobieta. Żona. Mama. Przedsiębiorczyni mieszkająca z rodziną poza granicami Polski. Widać, że jest zmęczona, zmaga się z wyzwaniami finansowymi i problemami zdrowotnymi. Jednocześnie – empatyczna, wspierająca innych, zaangażowana w to, co robi, pełna chęci życia. Pomimo tego, że z torbą pełną obowiązków i bagażem codziennych trosk – to uśmiechnięta marzycielka.
Pewnego dnia otrzymuje ona wiadomość: „Czy wiesz, co to są komórki macierzyste? Czy wiesz, że dzięki nowoczesnym technologiom możemy je aktywować do działania w sposób bezpieczny, prosty, bez chemii i inwazyjnych zabiegów?”.
Temat ją zaciekawił. Zobaczyła zdjęcia „przed i po”, usłyszała historie osób, które tego doświadczyły, i była pod ogromnym wrażeniem – że ciało naprawdę może się w taki sposób regenerować, a nawet możliwe jest odwracanie procesu starzenia.
Właśnie tak dowiedziała się o bioelektrodach, o firmie LifeWave, o przełomowych odkryciach, o których nigdy wcześniej nie słyszała. Owszem, temat komórek macierzystych obił jej się wcześniej o uszy, ale wyłącznie w kontekście drogich, inwazyjnych zabiegów. Tymczasem ta opcja – dużo tańsza, nieinwazyjna – brzmiała jak science fiction.
Nie mogła przestać o tym myśleć. Powtarzała w głowie słowa usłyszane na webinarach, że to szansa życia. Szansa na zdrowie – dla niej i jej najbliższych – które pozwala wstać rano bez bólu. Szansa na dodatkowe dochody, a może nawet finansowe bezpieczeństwo, które dałoby spokój zamiast lęku. Szansa na czas z rodziną, który nie powinien być luksusem. Szansa na życie, które naprawdę smakuje – a nie tylko się toczy.
I teraz wyobraź sobie, że ona tej szansy nie wybiera. Pozwala, by strach był głośniejszy od intuicji. Mówi „nie”. Zamiast otworzyć drzwi i sprawdzić, co za nimi jest, zostawia je zamknięte – i to nie tylko przed sobą, ale też przed innymi, którym mogłaby pomóc.
Oczywiście, to jest ten moment, w którym tak naprawdę ona jeszcze niewiele na ten temat wie. Moment, w którym życie realne spotyka się z tym, które wydaje się nierealne, ale daje szansę na ucieczkę z miejsca, w którym utknęła na zbyt długo.
I nie wiem, jak Ty, czytelniczko, ale ja jestem trochę zaskoczona jej decyzją – nawet trochę się we mnie zagotowało. Patrząc przez pryzmat własnego życia w biegu, zmęczenia, poczucia uciekającego przez palce czasu, niezrealizowanych marzeń, które wiecznie czekają na „kiedyś” – ta bohaterka stała mi się bliska.
Co zobaczyłam? Kobietę, która mogłaby dać sobie szansę na inne życie. Która mogłaby sprawdzić, dokąd ją to zaprowadzi. A mimo to pozwala, by strach i obiekcje trzymały ją w miejscu.
I wtedy wskoczyło mi do głowy pytanie: czy autor tej historii naprawdę chciał pokazać nas – kobiety – takimi, jakimi jesteśmy zbyt często? Że w fikcji kibicujemy bohaterom, a w prawdziwym życiu mówimy: „to niemożliwe”?
Oczywiście wiem, że nie wszystko jest dla każdego, że jedni wybiorą inaczej niż inni – i to jest w porządku. Ja jednak należę do tych kobiet głodnych życia. Do tych, które wolą spróbować – nawet jeśli okazałoby się, że to nie dla nich – niż żałować, że nigdy nie zrobiły pierwszego kroku.
Schodząc z ekranu na ziemię, poczułam, że stawka jest zbyt duża, by przejść obok obojętnie. Zaufałam intuicji i zrobiłam krok, który zaprowadził mnie do projektu Fali Życia.
Jak nowoczesne technologie LifeWave odpowiadają na codzienne potrzeby kobiet – zdrowie, energię, poczucie bezpieczeństwa?
Jeśli myślimy o zdrowiu, większość z nas widzi wszystko to, co możemy zrobić świadomie, aby wesprzeć nasze ciało i utrzymać je jak najdłużej w dobrej formie: jedzenie dobrej jakości, sen, wodę, ruch, suplementy, wizyty kontrolne.
Ale jest coś, co mnie fascynuje – nasze ciało wcale nie stoi obok nas bezradne. Mało kto naprawdę zatrzymuje się i zastanawia nad tym, co dzieje się w środku.
Tymczasem wewnątrz naszego ciała zachodzą tysiące operacji na sekundę, żeby nas chronić, naprawiać i utrzymywać w równowadze. Działa tam najlepiej wyposażone laboratorium biotechnologiczne, którego żadna osoba w białym kitlu nie byłaby w stanie zaprojektować.
To laboratorium produkuje hormony, enzymy, przeciwciała. Regeneruje tkanki, wysyła sygnały naprawcze, usuwa toksyny. A nad wszystkim czuwają komórki macierzyste – nasz wewnętrzny „zespół ratunkowy”, który naprawia uszkodzenia i odnawia organizm.
Brzmi perfekcyjnie? Tak, ale tylko do pewnego momentu. Bo niestety, z wiekiem wydolność tego laboratorium zaczyna spadać. Konsekwencje widzimy gołym okiem: wolniejsza regeneracja, przewlekłe zmęczenie, ból, choroby, słabe kości, siwe włosy, zmarszczki.
I wtedy pojawia się pytanie: czy naprawdę musimy się na to godzić? Czy jesteśmy skazane na to, że z roku na rok będziemy czuły się coraz słabsze?
„Co, jeśli istniałaby technologia, która potrafi…?” – to słowa, które często powtarza David Schmidt, twórca technologii LifeWave, i które wywołują u mnie takie uczucie, jakby energia zmieniła raptem swoją wibrację.
Mówimy o zaawansowanej światłoterapii, o technologii, która nie wprowadza do ciała niczego z zewnątrz, tylko działa w zgodzie z organizmem. Bioelektrody emitują subtelne impulsy świetlne, które budzą uśpione procesy i przywracają wydolność naszego wewnętrznego laboratorium.
Konsekwencje tego wszystkiego? To codzienność, której pragniemy: mniej bólu, szybsza regeneracja, głębszy sen, spokojniejszy umysł, naturalna energia, mocniejsza odporność i piękniejsza, zdrowsza skóra… przywracanie ciała do takiego stanu, w jakim znajduje się ono w młodości.
I wiem jedno – każda z nas, niezależnie od wieku, potrzebuje tego samego: zdrowia, które daje wolność. Energii, która pozwala być obecną tu i teraz. Piękna i spokoju, które sprawiają, że czujemy się dobrze same ze sobą. I bezpieczeństwa – że damy radę zadbać o siebie i o tych, których kochamy.
Dlatego patrząc na potrzeby kobiet XXI wieku, widzę w LifeWave nie tylko innowację. Widzę narzędzie troski. A troska – o zdrowie, ciało, emocje i przyszłość – to najważniejszy prezent, jaki możemy sobie podarować, i to w pełni bezpieczny.
David Schmidt, twórca technologii, nazywany wizjonerem. Co w jego misji i odkryciach najbardziej Panią inspiruje?
Najbardziej inspiruje mnie jego odwaga – to, że mimo przeciwności zdecydowanie idzie pod prąd, zmieniając kierunek tego, co znamy. Żyjemy w świecie, w którym każda odpowiedź brzmi: „tabletka”. Boli głowa? Tabletka. Nie śpisz? Tabletka. Masz stres? Kolejna tabletka. I tak kręcimy się w kółko, łatając objawy jak dziury w dachu – które i tak pojawią się znowu przy następnym deszczu.
A David Schmidt powiedział: „dość”. Zamiast wrzucać do ciała kolejne chemiczne substancje, pokażmy mu, jak na nowo uruchomić to, co już ma w sobie.
I właśnie to jest dla mnie przełom. Nie zobaczymy tutaj opłaconych celebrytów w reklamach. Usłyszymy o tej technologii od zwykłych ludzi, którzy otworzyli się na nowe i świadomie sięgają po te rozwiązania. Coraz częściej wybierają je także osoby rozpoznawalne, w tym sportowcy z pierwszych stron gazet, którzy szukają realnego wsparcia – i chcą go w bezpieczny sposób. To są technologie najwyższej klasy, badane i opatentowane, które naprawdę mogą zmienić nasze życie.
David Schmidt udowadnia, że zdrowie to nie luksus, tylko nasze prawo. Że w codziennym życiu nie musimy być klientkami systemu. Że zamiast w nieskończoność pytać: „jaki lek na co?”, możemy wreszcie zadać inne pytanie: „jak pomóc ciału robić to, co potrafi najlepiej – żyć pełnią i nieustannie się odnawiać”.
I to właśnie mnie inspiruje najbardziej. Sama technologia zachwyca, ale jeszcze bardziej fakt, że mamy geniusza, który miał odwagę oddać te rozwiązania ludziom. Dać je nam – kobietom, rodzinom, zwykłym osobom – z myślą o przyszłości, w której nie będziemy skazani wyłącznie na recepty. Bo dziś już wiemy, że mamy wybór.
Światłoterapia i bioelektrody LifeWave brzmią dla wielu osób dość zagadkowo. Jak w prostych słowach wyjaśniłaby Pani, czym są i jak działają?
Najprościej można to wytłumaczyć na przykładzie, który każdy z nas zna. Kiedy wychodzimy na słońce i wystawiamy skórę na jego promienie, w naszym ciele zaczyna produkować się witamina D. Nie dlatego, że słońce „daje nam” tę witaminę, tylko dlatego, że światło uruchamia w organizmie proces, który od zawsze jest w nas zaprogramowany. To niezwykłe – promienie słoneczne są w stanie zmienić chemię naszego ciała.
I właśnie na tej samej zasadzie działają bioelektrody LifeWave. To małe plastry, które nie wprowadzają do ciała żadnych substancji, chemii ani leków. One działają jak zwierciadło – odbijają światło emitowane przez nasze ciało w określonych długościach fal i przekazują organizmowi sygnał. A organizm odpowiada na niego, uruchamiając procesy, które z wiekiem słabną: regenerację, oczyszczanie, wytwarzanie antyoksydantów, głęboki sen czy lepszą pracę komórek macierzystych.
Różnica jest taka, że słońce działa ogólnie, a bioelektrody – bardzo celowo. Każdy plaster jest zaprojektowany tak, by stymulować inny proces: jeden aktywuje peptyd miedziowy i komórki macierzyste, inny wspiera produkcję glutationu czy melatoniny, kolejny dodaje naturalnej energii albo redukuje stres.
W praktyce oznacza to, że bioelektrody nie leczą ani nie dostarczają substancji z zewnątrz – one uruchamiają procesy, które ciało ma zapisane w swoim własnym „oprogramowaniu biologicznym”.
Jaką realną przewagę daje kobietom aktywacja komórek macierzystych światłem w porównaniu z drogimi i inwazyjnymi terapiami medycznymi?
Zacznijmy od faktów. Tradycyjne terapie z komórkami macierzystymi polegają na ich wstrzykiwaniu. Biznes kwitnie, bo ceny zaczynają się od kilku tysięcy, a sięgają nawet kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Korzystają z nich głównie najbogatsi – i to nie zawsze z gwarancją efektu. Obok obietnic pojawia się długa lista „ale”: ryzyko powikłań, ból, rekonwalescencja i rachunki, które potrafią zmrozić krew w żyłach. Warto dodać, że szczególnie wtedy, gdy komórki pochodzą od dawcy, organizm może potraktować je jako „obce”, co zwiększa ryzyko niepożądanych reakcji. Jeszcze większe zagrożenie pojawia się, gdy stosuje się komórki pochodzenia zwierzęcego – wtedy ryzyko odrzutu i komplikacji jest wyjątkowo wysokie. Nawet przy komórkach własnych (autologicznych) terapia pozostaje inwazyjna, kosztowna i obciążona ryzykiem komplikacji.
I tu pojawia się alternatywa: aktywacja komórek macierzystych światłem.
Zero igieł. Zero chemii. Zero skutków ubocznych.
Zamiast dostarczać coś z zewnątrz, bioelektrody LifeWave emitują określone sygnały świetlne, które aktywują w organizmie naturalne peptydy – na przykład GHK-Cu – i tym samym pobudzają mniej aktywne komórki macierzyste do działania. W efekcie ciało samo uruchamia procesy regeneracji i odmładzania, które z wiekiem naturalnie słabną.
Dla kobiet ta różnica to prawdziwa rewolucja. Bo nagle okazuje się, że nie trzeba być milionerką ani lecieć na drugi koniec świata, aby mieć dostęp do takiej technologii. Że można wspierać swoje ciało bezpiecznie i codziennie, a nie tylko raz na kilka miesięcy w klinice. Że zamiast jednej terapii za 3500–5000 dolarów masz rozwiązanie realne finansowo i możliwe do stosowania długofalowo.
Jest też jeszcze coś bardzo ważnego: dla nas, kobiet, to nie jest tylko wybór technologii. To jest wybór filozofii.
Czy zdrowie ma być luksusem dla nielicznych?
Czy zdrowie ma być codziennym prawem każdej z nas?
I dlatego zależy mi na tym, aby świat się o tym dowiedział. Bo zdrowie nie powinno być przywilejem dla nielicznych. Zdrowie powinno być prawem dla każdej z nas.
Jednym z innowacyjnych odkryć jest woda X2O. Dlaczego mówi się o niej jako o kroku w stronę długowieczności?
Wyobraź sobie, że pijesz szklankę wody i razem z nią wprowadzasz do swojego ciała światło. To nie metafora – dosłownie. Bo właśnie na tym polega fenomen X2O: to światłoterapia od wewnątrz.
David Schmidt, twórca tej technologii, opracował metodę „osadzania” światła w wodzie. Woda przepuszczona przez urządzenie X2O zostaje naświetlona odpowiednimi długościami fal. A kiedy ją wypijasz, światło uwalnia się w organizmie i zaczyna działać – pierwsze efekty można odczuć już po około 15 sekundach.
Badania i testy pokazują, że woda X2O podnosi poziom NAD – molekuły kluczowej dla odwracania wieku biologicznego. Wspiera naturalny poziom hormonu wzrostu, odbudowuje i wzmacnia mięśnie, przyspiesza procesy gojenia ran, zwiększa poziom kolagenu. W praktyce oznacza to wolniejsze starzenie, mocniejszą odporność, więcej energii i młodszą, zdrowszą skórę.
David Schmidt odwołuje się tu także do swoich badań nad DNA oraz do unikalnych kodów, które odkrył w Biblii i porównał z kodami genetycznymi zwierząt, które się nie starzeją. Wskazuje, że światło i woda to kluczowe elementy życia, a ich połączenie w technologii X2O otwiera zupełnie nowy kierunek w medycynie regeneracyjnej.
Aby zrozumieć skalę tego przełomu, warto posłuchać prawdziwych historii. Na moim kanale YouTube znajduje się nagranie „Niewiarygodny testymonial X2O”, w którym David Schmidt opowiada o 60-letnim mężczyźnie i efektach zastosowania bioelektrod i X2O. Dostępne są tam również inne wywiady i wypowiedzi, które krok po kroku pokazują, dokąd może nas zaprowadzić ten kierunek. Pierwsze urządzenia będą dostępne w USA, a następnie sukcesywnie wprowadzane na kolejne rynki.
X2O to według Schmidta krok w stronę długowieczności – życia, które może trwać znacznie dłużej niż dotychczasowe granice 120 lat. Długowieczność to jednak nie tylko liczba lat, ale przede wszystkim jakość starzenia. A ta technologia daje nam coś, czego nigdy wcześniej nie mieliśmy: realną możliwość utrzymania ciała w młodości.
W sieci padają pytania: „Czy to naprawdę nauka?”. Jak odpowiada Pani na obiekcje i nieufność wobec tak przełomowych technologii?
Powiem wprost – rozumiem tę nieufność. Sama, gdy pierwszy raz usłyszałam o plastrach, które mają działać światłem, pomyślałam: „No dobrze, a gdzie tu haczyk?”. To normalne. Jesteśmy bombardowane obietnicami, cudownymi suplementami, magicznymi dietami, więc nic dziwnego, że reagujemy sceptycznie.
Ale różnica polega na tym, że tutaj nie mówimy o „wierze w cud”. Mówimy o technologiach, które powstały na bazie wieloletnich badań, testów i opatentowanych rozwiązań. Co ciekawe, pierwsze bioelektrody – Energy Enhancer – David Schmidt opracował jeszcze dla Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, żeby wspierać żołnierzy w bezpiecznym utrzymaniu energii i wydolności. To pokazuje, że u źródła nie stał marketing, tylko realna potrzeba i nauka.
Oczywiście każdy ma prawo pytać, kwestionować, wątpić. Sama wolałam sprawdzić na sobie, niż ślepo wierzyć. Badania i patenty są jawne i każdy może je sprawdzić. A kiedy widzę wyniki, kiedy poznaję historie tysięcy ludzi na całym świecie, którzy doświadczają realnych efektów – od redukcji bólu po lepszy sen, więcej energii, zdrowsze ciało i młodszy wygląd – to dla mnie jest to namacalny dowód.
Jak odpowiadam na obiekcje? Mówię: „Nie musisz mi wierzyć na słowo. Sprawdź. Doświadcz. I sama zobacz, co powie twoje ciało”.
Czy rozwiązania LifeWave są w zasięgu każdej kobiety – niezależnie od tego, czy mieszka w dużym mieście, czy w małej miejscowości, i jakim budżetem dysponuje?
Myślałam kiedyś, że innowacje, które naprawdę zmieniają życie, są tylko dla wybranych – dla tych z dużych miast, z zasobnym portfelem, z dostępem do „lepszej” medycyny. Ale właśnie to, co zrobiło na mnie największe wrażenie w LifeWave, to fakt, że te technologie są w zasięgu ręki każdej kobiety.
Nie musisz mieszkać w Nowym Jorku ani w Warszawie, żeby korzystać z bioelektrod. One nie wymagają kliniki, specjalistycznego sprzętu ani setek kilometrów dojazdu. Zamawiasz – i przychodzą do Ciebie bezpośrednio z laboratorium LifeWave, zapakowane i gotowe do użycia. A potem? Używasz ich tam, gdzie jesteś: w domu, w pracy, w podróży. To narzędzie, które wpisuje się w codzienność – zamiast ją komplikować, ułatwia ją.
A jeśli chodzi o budżet? Spójrzmy na flagowy produkt – X39. Opakowanie dla Brand Partnera kosztuje około 150 dolarów brutto. Inne bioelektrody mieszczą się w granicach 60–85 dolarów brutto za opakowanie. Każde opakowanie to 30 plastrów, czyli miesięczna kuracja. W praktyce, przy X39, oznacza to koszt około 5 dolarów dziennie. Innymi słowy – tyle, co kawa z ciastkiem na mieście. Różnica jest tylko taka, że kawa daje chwilową przyjemność, a X39 wspiera Twoje ciało od środka, aktywując komórki macierzyste i uruchamiając naturalne procesy regeneracji.
I tu dochodzimy do sedna: jaką wartość ma dla Ciebie zdrowie? Bo co z tego, że mamy pieniądze, jeśli nie mamy siły, by je wydawać? Co z tego, że mamy marzenia, jeśli brak nam energii, by je realizować? Bioelektrody nie są „wydatkiem” – są inwestycją. W siebie, w przyszłość, w obecność dla tych, których kochasz.
LifeWave to nie tylko droga do zdrowia, ale też szansa na dodatkowe dochody. Możesz zostać klientką i kupować produkty wyłącznie dla siebie albo polecać je innym, korzystając ze swojego linku afiliacyjnego. A jeśli chcesz sięgnąć po największe rabaty i realne możliwości zarabiania – wybierasz ścieżkę Brand Partnera. Co ważne, firma pomyślała również o osobach, które dziś nie mogą pozwolić sobie na zakup bioelektrod. Dla nich przygotowano opcję rejestracji za 30 dolarów rocznie. To nie obejmuje produktów, ale otwiera drzwi do współpracy i do zarabiania na własne bioelektrody. Innymi słowy – możesz zacząć dokładnie tam, gdzie jesteś, i krok po kroku dojść do miejsca, w którym chcesz być.
Dlatego uważam, że LifeWave jest w zasięgu każdej kobiety. Bo to nie jest pytanie o miejsce na mapie ani o grubość portfela. To pytanie o decyzję. Czy jesteś gotowa postawić swoje zdrowie wyżej niż kolejną kawę na mieście? Bo jeśli tak – to właśnie tutaj zaczyna się zmiana.
Model współpracy MLM budzi kontrowersje. Dlaczego w przypadku LifeWave uważa Pani, że to szansa, szczególnie dla kobiet?
Zgadzam się – MLM potrafi budzić kontrowersje. Sama na początku miałam wątpliwości. Ale potem zobaczyłam, że w przypadku LifeWave mówimy o czymś zupełnie innym. To nie kolejny katalog kosmetyków czy suplementów. To firma wysokich technologii, jakiej nigdy wcześniej nie było. Oferuje rozwiązania, których wkrótce będzie pragnął każdy – a dziś wie o nich wciąż niewiele osób. To trochę jak mieć w rękach złotego Graala – pytanie tylko, czy odważysz się go zatrzymać i wykorzystać.
LifeWave jest teraz w fazie ogromnego momentum. Technologie są opatentowane, przebadane i jednocześnie tak przełomowe, że świat dopiero zaczyna rozumieć ich potencjał. David Schmidt – wizjoner i wynalazca – od początku postawił na to, by trafiły do ludzi, a nie do korporacji. Co więcej, stworzył system, w którym aż 60% zysków wraca do partnerów, bo to oni są ambasadorami tej misji.
Dlaczego dla kobiet to szansa? Bo daje coś, czego tak bardzo potrzebujemy: elastyczność, możliwość pracy z domu, łączenia życia rodzinnego z rozwojem zawodowym, budowania niezależności finansowej. Tak, to wymaga dyscypliny – ale w zamian daje szansę na wolność, którą trudno porównać z czymkolwiek innym.
I jest jeszcze coś, o czym często się zapomina – aspekt emocjonalny. W LifeWave nie chodzi o „wciskanie produktów”. Tu chodzi o dzielenie się czymś, co naprawdę zmienia życie. Bo zdrowie i technologia idą tu ramię w ramię z możliwością budowania takiej przyszłości, jakiej naprawdę chcesz.
Pozwól, że wrócę na chwilę do początku naszej rozmowy i do tej bohaterki z pierwszego pytania. Wyobraź sobie, że decyduje się ona na LifeWave, ale zatrzymuje tę informację tylko dla siebie. Boi się ocen, śmiechu, etykietki: „to tylko MLM”. A tuż obok – dosłownie 30 metrów dalej – jej sąsiadka zmaga się z poważnym problemem zdrowotnym. Może wystarczyłby jeden telefon, jedno zdanie, by otworzyć jej drzwi do czegoś, co mogłoby pomóc lub nawet uratować życie.
I teraz pytanie: jeśli to Ty byłabyś tą sąsiadką – to jakie miałoby dla Ciebie znaczenie, że wsparcie przyszło od firmy, która korzysta z modelu MLM?
Dla mnie odpowiedź jest prosta. Dużo bardziej kontrowersyjne niż sam model jest milczenie wtedy, gdy w rękach mamy narzędzie, które może dać zdrowie, niezależność i szanse na lepszą przyszłość.
Jak wygląda wsparcie dla kobiet, które chcą nie tylko korzystać z produktów, ale też budować wokół nich własny biznes i niezależność finansową?
Najważniejsze? Żadna z nas nie zostaje tu sama z komputerem i hasłem: „radź sobie”. Kobieta, która dołącza do tej społeczności, od razu zyskuje dostęp do narzędzi – szkoleń online, materiałów, spotkań, nagrań. Ale co dla mnie najcenniejsze – od początku staje się częścią zespołu, grupy, której naprawdę zależy na wspólnym działaniu i sukcesie.
To środowisko, w którym możemy się uczyć, inspirować i rosnąć razem. Dla kobiet ma to szczególne znaczenie – bo często potrzebujemy poczucia, że ktoś nam kibicuje, że nie jesteśmy same, że możemy odezwać się po ciężkim dniu i usłyszeć: „dasz radę, jestem obok”.
Dla osób, które dołączają jako Brand Partnerzy, do grupy Diamentowej, w której jestem – dostępna jest akademia online z ogromną ilością wywiadów, historii, testimoniali i szkoleń. To świetny punkt wyjścia, żeby poczuć moc możliwości, jakie naprawdę mamy w rękach.
I chcę to mocno podkreślić: tutaj nie ma przymusu, żeby działać biznesowo. Można korzystać z produktów tylko dla siebie czy swojej rodziny – i to jest jak najbardziej w porządku. Natomiast jeśli ktoś marzy o budowaniu niezależności finansowej, najlepszą drogą jest zostanie Brand Partnerem. To daje dostęp do najlepszych cen, promocji i pełnych możliwości zarobkowych wynikających z planu marketingowego.
Oprócz akademii jest też moje wsparcie i wsparcie całej grupy. Spotykamy się na webinarach, w mniejszych zespołach, na indywidualnych rozmowach. To naprawdę nie jest samotna droga – to wspólna przygoda, w której każda z nas może iść swoim tempem, ale nigdy nie musi iść sama.
Wspomniała Pani o możliwości odwracania procesów starzenia. Czy wierzy Pani, że w niedalekiej przyszłości stanie się to realnym standardem, a nie tylko marzeniem?
Powiem tak – to już nie jest pytanie „czy”, tylko „kiedy”. Jeszcze kilka lat temu stwierdzenie, że można odwracać procesy starzenia, brzmiało jak fantazja rodem z filmów science fiction. Dziś mówią o tym otwarcie naukowcy, którzy wyznaczają kierunki współczesnej medycyny.
Weźmy choćby prof. Davida A. Sinclaira – genetyka z Harvard Medical School, jednego z najbardziej cenionych ekspertów na świecie w dziedzinie długowieczności. Sinclair mówi wprost: starzenie nie jest naturalnym losem, to choroba. A skoro choroba – można ją leczyć. W swojej książce Jak żyć długo udowadnia, że nasze komórki mają wbudowany kod młodości, a kluczem jest przywrócenie im zdolności do samoodnowy. Jego badania nad molekułą NAD+, rolą mitochondriów czy aktywacją genów długowieczności (sirtuin) pokazują, że cofanie zegara biologicznego to nie marzenie, tylko realny kierunek nauki.
To samo podkreśla Ray Kurzweil, futurolog i dyrektor inżynierii, który przewiduje, że dzięki biotechnologii i medycynie regeneracyjnej człowiek będzie mógł żyć setki lat. Z kolei Aubrey de Grey, badacz starzenia, dodaje: „pierwszy człowiek, który będzie żył 1000 lat, już się urodził”. Brzmi prowokacyjnie – ale właśnie takie tezy pokazują, jak bardzo zmienia się nasza perspektywa.
Co to oznacza dla nas? Że długowieczność to nie tylko liczba świeczek na torcie, ale przede wszystkim jakość życia. A jeśli wiemy, że starzenie to proces, który można spowolnić, a nawet odwrócić, naturalne jest, że chcemy sięgać po rozwiązania, które już dziś wspierają ciało w tej drodze.
I tu właśnie pojawia się David Schmidt ze swoimi przełomowymi odkryciami. Bioelektroda X39, która aktywuje komórki macierzyste, czy – już niedługo dostępna – woda X2O, która wnosi światło bezpośrednio do wnętrza komórek, to praktyczne narzędzia w naszych rękach. Widzimy badania, testimoniale, realne historie ludzi, którzy odzyskują zdrowie, energię i młodość. To żywy dowód, że przyszłość, o której mówią Sinclair, Kurzweil czy de Grey, dzieje się już dziś – dzięki temu, co oferuje LifeWave.
I dodam coś jeszcze: to, o czym dopiero dowiaduje się świat, zostało odkryte już 10 lat temu. Dlatego moja odpowiedź brzmi: tak – wierzę, że odwracanie procesów starzenia stanie się standardem.
Jakie przesłanie chciałaby Pani przekazać naszym czytelniczkom, które po raz pierwszy usłyszą o LifeWave?
Nawiązując do wypowiadanego często zwrotu „najważniejszy jest czas” – i tego, co to dla każdej z nas oznacza – nasunęła mi się myśl: co z tego, że nie możemy cofnąć czasu, skoro dziś możemy zadbać o to, aby mieć szansę na dodatkowe dekady życia, a może i więcej?
Chciałabym też, żebyście wiedziały jedno – ja też kiedyś usłyszałam o LifeWave po raz pierwszy. I też byłam pełna wątpliwości. Ale wtedy zadałam sobie pytanie: „a co, jeśli to naprawdę działa?”. Bo jeśli istnieje technologia, która daje szansę cofnąć zegar biologiczny, odzyskać energię, siłę i spokój – to czy nie warto chociaż sprawdzić, zgłębić temat?
Ale jest coś bardzo ważnego: bioelektrody LifeWave są opatentowane i chronione. Na rynku pojawiają się podróbki, które nie mają nic wspólnego z oryginałem. Tylko te wysyłane bezpośrednio z laboratorium firmy są objęte gwarancją i tylko one naprawdę działają. Dlatego warto sięgać po źródło, a nie po imitację.
Nie ma znaczenia, czy zdecydujecie się dziś, za miesiąc czy za rok. Ważne, żebyście wiedziały, że taka możliwość istnieje. I że jeśli przyjdzie moment, w którym poczujecie: „potrzebuję zmiany” – będziecie wiedziały, gdzie zapukać.
Wierzę, że jedno zdanie może czasem stać się odpowiedzią, na którą ktoś czekał całe życie. Dlatego chcę skierować tę myśl do każdej z Was: może Twoja odwaga stanie się początkiem przemiany – nie tylko dla Ciebie, ale też dla kogoś bliskiego, kto właśnie szuka nadziei.
To ogromny przywilej – jako Brand Partner LifeWave mogę reprezentować wizjonera, jakim jest David Schmidt, i być częścią projektu, który zmienia życie ludzi i daje im szansę w pełni rozwijać swój potencjał.
Dlatego chcę odważnie powtarzać jego słowa:
„To, co mnie napędza, to ogromna nadzieja, że możemy tworzyć technologie generujące czystą energię, że możemy mieć żywność, która nie jest genetycznie modyfikowana, że możemy zaspokoić potrzeby naszej planety i leczyć ludzi, oddając im ich życie z powrotem”.
I na koniec – jestem bardzo ciekawa Waszych spostrzeżeń.


