Zostać czy odejść? 6 pytań, które pomagają podjąć decyzję w związku
W święta wiele par działa w trybie rozejmu. Jakoś to się skleja, bo „nie teraz”, bo rodzina, bo dzieci, bo atmosfera. A potem przychodzi styczeń i wraca to jedno pytanie, którego nie da się już zagadać: czy my jeszcze jesteśmy w tej relacji razem, czy tylko obok siebie.
Dlaczego po Nowym Roku wiele par myśli o rozstaniu?
To nie musi wyglądać jak dramat. Czasem nie ma zdrady, nie ma awantur, nie ma jednego wielkiego wydarzenia. Jest zmęczenie, dystans, coraz mniej rozmowy i coraz więcej myśli typu: „Czy ja tak chcę żyć jeszcze rok?”. Styczeń sprzyja decyzjom, bo działa jak symboliczna kreska. Robimy bilans, planujemy, wyciągamy wnioski.
Nieprzypadkowo w Polsce regularnie mówi się o zwiększonym ruchu rozwodowym na początku roku, a media prawnicze przytaczają statystyki wskazujące, że styczeń bywa jednym z najmocniejszych miesięcy. Jednocześnie twarde dane z sądów pokazują, że skala zjawiska jest duża, niezależnie od sezonu. W samym pierwszym kwartale 2024 do sądów okręgowych trafiło ponad 21 tys. pozwów rozwodowych.
W tym tekście nie będę namawiać ani do zostania, ani do odejścia. Zrobię coś prostszego i, paradoksalnie, trudniejszego: pomogę uporządkować chaos, żeby decyzja nie była reakcją na impuls.
Najgorsze w pytaniu „zostać czy odejść” jest to, że zwykle pojawia się wtedy, gdy człowiek ma najmniej zasobów. Sen jest płytszy, nerwy krótsze, cierpliwość cieńsza. A mózg w przeciążeniu lubi skrajności: „albo wszystko naprawiamy od jutra”, albo „to nie ma sensu, koniec”.
W badaniach z innych krajów widać, że decyzje i formalne kroki mają swoją sezonowość. Klasyczna analiza z Waszyngtonu pokazała dwa powtarzalne piki pozwów rozwodowych w roku, po okresach urlopowo-rodzinnych, kiedy wiele osób liczy na „reset” relacji, a potem wraca do codzienności. To ważna podpowiedź: przełom roku często nie jest źródłem kryzysu. Jest momentem, w którym kryzys staje się niemożliwy do ignorowania.
Dlatego zacznijmy od rozróżnienia.
Kryzys do przejścia czy relacja, która się kończy?
Kryzys w związku może oznaczać, że para nie ma narzędzi. Że jest zmęczona, przebodźcowana, zaniedbała bliskość, rozjechała się w oczekiwaniach. To boli, ale bywa naprawialne.
Są jednak sytuacje, w których problemem nie jest brak narzędzi, tylko brak bezpieczeństwa i szacunku. Pogarda, regularne upokarzanie, groźby, przemoc, ciągłe karanie ciszą, szantaż emocjonalny. Tego nie da się „przegadać” w stylu instagramowych porad. W badaniach nad stabilnością małżeństw widać, że sposób, w jaki para traktuje siebie w konflikcie, ma znaczenie prognostyczne. W długoterminowych analizach Gottmana i współpracowników do przewidywania rozpadu relacji dokładały się m.in. zachowania takie jak defensywność, pogarda i wycofanie.
Jeśli więc w Twojej relacji jest realne zagrożenie, priorytetem nie jest „jaka jest najlepsza decyzja dla związku”, tylko „co jest bezpieczne dla mnie i dzieci”. Reszta przychodzi później.
Jeżeli natomiast jesteś w tej częstszej, szarej strefie – bez przemocy, ale z narastającym dystansem – przejdźmy do pytań porządkujących.
Sześć pytań, które porządkują chaos
1. Czy my w ogóle mamy przestrzeń na rozmowę?
Nie chodzi o to, czy rozmowy są przyjemne. Chodzi o to, czy rozmowa jest możliwa. Czy można powiedzieć coś trudnego bez kary, wyśmiania, odwrócenia sytuacji przeciwko Tobie. Jeśli każda próba kończy się eskalacją albo murem, to nie jest tylko „zły styl komunikacji”. To jest informacja o bezpieczeństwie w relacji.
2. Czy problemem jest brak umiejętności, czy brak szacunku?
Brak umiejętności wygląda tak: kłócimy się, ranimy się słowami, ale po czasie potrafimy wrócić, przeprosić, wziąć odpowiedzialność, spróbować inaczej. Brak szacunku wygląda tak: wygrywanie kosztem drugiej osoby, pogarda, „jesteś nikim”, stałe podważanie, drwina. To nie jest „temperament”. To jest relacyjny fundament.
3. Co dzieje się po konflikcie?
Konflikt ma w związku sens wtedy, gdy prowadzi do jakiejś regulacji: uzgodnienia, zrozumienia, choćby małego przesunięcia. Jeśli po konflikcie zostaje tylko dym, cisza tygodniami, napięcie w domu, spadek czułości, unikanie – to znaczy, że konflikt nie pełni funkcji naprawczej. On niszczy.
4. Czy ja czuję się w tej relacji bardziej spokojna, czy bardziej czujna?
To jedno z najbardziej „cielesnych” pytań. Nie musisz mieć gotowej teorii. Wystarczy zauważyć, jak działa Twoje ciało w domu: czy częściej się rozluźniasz, czy częściej jesteś w trybie przewidywania nastroju partnera. Długotrwała czujność to cena, którą płaci układ nerwowy. I zwykle płaci ją także dziecko, nawet jeśli nikt przy nim nie krzyczy.
5. Czy to, co nazywam „brakiem miłości”, może być tak naprawdę przeciążeniem?
To nie jest romantyczne, ale bywa prawdziwe. Przeciążenie, chroniczny stres, brak snu, opieka nad dziećmi, praca, presja finansowa potrafią imitować emocjonalne wygaszenie. Wtedy ludzie mówią: „nic nie czuję”, a tak naprawdę czują dużo, tylko są w stanie przetrwania. To pytanie nie ma usprawiedliwiać wszystkiego. Ma pomóc nie pomylić wypalenia z ostatecznym końcem.
6. Gdyby nic się nie zmieniło przez rok, czego żałował(a)bym bardziej?
To pytanie jest brutalnie proste. Dlatego właśnie działa. Wyobraź sobie, że jest kolejny grudzień. Wszystko wygląda tak samo. Co czujesz: ulgę, że wytrzymałaś, czy smutek, że znów siebie odłożyłaś? To często odsłania wartości, nie tylko emocje.
Po tych sześciu pytaniach zwykle widać, w którą stronę przechyla się decyzja. Ale zanim przejdziesz do „tak” lub „nie”, warto jeszcze rozdzielić dwie ścieżki. Bo obie wymagają mądrego działania.
Jeśli chcesz spróbować, wybierz plan na dwa tygodnie
Nie „od stycznia wszystko zmieniamy”. Dwa tygodnie. To jest horyzont, który mózg uniesie, nawet gdy jest zmęczony.
Krok 1. Jedna rozmowa o jednym temacie
Wybierzcie jeden konkretny temat, który boli teraz. Nie całą historię związku. Ustalcie ramę: 20 minut, bez przerywania, bez wyciągania dawnych spraw. Jeżeli pojawia się pogarda, ironia albo podnoszenie głosu, robicie przerwę. To nie jest ucieczka. To jest ochrona rozmowy.
Krok 2. Jedna zmiana zachowania, która zmniejsza napięcie w domu
Nie poprawiajcie wszystkiego. Wybierzcie jedną rzecz, która codziennie dolewa oliwy do ognia. Na przykład sposób, w jaki mówicie do siebie po pracy. Albo temat pieniędzy wieczorem. Albo to, że rozmowy o relacji dzieją się w łóżku tuż przed snem. Zmieńcie jedną rzecz i obserwujcie, czy temperatura spada.
Krok 3. Jeden mały rytuał kontaktu dziennie
Rytuał nie musi być romantyczny. Ma być przewidywalny i krótki. Pięć minut bez telefonów. Pytanie: „co dziś było dla ciebie najtrudniejsze?” i jedno zdanie odpowiedzi bez radzenia. Albo przytulenie przy wejściu do domu. Bliskość wraca nie od wielkich deklaracji, tylko od powtarzalnych mikro-momentów.
Jeśli po dwóch tygodniach nie ma żadnego ruchu, a każda próba kończy się upokorzeniem lub obojętnością, to jest też informacja. Nie o Twojej porażce. O realnych możliwościach tej relacji.
Jeśli decyzja jest o rozstaniu – jak nie zrobić z tego wojny?
Rozstanie potrafi być najbardziej chaotycznym projektem życia. Im mniej chaosu, tym mniejsze szkody.
Po pierwsze, nie podejmuj wszystkich decyzji naraz. Mieszkanie, pieniądze, rodzina, dzieci, formalności, emocje – to za dużo na jeden tydzień. Najpierw porządek i bezpieczeństwo, potem logistyka.
Po drugie, zadbaj o wsparcie. Jedna zaufana osoba, konsultacja prawna, czasem konsultacja psychologiczna. Nie po to, żeby ktoś powiedział „odejdź” albo „zostań”, tylko po to, żebyś nie była z tym sama.
Po trzecie, ustalcie zasady komunikacji na czas przejściowy. Kiedy rozmawiacie, o czym, przy kim. To nie jest luksus. To jest higiena.
Gdy są dzieci – co naprawdę je chroni?
Wiele osób zostaje w relacji „dla dzieci”, bo boi się, że rozwód je zniszczy. To zrozumiałe. Ale obraz jest bardziej złożony.
Badania pokazują, że po rozwodzie kluczowe dla funkcjonowania dzieci są procesy w rodzinie. Szczególnie poziom konfliktu między rodzicami oraz jakość rodzicielstwa i współpracy, a nie sam fakt rozstania zapisany w dokumentach. Duża metaanaliza dotycząca rodzin po rozwodzie wskazuje, że konflikt między rodzicami i sposób wychowywania są istotnie powiązane z przystosowaniem dziecka.
W praktyce oznacza to trzy proste zasady: dziecko nie powinno nosić wiadomości między rodzicami. Dziecko nie powinno być powiernikiem dorosłych emocji. Dziecko powinno mieć możliwie stabilną rutynę, nawet jeśli dorośli są w zmianie.
To nie zawsze jest łatwe. Ale jest możliwe, jeśli dorośli w pewnym momencie uznają, że wojna nie jest dowodem racji. Jest kosztem.
Styczeń ma w sobie obietnicę nowego początku. Czasem oznacza początek naprawy. Czasem oznacza początek końca. W obu przypadkach warto zrobić to świadomie, a nie w afekcie.
Jeżeli dziś jedyne, co jesteś w stanie zrobić, to odpowiedzieć sobie na sześć pytań z tego tekstu, to i tak jest krok. Decyzje w relacjach rzadko są czarno-białe. Ale bardzo często da się je uporządkować tak, żeby nie zgubić po drodze siebie i nie wciągnąć dzieci w dorosłe rachunki.
*To materiał psychoedukacyjny i nie zastępuje indywidualnej diagnozy ani terapii.
Autorka: Joanna Michalska – Psycholożka specjalizującą się w psychoedukacji w obszarze relacji. Łączy wiedzę z psychologii i neurobiologii więzi, pomagając zrozumieć mechanizmy konfliktu, oddalania się i rozstań. Tworzy materiały edukacyjne oraz prowadzi konsultacje psychoedukacyjne online.
Więcej informacji o działaniach Joanny znajdziesz na Instagramie


