Najpierw relacja, potem terapia. Wywiad z Joanną Ogryzek o tym, czego naprawdę potrzebują dziś dzieci i ich rodzice
Rosnąca liczba dzieci zmagających się z lękiem, agresją czy samotnością pokazuje, jak bardzo potrzebne są miejsca, w których emocje traktuje się poważnie. Joanna Ogryzek – psycholog, konsultant kryzysowy i założycielka Akademii Emocji – opowiada o drodze, która doprowadziła ją do stworzenia centrum wsparcia dla dzieci i ich rodzin. W rozmowie mówi o rodzicielskiej bezradności, sile relacji, neuroróżnorodności oraz o tym, dlaczego zanim pojawi się terapia, najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa i bycie naprawdę wysłuchanym.
Redakcja: Pani Joanno, założyła Pani Akademię Emocji – Centrum Terapii i Rozwoju z potrzeby serca. Jaki moment w Pani życiu był przełomowy i sprawił, że postanowiła Pani stworzyć to miejsce?
Joanna Ogryzek: Takim przełomowym momentem, który sprawił, że postanowiłam stworzyć Akademię Emocji, było pięciolecie mojej firmy, która wcześniej nosiła inną nazwę i na początku zajmowała się czymś innym. Ważna była także chęć rozwoju oraz stworzenia miejsca, gdzie dostępne są terminy od zaraz, a nie trzeba na nie czekać. Do powstania Akademii Emocji jako Centrum Terapii i Rozwoju przyczynili się również ludzie, których poznałam na swojej drodze zawodowej. Nie ukrywam też, że momentem zapalnym było doświadczenie braku profesjonalizmu, wiedzy oraz błędnych i nieetycznych praktyk w miejscach, które znałam lub o których słyszałam.
Jak wygląda proces wsparcia w Akademii – od pierwszego kontaktu rodzica z placówką po rozpoczęcie terapii – i dlaczego ten etap wstępny jest tak ważny dla skuteczności dalszej pracy?
Pierwszy kontakt z Akademią i jej specjalistami odbywa się najczęściej poprzez wejście na stronę internetową Akademii Emocji i wybranie specjalisty, który odpowiada obszarowi trudności, z jakimi przychodzi rodzic. Często jednak rodzice po prostu dzwonią, a telefon odbieram ja. Są to osoby, którym polecono moją osobę, które słyszały o tym, że w Akademii Emocji wspieramy i pomagamy, albo po prostu mają do nas najbliżej. Po krótkiej konsultacji telefonicznej zapraszam na spotkanie. Konsultacja trwa 50 minut, czasem potrzebne są nawet trzy takie wizyty, aby na podstawie wywiadu rodzic dowiedział się, w jakim kierunku warto iść dalej. Jako konsultant kryzysowy, psycholog i rodzic rozpoznaję kryzys, szukam źródła trudności i staram się zrozumieć sytuację.
Skuteczność dalszej pracy polega na tym, aby na pierwszym etapie prawidłowo rozpoznać problem lub jego źródło. Często rodzic przychodzi już z diagnozą albo jest w trakcie procesu diagnostycznego. Jeśli pojawiają się konkretne trudności rozwojowe lub edukacyjne, kieruję dziecko do odpowiedniego specjalisty w naszym zespole, np. na trening koncentracji i pamięci, trening regulacji emocji, terapię funkcji wykonawczych, terapię psychologiczną lub psychoterapię w odpowiednim nurcie czy zajęcia rozwijające kompetencje emocjonalno-społeczne. Znam swoją kadrę i współpracowników, dlatego wiem, w czym mogą pomóc. Nie kieruję od razu na terapię, chyba że są ku temu wyraźne wskazania. Wszystko i tak zaczyna się od poznania miejsca, terapeuty, specjalisty czy trenera. Budujemy relację, dajemy poczucie bezpieczeństwa, a dopiero potem może rozpocząć się proces terapeutyczny.
Mówi Pani, że Akademia Emocji to nie tylko marka, ale też osobista droga jako kobiety, mamy i przedsiębiorczyni. Co było dla Pani najtrudniejsze w łączeniu tych ról?
Przez wiele lat byłam samodzielnym rodzicem. W moim życiu zawsze było coś za coś. Myślę, że najtrudniejsze było na siłę szukanie nieistniejącego balansu i próba doskoczenia do zbyt wysoko postawionych poprzeczek. Balans czasu, uwagi, obowiązków, terminów, opieki nad dzieckiem i jednoczesnego kształcenia się.
Kiedyś usłyszałam bardzo trudne dla mnie słowa: „Kupiłaś mi kolejną zabawkę, bo nie masz dla mnie czasu?”. To zabolało. Nawet teraz, gdy o tym piszę, mam łzy w oczach. Pamiętam, że pierwsze studia kończyłam w piątym miesiącu ciąży. Podczas drugich zdarzało się, że nie widziałam się z dzieckiem od piątku do niedzieli. Prosiłam rodzinę, koleżanki i kolegów, aby się nim zaopiekowali, gdy ja studiowałam. Na trzecie studia pojechałam już z nim. Siedział wtedy na kanapie na korytarzu, w bibliotece albo na stołówce studenckiej. W międzyczasie pojawiły się diagnozy naszych chorób przewlekłych, diagnoza zaburzeń neurorozwojowych, klinika uzależnień, terapie uzależnień, leki, praca, walka o zdrowie. Był strach, lęk i odwaga – na przemian.
Najtrudniejszą rolą była rola mamy. Tej uważnej, responsywnej, wystarczającej. Tej, która poszła do szkoły dla rodziców i którą odwiedził kurator sądowy. Tej, która musiała nauczyć się konsekwencji, a neuroróżnorodność opłakała na plaży w Gdyni. Musiałam ją zaakceptować, pokochać, nauczyć się wspierać i żyć na nowo, zupełnie inaczej. Kiedy biegłam po marzenia, połamałam sobie obcasy. Dlatego zmieniłam buty i tempo. Zaczęłam doceniać to, co mam, zauważać więcej i przestałam gnać. Zaczęłam budować na swoich zasobach i wybaczyłam sobie przeszłość. Czwarte studia były również bardzo intensywne, odbywały się w każdy weekend, więc pojawiły się trudne decyzje i ich konsekwencje. Zbudowałam markę na swoich zasobach, ale też na potknięciach, błędach i autentyczności. Spotkałam ludzi, którzy we mnie uwierzyli. Budowałam siebie i markę jednocześnie – z odwagą, ale też z ogromnym strachem przed porażką. Krok po kroku, w swoim tempie, nie porównując się do innych i z pokorą wobec tego, że nie wszystko wiem.
Budowanie Akademii Emocji było jednocześnie procesem budowania mnie samej. Łączenie roli mamy, kobiety wrażliwej na ludzkie cierpienie i osoby prowadzącej biznes w tej branży to ogromna odpowiedzialność. Ile dźwigam codziennie i ile kosztuje podążanie za pasją oraz marzeniami – wiem tylko ja. Były momenty zwątpienia i zmęczenia, ale były też chwile, gdy wiedziałam, że to ma sens. Na przykład wtedy, gdy rodzic mówił: „Pierwszy raz ktoś nas naprawdę wysłuchał”, a dziecko zaczynało znowu wierzyć w siebie.
Czym Akademia Emocji wyróżnia się na tle innych miejsc oferujących wsparcie psychologiczne dla dzieci i młodzieży? Co jest jej największą wartością i fundamentem pracy zespołu?
Akademia Emocji to przede wszystkim ludzie – zaangażowani, pełni pasji, wiedzy i chęci do dalszej nauki oraz rozwoju. To osoby kreatywne, pracowite, pełne pokory i uważności. Największą wartością i fundamentem pracy zespołu jest to, że się lubimy. Nawet jeśli nie zawsze się ze sobą zgadzamy, to się szanujemy. Czerpiemy od siebie nawzajem, co jest ogromnym zasobem. Kiedy organizuję spotkania integracyjne i każdy z nas tworzy od podstaw swój kubek, śmiejąc się przy tym i rozmawiając swobodnie przy dobrym jedzeniu i fantastycznej atmosferze, czuję, że to właśnie jest to. Dobre relacje i poczucie misji. Myślę, że to wyróżnia zespół Akademii Emocji. Akademia Emocji jest domem dla każdego, kto potrzebuje chwili dla siebie, chwili oddechu lub miejsca głębokiego oddechu, zrozumienia bez oceny i przeżywania emocji w bezpiecznych warunkach.
W pracy z dziećmi często słyszy Pani etykiety: „niegrzeczny”, „leniwa”, „nie radzi sobie”. Co – z Pani doświadczenia – najczęściej kryje się za tymi słowami?
Z tymi słowami mierzyłam się zarówno jako dziecko, jak i jako rodzic. Z takimi określeniami przychodzą rodzice – ze szkoły, z własnych doświadczeń czy z opinii innych ludzi. Przynoszą je też dzieci. Za tymi słowami często kryje się brak zrozumienia ze strony środowiska, brak wiedzy, empatii i edukacji. Kryje się też ogromna samotność, cierpienie, wstyd, żal i smutek. Czasem wypalenie rodzicielskie i ogromna presja. Pracując z dziećmi, zobaczyłam jednak coś znacznie głębszego. Za wycofaniem stoi często lęk. Za złością – bezradność, przebodźcowanie, niedojrzałość układu nerwowego, czasem także niedojrzałość dorosłych czy trudność w radzeniu sobie z emocjami. Często są to powielane niekonstruktywne schematy, wstyd przed diagnozą albo jej brak. Za brakiem motywacji natomiast stoi często przeciążenie, brak celu oraz poczucie bezsensu i beznadziei.
Akademia oferuje indywidualne wsparcie terapeutyczne dla dzieci i młodzieży oraz konsultacje dla rodziców dzieci w spektrum, z ADHD czy uzależnieniami behawioralnymi. Z jakimi trudnościami rodzice zgłaszają się do Pani dziś najczęściej?
Najczęściej są to trudności związane z agresją, rozpoznawaniem i wyrażaniem emocji, nawiązywaniem oraz utrzymywaniem relacji. Pojawiają się także problemy z samotnością, niezrozumieniem przez otoczenie, koncentracją i pamięcią. Coraz częściej dotyczą również uzależnień behawioralnych czy samookaleczeń. Rodzice bardzo często przychodzą z diagnozą w ręku, ale pozostawieni sami sobie – bez wskazówek, co zrobić dalej i bez psychoedukacji. Dlatego właśnie tym także się zajmujemy.
Powtarza Pani: „najpierw relacja, potem terapia i wymagania”. Co w praktyce oznacza to podejście i dlaczego relacja jest fundamentem skutecznej pomocy?
Dziecko nie potrzebuje najpierw korekty zachowania. Najpierw potrzebuje poczucia bezpieczeństwa. Często powtarzam za Jesperem Juulem: „Dzieci wiedzą, czego chcą, ale nie wiedzą jeszcze, czego potrzebują. Dlatego odpowiedzialność za granice spoczywa na dorosłych”. Dzieci mają swoje pragnienia – chcą obejrzeć jeszcze jedną bajkę, nie iść spać, jeść tylko słodycze albo nie odrabiać lekcji. Nie potrafią jednak ocenić długofalowych konsekwencji swoich decyzji. Dlatego rolą dorosłego jest tworzenie bezpiecznych granic – spokojnie, z szacunkiem i odpowiedzialnością.
Jak wspiera Pani rodziców, którzy czują się bezradni wobec lęku, złości czy wycofania swojego dziecka? Od czego warto zacząć zmianę w domu?
Często wspieram ich zdaniem, które sama kiedyś usłyszałam jako bezradny, pełen lęku i frustracji rodzic: „Rodzic jest od kochania i akceptowania. Resztę zostawi pani specjalistom”. Zmianę warto zacząć od wysłuchania dziecka i budowania relacji. Od zrozumienia, że niedojrzały mózg dziecka, często przeciążony ilością bodźców, nie ma dostępu do racjonalnych strategii i reaguje automatycznie – z poziomu ciała migdałowatego.
Ważne jest także zadbanie o siebie i o zdrowe granice. Choć dzieci często ich nie lubią, ich mózgi bardzo ich potrzebują, aby czuć się bezpiecznie w relacji. Dziecko potrzebuje jasnych zasad i konsekwencji – nie kar. Powinno rozumieć, że zasady istnieją dlatego, że jest dla rodzica ważne i kochane, a jego bezpieczeństwo ma ogromne znaczenie. W swojej pracy – nie tylko gabinetowej, ale też profilaktycznej w szkołach – spotykam wiele dzieci zaniedbanych emocjonalnie. Mają one często nadmiar dóbr materialnych, ale bardzo niewiele miłości, akceptacji, zrozumienia, uwagi i czasu spędzanego razem bez rozpraszaczy.
W przestrzeni publicznej coraz częściej mówi się o przebodźcowaniu, kryzysach rówieśniczych czy autoagresji. Jak możemy jako kobiety – mamy, nauczycielki i opiekunki – budować w dzieciach większą odporność emocjonalną?
Kochać i stawiać granice. Kochać i uczyć samoregulacji. Kochać i uczyć spędzania czasu wolnego bez ciągłego scrollowania. Warto spojrzeć najpierw krytycznie na własne zachowania. Ustalić higienę cyfrową, spędzać dużo czasu offline – w ruchu, w naturze, w aktywnościach analogowych. Wspólnie jeść posiłki bez telefonu przy stole. Najważniejsze jest modelowanie postaw, czyli dawanie przykładu. Pokazywanie, jak dbać o siebie, swoje granice, jak doceniać siebie i rozwijać swoje mocne strony, a słabsze obszary zaakceptować.
Budowanie odporności psychicznej u dziecka zaczyna się u źródła figur przywiązania – czyli u najbliższych dorosłych. Jeśli my nie szanujemy siebie, pozwalamy innym przekraczać nasze granice czy mówić do nas w sposób raniący, dzieci to widzą i powielają. To codzienna praca. Warto jednak zacząć od prostych rzeczy – choćby od mówienia sobie codziennie dobrych, wzmacniających słów, na przykład podczas mycia zębów. Może to brzmieć banalnie, ale właśnie od słów zaczyna się budowanie odporności. Od słów, zdań i codziennej pracy nad sobą – z życzliwością wobec siebie, a nie surowością.
Gdyby mogła Pani zostawić czytelniczkom jedną ważną myśl – jako kobieta, mama i twórczyni miejsca, w którym mówi się o emocjach bez tabu – co chciałaby im Pani dziś powiedzieć?
Idź w swoim tempie. Nie porównuj się do innych i nie bierz do siebie słów ludzi, którzy nie znają i nie rozumieją Twojej drogi. Ich narracja jest ich interpretacją – nie jest Tobą. Gdy opadniesz z sił, poproś o pomoc. Nie musisz wszystkiego dźwigać sama. Bądź dla siebie dobra. Wrażliwość nie jest słabością – jest siłą. Słuchaj siebie i swoich emocji, bo są sygnałem tego, co podpowiada Ci serce i rozum.
Czasem najważniejszą odwagą jest po prostu być sobą. Ja kocham kolor fioletowy i wzór pepitki. Jestem wrażliwa i empatyczna. Przyznaję się do błędów. Czasem czegoś nie ogarniam, a czasem ogarniam za dużo. Bywam głośna i cicha jednocześnie. Lubię neuronaukę i psychologię rozwoju. Rozumiem, czym jest neuroróżnorodność i jej spektrum. Jestem kreatywna i z tym wszystkim jestem kojarzona. I właśnie to w sobie kocham. Mam dobre intencje, dlatego robię swoje. Wierzę, że każde dziecko, jeśli spotka na swojej drodze choć jednego uważnego dorosłego, może odzyskać poczucie bezpieczeństwa i zacząć budować wiarę w siebie.
Wywiadu udzieliła: Joanna Ogryzek – założycielka i twórczyni Akademii Emocji Centrum Terapii i Rozwoju w Gdyni, miejsca oferującego wsparcie psychologiczne dla dzieci, młodzieży oraz ich rodzin. Psycholog i konsultant kryzysowy, od lat pracuje z dziećmi oraz rodzicami mierzącymi się m.in. z trudnościami emocjonalnymi, ADHD, spektrum autyzmu i uzależnieniami behawioralnymi. W swojej pracy łączy podejście terapeutyczne z psychoedukacją rodziców, podkreślając znaczenie relacji i poczucia bezpieczeństwa w rozwoju dziecka. Twórczyni przestrzeni, w której mówi się o emocjach bez tabu, a fundamentem wsparcia jest uważność, empatia i autentyczna relacja.
Więcej informacji o działaniach Joanny znajdziesz na www.akademiaemocji.com


