„Powrót do siebie zaczyna się od odwagi” – rozmowa z Luizą Gallus o zmianie, świadomości i wewnętrznej wolności
Czy jedna decyzja może odmienić życie? A może prawdziwa zmiana to proces, który zaczyna się dużo wcześniej – w ciszy, w konfrontacji z własną historią i emocjami? O pracy z podświadomością, powtarzalnych schematach, które kształtują nasze wybory, oraz o tym, jak odzyskać poczucie sprawczości, opowiada hipnoterapeutka Luiza Gallus.
Redakcja: Jak zaczęła się Pani droga w kierunku pracy z ludźmi i rozwoju osobistego? Czy był moment, który szczególnie wpłynął na wybór tej ścieżki zawodowej?
Luiza Gallus: Moja droga do pracy z ludźmi nie zaczęła się od decyzji zawodowej, ale od osobistego doświadczenia. Zanim zaczęłam wspierać innych, sama przeszłam bardzo głęboki proces poszukiwania odpowiedzi na pytania o sens, emocje i relacje. Był to czas, w którym musiałam zmierzyć się z własnymi historiami, trudnościami i schematami, które przez lata wpływały na moje życie.
To właśnie wtedy zrozumiałam, jak ogromny wpływ na nasze decyzje, relacje i poczucie wartości mają doświadczenia z przeszłości, zarówno nasze własne, jak i te, które niesiemy z historii rodzinnej. Kiedy zaczęłam pracować nad sobą i dostrzegać, jak wiele może się zmienić poprzez świadomość i zrozumienie, pojawiła się we mnie naturalna potrzeba dzielenia się tą wiedzą z innymi.
Moment przełomowy nie był jednym wydarzeniem, lecz raczej procesem. Każde szkolenie, każde spotkanie z ludźmi i każda historia, którą usłyszałam, utwierdzały mnie w przekonaniu, że praca z człowiekiem jest tym, co naprawdę chcę robić.
Z czasem ta droga zaczęła się rozwijać coraz szerzej poprzez terapię ustawień systemowych, hipnoterapię, pracę warsztatową, działalność edukacyjną i pisanie książek. Dziś widzę wyraźnie, że wszystkie te elementy są częścią jednej spójnej misji: pomagania ludziom w odzyskaniu kontaktu ze sobą i budowaniu życia bardziej świadomie.
Łączy Pani pracę terapeutyczną, doświadczenie biznesowe i działalność społeczną. Jak te różne obszary wpłynęły na sposób, w jaki dziś pracuje Pani z klientami?
Te trzy obszary bardzo mocno ukształtowały mój sposób patrzenia na człowieka. Dzięki nim widzę, że życie nie składa się z oddzielnych części, takich jak emocje, praca, relacje czy sytuacja społeczna. To wszystko jest ze sobą głęboko powiązane.
Praca terapeutyczna nauczyła mnie wrażliwości i uważności na historię człowieka, jego emocje, doświadczenia z przeszłości i nieświadome wzorce, które wpływają na jego decyzje. Z kolei doświadczenie biznesowe pozwala mi rozumieć presję odpowiedzialności, tempo życia, konieczność podejmowania trudnych decyzji oraz funkcjonowania w świecie wyników i strategii.
Działalność społeczna natomiast przypomina mi każdego dnia, że nie każdy startuje z tego samego miejsca. Praca z osobami zagrożonymi wykluczeniem czy bezrobotnymi pokazuje, jak bardzo warunki życia i środowisko wpływają na możliwości rozwoju człowieka.
Dzięki temu wszystkiemu staram się pracować z ludźmi w sposób całościowy. Nie patrzę tylko na problem, z którym ktoś przychodzi, ale na kontekst jego życia, na to, gdzie jest dziś i jakie ma realne możliwości zmiany.
To podejście sprawia, że moja praca nie opiera się wyłącznie na teorii czy jednej metodzie. Łączę różne doświadczenia i narzędzia, aby pomóc człowiekowi nie tylko coś zrozumieć, ale także wprowadzić tę zmianę w życie.
Z jakimi wyzwaniami lub momentami życiowymi najczęściej przychodzą do Pani ludzie?
Najczęściej przychodzą w momentach, które można nazwać życiowymi punktami zwrotnymi. Są to chwile, kiedy dotychczasowe strategie przestają działać, a człowiek zaczyna czuć, że coś w jego życiu wymaga głębszego zrozumienia.
Bardzo często są to trudności w relacjach, powtarzające się konflikty w związkach, poczucie samotności mimo bycia w relacji czy trudność w budowaniu bliskości. Wiele osób mówi: „Wciąż trafiam na podobne sytuacje i nie rozumiem, dlaczego”. W takich momentach zaczynamy wspólnie przyglądać się wzorcom, które mogą mieć swoje źródło w przeszłości.
Drugim obszarem są kryzysy życiowe i zawodowe. Czasem ktoś osiągnął wiele, ale czuje wewnętrzną pustkę albo brak sensu. Innym razem ktoś stoi przed ważną decyzją, taką jak zmiana pracy, zakończenie relacji czy rozpoczęcie nowego etapu życia, i potrzebuje zatrzymać się, aby usłyszeć własny wewnętrzny głos.
Pojawiają się także osoby, które od dłuższego czasu zmagają się z lękiem, napięciem, niskim poczuciem wartości czy trudnymi emocjami, których nie potrafią nazwać ani zrozumieć.
Wspólnym mianownikiem tych historii jest moment, w którym człowiek zaczyna czuć, że nie chce już tylko „radzić sobie” z problemem, ale chce naprawdę zrozumieć, skąd on się bierze. I to właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa praca nad zmianą.
Czy zauważa Pani wspólne schematy lub historie, które powtarzają się w życiu wielu osób?
Tak, bardzo często. Choć każda historia jest indywidualna, w pracy z ludźmi wyraźnie widać pewne powtarzające się wzorce. Jednym z najczęstszych jest głęboka potrzeba przynależności, tak silna, że człowiek nieświadomie potrafi podporządkować jej swoje decyzje, relacje, a nawet całe życie.
Wielu ludzi niesie w sobie lojalność wobec historii rodzinnej. Jeśli w rodzinie obecne były trudne doświadczenia, takie jak brak, poświęcenie, niespełnione marzenia czy trudne relacje, kolejne pokolenia często w nieświadomy sposób powtarzają podobne scenariusze. Czasem jest to próba „wyrównania losu”, a czasem potrzeba pozostania blisko historii swoich bliskich.
Często powtarza się również schemat nadmiernej odpowiedzialności, szczególnie u osób, które od najmłodszych lat musiały być „silne” albo opiekować się innymi. W dorosłym życiu przejawia się to trudnością w proszeniu o pomoc, w odpoczywaniu czy w stawianiu granic.
Widzę też, jak wiele osób funkcjonuje w przekonaniach, które nie są ich własne, na przykład w przekonaniu, że trzeba zasłużyć na miłość, że sukces wymaga ogromnego poświęcenia albo że nie wolno być szczęśliwszym niż poprzednie pokolenia.
Dobra wiadomość jest taka, że kiedy człowiek zaczyna te schematy widzieć, pojawia się przestrzeń na zmianę. Świadomość nie usuwa historii, ale pozwala przestać ją nieświadomie powtarzać i zacząć tworzyć własną drogę.
W swojej pracy wykorzystuje Pani m.in. ustawienia systemowe i hipnoterapię. Na czym polegają te metody i w jakich sytuacjach mogą być szczególnie pomocne?
Obie te metody pozwalają dotrzeć do głębszych warstw naszego funkcjonowania, tam, gdzie nie zawsze dociera sama analiza czy rozmowa.
Ustawienia systemowe koncentrują się na relacjach i dynamikach, które istnieją w systemie rodzinnym. Każdy z nas jest częścią większej historii, historii swojej rodziny i pokoleń, które były przed nami. Często nieświadomie przejmujemy pewne role, lojalności czy wzorce zachowań. W ustawieniach systemowych te zależności stają się widoczne, dzięki czemu człowiek może zobaczyć, co naprawdę wpływa na jego decyzje, relacje czy emocje. Ta metoda bywa szczególnie pomocna w sytuacjach powtarzających się trudności w relacjach, poczucia ciężaru, którego nie potrafimy wyjaśnić, czy w momentach życiowych kryzysów.
Hipnoterapia z kolei pracuje na poziomie podświadomości. W stanie głębokiej koncentracji i relaksu człowiek może dotrzeć do emocji, przekonań i doświadczeń zapisanych w jego pamięci emocjonalnej. To pozwala zobaczyć źródło pewnych reakcji, lęków czy blokad i stopniowo je uwolnić lub zmienić. Hipnoterapia bywa szczególnie pomocna w pracy z lękiem, stresem, niskim poczuciem własnej wartości, powtarzającymi się schematami czy trudnymi doświadczeniami z przeszłości.
Choć te metody są różne, łączy je jedno: pomagają zobaczyć to, co dotąd było niewidoczne. A kiedy człowiek zaczyna rozumieć głębsze mechanizmy swojego życia, pojawia się możliwość prawdziwej zmiany.
Hipnoterapia wciąż budzi wiele pytań i mitów. Jak wygląda taka sesja w rzeczywistości i czego mogą się spodziewać osoby, które decydują się na taką pracę
Hipnoterapia w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej niż to, co często widzimy w filmach czy na scenicznych pokazach. Nie jest to utrata kontroli ani „uśpienie” człowieka. W praktyce jest to stan głębokiego relaksu i skupienia, w którym umysł staje się bardziej otwarty na pracę z emocjami, wspomnieniami i przekonaniami zapisanymi w podświadomości.
Sesja zawsze zaczyna się od rozmowy. Najpierw poznajemy temat, z którym przychodzi dana osoba, jej historię, doświadczenia i cel, nad którym chce pracować. To bardzo ważny etap, ponieważ pozwala zbudować zaufanie i poczucie bezpieczeństwa.
Następnie wprowadzam osobę w stan głębokiego odprężenia. Wbrew obawom wielu osób przez cały czas pozostaje ona świadoma tego, co się dzieje. Słyszy mój głos, może reagować, a w każdej chwili ma możliwość przerwania procesu. To raczej stan podobny do chwili tuż przed zaśnięciem albo bardzo głębokiej koncentracji.
W tym stanie możliwa jest praca z emocjami, wspomnieniami czy przekonaniami, które wpływają na nasze codzienne reakcje. Czasem jest to powrót do momentów, w których powstał dany wzorzec, a czasem praca nad zmianą sposobu reagowania lub uwolnieniem nagromadzonych emocji.
Po zakończeniu sesji bardzo ważny jest moment integracji, czyli rozmowa o tym, co się pojawiło, i o tym, jak tę zmianę wprowadzić w codzienne życie.
Najczęściej osoby po pierwszej sesji mówią o ogromnym poczuciu spokoju i zaskoczeniu, że proces był tak naturalny. W istocie hipnoterapia nie polega na przejmowaniu kontroli nad człowiekiem, lecz na pomocy w dotarciu do jego własnych zasobów i wewnętrznej mądrości.
Czy jedna sesja może coś zmienić w życiu człowieka, czy raczej jest to proces, który wymaga czasu i zaangażowania?
Zdarza się, że jedna sesja potrafi być bardzo przełomowa. Czasem wystarczy jeden moment uświadomienia sobie czegoś, co przez lata pozostawało niewidoczne. Kiedy człowiek nagle zobaczy mechanizm, który nim kierował, pojawia się ogromna ulga i nowe spojrzenie na własne życie.
Jednak w większości przypadków prawdziwa i trwała zmiana jest procesem. Nasze przekonania, reakcje emocjonalne czy wzorce zachowań powstawały przez wiele lat, dlatego potrzebują czasu, aby się przekształcić. Jedna sesja może być początkiem, momentem otwarcia drzwi do świadomości, ale później potrzebna jest integracja tej zmiany w codziennym życiu.
W pracy terapeutycznej ważne jest także zaangażowanie samej osoby. Terapeuta może stworzyć przestrzeń, pomóc zobaczyć pewne mechanizmy i towarzyszyć w procesie, ale prawdziwa transformacja dzieje się wtedy, gdy człowiek zaczyna inaczej myśleć, czuć i działać na co dzień.
Dlatego często mówię, że jedna sesja może zapalić światło, ale to od człowieka zależy, czy zdecyduje się pójść dalej tą drogą. Kiedy ktoś podejmie ten krok świadomie, zmiana staje się znacznie głębsza i bardziej trwała.
Co według Pani jest najważniejsze, aby człowiek mógł naprawdę dokonać zmiany w swoim życiu?
Najważniejszym początkiem zmiany jest gotowość do szczerego spotkania ze sobą. Dopóki człowiek szuka przyczyn wyłącznie na zewnątrz, w okolicznościach, innych ludziach czy w pechu, zmiana jest bardzo trudna. Przełom zaczyna się wtedy, gdy pojawia się odwaga, by spojrzeć na własne życie z większą świadomością i zapytać: co w tym wszystkim jest moje?
Drugim ważnym elementem jest uznanie swojej historii. Wielu ludzi próbuje odciąć się od przeszłości albo ją wyprzeć. Tymczasem prawdziwa zmiana zaczyna się wtedy, gdy przestajemy walczyć z tym, co było, i zaczynamy to rozumieć. Uznanie przeszłości nie oznacza zgody na cierpienie, ale pozwala odzyskać wewnętrzną równowagę.
Trzecim filarem jest odpowiedzialność za własne życie. To moment, w którym człowiek przestaje czekać, aż coś zmieni się samo, i zaczyna podejmować świadome decyzje. Nawet niewielkie kroki, jeśli są podejmowane w zgodzie ze sobą, potrafią uruchomić bardzo głęboki proces transformacji.
Zmiana nie polega na tym, aby stać się kimś innym. Polega raczej na tym, aby coraz bardziej wracać do siebie, do swojej autentyczności, spokoju i wewnętrznej siły. I właśnie wtedy życie zaczyna układać się w sposób bardziej świadomy i prawdziwy.
Pani misją jest przywracanie ludziom poczucia sprawczości i wolności. Co to w praktyce oznacza dla osoby, która rozpoczyna z Panią pracę?
W praktyce oznacza to przede wszystkim odzyskanie wpływu na własne życie. Wiele osób przychodzi do mnie z poczuciem, że utknęły, jakby coś niewidzialnego kierowało ich decyzjami, relacjami czy emocjami. Często mówią: „Rozumiem wiele rzeczy, ale wciąż reaguję w ten sam sposób” albo „Mam wrażenie, że ciągle wracam do tych samych sytuacji”.
Pierwszym krokiem w naszej pracy jest zobaczenie tych mechanizmów, zrozumienie, skąd się wzięły i dlaczego przez tyle lat były częścią czyjegoś życia. Bardzo często okazuje się, że wiele z tych reakcji było formą ochrony, sposobem przetrwania albo wynikało z lojalności wobec historii rodzinnej.
Kiedy człowiek zaczyna to widzieć, pojawia się coś bardzo ważnego, przestrzeń wyboru. To moment, w którym przestaje działać automatycznie, a zaczyna podejmować decyzje bardziej świadomie.
Poczucie sprawczości oznacza więc odzyskanie kontaktu ze sobą, ze swoimi emocjami, potrzebami i granicami. A wolność nie polega na braku trudności, lecz na tym, że człowiek przestaje być więźniem dawnych schematów.
Dla wielu osób ta zmiana jest bardzo głęboka, bo po raz pierwszy zaczynają czuć, że ich życie naprawdę należy do nich.
Jest Pani również autorką książek i terapeutycznych bajek. Jak narodził się pomysł, aby wspierać ludzi także poprzez słowo pisane?
Pisanie pojawiło się w moim życiu bardzo naturalnie, jako potrzeba podzielenia się tym, co sama przeżyłam i zrozumiałam. Moje pierwsze książki, takie jak „W stronę serca”, „Urodziłam się, by żyć” czy „Droga do siebie”, powstały w dużej mierze z mojej osobistej historii. Opisują drogę, którą sama przeszłam, drogę poszukiwania sensu, pracy nad emocjami i odkrywania siebie.
Z czasem, kiedy zaczęłam pracować z ludźmi terapeutycznie, zobaczyłam, jak wiele historii, doświadczeń i pytań się powtarza. To właśnie wtedy pojawiła się potrzeba napisania książek, które łączą moją wiedzę i doświadczenie z historiami osób, z którymi pracowałam. Tak powstały między innymi „Przeszłość, która żyje w nas” czy „Traumy, lojalność, równowaga”, książki pokazujące, jak silnie historia rodziny wpływa na nasze życie i relacje.
Pisanie jest dla mnie inną formą towarzyszenia człowiekowi w jego procesie. Książka ma tę niezwykłą moc, że czytelnik może spotkać się z nią w swoim tempie, wracać do fragmentów, zatrzymać się przy zdaniu, które go porusza. Czasem jedno zdanie przeczytane w odpowiednim momencie potrafi uruchomić refleksję, która zmienia sposób patrzenia na własne życie.
Terapeutyczne bajki z kolei powstały z myślą o dzieciach i o dorosłych, którzy wciąż noszą w sobie swoje wewnętrzne dziecko. Bajka potrafi dotknąć emocji w bardzo delikatny sposób, bez moralizowania i bez presji. Dzięki metaforze i symbolom często dociera tam, gdzie zwykłe słowa nie wystarczają.
Dlatego pisanie stało się naturalnym rozszerzeniem mojej pracy. To kolejna droga wspierania ludzi poprzez refleksję, emocje i słowo, które czasem potrafi otworzyć drzwi do bardzo głębokiej zmiany.
Realizuje Pani również projekty edukacyjne i społeczne w ramach Grupy AZIRO. Jaką rolę odgrywają one w Pani misji i pracy z ludźmi?
Projekty edukacyjne i społeczne są bardzo ważną częścią mojej misji, ponieważ pokazują, że
rozwój człowieka nie kończy się na pracy nad emocjami czy świadomością. Bardzo często potrzebne jest również wsparcie w obszarze edukacji, kompetencji zawodowych czy powrotu do aktywności społecznej.
W ramach Grupy AZIRO realizujemy wiele projektów, które pomagają ludziom odzyskać poczucie sprawczości w praktyce, poprzez szkolenia, rozwój kompetencji, aktywizację zawodową czy wsparcie w trudnej sytuacji życiowej. Pracujemy z osobami bezrobotnymi, zagrożonymi wykluczeniem społecznym, ale także z tymi, którzy chcą się rozwijać i zmieniać swoją drogę zawodową.
Dla mnie te projekty są bardzo ważne, ponieważ pokazują, że prawdziwa zmiana musi dotykać zarówno wnętrza człowieka, jak i jego realnych warunków życia. Kiedy ktoś odzyskuje wiarę w siebie, zdobywa nowe umiejętności i zaczyna działać w świecie zawodowym, ta zmiana staje się trwała.
Dlatego działalność społeczna i edukacyjna jest naturalnym uzupełnieniem mojej pracy terapeutycznej. To sposób, aby rozwój nie był tylko ideą, ale realną szansą na nowe życie dla wielu osób.
Gdyby mogła Pani przekazać jedną ważną myśl osobom, które czują, że utknęły w życiu, ale jeszcze nie wiedzą, od czego zacząć zmianę, co by to było
Powiedziałabym jedną bardzo prostą rzecz: zatrzymaj się i zacznij od siebie, nie od świata wokół.
Kiedy czujemy, że utknęliśmy, często próbujemy zmieniać wszystko na zewnątrz, pracę, relacje czy miejsce, w którym żyjemy. Tymczasem prawdziwa zmiana najczęściej zaczyna się w środku, od chwili szczerości wobec samego siebie.
Warto zadać sobie jedno pytanie: co w moim życiu naprawdę jest moje, a co robię z przyzwyczajenia, z lęku albo z potrzeby spełnienia cudzych oczekiwań? To pytanie potrafi otworzyć bardzo ważny proces.
Nie trzeba od razu zmieniać całego życia. Czasem wystarczy pierwszy krok, rozmowa, refleksja, decyzja o przyjrzeniu się swoim emocjom czy historii. Kiedy człowiek zaczyna rozumieć siebie, zaczyna też inaczej patrzeć na swoje możliwości.
Zmiana nie zaczyna się od wielkich rewolucji. Zaczyna się od momentu, w którym człowiek przestaje uciekać od siebie i daje sobie prawo, aby naprawdę siebie usłyszeć. I często właśnie wtedy pojawia się droga, której wcześniej nie było widać.


