Druga młodość kobiet po 45. Jak odnaleźć siebie i zacząć nowy etap życia?

Czy można zacząć życie od nowa? Coraz więcej kobiet odkrywa, że dojrzałość nie oznacza końca marzeń, lecz początek świadomych wyborów. To moment, w którym przestają żyć według cudzych oczekiwań i zaczynają słuchać własnych potrzeb. Dlaczego właśnie po czterdziestce wiele z nas odważa się powiedzieć „mogę” zamiast „muszę”? O tym, jak odnaleźć siebie, odzyskać poczucie sprawczości i zbudować życie w zgodzie ze sobą, pisze Hanna Franas – life coachka i mentorka transformacji zawodowej.

Większość z nas przez pierwszą połowę dorosłego życia funkcjonuje w trybie „muszę”. Musimy być dobrą pracownicą, dobrą żoną, dobrą córką, dobrą mamą. Musimy się rozwijać, awansować, mieć plan, spełniać oczekiwania – swoje i cudze, choć z czasem coraz trudniej je od siebie odróżnić. To zaprogramowanie działa tak długo, aż pewnego dnia, zwykle gdzieś po czterdziestym piątym roku życia, zaczynamy się dusić.

Nie chodzi o nagłe przebudzenie. To raczej długi proces, który czasem trwa latami, zanim w ogóle zauważymy, że coś się w nas zmieniło. Stopniowo wygasa wewnętrzna umowa, którą podpisałyśmy z sobą jako dwudziestokilkulatki, nie czytając tego, co było w niej napisane drobnym drukiem. Umowa mówiła mniej więcej tak: „Rób to, czego się od ciebie oczekuje, a będziesz bezpieczna”. Wiele z nas trzyma się jej kurczowo, aż pewnego dnia okazuje się, że to bezpieczeństwo było iluzją i kosztowało znacznie więcej, niż dawało.

Warto też pamiętać, że ta umowa często nie zaczyna się w dorosłości. Wpojono nam ją jeszcze w dzieciństwie: że mamy być grzeczne, posłuszne, że dobra kobieta to taka, która się poświęca. Nikt nas wtedy nie pytał o zgodę. Dobra wiadomość jest taka, że te przekonania można zmienić i uwolnić się od nich nawet po latach – to nie jest dożywotni wyrok. A jeszcze lepsza jest ta, że dziś, wychowując własne córki, coraz częściej robimy to inaczej. Uczymy je, że mogą mówić „nie”, że ich potrzeby też się liczą, że grzeczność nie jest ceną, którą trzeba płacić za miłość.

Dlaczego warto zamienić „muszę” na „mogę”? Pierwszy krok do życia w zgodzie ze sobą

„Muszę” niesie w sobie ciężar obowiązku. Działamy w tym trybie, gdy boimy się konsekwencji – oceny, odrzucenia, poczucia, że zawiodłyśmy. „Mogę” to wybór. To zdanie, które można dokończyć na wiele sposobów, i każdy z nich jest dobry, bo wypływa z naszej własnej decyzji, a nie z listy cudzych oczekiwań.

Po czterdziestce zaczynamy czuć to coraz wyraźniej. Dzieci dorastają albo już wyfrunęły z gniazda. Kariera zawodowa ma za sobą pierwsze dwie dekady, czasem więcej. Zaczynamy zadawać sobie pytania, na które wcześniej nie było czasu: czy to, jak funkcjonuję, jeszcze mnie cieszy? Czy chcę tak żyć kolejne dwadzieścia lat? A jeśli nie – to co właściwie chcę zrobić z resztą swojego życia?

To nie jest kryzys wieku średniego, jak lubi się to nazywać, często z lekką kpiną. To dojrzałość. To moment, w którym mamy już wystarczająco dużo doświadczenia, żeby wiedzieć, czego nie chcemy, i wystarczająco dużo odwagi, żeby zacząć szukać tego, czego naprawdę pragniemy.

Co zmienia się w życiu kobiety, gdy zaczyna żyć według własnych zasad?

Zmienia się prawie wszystko, choć z zewnątrz życie może wyglądać bardzo podobnie. Te same ściany, ci sami ludzie, czasem ta sama praca. Zmiana zachodzi w środku – w sposobie, w jaki podejmujemy decyzje, w jaki mówimy „nie”, w jaki pozwalamy sobie na coś, co wcześniej wydawało się niemożliwe albo niepotrzebne.

Zaczynamy inaczej patrzeć na czas. Przestaje być zasobem, który trzeba maksymalnie wykorzystać, żeby zdążyć ze wszystkim. Staje się przestrzenią, którą można świadomie wypełnić tym, co ma dla nas znaczenie. Poranna kawa przestaje być tylko rytuałem przed pędem do pracy – staje się momentem dla siebie. Spacer z psem przestaje być obowiązkiem – staje się chwilą, w której w końcu słyszymy własne myśli.

Zmienia się też relacja z ciałem. Nie chodzi o to, że nagle akceptujemy każdą zmarszczkę bez zastanowienia – to byłoby nieszczere. Chodzi o to, że przestajemy traktować wygląd jako główną miarę własnej wartości. Siła, którą inni w nas widzą, nie bierze się z gładkiej skóry. Bierze się z tego, ile już przeszłyśmy i jak bardzo wciąż jesteśmy gotowe iść dalej.

Zmiana pracy i nowy początek. Dlaczego nigdy nie jest za późno na zmianę zawodową?

W mojej pracy spotykam kobiety, które po czterdziestym piątym roku życia zaczynają wszystko od nowa nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, że w końcu mogą. Zmieniają branżę, czasem partnera, wracają do zakurzonych marzeń, zakładają własne firmy, studiują to, o czym kiedyś myślały, rozwijają zapomniane lub nowe pasje. Łączy je jedno: moment, w którym przestały czekać na pozwolenie.

Znam to również z własnego doświadczenia. Przez lata pracowałam w sprzedaży i marketingu, robiłam to dobrze, cieszyłam się uznaniem, odnosiłam sukcesy, ale coraz częściej łapałam się na pytaniu: czy to na pewno jest życie, jakiego pragnę? Czy moja praca pasuje do mojego życia? Postanowiłam to sprawdzić przed pięćdziesiątką i w konsekwencji skończyłam studia podyplomowe z coachingu, zaczęłam budować coś zupełnie nowego, podczas gdy większość osób w moim otoczeniu myślała już raczej o stabilizacji niż o zaczynaniu czegoś od początku.

Czy się bałam? Oczywiście. Ale strach okazał się mniejszy niż ulga, która przyszła, gdy w końcu zrobiłam coś dla siebie. Dziś mam pracę, która daje mi ogromne poczucie radości, sensu i satysfakcji oraz naprawdę pasuje do mojego życia.

Druga młodość po 45. Jak odnaleźć siebie i zacząć żyć po swojemu?

Nie chodzi o to, żeby czuć się i wyglądać jak w wieku dwudziestu lat. Chodzi o coś znacznie cenniejszego – o to, żeby być bliżej samej siebie. Młodość, którą znamy z pierwszej połowy życia, była pełna niepewności, poszukiwań i dopasowywania się. Ta druga jest inna. Jest świadoma. Wie, czego chce, i nie boi się tego głośno powiedzieć.

Trafiłam kiedyś na zdanie, które świetnie to oddaje: po 45. roku życia nie staję się młodsza, ale staję się coraz bardziej moja. I chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Bronnie Ware, australijska pielęgniarka pracująca przez lata w opiece paliatywnej, spisała najczęstsze żale osób u kresu życia. Na pierwszym miejscu nie było pieniędzy ani kariery. Był żal, że nie starczyło odwagi, by żyć zgodnie ze sobą, a nie tak, jak oczekiwali tego inni. To cenna wskazówka: tego żalu można uniknąć – i to właśnie teraz, a nie kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć po swojemu

Czy dojrzałość może być wspaniała? Myślę, że tak, ale nie dzieje się to automatycznie. Zależy to od tego, czy zaprzestaniemy porównywać się z młodszą wersją siebie. Czy pozwolimy sobie na ciekawość zamiast strachu przed zmianą. I czy będziemy miały odwagę, by odnaleźć swoje pragnienia zamiast realizować oczekiwania innych.

Jeśli czujesz, że stoisz dziś w podobnym miejscu, że robisz coś z przyzwyczajenia, z „powinności”, a nie z wyboru, to może właśnie jest to ten moment, aby zapytać siebie: co by się zmieniło, gdybym zamieniła „muszę” na „mogę”? Nie potrzebujesz poznać od razu gotowej odpowiedzi. Wystarczy, że zaczniesz zadawać sobie to pytanie częściej niż dotychczas. Możesz też skorzystać z pomocy coacha lub mentora – kogoś, kto taką drogę przeszedł i dziś wspiera inne kobiety w podobnej zmianie.

Na koniec chciałabym Cię zaprosić do pewnej refleksji. Zatrzymaj się na chwilę i odpowiedz sobie szczerze: w której dziedzinie swojego życia najdłużej czekasz na pozwolenie? Który obszar chciałabyś zmienić w pierwszej kolejności?


Autorka: Hanna Franas – jest life coachką i mentorką transformacji zawodowej. Pomaga kobietom po 40. odnaleźć drogę zawodową, która daje poczucie sensu, radości i spełnienia oraz naprawdę do nich pasuje. Wspiera je także w budowaniu pewności siebie i odwagi do życia w zgodzie ze sobą. Sama przeszła tę drogę – po czterdziestce zamieniła wieloletnią karierę w sprzedaży i marketingu na coaching, kończąc studia podyplomowe z Life Coachingu oraz uzyskując certyfikat metody Career Steps Revolution w Talent Development Institute.

iKobiece.pl
Author: iKobiece.pl