Dlaczego wciąż wybieramy to samo? O nieświadomych schematach, relacjach i wzorcach z domu – Wywiad z Ewą Kobryń
Dlaczego mimo szczerych chęci wciąż wracamy do tych samych relacji, sytuacji i schematów? Czasem świadomie wiemy, czego chcemy, a jednak nasze decyzje prowadzą nas w dobrze znane miejsca. Ewa Kobryń w swojej pracy przygląda się emocjom, podświadomości, relacjom i doświadczeniom wyniesionym z domu rodzinnego, szukając odpowiedzi na pytanie, co może kryć się za naszymi powtarzającymi się wyborami. W rozmowie opowiada o swojej drodze, pracy z drugim człowiekiem oraz o tym, dlaczego prawdziwa zmiana często zaczyna się od lepszego zrozumienia siebie.
Redakcja: Co sprawiło, że zainteresowała się Pani pracą z człowiekiem na poziomie emocji, podświadomości i nieświadomych mechanizmów? Czy był w Pani życiu moment, który szczególnie wpłynął na wybór tej drogi zawodowej?
Ewa Kobryń: Od kiedy pamiętam, fascynowała mnie ludzka psychika, nasze zachowania, emocje i to, co sprawia, że reagujemy w określony sposób. Zawsze też miałam w sobie coś, co powodowało, że ludzie bardzo szybko zaczynali mi się zwierzać. Nieraz po rozmowie słyszałam: „Nie wiem, dlaczego Ci to mówię, przecież nigdy nikomu o tym nie mówiłem”. Zdarzało się również, że ktoś wracał do mnie po pewnym czasie i mówił: „Myślałem o tym, co mi ostatnio powiedziałaś. To zmieniło moje spojrzenie. To ma sens”. Długo traktowałam to po prostu jako naturalną część mnie. Nie myślałam jeszcze wtedy, że może stać się to moją drogą zawodową.
Przełom przyszedł podczas pandemii. Widziałam wtedy, jak wielu ludzi było pogubionych i zamkniętych, nie tylko w swoich domach, ale również w sobie. To był moment, w którym poczułam, że chcę nauczyć się pracować z drugim człowiekiem profesjonalnie i świadomie. Zaczęłam od kursu coachingu i właściwie uruchomiło to lawinę, która trwa już od sześciu lat. Co ważne, zanim zaczęłam pomagać innym, bardzo intensywnie pracowałam nad sobą. Przeszłam wiele godzin własnej terapii i poznawałam różne podejścia: coaching, hipnoterapię regresyjną, ustawienia systemowe, pracę z ranami więzi, Reiki, Kundalini czy pracę z Kronikami Akaszy. Nie szukałam kolejnych metod tylko po to, żeby mieć więcej narzędzi. Przede wszystkim szukałam siebie.
Z czasem zrozumiałam, że właśnie ta własna droga pozwala mi dzisiaj inaczej patrzeć na człowieka. Nie tylko przez pryzmat problemu, z którym do mnie przychodzi, ale również tego, co może kryć się głębiej, w emocjach, doświadczeniach, relacjach i nieświadomych wzorcach.
Mieszka Pani od wielu lat w Dublinie. Jak życie za granicą wpłynęło na Pani sposób patrzenia na człowieka, relacje i własne życiowe wybory? Czy emigracja była dla Pani również osobistą lekcją?
W Dublinie mieszkam już prawie 20 lat i mogę powiedzieć, że jest to moja wielka życiowa przygoda, która nadal trwa. Emigracja nauczyła mnie bardzo dużo o ludziach, ale przede wszystkim o mnie samej. Ludzie, których tutaj spotykam, są dla mnie wyjątkowi również dlatego, że wiem, ile odwagi wymaga decyzja, żeby spakować swoje dotychczasowe życie do jednej walizki i zacząć wszystko od początku. W obcym kraju, często z obcym językiem, wśród ludzi, których się nie zna, i na zasadach zupełnie innych od tych, do których było się przyzwyczajonym.
Z jednej strony emigracja potrafi dać ogromne poczucie siły i sprawczości. Człowiek odkrywa, że jest w stanie poradzić sobie z rzeczami, których wcześniej się obawiał. Z drugiej strony właśnie w takich okolicznościach bardzo łatwo jest gdzieś po drodze pogubić samego siebie. Skupiamy się na przetrwaniu, pracy, obowiązkach, zapewnieniu sobie bezpieczeństwa i czasami przestajemy słyszeć własne potrzeby. Wtedy do naszego życia może wkraść się strach, przed zmianą, stratą tego, co już udało się zbudować, samotnością czy kolejnym rozpoczynaniem od początku. A strach, jeśli pozwolimy mu kierować naszymi decyzjami, potrafi być niezwykle ograniczający. Zatrzymuje nas nawet wtedy, kiedy gdzieś głęboko czujemy, że chcielibyśmy żyć inaczej.
Dla mnie emigracja zdecydowanie była i nadal jest osobistą lekcją. Pokazała mi, że można zaczynać od nowa, że zmiana wymaga odwagi, ale też że niezależnie od tego, gdzie jesteśmy, najważniejsze jest, żeby po drodze nie zgubić kontaktu ze sobą.
Wiele osób ma poczucie, że świadomie wie, czego chce, a mimo to podejmuje podobne decyzje i ponownie trafia w bardzo podobne sytuacje. Dlaczego tak trudno jest czasem wyjść ze schematu, nawet kiedy naprawdę chcemy coś zmienić?
Często na poziomie świadomym naprawdę wiemy, czego chcemy. Mówimy sobie: „Tym razem wybiorę inaczej”, „Nie chcę takiego związku jak moi rodzice”, „Nie pozwolę się więcej tak traktować”. A później orientujemy się, że po raz kolejny znaleźliśmy się w bardzo podobnym miejscu.
W ustawieniach systemowych patrzymy na człowieka nie tylko jak na jednostkę, ale również jak na część systemu rodzinnego. Przyglądamy się temu, jakie role pełnił w rodzinie, czego nauczył się o miłości, bliskości, bezpieczeństwie i odpowiedzialności oraz jakie wzorce mógł wynieść z domu. Czasami mówimy w tym podejściu o lojalnościach czy uwikłaniach rodowych, czyli o tendencji do pozostawania wiernym znanym rodzinnym schematom, nawet jeśli świadomie pragniemy żyć inaczej.
Bardzo ważnym przykładem jest parentyfikacja, czyli sytuacja, w której dziecko zaczyna przejmować odpowiedzialność należącą do dorosłych. Może opiekować się rodzicem, być jego powiernikiem, łagodzić konflikty albo czuć, że musi być „silne”, żeby rodzina mogła funkcjonować. Takie dziecko uczy się przede wszystkim dawać, troszczyć się i kontrolować sytuację. W dorosłości może mu być trudno przyjmować pomoc, pozwalać sobie na słabość czy po prostu brać od innych.
W pracy systemowej przyglądamy się również relacji z rodzicami. Nieobecny ojciec czy emocjonalnie niedostępna matka mogą wpływać na sposób, w jaki dziecko uczy się przeżywać bliskość. Nie oznacza to, że każda osoba z takim doświadczeniem będzie miała określone problemy. Może jednak powstać wewnętrzne przekonanie: „Muszę zasłużyć na miłość”, „Nie mogę na nikim polegać”, „Muszę radzić sobie sama” albo „Bliskość oznacza ryzyko odrzucenia”.
Czasami mówię też o trudności w braniu od rodziców. Nie chodzi o branie materialne ani o usprawiedliwianie tego, co rodzice zrobili lub czego nie potrafili nam dać. Chodzi bardziej o możliwość uznania własnej historii i przyjęcia faktu, że życie przyszło do nas właśnie poprzez nich, bez konieczności idealizowania rodziców czy zaprzeczania własnemu bólowi. Dlatego sama decyzja „Od dzisiaj będę żyła inaczej” nie zawsze od razu zmienia głęboko utrwalony sposób reagowania. Najpierw trzeba go zobaczyć. Nie szukamy winnych w rodzinie. Szukamy świadomości, dzięki której człowiek może przestać automatycznie powtarzać to, co już mu nie służy.
Jaką rolę w powtarzających się wzorcach mogą odgrywać doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego? Czy możemy nieświadomie przejmować sposób budowania relacji, reagowania na emocje czy podejmowania decyzji od poprzednich pokoleń?
Dom rodzinny jest naszym pierwszym miejscem nauki o świecie. To właśnie tam po raz pierwszy obserwujemy, czym jest miłość, bliskość, konflikt, bezpieczeństwo, pieniądze, sukces, porażka czy relacja między kobietą a mężczyzną. Dlatego jako dorośli możemy nieświadomie odtwarzać pewne wzorce. Kobieta, która dorastała przy emocjonalnie niedostępnym ojcu, może na przykład zauważyć, że pociągają ją niedostępni partnerzy. Ktoś, kto w dzieciństwie musiał zasługiwać na uwagę, może później bardzo dużo dawać innym, jednocześnie mając ogromną trudność z przyjmowaniem. Nie jest to jednak reguła, podobne doświadczenia mogą wpływać na różnych ludzi zupełnie inaczej.
W ustawieniach systemowych patrzymy również szerzej, na rodzinę jako system i na to, co nazywamy nieświadomą lojalnością wobec rodziny. Czasami człowiek ma trudność z pozwoleniem sobie na coś, czego nie mieli jego rodzice: szczęśliwą relację, dobrobyt, sukces czy spokojniejsze życie. Jakby gdzieś głęboko pojawiała się myśl: „Skoro mama tyle wycierpiała, czy ja naprawdę mogę mieć łatwiej?”.
Szczególnie interesujące są powtarzające się historie rodzinne. Kolejne pokolenia kobiet mogą wchodzić w podobne relacje, przejmować podobne role albo w podobny sposób rezygnować z własnych potrzeb. Nie oznacza to jednak, że dosłownie „dziedziczymy los” babci czy matki albo że jesteśmy skazani na powtarzanie ich historii. Część wzorców przekazywana jest bardzo konkretnie, poprzez wychowanie, obserwowanie rodziców, rodzinne przekonania, sposób reagowania na emocje czy to, o czym w domu wolno i nie wolno było mówić. Dla mnie celem tej pracy nie jest szukanie winnego ani ocenianie rodziców. Rodzice również przyszli ze swoją historią i często dawali tyle, ile sami potrafili dać. Kiedy przestajemy pytać „Co jest ze mną nie tak?”, a zaczynamy rozumieć „Skąd znam ten sposób funkcjonowania?”, pojawia się przestrzeń na zmianę.
Czy zdarza się, że człowiek przychodzi z pozornie prostym problemem, a w trakcie pracy okazuje się, że jego źródło znajduje się zupełnie gdzie indziej?
Tak, zdarza się to bardzo często. Ludzie przychodzą do mnie z określoną historią i zwykle mają już własne wyjaśnienie tego, dlaczego dzisiaj czują się lub zachowują w określony sposób. Dopiero podczas pracy zaczynamy przyglądać się temu szerzej.
Pamiętam klientkę, która przyszła do mnie z ogromnym żalem do ojca. Opisywała go jako człowieka niedostępnego emocjonalnie, bardzo wymagającego i stosującego przemoc. Była przekonana, że właśnie relacja z nim jest źródłem tego, z czym zmaga się w dorosłym życiu. Kiedy zaczęłyśmy pracować głębiej, pojawił się jednak bardzo ważny wątek relacji z mamą. Okazało się, że ogromne emocje były związane nie tylko z tym, co robił ojciec, ale również z tym, czego nie zrobiła matka. Mama widziała, co się dzieje, a z perspektywy tej dziewczynki nie stanęła w jej obronie i nie zapewniła jej bezpieczeństwa.
To było dla klientki ważne odkrycie. Nie chodziło jednak o to, żeby znaleźć kolejnego winnego, ojca zastąpić matką, ale żeby zobaczyć pełniejszy obraz jej doświadczeń. Czasami największą zmianę rozpoczyna nie znalezienie odpowiedzi na pytanie „Kto mnie skrzywdził?”, ale odkrycie: „Czego wtedy potrzebowałam i czego nie dostałam?”.
Co właściwie oznacza „podświadomość” w kontekście codziennego życia?
Podświadomość rozumiem jako tę część naszego funkcjonowania, która działa poza bieżącą, świadomą uwagą. To zapisane doświadczenia, skojarzenia, przekonania, emocjonalne reakcje i wyuczone sposoby radzenia sobie, które mogą uruchamiać się automatycznie. Możemy mówić: „Chcę stworzyć bliską, bezpieczną relację”, a jednocześnie kolejny raz wybierać emocjonalnie niedostępnego partnera. Możemy wiedzieć, że dana relacja nam nie służy, odejść, a później wrócić. Możemy też mówić: „Wiem, że jestem wartościowa”, ale najmniejsze odrzucenie sprawia, że zaczynamy w tę wartość wątpić.
Dla mnie ważne jest wtedy pytanie: „Co sprawia, że ten mechanizm jest dla mnie tak znajomy?”. Jeżeli jako dziecko musiałam zabiegać o uwagę niedostępnego rodzica, mogłam nauczyć się kojarzyć miłość właśnie z oczekiwaniem, staraniem się czy niepewnością. Jako dorosła kobieta mogę świadomie pragnąć czegoś zupełnie innego, a jednak znajomy sposób budowania relacji może nadal uruchamiać się automatycznie.
Podobnie jest z poczuciem własnej wartości. Jeżeli dziecko było zauważane przede wszystkim wtedy, kiedy było grzeczne, pomocne albo spełniało oczekiwania innych, może nauczyć się: „Żeby być ważna, muszę zasłużyć”. Nie oznacza to, że podświadomość steruje nami jak tajemniczy program. Bardziej powiedziałabym, że często próbujemy dzisiaj chronić siebie za pomocą sposobów, których nauczyliśmy się dużo wcześniej. Nie możemy zmienić tego, czego jeszcze w sobie nie widzimy. Kiedy zaczynamy rozpoznawać własne automatyczne reakcje i rozumieć, skąd mogą pochodzić, pojawia się możliwość bardziej świadomego wyboru.
W swojej pracy łączy Pani hipnoterapię, ustawienia systemowe i coaching. Dlaczego nie zamyka się Pani w jednej metodzie?
Nie wierzę w jedną metodę dobrą dla wszystkich, bo nie ma dwóch takich samych osób i dwóch identycznych historii. To metoda powinna być dopasowana do człowieka, a nie człowiek do metody. Kiedy sama przez lata pracowałam nad sobą, korzystałam z bardzo różnych form pracy. Każda z nich otwierała przede mną inne drzwi. Coaching nauczył mnie zadawania pytań i szukania własnych odpowiedzi. Hipnoterapia pokazała mi, jak wiele naszych reakcji odbywa się poza świadomą kontrolą. Ustawienia systemowe pozwoliły mi spojrzeć szerzej, na miejsce człowieka w rodzinie, relacje, role i powtarzające się wzorce.
Pierwsze spotkanie jest więc przede wszystkim słuchaniem. Zwracam uwagę nie tylko na to, co dana osoba mówi, ale również na to, co powtarza, gdzie pojawiają się silne emocje, czego unika i jakie sytuacje wracają w jej życiu. Nie rozpoczynam spotkania z założeniem: „Dzisiaj zrobimy ustawienie” albo „Dzisiaj potrzebna jest hipnoza”. Najpierw chcę zobaczyć człowieka i usłyszeć jego historię.
Bardzo ważne jest dla mnie również to, żeby nie odbierać człowiekowi sprawczości. Nie chcę mówić komuś, co powinien czuć ani jak ma żyć. Mogę towarzyszyć, zadawać pytania, proponować narzędzia i pomagać zobaczyć rzeczy, których wcześniej być może nie dostrzegał. Nie pracuję metodą z problemem. Pracuję z człowiekiem, który ma swoją historię.
Jak wygląda pierwsze spotkanie z osobą, która chce coś zmienić, ale nie potrafi jeszcze nazwać, co ją blokuje?
Człowiek nie musi przychodzić do mnie z gotową odpowiedzią ani nawet dokładnie wiedzieć, nad czym chce pracować. Czasami pierwsze zdanie brzmi po prostu: „Nie wiem, co się ze mną dzieje. Wiem tylko, że nie chcę już tak żyć”. I to naprawdę wystarczy, żeby zacząć.
Pierwsze spotkanie zaczynam przede wszystkim od rozmowy i słuchania. Interesuje mnie historia człowieka: co dzieje się w jego życiu teraz, co wydarzało się wcześniej, jakie sytuacje się powtarzają, kiedy pojawiają się najsilniejsze emocje i czego najbardziej mu brakuje. Pytam o relacje z rodzicami, dzieciństwo, związki, ważne rozstania i straty, ale również o to, jak dana osoba funkcjonuje dzisiaj. Czy potrafi stawiać granice? Czy umie przyjmować pomoc? Czy ciągle czuje się odpowiedzialna za innych? Czy wybiera siebie, czy przede wszystkim spełnia oczekiwania otoczenia?
Zwracam też uwagę na powtarzające się zdania. Kiedy ktoś kilka razy mówi: „Muszę sobie poradzić”, „Nie mogę nikogo zawieść”, „Zawsze wszystko jest na mojej głowie” albo „Nikt nigdy przy mnie nie zostaje”, warto się przy tym zatrzymać. Nie chcę jednak prowadzić człowieka do odpowiedzi, którą sama wcześniej sobie założyłam. Szukamy wspólnie, ale nie tworzymy historii po to, żeby pasowała do metody. Pierwsze spotkanie jest dla mnie przede wszystkim próbą zrozumienia, gdzie człowiek znajduje się dzisiaj, czego potrzebuje i dokąd chce dojść.
Co najbardziej fascynuje Panią w spotkaniach z drugim człowiekiem?
Najbardziej fascynuje mnie moment, w którym człowiek zaczyna naprawdę widzieć siebie. Nie przez pryzmat tego, kim powinien być, czego oczekują od niego inni albo jaką rolę pełnił przez całe życie, ale zaczyna rozpoznawać własne potrzeby, emocje i wybory.
Bardzo poruszające są momenty, kiedy ktoś nagle mówi: „Teraz rozumiem, dlaczego całe życie tak robię”. Samo odkrycie przyczyny potrafi przynieść ulgę, bo człowiek przestaje patrzeć na siebie jak na kogoś, z kim „jest coś nie tak”. Ale dla mnie jeszcze piękniejszy jest moment, kiedy za zrozumieniem zaczyna iść realna zmiana. Kiedy ktoś po raz pierwszy stawia granicę bez poczucia winy. Kiedy nie biegnie ratować wszystkich dookoła. Kiedy przestaje zabiegać o człowieka, który jest emocjonalnie niedostępny. Kiedy zaczyna pozwalać sobie brać, a nie tylko dawać. Czasami są to rzeczy, które z zewnątrz wyglądają bardzo niepozornie, ale dla tej konkretnej osoby oznaczają przerwanie schematu, w którym funkcjonowała przez wiele lat. Najbardziej fascynuje mnie chwila, w której człowiek przestaje jedynie rozumieć swoją historię, a zaczyna pisać jej dalszą część trochę bardziej po swojemu.
Co powiedziałaby Pani kobiecie, która od dawna czuje, że powtarza te same schematy, wraca do podobnych relacji albo stoi w miejscu mimo wielu prób zmiany?
Przede wszystkim powiedziałabym jej: nie zaczynaj od pytania „Co jest ze mną nie tak?”. Zacznij od pytania: „Dlaczego to, co robię, jest mi tak dobrze znane?”. Jeżeli po raz kolejny znajdujesz się w podobnej relacji, znowu rezygnujesz z siebie dla innych, boisz się odejść, nie potrafisz postawić granicy albo mimo wielu prób wciąż wracasz do tego samego miejsca, nie musi to oznaczać, że jesteś słaba albo że nie potrafisz się zmienić. Być może uruchamiasz sposób funkcjonowania, którego nauczyłaś się dużo wcześniej.
Czasami całe życie próbujemy zasłużyć na miłość, której kiedyś nam brakowało. Czasami wybieramy niedostępność, bo właśnie ona jest nam znajoma. Innym razem tak długo opiekujemy się wszystkimi wokół, że nawet nie zauważamy momentu, w którym przestałyśmy pytać siebie: „A czego ja potrzebuję?”. Dlatego powiedziałabym: zatrzymaj się i zacznij siebie obserwować. Zobacz, co się powtarza. Przy kim tracisz siebie? Czego najbardziej się boisz? Co robisz, żeby zostać zaakceptowaną? Na co pozwalasz innym, choć w środku czujesz, że przekraczane są Twoje granice?
Bardzo często chcemy zmienić swoje życie, walcząc ze sobą. Ja wolę zacząć od próby zrozumienia siebie. Nie po to, żeby usprawiedliwiać wszystko przeszłością, ale żeby zobaczyć, co nadal wpływa na nasze dzisiejsze wybory. A później przychodzi odpowiedzialność za to, co z tą świadomością zrobimy. Rodziny, dzieciństwa ani tego, co nas spotkało, nie możemy zmienić. Możemy natomiast zdecydować, czy chcemy nadal żyć według tych samych zasad. Nie musisz odrzucać swojej historii, żeby przestać ją powtarzać. Możesz ją zobaczyć, zrozumieć i zacząć wybierać inaczej. I chyba właśnie od tego zaczyna się dla mnie prawdziwa zmiana.
Wywiadu udzieliła: Ewa Kobryń – zajmuje się pracą z człowiekiem w obszarze emocji, podświadomości, relacji oraz powtarzających się wzorców. W swojej pracy wykorzystuje hipnoterapię, ustawienia systemowe i coaching, dobierając sposób pracy indywidualnie do potrzeb każdej osoby. Szczególnie interesują ją nieświadome mechanizmy, wzorce wyniesione z domu rodzinnego oraz lojalności rodzinne, które mogą wpływać na nasze relacje, poczucie własnej wartości i podejmowane decyzje. Prowadzi indywidualne sesje stacjonarnie w Dublinie oraz online. Pomaga przyglądać się temu, co kryje się głębiej za powtarzającymi się sytuacjami i trudnościami wprowadzaniu zmian.
Więcej informacji o działaniach Ewy znajdziesz na www.ewakobryn.com oraz na Facebooku.


