Jak odzyskać siebie? O kobiecej energii, emocjach i życiu w zgodzie ze sobą – Wywiad z Ewą Cieplik
Przez lata żyła w rytmie działania, odpowiedzialności i troski o innych. Dziś mówi o tym, jak ważne jest, by w codziennym pędzie nie zgubić kontaktu ze sobą, własnymi potrzebami, emocjami i intuicją. Ewa Margaryan-Cieplik, twórczyni marki LumiEva, przeszła osobistą transformację, która stała się początkiem jej nowej drogi oraz pracy z kobietami. W rozmowie opowiada o kobiecej energii, odzyskiwaniu wewnętrznej siły, pracy z emocjami i o tym, dlaczego powrót do siebie może być początkiem życia w większej lekkości i zgodzie ze sobą.
Redakcja: Pięć lat temu Pani ciało powiedziało „dość” – pojawił się ogromny ból barków i paraliż lewej ręki. Co dziś myśli Pani o tamtym momencie i jak bardzo zmienił on Pani życie?
Ewa Margaryan-Cieplik: Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że był to prawdziwy przełom w moim życiu. Wtedy odebrałam to przede wszystkim jako ogromny ból, zatrzymanie i sytuację, której zupełnie nie potrafiłam zrozumieć. Dziś patrzę na ten moment zupełnie inaczej.
Wiem, że to zatrzymanie było częścią większej układanki, którą z czasem nauczyłam się czytać. Zrozumiałam, że ciało często mówi do nas wcześniej, niż jesteśmy gotowi go słuchać. Dlatego dziś, kiedy pojawia się trudna sytuacja, staram się nie pytać tylko: „Dlaczego mnie to spotyka?”, ale przede wszystkim: „Co moje ciało chce mi powiedzieć? Dlaczego mnie zatrzymuje? Co powinnam zacząć robić inaczej?”.
Ten moment bardzo zmienił moje życie. Nauczył mnie uważności na siebie, swoje potrzeby i sygnały, które wcześniej ignorowałam. Zrozumiałam, że zatrzymanie nie zawsze jest końcem czegoś. Czasem jest początkiem zmiany i zaproszeniem do tego, żeby spojrzeć na swoje życie z zupełnie innej perspektywy.
Przez lata żyła Pani w trybie działania, odpowiedzialności i troski o innych. Kiedy po raz pierwszy pojawiła się myśl: „A gdzie w tym wszystkim jestem ja”?
Po raz pierwszy pojawiła się wtedy, gdy naprawdę się zatrzymałam i z poziomu obserwatora zobaczyłam swoje życie. Zobaczyłam siebie jako osobę, która przez lata żyła przede wszystkim dla innych, była odpowiedzialna, zaangażowana, troszczyła się o wszystkich dookoła, a swoje potrzeby nieustannie odkładała na później.
Cała moja uwaga była skierowana na zewnątrz. Ważne było to, czego potrzebują inni, co jeszcze trzeba zrobić, za co jestem odpowiedzialna. A mnie samej w tym wszystkim właściwie nie było.
To był bardzo ważny moment. Zrozumiałam, że przez lata byłam obecna w życiu innych, ale nieobecna w swoim własnym. I wtedy dotarło do mnie, gdzie popełniłam błąd – nie w tym, że troszczyłam się o innych, ale w tym, że zupełnie przestałam troszczyć się o siebie.
Od tego momentu zaczęłam patrzeć na swoje życie inaczej. Zaczęłam pytać siebie: czego ja potrzebuję, czego chcę, co jest dobre dla mnie? I chyba właśnie wtedy po raz pierwszy naprawdę zaczęłam wracać do siebie.
Punktem zwrotnym okazała się książka „Kod Emocji” dr. Bradleya Nelsona. Co takiego odkryła Pani wtedy w pracy z emocjami, że postanowiła pójść tą drogą dalej i uczynić z niej również swoją zawodową ścieżkę?
Kiedy zaczęłam na nowo poznawać siebie, odkryłam książkę „Kod Emocji” dr. Bradleya Nelsona. Zaczęłam przyglądać się temu, co czuję, szczególnie wtedy, gdy wybierałam siebie, a nie potrzeby innych. Zaczęły pojawiać się emocje, których wcześniej nie zauważałam lub nie potrafiłam dopuścić do siebie. Rozpoczęłam pracę nad ich uwalnianiem. Ten proces trwał około czterech lat i bardzo wiele we mnie zmienił.
Kiedy zobaczyłam, jak bardzo zmienia się moje życie i jak ta praca mi pomaga, pojawiła się myśl: „Może to jest moja droga?”. Zaczęłam pracować z najbliższymi i obserwować, że również im przynosi to zmianę.
To skłoniło mnie do certyfikacji w metodzie „Kodu Emocji” dr. Nelsona i zdecydowałam, że chcę uczynić z niej swoją drogę zawodową. Od dwóch lat pracuję z ludźmi i widzę efekty tej pracy. Wiem jednak, że jest to proces, tak jak był nim dla mnie. Nie chodzi o jednorazową pomoc, ale o stopniową zmianę wzorców, zachowań, nawyków i przede wszystkim poziomu świadomości.
Mówi Pani o uwalnianiu starych emocji, urazów, traum i wzorców. Jak wyglądała ta droga w Pani własnym życiu? Co było najtrudniejsze w konfrontowaniu się z tym, co przez lata pozostawało niewypowiedziane lub nieuświadomione?
Najtrudniejsze było spojrzenie prawdzie w oczy i zobaczenie tego, co przez lata zamiatałam pod dywan. Dopiero kiedy się zatrzymałam, zaczęłam dostrzegać, ile emocji tłumiłam, ile niewypowiedzianych słów w sobie nosiłam i jak często rezygnowałam z własnych odczuć, bo nie było przestrzeni, żeby je wyrazić.
W pracy z emocjami odkryłam również, że nie wszystko, co czujemy, musi być wyłącznie „nasze”. Możemy przejmować pewne emocje i wzorce od rodziny, otoczenia, szkoły czy społeczeństwa. W podejściu, z którym pracuję, mówi się również o emocjach odziedziczonych czy zapisanych na bardzo wczesnym etapie życia.
Dla mnie przełomem było zrozumienie, że wiele moich myśli, reakcji i emocji wynikało z utrwalonych schematów. Zaczęłam więc zadawać sobie najważniejsze pytanie: „Co ja naprawdę myślę i czuję, kiedy odłożę na bok wszystko, czego nauczyłam się od innych?”. To był początek prawdziwego poznawania siebie.
Dziś mówi Pani o przejściu z działania do bycia. Co konkretnie zmieniło się w codziennym życiu? Jak wygląda Pani dzień, decyzje czy relacje, kiedy nie próbuje już Pani wszystkiego kontrolować?
Moje życie wygląda dziś zupełnie inaczej niż kiedyś. Kiedyś był przede wszystkim schemat: praca, dom, dzieci i nieustanne poczucie, że trzeba jeszcze coś zrobić, załatwić, dopilnować. Dziś nadal mam rodzinę i pracę, ale funkcjonuję w zupełnie innym rytmie.
Stworzyłam sobie takie warunki pracy, o jakich kiedyś marzyłam. Chciałam pracować wtedy, kiedy chcę, w takim wymiarze, jaki mi służy, i być sama sobie szefem. Dziś mam czas na sport, podróże, przyjaciół, spotkania z koleżankami i przede wszystkim na siebie.
Moja praca stała się moją pasją. Nie spala mnie i nie odbiera energii, jak kiedyś, ale daje mi siłę i napęd do życia. Najważniejsza zmiana polega jednak na tym, że dziś żyję bardziej po swojemu, według własnych wartości i zasad, a nie według oczekiwań i kryteriów innych ludzi. Nie próbuję już dopasowywać się do wszystkiego i wszystkich. Zaczęłam wybierać siebie i świadomie budować życie, którego naprawdę chcę.
W Pani historii bardzo mocno wybrzmiewa temat kobiecej energii. Czym ona właściwie jest dla Pani i dlaczego uważa Pani, że kobieca siła nie musi oznaczać ciągłej walki, działania i udowadniania swojej wartości?
Kiedyś wydawało mi się, że jeśli wszystko kontroluję i mam wpływ na to, co dzieje się wokół mnie, to jestem silna i bezpieczna. Dziś wiem, jak bardzo się myliłam.
Pracując nad kobiecą energią, zaczęłam dostrzegać, skąd wzięły się moje wzorce. Zobaczyłam, że podobny sposób funkcjonowania obserwowałam w domu – moja mama również przez lata robiła przede wszystkim dla innych, często zapominając o sobie.
Zrozumiałam, że tam, gdzie kierujemy swoją uwagę, płynie nasza energia. Kiedy zaczęłam kierować ją do siebie, dbać o siebie, prosić o pomoc, przyjmować życie takim, jakie jest, bez ciągłego oporu i walki, pojawiły się lekkość, spokój i przyjemność życia.
Dla mnie kobieca siła nie oznacza więc ciągłego działania i udowadniania swojej wartości. To powrót do siebie, do obecności, wewnętrznego oparcia i poczucia, że jestem na swoim miejscu. To przejście z „muszę” do „mogę”, a przede wszystkim do „wybieram siebie i wybieram życie”.
Ważnym elementem historii LumiEva są kamienie naturalne. Początek tej drogi miał związek ze snem, w którym pojawił się m.in. różowy kwarc. Co sprawiło, że potraktowała Pani ten sen jako impuls do stworzenia biżuterii?
Tak, impulsem był sen, w którym moje ciało było wypełnione różowym kwarcem. Zaintrygowało mnie to na tyle, że zaczęłam zgłębiać symbolikę snów i uczyć się słuchać tego, co podpowiada mi podświadomość. Zrozumiałam, że często pokazuje nam ona kierunek, zanim jeszcze świadomie jesteśmy gotowi go dostrzec. Tylko od nas zależy, czy zatrzymamy się i zaczniemy jej słuchać.
Wtedy zaczęłam poznawać świat kamieni naturalnych, ich symbolikę, właściwości i znaczenie. Przypadkiem trafiłam na film pokazujący, jak tworzy się biżuterię z kamieni. Poczułam, że może to być coś dla mnie, twórcza pasja, która pozwoli mi zwolnić, pobyć ze sobą i wrócić do własnej przestrzeni.
Z czasem pojawiła się kolejna myśl: a gdyby tworzyć biżuterię z intencją? Tak powstał pomysł na biżuterię, która ma wspierać określone intencje, ochronę, spokój czy uwalnianie emocji. Wierzę, że kamienie mogą być nośnikiem symbolicznego znaczenia i intencji, którą w nie wkładamy. I właśnie z tego połączenia intuicji, uważności i pasji zaczęła rodzić się LumiEva.
Każdą kompozycję LumiEva tworzy Pani indywidualnie, uwzględniając m.in. datę urodzenia, Matrycę Losu, intuicję i własne odczuwanie. Jak wygląda proces tworzenia takiej osobistej biżuterii i co chciałaby Pani, aby kobieta czuła, kiedy ją zakłada?
Każdą biżuterię LumiEva tworzę indywidualnie, bo wierzę, że każda kobieta jest w innym miejscu swojego życia i potrzebuje czegoś innego. W procesie tworzenia biorę pod uwagę datę urodzenia, Matrycę Losu, numerologię, aktualne energie, talenty oraz obszary związane m.in. z przepływem finansowym.
Jednak sama analiza to dla mnie nie wszystko. Ważne jest poznanie kobiety, rozmowa o tym, co aktualnie dzieje się w jej życiu, z czym się mierzy, czego potrzebuje i co chciałaby w sobie wzmocnić. Następnie łączę te informacje z własną intuicją i odczuwaniem kamieni. To właśnie wtedy wybieram te, które najbardziej współgrają z jej aktualną sytuacją i intencją.
Chciałabym, aby kobieta, zakładając LumiEva, czuła przede wszystkim, że jest to coś stworzonego właśnie dla niej. Żeby przypominała sobie o swojej sile, potrzebach i intencji, z którą idzie przez życie. Aby biżuteria była nie tylko ozdobą, ale także osobistym symbolem jej drogi i powrotu do siebie.
LumiEva nie jest jednak tylko marką biżuteryjną. Jest także zaproszeniem do powrotu do siebie. Po czym kobieta może rozpoznać, że oddaliła się od siebie i żyje bardziej według oczekiwań innych niż własnych potrzeb?
Myślę, że pierwszym sygnałem jest moment, kiedy coraz częściej żyjemy według tego, czego oczekują od nas inni, zamiast słuchać własnego czucia i potrzeb. Kiedy ciągle się dopasowujemy, spełniamy oczekiwania, dbamy o wszystkich dookoła, a na końcu dnia nie mamy już przestrzeni ani energii dla siebie. To właśnie wtedy możemy zauważyć, że zaczynamy oddalać się od siebie i swojej wewnętrznej mocy.
Każda kobieta ma ogromny potencjał, tylko nie zawsze wie, jak z niego korzystać. W swojej pracy pokazuję, gdzie oddajemy siebie, swoją uwagę i energię, często nie otrzymując nic w zamian. Uczę zatrzymywania się i zauważania: czego ja właściwie potrzebuję, co czuję i czego naprawdę chcę?
LumiEva jest dla mnie częścią tej drogi. Biżuteria ma przypominać kobiecie o niej samej, o jej sile, potrzebach i własnej drodze. Ma być symbolem intencji i wsparciem w procesie zmiany, szczególnie wtedy, gdy potrzebujemy wrócić do siebie i świadomie zacząć wybierać własne życie.
Wiele kobiet jest dziś przyzwyczajonych do tego, że muszą być silne, samodzielne, zorganizowane i muszą dawać radę. Co powiedziałaby Pani kobiecie, która jest właśnie w takim momencie i czuje, że nie potrafi się zatrzymać?
Przede wszystkim opowiedziałabym jej swoją historię. Pokazałabym jej drogę, którą sama przeszłam, jak żyłam kiedyś i jak wygląda moje życie dziś. Wierzę, że autentyczność i własne doświadczenie są najlepszym dowodem na to, że zmiana jest możliwa. Nie uczę tego z książek czy teorii. Dzielę się tym, czego sama doświadczyłam i co pomogło mi zmienić swoje życie.
Jednocześnie wiem, że każda kobieta ma swój czas i swoją gotowość. Nie można nikogo zmusić do zmiany. Najpierw musi pojawić się własna decyzja i chęć, by coś zrobić inaczej.
Kiedy ta gotowość się pojawia, można już zrobić pierwszy krok. Moją rolą jest towarzyszyć kobiecie w tym procesie, wspierać ją i dawać jej poczucie, że nie musi przechodzić przez to sama. Chcę, żeby czuła obecność, bezpieczeństwo, spokój i akceptację, bez oceniania. Czasem właśnie świadomość, że ktoś jest obok i naprawdę słucha, daje siłę, żeby zatrzymać się i zacząć wybierać siebie.
Patrząc na Ewę sprzed kilku lat i kobietę, którą jest Pani dziś – co było największą zmianą? Odzyskanie kontaktu z własnym ciałem, emocjami, intuicją, a może pozwolenie sobie na to, by wreszcie wybierać siebie?
Patrząc na siebie sprzed kilku lat, widzę kobietę, która na zewnątrz wydawała się pewna siebie, ale wewnątrz często nie była w prawdziwym kontakcie ze sobą. Dziś jestem kobietą, która potrafi jasno powiedzieć, co czuje, czego chce i czego potrzebuje. Nie boję się już rozmów ani trudnych emocji, nawet jeśli wiem, że ktoś może się ze mną nie zgodzić albo poczuć się urażony.
Zrozumiałam, że dojrzałość nie polega na unikaniu trudnych rozmów czy sytuacji, żeby zachować spokój za wszelką cenę. Chodzi o to, żeby pozostać w kontakcie ze sobą i być szczerą wobec siebie.
Kiedyś czułam „nie”, a mówiłam „tak”. Zgadzałam się, choć w środku czułam sprzeciw, bo ważniejsze było dla mnie to, czego oczekiwali inni. Dziś potrafię powiedzieć „nie” bez poczucia winy i wybrać to, co naprawdę mi służy.
Myślę, że właśnie to jest największą zmianą, odzyskanie kontaktu ze sobą, swoimi emocjami, potrzebami, intuicją i własną prawdą. Dziś nie żyję po to, żeby spełniać oczekiwania innych. Coraz częściej wybieram siebie, swoje życie i to, co jest ze mną w zgodzie.
Gdyby miała Pani zostawić czytelniczkom jedną myśl, która mogłaby stać się początkiem ich własnego powrotu do siebie, co chciałaby im Pani powiedzieć?
Powiedziałabym: zatrzymaj się i zapytaj siebie, czego naprawdę chcesz.
Nie tego, czego oczekują od Ciebie inni. Nie tego, co „powinnaś”, co wypada i co trzeba. Tylko tego, co mówi Twoje serce, ciało i wewnętrzny głos.
Przez wiele lat sama żyłam w przekonaniu, że muszę być silna, odpowiedzialna i zawsze dawać radę. Dziś wiem, że największą siłą nie jest ciągła walka ani kontrolowanie wszystkiego. Prawdziwa siła zaczęła się dla mnie wtedy, kiedy pozwoliłam sobie zatrzymać się, poczuć i wreszcie usłyszeć siebie.
Dlatego chciałabym każdej kobiecie powiedzieć: nie czekaj, aż Twoje ciało będzie musiało zatrzymać Cię za Ciebie. Zacznij słuchać siebie wcześniej. Masz prawo wybierać siebie, prosić o pomoc, odpoczywać, mówić „nie”, zmieniać zdanie i żyć po swojemu.
Powrót do siebie nie jest egoizmem. To moment, w którym zaczynasz być naprawdę obecna we własnym życiu. I czasem wystarczy jeden mały krok, zatrzymać się i powiedzieć sobie: „Teraz wybieram siebie. Wybieram swoje życie.”
Wywiadu udzieliła: Ewa Margaryan-Cieplik – twórczyni marki LumiEva, która powstała z jej osobistej transformacji i drogi powrotu do siebie, kobiecości i wewnętrznej mocy. Pracuje z emocjami, intuicją i energią, wspierając kobiety w odzyskiwaniu kontaktu ze sobą i życiu w większej lekkości. Ukończyła dziewięciomiesięczną certyfikację u dr. Bradleya Nelsona i od lat towarzyszy innym w procesie uwalniania emocjonalnych obciążeń. Tworzy również spersonalizowaną biżuterię z kamieni naturalnych, dobieraną indywidualnie i z konkretną intencją. LumiEva jest dla niej zaproszeniem do powrotu do siebie, swojej intuicji, potrzeb i kobiecej mocy.
Więcej informacji o działaniach Ewy znajdziesz na www.lumieva.pl

